R0761-3 Do wybrańców Bożych (w czasie utrapienia)

Zmień język 

::R0761 : strona 3::

Do wybrańców Bożych (w czasie utrapienia)

Na ziemi znajdują się wybrańcy Boży, chociaż żaden człowiek osobiście rozpoznać ich nie może. Mają oni pewne wspólne cechy, chociaż ich ziemskie warunki na świecie różnią się jedne od drugich. Oni posiadają jedną wiarę, jeden cel i jeden umysł, chociaż znajdują się w różnych zajęciach i w różnych częściach ziemi. Pozdrawiamy ich w imieniu Pańskim życząc im i modląc się dla nich o łaskę, miłosierdzie i pokój od Boga Ojca i Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Umiłowani, Wy jesteście znani u Boga, chociaż może nie jesteście rozpoznawani przez ludzi. Jesteście rozproszeni po całym świecie, w tym pochmurnym i ciemnym dniu, nierozpoznani dla cielesnych oczu ludu pospolitego. Jednakowoż, gdziekolwiek się znajdujecie, macie na sobie Boskie znamię, czyli pieczęć, którą stanowi wiara, posłuszeństwo i miłość do Prawdy, którą Bóg spowodował, aby była wystawiona w pismach Mojżesza, Proroków i Apostołów. Mając tę Boską pieczęć jesteście drogimi w Jego oczach, Wasza wiara jest Mu przyjemną; Wasze posłuszeństwo, Wasze dobrowolne ofiary i Wasze poświęcenie się w Jego służbie, podczas gdy cały świat Go ignoruje, wznoszą się ku Niemu, jako miła i przyjemna wonność przez Najwyższego Kapłana wyznania naszego. Będą one kiedyś jeszcze raz wspomniane, ku naszej wielkiej radości i to w czasie, gdy będzie wydawać się, że zapomniano o nich i gdy będą wydawać się zbyt małe, aby je wspominać wobec tych wstrząsających wydarzeń, jakie będą miały miejsce przy wtórym przyjściu Pana naszego Jezusa Chrystusa. Piszę do Was względem naszego wspólnego utrapienia – wspólnego pod wieloma względami. Nie piszę do Was, dlatego, że znam Was. Bez wątpienia, że znam niektórych z Was; lecz nikt nie zna Was tak jak „zna Pan, którzy są Jego”. Człowiek nawet sam siebie nie zna w takim znaczeniu jak to nasz umiłowany brat Paweł powiedział: „Lecz i sam siebie nie sądzę”. Wiadome nam są zasady na podstawie, których ludzie będą zbawieni, ponieważ one zostały objawione; lecz nie jesteśmy w stanie rozeznać na pewno, gdzie te zasady dokonały swego skutecznego dzieła, chociaż rozpoznajemy, gdzie one zostały odepchnięte i pogwałcone.

Piszę do Was, jako do tych, których Pan miłuje i którzy zostaną złączeni razem w radosne grono, gdy Pan ich zabierze. Piszę do Was, jako jeden z Was mając te same doświadczenia i znajdując się w takich samych potrzebach. Naśmiewca może szyderczo zapyta: Jakie prawo ja mam pisać do takich ludzi? Odpowiadam: Prawo braterskiej miłości, które należy się każdemu, kto umie wznieść się do przysługującego mu przywileju w Chrystusie. Braterska miłość pobudza do braterskiego zainteresowania we wszystkich rzeczach, a w szczególności względem tych, na których zależy nasz stosunek z Bogiem, nasze stanowisko w obecnej próbie i nasza nadzieja względem Boskiego planu, który zostanie wykonany na pewno. Wasz obecny dział jest ciężki pod wieloma względami i niekiedy czujecie się bardzo zniechęceni i jakby całkiem odsunięci od Boskiej dobroci obiecanej w Chrystusie. Dlatego piszę, aby przypomnieć Wam, że różne te utrapienia powinny być także powodem do zachęty i radości.

