R0426-2 Chrześcijaństwo i Islam

Zmień język 

::R0426 : strona 2::

Chrześcijaństwo i Islam

„Pewien pisarz, którego trudno byłoby posądzać o próbę wspierania heterodoksji, w publikowanym na Wschodzie piśmie usiłuje w obszerny sposób wykazać, że spośród wszystkich religii chrześcijaństwo jest obecnie najbardziej zagrożone i w największym stopniu narażone na upadek, choć nie jest ono przedmiotem wojen religijnych, które gnębią niektóre narody wyznające inne religie.

Autor wskazuje na fakt, że buddyzm, islam i judaizm mają mocną pozycję wśród narodów wyznających te religie. Tymczasem chrześcijaństwo jest atakowane od środka przez najpotężniejsze umysły świata. Ateizm, a raczej agnostycyzm gwałtownie przybiera na sile w tak zwanych chrześcijańskich krajach. W artykule podkreślone zostały następujące problemy: innowierczy rząd we Francji, ateizm we Włoszech, niemal całkowity upadek wiary wśród wykształconych klas Rosji, sceptycyzm w Niemczech, narastający liberalizm w Anglii i Szkocji oraz znaczna swoboda dla niewierzących w Ameryce, gdzie prawo nie pozwala czynić różnic ze względu na przekonania religijne. Wysnuwany jest stąd wniosek, że chrześcijaństwo najprawdopodobniej upadnie i obumrze wcześniej niż inne, starsze religie, których zwolennicy wyznają je ślepo i bezwarunkowo.”

Przytaczamy powyższy cytat z niedawnego wydania Pittsburgh Dispatch, aby ukazać, w jaki sposób myślący chrześcijanie, nie będąc świadomi faktu, że nominalny kościół Wieku Ewangelii został odrzucony przez Pana i nie umiejąc zrozumieć przyczyn, mimo wszystko dostrzegają gwałtowny upadek chrześcijaństwa. Zauważa to świat, widzą to myślący chrześcijanie. Tylko zaślepieni wielbiciele gigantycznych i skorumpowanych systemów nie są w stanie tego dostrzec.

Komentując powyższe słowa, Redaktor stwierdza: „Ten to właśnie fakt, że agnostycyzm odnotowuje tak gwałtowny wzrost między chrześcijanami, wśród których mógłby być z łatwością zdławiony metodami prawnymi czy siłowymi, dowodzi, że wyznawcy chrześcijaństwa są przekonani o sile swej wiary i o tym, że ostatecznie opanuje ona cały świat przy użyciu metod pokojowych, bez odwoływania się do siły oręża. Religia, która nie znosi sprzeciwu, choć pretenduje do tego, by być zbudowaną na podstawach rozumowych, dowodzi słabości swej wiary i jest w stanie się ostać jedynie mocą zakazów i prześladowań. Buddyzm i islam są jak dawna inkwizycja. Niewierni są przepędzani ze społeczności lub po prostu mordowani. Chrześcijaństwo nie sprzeciwia się uczciwej i rozumnej opozycji, posługującej się logicznymi argumentami. Chrześcijański teolog, który poprawnie wypełnia swoje obowiązki, nigdy nie będzie unikał inteligentnej dyskusji. A jeśli jest jeszcze jakiś błąd w tych najbardziej wolnościowych formach chrześcijaństwa, to właśnie ten, że jest ono skłonne wystawiać się na obraźliwe epitety ludzi, którzy je zwalczają, zamiast zapraszać ich za kazalnicę i dać im prawo do przemawiania. Zbyt wielu chrześcijańskich duchownych zachowuje się tak, jakby się obawiało ateistycznych mówców – że mogą oni przedstawić mocniejsze argumenty i przez to wydać się bardziej interesujący i przekonywający dla chrześcijańskiej publiczności. Jest to pożałowania godna słabość”. Następnie dodaje: „Jasne stało się, że to właśnie liberalizm chrześcijański doprowadził do rozwoju ateizmu i że teraz chrześcijanie będą zmuszeni do porzucenia pewnej części swych wyznań wiary. Sekciarstwo będzie musiało się rozpłynąć. A gdy już rozwój posunie się tak daleko, że trudno będzie dopatrzyć się nawet najmniejszego powodu, dla którego należałoby się odwoływać choćby do najlżejszej formy przemocy, cel chrześcijaństwa zostanie osiągnięty. Wtedy ateiści i agnostycy wszelkiej maści będą musieli porzucić swoje ekstremalne stanowiska, a różne frakcje będą mogły podać sobie ręce we wspólnym zadaniu popierania dokładnie tego, czego nauczał CHRYSTUS, a nie formułek i pomyłek, które zostały Mu przypisane przez tak zwanych chrześcijan, którzy nie mają pojęcia o rzeczywistej postaci Jezusa”.

