R0284-158 Część XI: Obliczając koszty. Ile byście dali?

Zmień język 

::R0284 : strona 158::

Część XI

———-

OBLICZAJĄC KOSZTY. ILE BYŚCIE DALI?

Drodzy przyjaciele, nie mamy zamiaru zajmować się teraz wysokością datków, ale sądząc, że pytanie, które chcemy postawić, jest najważniejsze ze wszystkich i budzi nasze zainteresowanie w stopniu być może znacznie większym niż jakiekolwiek inne, które moglibyśmy rozważyć – proponujemy, aby każdy za siebie dokładnie się zastanowił: Ile dałby za Ewangelię Chrystusową? Ale, powiecie, czyż Ewangelia nie jest za darmo? Czy prorok nie mówi: „Nuż wszyscy pragnący pójdźcie do wód, i wy, co nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie a jedzcie; pójdźcie, mówię, kupujcie bez pieniędzy i bez zapłaty, wino i mleko” – Iz. 55:1? Tak, to jest stosowny cytat, ale nie mówi on o tym, aby człowiek mający pieniądze mógł otrzymać Ewangelię i wciąż zatrzymywać swe pieniądze; ci, którzy mają ją dostać bez pieniędzy, nie mają pieniędzy, by móc zapłacić. Ale tak szczerze, mój bracie, moja siostro, mój przyjacielu, ILE ty dałbyś za Ewangelię? Jest ona nadzwyczaj wartościowa i nie powinieneś oczekiwać, że dostaniesz ją za darmo, nie powinieneś chcieć wziąć jej za darmo, jeśli tylko możesz ani też nie możesz spodziewać się, że dasz tyle, ile ona jest warta, bo „jest cenniejsza niż perły, a żadne klejnoty nie dorównają jej wartości” [Przyp. 3:15 NB].

A jeśli masz choćby słabe pojęcie o jej wartości, to może zechcesz coś dla niej ofiarować. Ofiary na jej rzecz są możliwe teraz, teraz jest „miłościwy [umożliwiający przyjęcie] rok Pański”, a zbliżamy się do „dnia pomsty naszego Boga” i jeśli chcesz skorzystać z szansy niebiańskiego powołania, musisz być szybki i zdecydowany; spodziewamy się, że wkrótce dopełni się poczet objętych tym powołaniem i mamy nadzieję, że nie znajdziecie się pośród tych, co „będą stać przed drzwiami i kołatać mówiąc: Panie, Panie, otwórz nam” [Łuk. 13:25], gdy będzie już na zawsze za późno. Ponownie zapytamy: Ile zechcecie dać? Zakładając, że rozpatrujemy słowo dać po pierwsze w sensie ulegania jej, „dawania posłuchu” – czy jesteście gotowi poświęcić swoją uwagę i myśli tej Ewangelii? Czy jesteście skłonni nagiąć do niej swoje umysły? Czy zechcecie uważnie, z modlitwą i wytrwale ją rozważać? Czy poświęcicie jej całą uwagę, jaką dotąd przywiązywaliście do spraw małej wagi lub nieważnych? Rozważcie to dobrze; pomyślcie o godzinach spędzonych na czytaniu powieści, humorów i dowcipów, być może na graniu w pewne gry dla rozrywki lub nawet na czytaniu nowości z dziedziny historii czy nauki, przeważnie w celu bycia uważanym za „dobrze zorientowanego” albo dla zdobycia kwalifikacji niezbędnych do osiągnięcia liczącej się (w świecie) pozycji czy sławy. Czy jesteście chętni pozostawić to i poświęcić uwagę Ewangelii tak, jak poświęcaliście ją tym innym rzeczom? Czy odpowiecie twierdząco? To dobrze, jak dotąd, ale to jeszcze nie wszystko. Czy chcecie (zauważcie, że pytania te kierowane są do was, byście odpowiedzieli w czasie teraźniejszym, nie na jutro) dawać w sensie pozostawienia czegoś; czy jesteście gotowi, jeśli Ewangelia będzie tego wymagać, przyjąć zasady, które spotkają się ze sprzeciwem ze strony tych, z którymi dotychczas się przyjaźniliście? Czy jesteście gotowi na radykalne zmiany w umyśle i sposobie rozumowania tj., że zamiast pojmowania z ziemskiego albo cielesnego punktu widzenia będzie się to odbywać w oparciu o duchowy lub ewangeliczny punkt widzenia? Ziemska mądrość podpowiada: „Jeśli twój nieprzyjaciel głoduje, to niech się zagłodzi”, i wszystko inne w podobnym duchu, ale mądrość niebiańska nakazuje czekać na naszego Niebieskiego Ojca, który rozumie wszystkie słabości naszej natury i wszelkie wpływy, na jakie jesteśmy wystawieni i jakie nas obciążają, aby On za nas zarządził sprawami, zamiast sami brać je w swoje własne ręce i zarządzać nimi na sposób ziemski i według ziemskiej mądrości; trzeba by powiedzieć – patrząc z ludzkiego punktu zapatrywania – że rezygnujemy z własnego rozumu i dla sprawy Chrystusowej stajemy się głupcami. Czy sądzicie, że jest to dla was do pomyślenia? Dobrze, jeśli tak jest, ale nie możecie stać się naczyniami użytecznymi w służbie Mistrza pozostając na zewnątrz. Jesteście gotowi? Tak, to bardzo dobrze, to już dobrze, ale to jeszcze nie wystarczy; bardzo prawdopodobne, że za sprawą tej Ewangelii wiele rzeczy, które dotąd wydawały się nieszkodliwe w swej naturze, okaże się dla was bardzo niedobrymi i będziecie wzywani do dawania w sensie ich porzucenia, do odejścia w sensie porzucenia ich na zawsze – do rozstania się z rzeczami, które kiedyś lubiliście; pośród nich mogą się znaleźć ziemskie ambicje i oczekiwania. Niebiańska mądrość będzie was uczyć, że wszystkie te rzeczy są przemijające i czcze i że im bardziej będzie wam na nich zależeć, tym bardziej będą was zwodzić i tym większe będzie wasze rozczarowanie, gdy wasze oczekiwania się nie spełnią, a wasze nadzieje pierzchną. Stwierdzicie, że pod wpływem Ewangelii wszystko się odmieniło, a rzeczy, które są wysoko cenione między ludźmi, są obrzydliwością w oczach Boga (Łuk. 16:15). Zauważcie słowa „wysoko cenione między ludźmi” – rzeczy ziemskie potrzebne dla naszej fizycznej egzystencji nie mają być wzgardzone ani nie będzie nas do tego nakłaniać niebiańska mądrość ani to nie one są tymi wysoko cenionymi wśród ludzi rzeczami, gdyż człowiek ofiarowałby je dla ziemskiego uznania i zdrowia. Gdy umożliwicie Ewangelii, aby wywierała na was wpływ, zostaniecie poprowadzeni do znienawidzenia tego, co jest WYSOCE cenione wśród ludzi.