Czujecie się niegodni onego wielkiego zbawienia, które ma być dokonane przy objawieniu Jezusa Chrystusa; pamiętajcie więc, że chociaż do Królestwa wejdą tylko ci, których Pan uzna za godnych, to jednak część tej godności polega w głównym znaczeniu właśnie na tej niegodności, którą się trapicie. Łaska Boża jest tylko dla tych, który rozsądzają samych siebie Boskim probierzem, a według tego probierza my, tak jak to wyznał o sobie Ap. Jakub: nie jesteśmy godni ani odrobiny tej litości i prawdy, jakie Bóg ukazuje Swemu ludowi. Bo cóż my takiego jesteśmy? Izali nie małymi robaczkami ziemi, ukształtowani na wyobrażenie Boże, uformowani z Jego gliny, z dozwoleniem, aby żyć przez kilka lat na obliczu tej chwalebnej ziemi. Nawet niesprawiedliwy człowiek może powiedzieć wraz z prorokiem Ijobem, który przecież miał Boskie uznanie: Jestem grzesznym, „przetoż żałuję i pokutuję w prochu i w popiele”. Jeżeli człowiek sprawiedliwy czuł się tak uniżonym (jest to właściwe uniżenie śmiertelnego ciała przed oblicznością chwały Bożej) to czyż dziwnym jest, że my, dodając omyłki do słabości i grzechy do degradacji, powinniśmy niekiedy czuć się „złamanymi w sercu i uniżonymi w duchu?”. Jest to właściwym, lecz niech uniżenie to nie zniszczy Was. Ono jest przyjemne przed Bogiem i takich On już nieraz darzył Swym uznaniem.

Wasze grzechy martwią Was; jest to właściwym, one powinny was martwić, lecz zauważcie jeszcze coś i bądźcie pocieszeni. Jest grzech nie na śmierć. Nie jesteście zatwardzeni ku Bogu, nie postępujecie drogą przez Niego zakazaną. Nie miłujecie tego świata i nie postępujecie według jego bezbożnych i światowych pożądliwości – „pożądliwość oczu, i pycha żywota”. Nie zapieracie się Boga i nie żyjecie w rozmyślnym przestępowaniu Jego przykazań. Przeciwnie, miłujecie Jego Imię i Słowo, wierzycie w Jego świadectwo i radujecie się z Jego zarządzeń. Miłujecie, wyglądacie i tęsknicie za objawieniem się Syna Jego, którego obiecał zesłać, a także staracie się na ile Was stać czynić Jego wolę wyrażoną w Jego przykazaniach. Lecz jednak często upadacie. Nie możecie czynić to, co byście chcieli. Często czynicie coś, czego czynić nie chcecie i z tego powodu jesteście utrapieni. Jest rzeczą właściwą tak się czuć, lecz nie zapominajcie na uczynione w tym względzie zarządzenie. Chrystus zdjął z nas nasze grzechy. Zostaliśmy omyci Jego krwią. On stoi przed obliczem Ojca nie tylko, jako przyjęta Ofiara, ale także, jako naznaczony Arcykapłan dla Swojego domu. On zawsze żyje, aby wstawiać się za nami, zgodnie z wolą Bożą, gdy wyznajemy grzechy nasze On jest wierny i sprawiedliwy, aby odpuścić grzechy nasze i wszelkie nasze nieprawości. Gdy w światłości chodzimy, krew Jezusa Chrystusa oczyszcza nas od wszelkich grzechów. Bóg przebacza nam przez zasługę Chrystusową.

Być może, że niepokoi Was myśl, iż tacy jak Wy nie nadają się do obiecanego wywyższenia do chwały i władzy w Królestwie Bożym. Pamiętajcie więc, że Bóg celowo takich wybiera „niewiele mądrych według ciała, niewiele możnych, niewiele zacnego rodu; Ale co głupiego jest u świata tego, to wybrał Bóg, aby zawstydził mądrych, a co mdłego u świata, wybrał Bóg, aby zawstydził mocnych. A podłego rodu u świata i wzgardzone wybrał Bóg”. Jezus mówiąc o tym powiedział: „Zaprawdę Ojcze! tak się upodobało Tobie”. Nawet dziękował Bogu za to i jest w tym pewna przyczyna. Królestwo Boże będzie ustanowione ku czci Boskiej a nie ludzkiej; dla celów Ducha a nie ciała. Stąd ta konieczność, aby ci, co mają stanowić administrację tego Królestwa, nie byli wybierani z pomiędzy pysznych i wyniosłych, ale z pomiędzy pokornych, którzy znają Boga i wielbią Go do takiego stopnia, że rozkoszują się w Jego wywyższeniu. Błogosławieństwo dla ludzkości będzie z tego także, lecz najpierw chwała dla imienia Bożego. Gdyby Bóg dokonywał wyboru pomiędzy arystokracją, Jego zamysł „będę wywyższony między narodami” nie zostałby dokonany. Arystokraci są zbyt dumni z ich własnej wielkości. Bóg wybiera ludzi, którzy mało myślą o sobie a dużo o Bogu. Ci, co są biedni, w obecnym złym dniu, są najlepszym materiałem do przyrządzenia glinianych naczyń, do których złożony ma być wieczny skarb Boży „aby dostojność tej mocy była z Boga, a nie z nas”.