Zgadzamy się z Redaktorem, że klerykałowie usiłujący bronić swych wyznań wiary boją się i drżą przed ateistami, których argumentacja prowadzi do wniosków całkowicie odmiennych niż owe od dawna czczone przez nich tradycje, nie mające żadnych podstaw ani w rozumie, ani w Słowie Bożym. Ateista jest człowiekiem niewierzącym. Niewiara w nominalne kościoły jest czymś całkowicie odmiennym od niewiary w chrześcijaństwo. Wielu tak zwanych „niedowiarków” jest znacznie bliżej zarówno prawdy chrześcijaństwa, jak i praktykowania jego zasad, niż tak zwani chrześcijanie.

Niedowiarkami są wszyscy, którzy usiłują ustanawiać swoje własne teorie i przekręcać pewne fragmenty Słowa Bożego, tak by potwierdzały ich poglądy, podczas gdy zawierają one jasne stwierdzenia im zaprzeczające. Takie podejście doprowadziło do rozwoju babilońskiego zamieszania w kościołach. Wszystkie one twierdzą, że Biblia potwierdza ich doktrynę, choć w rzeczywistości jest całkiem przeciwnie. Chcąc zaś uzyskać znaczącą pozycję, wpływy i poważanie w świecie, stwierdzają, że konieczne jest prezentowanie się w sposób imponujący. Wobec czego każdy z nich, podobnie jak inne, określa siebie mianem reprezentanta chrześcijaństwa przy jednoczesnym całkowitym pomijaniu jego nauk.

Nie ma w tym doprawdy nic dziwnego, że tak zwane chrześcijaństwo, ze swoimi licznymi sprzecznościami oraz odrażającym, fałszywym wyobrażeniem cudownego charakteru błogosławionego Boga, doprowadziło tak wielu myślących ludzi do utraty wiary. Tym bardziej trudno się dziwić temu, że ta struktura, podzielona sama przeciwko sobie, niebawem upadnie.

Ateiści stwierdzają, że skoro biblijne chrześcijaństwo ma takich reprezentantów, to wolą nie mieć nic do czynienia ani z chrześcijaństwem, ani z Biblią. Jeśli bowiem jakakolwiek książka dawałaby podstawy do tak wielkich sprzeczności, a jej nauki prowadziłyby do rozwoju charakteru niewiele lepszego, a często nawet gorszego od przeciętnej światowej, to byłaby ona całkowicie bezwartościowa, a może nawet wręcz szkodliwa, bezpodstawnie nosząc miano Bożego objawienia i dzięki temu oddziałując na ludzi. W związku z tym wiele osób stwierdza, że należy całkowicie odrzucić Biblię i przez to, jak głosi Robert Ingersoll, uczynić coś najlepszego w świecie, a także wywrzeć wpływ na innych, by podobnie jak oni, uczynili to, co najlepsze – sami stali się szczęśliwi i zadowoleni z siebie, a także pozwolili innym takimi się stać.

Cały nominalny system religijny, uzurpujący sobie prawa do nazwy ‚chrześcijaństwo’, jest zupełnie pozbawiony związku z naukami Biblii, a czciciele jego wyznań wiary są w rzeczywistości ludźmi niewierzącymi w Pismo Święte. Nie ośmielają się oni otworzyć tej księgi przed szczerymi poszukiwaczami prawdy. I to do nich Bóg mówi: „Przyjdźcież teraz, a rozpierajmy się z sobą” (Iz. 1:18) – przekonajcie się, czy Biblia nie objawi prawdy obalającej wasze wypieszczone wyznania wiary. Wstyd i zażenowanie okryją wkrótce takie znieważające Boga zakłamanie. Nic dziwnego, że ci, którzy nauczają „według przykazań i nauk ludzkich” (Kol. 2:22), drżą i kulą się przed rozsądnymi argumentami zarówno niewierzących, jak i szczerych poszukiwaczy prawdy, którzy uparcie domagają się dla swojej wiary podstawy: „Tak mówi Pan”. Jedyną ich bronią stają się wtedy obraźliwe epitety i donosy oraz ostrzeganie innych przed niebezpieczeństwem używania rozsądku i uważnego rozważania Pisma Świętego, gdyż to prowadzi do utraty wiary. Utraty wiary w Biblię? Nie – utraty wiary w kościelne wyznania wiary.

Wielbimy Boga za to, że dzięki Jego łasce mogliśmy pomóc wielu ludziom zrzucić z siebie te kajdany. Tak, ośmielamy się stać „w tej wolności, którą nas Chrystus wolnymi uczynił” (Gal. 5:1) i przeciwstawiając się klątwom martwych kościołów, oświadczamy światu, że Biblia naprawdę jest objawieniem chwalebnego planu, który jest w całej pełni godny chwały nieskończonego Boga, że obecne nominalne chrześcijaństwo stanowi całkowite wypaczenie nauki Pisma Świętego, a rzeczywisty, idealny charakter Biblii nigdy, nawet w przybliżeniu, nie był w nim reprezentowany, z wyjątkiem nielicznej garstki tych, którzy są prawdziwymi badaczami jej świętych kart i naśladowcami opisanych na nich wspaniałych wzorów. Niechaj wszyscy prawdziwi synowie Boży rozważają Pismo Święte, tak aby umieli uzasadnić swoją nadzieję. Wtedy dopiero zostanie osiągnięty prawdziwy cel chrześcijaństwa.

====================

— Styczeń 1883 r. —