R2346-231 Elizeusz dokonujący dzieła restytucji

::R2345: :strona 231::

ELIZEUSZ DOKONUJĄCY DZIEŁA RESTYTUCJI

2 Król. 4:25-37

„Wrzuć na Pana brzemię twoje, a on cię opatrzy” – Ps. 55:22

Elizeusz faktycznie otrzymał podwójną miarę ducha, czyli mocy, Eliasza. Nie tylko rozstąpił się przed nim Jordan dzięki jego wierze oraz uderzeniu jego płaszczem, ale dokonał także innych ważnych dzieł. Przygotowujący w szkole prorockiej obiad z warzyw spostrzegli, że coś trującego dostało się do potrawy i że obiad nie nadaje się do jedzenia, ale Elizeusz w cudowny sposób zniwelował działanie trucizny i sprawił, że można było spożyć posiłek. Następnie, gdy ludzie w Jerycho skarżyli się, że źródło wody, które ich zaopatrywało, stało się słone, uzdrowił wody, dlatego też źródło to znane było odtąd, i jest aż do teraz, jako źródło Elizeusza.

Można uznać te wydarzenia za typowe dzieła restytucyjne, które klasa Elizeusza przeprowadzi na świecie. Czego ludzie, którzy są religijni i pragną zrozumieć Pańskie Słowo, potrzebują w pierwszej kolejności z błogosławieństw restytucji? Czy nie będzie to coś, co zostanie włożone do ich miski soczewicy, co zniszczy trujące błędy i sprawi, że będzie zdrowa i odżywcza? Z całą pewnością narody żyjące w cywilizowanym świecie mają Słowo Boże w swoich rękach, a jego zawartość jest dobra, odżywcza i uzdrawiająca, ale niektórzy spośród teologicznych kucharzy nieumyślnie dodali do tego doktryny „Onego Złego”, co sprawiło, że stało się ono dla ludzi pokarmem trującym, szkodliwym, co widzimy w rozmaitych wyznaniach wiary chrześcijaństwa. A czegóż więcej świat ogólnie potrzebuje niż tego, by źródła wody życia (które zostały zanieczyszczone i zasolone fałszywymi teoriami i mylną interpretacją Boskiego Słowa i planu) zostały naprawione, uzdrowione, stały się słodkie, czyste i orzeźwiające? I takie dzieło restytucji zostanie dokonane, jak rozumiemy, przez spadkobierców Kościoła Ewangelicznego w znacznie większym stopniu, niż Kościół sam jest w stanie dokonać tego teraz – ponieważ szczególnym dziełem Kościoła w obecnym czasie jest przygotowanie się (Obj. 19:7).

Następnie mamy zapis, jak Elizeusz pomógł ubogiej wdowie i jej synom, która zwróciła się do proroka w swoim nieszczęściu. Miała ona dług i zgodnie z przepisami prawa jej synowie musieliby służyć wierzycielowi aż do spłacenia długu lub do ogłoszenia roku jubileuszowego, a jako wdowa, potrzebowała pomocy synów w domu. Prorok, ujrzawszy jej niedolę, współczuł jej i pomógł: jego wsparcie przybrało taką formę, by pomogło jej rozwinąć swą wiarę w Pana. Jedyną rzeczą, jaką miała w domu, nadającą się do sprzedaży, była bańka oliwy. Prorok nakazał jej, by od sąsiadów pożyczyła wszystkie puste naczynia, jakie tylko zdołała i do wszystkich nalała oliwy, którą później mogłaby sprzedać, a następnie spłacić dług i cieszyć się tym, co jeszcze pozostało; kobieta postąpiła zgodnie ze wskazówkami. Czy ten czyn niesienia ulgi ubogim także nie jest ilustracją mocy i dzieła restytucji? Czy nie mamy powiedziane, że Pan wówczas „wyrwie ubogiego wołającego, i nędznego, który nie ma pomocnika” (Ps. 72:12)? Mamy tu lekcję tego, jak Pan współczuje z nami w naszych ziemskich trudnościach, lekcję tego, jak On jest chętny, by nam pomóc spłacić nasze długi oraz lekcję tego, jak właściwe jest spłacanie długów. Mamy tutaj także kolejną lekcję, mówiącą o tym, jak Bóg chętnie błogosławi użycie raczej rzeczy, które posiadamy, niż zsyłanie nam innych rzeczy czy cudowne wkładanie nam pieniędzy do kieszeni. Jest tutaj także lekcja odnośnie wiary, ponieważ stosownie do swojej wiary kobieta ta nagromadziła dużo lub mało naczyń, zatem otrzymała większy bądź mniejszy dowód Boskiej szczodrości i miłosierdzia. W kontakcie z Panem pamiętajmy, że wszelkie złoto i srebro należy do Niego, „i tysiące bydła po górach” (Ps. 50:10), i niech uczynki nasze będą w harmonii z naszą wiarą.