Powiecie może: „Tacy biedni i słabi jak my nie nadają się na królów i kapłanów”. Z pewnością, że nie – nie w takim stanie jak jesteście teraz. Do stanowiska tego nie będziecie wywyższeni w Waszym obecnym stanie. Zostaniecie przemienieni z śmiertelności do nieśmiertelności, a przemiana ta zakwalifikuje Was w zupełności do tego przyszłego stanowiska. Ona nada Wam moc, łaskę, zdolności i radość serca. Będziecie w stanie zachować się jako królowie, utrzymać się bez zmęczenia i objawiać mądrość Salomonową w rozsądzaniu wszelkich spraw Wam powierzonych. Tego rodzaju kwalifikacje znajdują się w Bogu, który hojnie uwieńczy dzieci Swe najwyższymi darami, w dniu ich wywyższenia. Jedną rzeczą najkonieczniejszą jest pokorne, miłujące i posłuszne serce, a także poddana wola, którą można w sobie rozwinąć i poddać próbie tylko w takim czasie jak teraz; w warunkach ubóstwa i zaparcia samego siebie. A zatem Wasze niskie stanowisko i niekorzystne warunki, zamiast powodem do powątpiewania, powinny raczej wzmacniać Waszą ufność, że one mogą rozwinąć w Was przymioty potrzebne do tej chwały, która ma być objawiona.

Z drugiej znów strony, może się Wam wydawać, że chmura ta wraca się. Czas jest tak długi, a ludzka natura tak słaba, więc czujecie się może jakbyście szli ku ciemności, która zaciemnia horyzont wszelkiego życia cielesnego; zapewne ta ciemność będzie nieraz przenikać dusze Wasze i napełniać Was nieokreśloną trwogą; gdy zastanawiacie się nad ogromem wszechświata, w którym Bóg zdaje się milczeć, a także nad prawie nieskończoną masą bezpożytecznego życia na ziemi, od generacji do generacji. Bądźcie pocieszeni także i w tej sprawie; ciemność ta jest nieodstępująca od Boskiego planu. Więcej nawet, jest ona konieczna. Bez takich doświadczeń ludzkie życie na ziemi nie mogłoby osiągnąć tej chwały, która ma być objawiona; tak jak rola nie może wydać owoców bez orania i uprawy. Jest to częścią Boskiego planu. Boska mądrość jest w tym, a także Jego miłość, albowiem Bóg jest miłość. W swoim czasie zobaczymy to. W międzyczasie zaś musimy postępować wiarą, bez której nie można podobać się Bogu. Wiara działająca przez miłość, może widzieć nieco już teraz nawet – jakby przy blasku gwiazd. Ciemność jest długą dla świata, jako całość; lecz jest krótką dla poszczególnych generacji. Ona była na świecie przez wiele wieków, lecz żadna generacja nie żyje wiele wieków. Nie wiedzieliśmy nic o ciemności, jaka była sto lat temu; nasza kolej jeszcze wtedy nie nadeszła. Nasza kolej jest teraz; ona przygniata. Lecz prędko przejdzie, a gdy przejdzie następna rzecz w naszym doświadczeniu (widocznie, że zaraz następna) bez względu jak daleko się jeszcze odwlecze, będzie wieczny blask, manifestacja Boskiej obliczności, potęgi i chwały. Wtedy poznamy, co zostało dla nas dokonane przez to chwilowe wystawienie nas na ciemność i zimno tej ziemskiej zimy. Jest to Ojcowskie polecenie dla nas w tym międzyczasie. Cóż więc mamy mówić, jak tylko: „niech się stanie wola twoja”. On rozmyślnie nas nie trapi. A nie tylko to, ale On zaopatruje wszystkie nasze potrzeby podczas tego naszego kroczenia w ciemności. Żaden z wybrańców Bożych nie jest pozostawiony sam na sam. Bóg jest z nim, aby prowadzić go i zasilać w różnoraki, choć niewidzialny sposób. Bóg troszczy się o niego, lituje się nad nim, ćwiczy i podtrzymuje go, przysposabiając go do dziedzictwa, które jest zachowane dla synów światłości – dziedzictwa, w którym oni dostąpią niewypowiedzianej radości, po ich długim i gorzkim boju wiary, stoczonym zwycięsko w tych złych dniach. Dlatego pamiętajcie na ten koniec. Pamiętajcie na to radosne zebranie i uwielbienie wybrańców Pańskich. To dotyczy się jeszcze jednego smutku, który macie. W różnych sferach Waszej próby pragniecie czegoś, czego nigdy nie dostępujecie. Łakniecie i pragniecie szlachetnego oświecenia pomiędzy ludźmi. Sami miłujecie Boga całym sercem i całą duszą. Pragniecie, aby i inni radowali się w Nim i wielbili Go w szczery i rozumny sposób. Litujecie się nad stanem ludzkości i pragniecie z wzruszającą szczerością, widzieć ludzi w lepszym stanie. Tęsknicie za rozkoszą świątobliwej i intelektualnej przyjaźni, a której serca przyjaciół otwierałyby się miłym ciepłem wielkich i wzniosłych przedmiotów, jakie nasuwa na umysł wszechświat, zamiast obracać się w pustych wypadkach i doświadczeniach życia zwierzęcego. O tak! Jesteście również utrapieni Waszą własną nieudolnością, która zaciemnia widok, osłabia ręce i wciąga i wciąga Was w dół zniechęcenia niekiedy tak ciemny i straszny, jak Jonaszowe mieszkanie wpośród morza. A jednak jest pewna pociecha w tym wszystkim. Ona jest nieco ujemna w swej formie, lecz jednak jest prawdziwa, a prawdziwa pociecha jest trwała, gdy zaś fałszywa, prędzej czy później zawodzi. Pociechą tą jest, że te pożądane rzeczy są nie do osiągnięcia w obecnym stanie ludzkiego życia na ziemi, lecz one będą osiągnięte i zrealizowane w całej ich doskonałości, w Królestwie Bożym. Rozpoznanie tej prawdy jest pomocą. Poddajemy się z ufnością naszemu losowi i znosimy utrapienia na tej puszczy, rozumiejąc, że to jest puszcza i oczekując ziemi obiecanej przy końcu naszej próby i podróży. Jeszcze jedna pociecha. Nie jest to wcale przyjemne Ojcu, że my w taki sposób łakniemy i pragniemy sprawiedliwości. Przeciwnie, Jezus powiedział: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości; albowiem oni nasyceni będą”.

