::R5550 : strona 299::
DLACZEGO CIERPIENIA W GETSEMANI?
– 18 PAŹDZIERNIKA – MAR. 14:32-42 –
„Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie […]” – MAT. 26:41 (UBG)
USTANOWIWSZY Wieczerzę, która upamiętniała Jego śmierć, Jezus i Jego uczniowie zaśpiewali pieśń, po czym wyszli z miasta na Górę Oliwną, znajdującą się po drugiej stronie miasta – oddaloną od niego o około milę. Najwyraźniej w drodze do Getsemani uczniowie zostali zapoznani z kilkoma ważnymi naukami. Zapisano je w Ewangelii Św. Jana w rozdziałach 15-17 [Jana 15:1-27; Jana 16:1-33; Jana 17:1-26].
Słowo Getsemani oznacza tłocznię oliwy – jest to nazwa pełna znaczenia. Wiedząc, że Żydzi używali oliwy z oliwek zarówno jako pokarmu, jak i do oświetlenia, a Jezus jest Żywicielem świata, a także jego Oświecicielem, zauważamy wyjątkową trafność w tym, że swoje najtrudniejsze doświadczenia, które niemal zmiażdżyły Jego duszę, przeżywał w ogrodzie, gdzie tłoczono oliwki i wyciskano z nich oliwę.
Getsemani nie było kwiatowym ogrodem, lecz gajem oliwnym lub sadem. To miejsce jest nadal starannie chronione i strzeżone przez franciszkanów. W Ogrodzie rośnie kilka bardzo starych drzew oliwnych i jeden wyjątkowo stary dąb. Ogród miał należeć do przyjaciół Jezusa; uważa się również, że istnieją dowody na to, że Jan Marek, pisarz Ewangelii Św. Marka, był młodzieńcem, którego obudziło zamieszanie, wywołane aresztowaniem Jezusa i który wybiegł na zewnątrz w lnianym okryciu – Mar. 14:51,52.
OSTRZEŻENIE
W drodze do Getsemani Jezus starał się wytłumaczyć swoim uczniom, że czekają ich wielkie próby. Przywołał proroctwo: „[…] Uderz pasterza, a owce zostaną rozproszone […]” (Zach. 13:7, UBG). Powiedział im otwarcie, że wskutek tych wydarzeń wszyscy się rozproszą – zniechęcą się, potkną, doznają szoku. Nastąpi coś, czego się nie spodziewali.
Św. Piotr, przekonany o swojej wierności dla Pana, zaprotestował oświadczając, że w jego przypadku tak się nie stanie – że nawet gdyby wszyscy inni tak postąpili, on wolałby umrzeć z Mistrzem, niż się Go zaprzeć. Jezus jednak ostrzegł Św. Piotra, że jest on w wielkim niebezpieczeństwie. I zamiast szukać pomocy u Boga i czuwać w modlitwie, aby nie ulec pokusie, zbytnio ufał swojej ludzkiej naturze. Podobnie wszyscy uczniowie się zarzekali, że z pewnością nie postąpią tak, jak przepowiedział Jezus. Zapewniali, że są lojalni i gotowi na śmierć. Jak bardzo byli nieświadomi srogości prób, które były przed nimi!
Z pewnością jest w tym nauka dla wszystkich naśladowców Jezusa – tak samo dzisiaj, jak wówczas. To oczywiste, że pragniemy dochować wierności Pańskiej Sprawie aż do ostatniego tchu, ponieważ taka determinacja jest niezbędna do zwycięstwa. Błąd popełniany przez wielu polega na tym, że nie rozumieją, jak dotkliwe mogą być próby i pokusy – nie dostrzegają konieczności Niebiańskiej pomocy w każdej potrzebie. Apostoł napisał: „[…] gdy jestem słaby, wtedy jestem mocny” (2 Kor. 12:10, Przekład Toruński). Zapewne miał na myśli: Gdy jestem zupełnie wierny Panu, odczuwam własną słabość i niewystarczalność, jednak jestem mocny, ponieważ wówczas szczególnie polegam na pomocy Niebios ‒ czuwam i modlę się, dzięki czemu jestem ostrzeżony przed pokusami.