Dochodzimy teraz do szczególnego aspektu naszej lekcji, do Szunamitki i jej syna – historii, która także zawiera w sobie sugestię wspaniałego restytucyjnego błogosławieństwa wzbudzenia umarłych. Biblia opisuje ową Szunamitkę jako „zacną niewiastę”. Najwyraźniej ona i jej mąż prowadzili dostatnie życie, prawdopodobnie ta zacność faktycznie odnosiła się po części do bogactwa, ale ewidentnie była ona niezwykłą kobietą także pod innymi względami, jak wyczytujemy z zapisu. Zapis zdaje się wskazywać, że być może była także inteligentniejsza od swojego męża. Posiadała zacność, która docenia dobro i okazuje szacunek Panu oraz tym, którzy są Jego. Widząc, że prorok przechodzi niekiedy koło jej domu, prawdopodobnie w drodze do szkół prorockich, z gościnności przymusiła go do zjedzenia z nią posiłku i stąd, najwyraźniej za każdym razem kiedy przechodził, zatrzymywał się, by skorzystać z jej gościnności. A im częściej owa zacna kobieta widywała proroka Pańskiego, tym bardziej dostrzegała, że przywilejem jest goszczenie go pod swoim dachem, więc powiedziała do swojego męża: „Oto teraz wiem, że ten mąż Boży święty jest, który tędy przechodzi często. Proszę, uczyńmy gmaszek mały, a postawmy mu tam łóżko i stół, i krzesło i lichtarz, że kiedy przyjdzie do nas, skłoni się tam”. Chociaż jej mąż był najwyraźniej mniej religijnie usposobiony niż ona i prawdopodobniej mniej „zacny” również pod innymi względami, jednak ta uprzejma prośba, wyrażona w tak odpowiedni i właściwy dla żony sposób, przemówiła do niego i tak właśnie uczynił, więc możemy powiedzieć, że po części zacności tej kobiety możemy dopatrzyć się również w jej postępowaniu ze swym własnym mężem. Jakże wiele jest kobiet, które, jeśli czują się lepsze od swojego męża, całkowicie zapominają, jak ważne jest uwzględnianie jego woli, wyznaczonej przez Boga głowy rodziny i proszenie o współudział w pracy religijnej oraz szczodrobliwości zamiast domaganie się jej. Skromność i pokora są prawdziwymi dowodami zacności, zarówno u mężczyzn, jak i kobiet.

Nie było wówczas hoteli ani pensjonatów, a co za tym idzie, gościnność była częściej praktykowana niż dzisiaj. Pod pewnymi względami wiele straciliśmy przez tę zmianę zwyczajów, ponieważ zdaje się być obecnie znacznie mniej ducha gościnności niż w dawnych czasach. Uważamy, że na ile to możliwe, każda chrześcijańska rodzinna dobrze by zrobiła, jeżeli środki na to pozwalają, gdyby miała taki dodatkowy pokój dla sług Pańskich, którzy są w drodze. Wierzymy, że błogosławieństwo – duchowe, a nie doczesne – spływa na wszystkich tych, którzy starają się podtrzymywać tego ducha oddanej wielkoduszności, szczodrobliwości, uprzejmości w goszczeniu Pańskich sług i ogólnie domowników wiary, jeżeli nadarzy się im taka okazja.

Podobnego ducha szczodrobliwości i troskliwości zauważamy u proroka, który poprosił, by jego sługa zwrócił uwagę, czy uprzejmej gospodyni brakuje czegoś, co posłużyłoby dla jej pokrzepienia, a co on mógłby jej zapewnić. W odpowiedzi usłyszał, że jest bezdzietna i korzystając z tej okazji, prorok poinformował ją, że będzie miała syna. Każdy z nas ma tutaj lekcję, że jeżeli korzystamy z życzliwości innych – czy to Pańskiej, czy Jego ludu – jeżeli mamy tego samego ducha, będziemy starali się czymś odwzajemnić. Ci, którzy korzystają z dobroci innych, ale nie mają pragnienia i nie poszukują okazji, by uczynić tyle samo czy więcej w zamian, nie posiadają pod tym względem Pańskiego ducha.