W końcu jesteście także zmartwieni i przygnębieni rozterkami pomiędzy domownikami wiary. Wielu z Was zostało z tego powodu pogrążonych w głęboki smutek, a może nawet do wielu gorzkich łez. „Najmilsi! niech wam nie będzie rzeczą dziwną ten ogień, który na was przychodzi”. To nie jest nic nowego. Jest to nowoczesna forma bardzo starego i częstego doświadczenia, które jest wynikiem wzburzenia przeciwnych elementów zebranych razem przez poznanie prawdy. Musimy ufać w Boską mądrość w tym, że On dozwala na taką mieszaninę różnych elementów. On czynił to od samego początku. Nie martwcie się tym zbytnio. Wyniki takich doświadczeń nie utrudniają rzeczy, ale raczej próbują, doświadczają i objawiają różne rzeczy. Słowo Boże stoi niezachwianie pomiędzy tymi wszystkimi plewami, zmianami i niegodziwościami ludzkimi. Pan nasz Jezus, z miejsca swego wywyższenia na niebie, widział przez te wszystkie wieki te zamieszania, niesnaski i walki, które wprowadzały ludzkość w zamęt. On patrzył na to wszystko bez zdziwienia. On przewidział to wcześniej i przepowiedział. Powiedział, że będą spory i rozerwania, że rozmnoży się nieprawość, że miłość oziębnie, że próby te będą za ciężkie dla niektórych, ale kto wytrwa aż do końca ten zbawiony będzie. Czyż możemy sobie wyobrażać, że takie rzeczy są dozwalane bez żadnego celu? W czasach Apostolskich było tego pełno, czy więc mamy się dziwić, że i my mamy w tym nasz dział? Jest tylko jedna odpowiedź dla uświęconego umysłu, a odpowiedź ta dopomoże nam do wytrwania w pośród wszelkiego zła i do trzymania się mocno tej niechwiejącej się nadziei wystawionej w Ewangelii patrząc na Chrystusa, który żyje, a nie ufając samym sobie, którzy jesteśmy umarli.

Życie nasze uchodzi, nasza walka wnet się skończy, więc wzmacniajcie się. Stójcie nieporuszeni, zaniechajcie upodobań ludzkich. Trzymajcie się blisko słowa Bożego przez codzienne czytanie, a pokój Boży będzie rządził Waszymi sercami i umysłami i zachowa Was, pomimo wszelkich trosk i zamieszania, aż do Jego chwalebnego Królestwa, które uleczy wszelkie bóle i rozproszy ciemność na zawsze.

Wasz współcierpiący żołnierz, współpielgrzym i współsuplikant wobec łaski Bożej, ku żywotowi wiecznemu

Br Robert Roberts.

====================

— Czerwiec 1885 r. —