Zobaczmy, jakie rzeczy cenione są wysoko między ludźmi; dla czego uczyniliby oni największą ofiarę? Prawdopodobnie największy wysiłek podejmują ludzie po to, by być uwielbianymi, by mieć uznanie, sławę, reputację wśród ludzi; nie tyle, by być wybitnym, ile by być uważanym za wybitnego. Zdecydowanie się na odrzucenie przez ludzi i utratę dobrego imienia jest straszne dla kogoś, kto nie zna Ewangelii Chrystusa. Utrata reputacji jest jednym z największych, jeśli nie największym nieszczęściem, jakie może się przytrafić człowiekowi; nie tak bardzo zważa się na utratę charakteru, jak na utratę reputacji, co dla człowieka światowego jest najgorszą rzeczą, gdyż jeśli się ją traci, traci się też przeważnie światowych przyjaciół. Niektórzy pozostaną przy tobie, jeśli masz mnóstwo pieniędzy, ale utrzymanie przyjaciół po utracie reputacji związane jest z dużymi kosztami, nawet pieniężnymi; tak więc jeśli dla sprawy Ewangelii wyrzekniesz się swojej reputacji (nic innego nie powinno człowieka do tego doprowadzić), to będzie ci się wiodło całkiem dobrze, będziesz oddawał sporo. Czy sądzisz, że możesz to uczynić? T-a-k? No cóż, czy możesz powiedzieć to dobitniej: „Jak Bóg da, uczynię to!” Tak jest dobrze. Oddajesz samego siebie, choć według ludzkiej mądrości jesteś biedny, nieprawdaż? Nic nie szkodzi, nie patrz na rzeczy, które widać; one są przemijające. Jednak nie dałeś jeszcze wystarczająco dużo – nie masz żadnych pieniędzy? (Nie, nie mamy zamiaru zbierać datków.) Tak, trochę masz. Czy masz mało, czy dużo, będziesz musiał je oddać, nie po to, by zapłacić za Ewangelię, ale z wdzięczności i po to, by mogły zostać posłane innym; niedaleko twego domu żyją Pańscy bracia, którzy są głodni albo chorzy i potrzebują pomocy, tak więc twoje (?) pieniądze będą potrzebne, a wraz z tym ci nieliczni przyjaciele, którzy dla twoich pieniędzy trzymali się ciebie po tym, jak utraciłeś reputację, też odejdą; przez to gorzkie (błogosławione) doświadczenie przekonasz się, że większość twoich przyjaciół cię opuściła, gdy utraciłeś dobrą opinię, a teraz odejdzie ta reszta twoich światowych przyjaciół i zostaniesz sam. Czy uczynisz to? „Tak, z łaski Bożej, uczynię!” Żądło śmierci (dla świata) przeminęło, czyż nie? O ile łatwiej jest teraz powiedzieć „Tak”. Chwała Panu! Ale wciąż nie oddałeś dosyć.