Minęły lata, dziecię wyrosło na chłopca i podczas żniw na polu zachorowało na coś, co przypominało udar słoneczny, po czym niestety zmarło. Matka, okazując wielką wiarę, położyła martwe dziecko w pokoju proroka, na jego łożu, a następnie w pośpiechu wyruszyła ze swym sługą w poszukiwaniu samego proroka. Prorok przez sługę zapytał: „Czy ma się dobrze?”, a ona miała wystarczającą wiarę, by odpowiedzieć: „Ma się dobrze”, a dotarłszy do proroka, przypomniała mu, że nie prosiła o syna, że był on darem oraz dała do zrozumienia, że odebranie go, zamiast darem czy dobrodziejstwem, będzie dla niej jedynie nieszczęściem. Nie powiedziała jednak, że chłopiec zmarł, mając najwyraźniej pełną pewność, że moc Boża obudzi go za pomocą proroka nawet ze snu śmierci. Prorok, także pełen wiary, posłał sługę, by położył jego laskę na dziecku, lecz matka nie miała tyle wiary w laskę co prorok i nie chciała zadowolić się niczym innym jak tylko jego osobistą wizytą. Gdy Elizeusz przybył, odkrył, że dziecko nie żyje, ale nie zachwiało to jego wiary: zamknął drzwi i modlił się do Ojca w samotności, lecz nie tylko się modlił, ale także używał środków wzmacniających, które ostatecznie doprowadziły do obudzenia dziecka ze snu śmierci. Gdy oddał dziecię matce, jej wiara z pewnością została nagrodzona.

Mamy tutaj kilka lekcji dla siebie. Uznając Elizeusza za typ, a jego uczynki za figuralne dzieła restytucyjne na początku Wieku Tysiąclecia, zauważamy, że pisma Nowego Testamentu wyraźnie zapewniają, iż ludzkość zostanie wzbudzona, tak że „wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos jego i pójdą” (Jan 5:28, 29). A ziemscy przedstawiciele Królestwa bez wątpienia w znacznym stopniu będą uczestniczyć w tym oraz innych dziełach restytucji. Tak więc Elizeusz w towarzystwie Eliasza zdaje się przedstawiać „świętych, którzy wyszli z ucisku”, a zatem dzieło i pracowników całego Wieku Tysiąclecia.

Lecz możemy także wyciągnąć korzystne lekcje dla obecnego czasu z wiary Szunamitki oraz wiary i postępowania proroka. Najwyraźniej prorok był zakłopotany tą sytuacją. Laska w ręku jego sługi nie przyniosła żadnego skutku, jego własne wysiłki przez dłuższy czas również były bezskuteczne. Pojawiło się miejsce na wątpliwości, czy przypadkiem nie opuściła go Pańska moc. Wiele razy przemierzał tę maleńką izdebkę i bez przerwy przykładał swoją twarz do twarzy dziecka, swoje ręce do rąk dziecka, przypuszczalnie cały czas modląc się o Boskie błogosławieństwo. Ale w końcu wiara zatryumfowała. Sytuacja ta przypomina nam tę, kiedy uczniom nie udało się wypędzić demona z chłopca, podczas gdy Pan, Piotr, Jakub i Jan znajdowali się na Górze Przemienienia. Pan skomentował to mówiąc: „Ten rodzaj nie wychodzi, tylko przez modlitwę i przez post” (Mat. 17:21). Pan najwyraźniej więc upodobał sobie okazywać swoją moc raz szybko, a raz powoli, w zależności od okoliczności i warunków.

Nie mamy uważać tego za zmartwychwstanie umarłych we właściwym, biblijnym rozumieniu słowa zmartwychwstanie. Było to jedynie czasowe obudzenie ze snu śmierci, podobnie jak w przypadku Łazarza, syna wdowy z Nain oraz córki Jaira. Wszyscy oni ponownie pomarli. Ta śmierć nie może również zostać nazwana wtórą śmiercią, chyba że przez świadomy grzech weszliby pod jej potępienie. A w jakimkolwiek stopniu nie jesteśmy doskonali i nie posiadamy pełni życia, w takim stopniu każdy jest już umarły, bez względu na to, jak dużo ma w sobie jeszcze witalności. Jak już pokazano, dyskutując na temat zmartwychwstania, słowo to oznacza podnoszenie się – całą tę drogę do wszystkiego, od czego odpadliśmy w Adamie, do doskonałości żywota. Zob. nasze wydanie z 1 kwietnia 1893.

====================

— 1 sierpnia 1898 —