Teraz, mój drogi przyjacielu, jesteś już niedaleko od królestwa. Czy poświęcisz swój spokój, wygodę, a nawet samo życie, jeśli będzie trzeba? Czy dasz się zużyć, spalić czy w jakikolwiek inny sposób wykorzystać dla sprawy Ewangelii Chrystusowej? Czy tak? Dzięki niech będą Bogu! Tak się cieszę; będziesz bardzo bogaty. Spójrzmy teraz poza tę umowę. Oddałeś swoją uwagę, swój czas, swój umysł, swą reputację, swych przyjaciół, swoje pieniądze, swoje życie – siedem elementów. Uznałeś, że jesteś naprawdę nędzny, czyż nie? Przyznaję, że tak jest, jesteś biedny, naprawdę bardzo biedny, i uczyniłeś to dobrowolnie. To sprawia, że pomyślałem o czymś, co kiedyś słyszałem i gdy ci się tak przyglądam, to widzę zmianę na twojej twarzy; przypominasz mi kogoś, kogo znałem. O, już wiem! Nazywał się Jezus z Nazaretu. Dlaczego? Tak bardzo jesteś do Niego podobny. Musisz być jego bratem! „Albowiem znacie łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, że dla was stał się ubogim, będąc bogatym, abyście wy ubóstwem jego ubogaceni byli” – 2 Kor. 8:9. Dlaczego? Właśnie postąpiłeś dokładnie tak jak On i dokładnie według tego, co miał na myśli, gdy mówił: „Albowiem dałem wam przykład, abyście jakom ja wam uczynił, i wy czynili” – Jana 13:15. Jest to najlepsze, co mogłeś zrobić i cieszę się, witając cię jako brata. Ja również uczyniłem te same rzeczy, „dla których przyczyny nie wstydzi się ich braćmi nazywać” (Żyd. 2:11). Możesz pozwolić sobie na to, by być biednym i przez chwilę ukrywać to, że w rzeczywistości jesteś dziedzicem królestwa. „Słuchajcie, bracia moi mili! azaż Bóg nie obrał ubogich na tym świecie, aby byli bogatymi w wierze i dziedzicami królestwa, które obiecał tym, którzy go miłują?” – Jak. 2:5. Teraz będziesz się szybciej uczył i zdołasz przygotować się do królewskich zajęć w królewskiej rodzinie; bo „jeśliby kto chciał [pragnął] czynić wolę jego, ten będzie umiał rozeznać, jeśli ta nauka jest z Boga” – Jana 7:17. Należysz teraz do grona trafnie opisanego przez poetę [Richarda Allena], który powiedział:

Cóż to za biedny wzgardzony
lud wędrowców tam na drodze
wąską ścieżyną zdąża wzwyż
wśród labiryntów srogich?
Ach, potomkowie to królewscy,
dziedzice korony i boskości,
pieśń chwały śpiewają radośnie,
bo wezmą dar nieśmiertelności.
Dlaczego tak biednie wyglądają,
tak bardzo są wzgardzeni?
Bo świat nie może dostrzec
ich bogatych szat, nie umie ich docenić.
A czemu idą taką stromą,
skalistą i ciernistą drogą?
Gdyż tak szedł ich umiłowany Pan,
więc Jego ślady ich do nieba wiodą.
Jakże, więc nie ma innej drogi
do błogiej Salemu szczęśliwości?
Nie, jedynie Chrystus wiedzie nas
do Boga Ojca, do wieczności.

———-

— Wrzesień 1881 —