Z pewnością pod koniec tego Wieku – w ostatnich dniach obecnego Wieku Ewangelii – na Kościół Chrystusa spadną doświadczenia Getsemani. W tych pokusach i próbach wytrwają, i wyjdą z nich zwycięsko jedynie ci, których wiara i zaufanie do Pana są silne – ci, którzy czuwają i modlą się, aby nie ulec pokusie, dzięki czemu są przed nią chronieni. Tak jak nasz Pan ostrzegł Św. Piotra i pozostałych Apostołów przed nadchodzącą próbą, tak samo ostrzegł nas przed wielką, decydującą próbą, która jest przed nami. Wyciągnijmy wnioski z doświadczeń Apostołów, opisanych w tej lekcji.
„SMUTNA JEST MOJA DUSZA AŻ DO ŚMIERCI”
Gdy przyszli do Ogrodu, Jezus pozostawił ośmiu Apostołów przy wejściu, a sam z Piotrem, Jakubem i Janem oddalił się w głąb Ogrodu. Wszyscy mieli czuwać, być gotowi na to, co się miało wydarzyć, na to, o czym Jezus wiedział, lecz co Apostołom wydawało się zupełnie nieprawdopodobne. Nie rozumieli smutku Mistrza, chociaż mu współczuli.
Była północ, a oni zwykle wcześnie kładli się spać. Ważne wydarzenia tego wieczoru i trudne nauki Mistrza wywołały w nich zmęczenie i senność. Zamiast czuwać i modlić się, zasnęli. Zasnęli nawet trzej najbliżsi uczniowie Mistrza.
Jezus oddalił się na odległość rzutu kamieniem w głąb Ogrodu, pragnąc osobistej społeczności z Ojcem. W cierpieniu, które Go ogarnęło, raz po raz szukał ludzkiego współczucia, lecz znajdował swoich najbliższych, pogrążonych we śnie. Dobrze to wyraził Prorok: „[…] spośród ludu nie było ze mną nikogo […]” (Iz. 63:3, UBG). Samotnie tłoczył prasę smutku.
Dopiero po udzieleniu ostrzeżeń Apostołom i pozostawieniu kilku, aby czuwali przy wejściu do Ogrodu, Mistrz skupił się na sobie i na przełomowych wydarzeniach, które miały nastąpić za kilka godzin. Zanim się oddalił od swoich trzech najbliższych uczniów, wyznał jak wielki ciężar udręki przygniótł nagle jego duszę. Wykrzyknął: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci”! – Czuję się, jakbym miał już teraz umrzeć, nie doczekawszy się tej ważnej chwili, która jest przede mną. Czytamy, że „zaczął odczuwać lęk i udrękę”. W języku greckim jest to
::R5551 : strona 300::
równie mocne wyrażenie, opisujące skrajne przerażenie i głęboki smutek oraz poczucie osamotnienia, tęsknoty za rodzinnym domem i zupełnego opuszczenia przez przyjaciół.
Uczucie nieszczęścia i rozpaczy, które nagle ogarnęło Zbawiciela, trwało przez pewien czas; trzykrotnie bowiem zwracał się w modlitwie do Ojca, prosząc, by ominęła go ta godzina, ten straszny ucisk, który łamał Mu serce. Ewangelista Łukasz, który był lekarzem, opisuje, że cierpienie Mistrza było tak wielkie, że wywołało u Niego krwawy pot. Chociaż w niektórych starszych manuskryptach nie ma wzmianki o krwawym pocie, jednak lekarze są zgodni, że podobne doświadczenia zdarzały się innym ludziom w stanie wielkiego cierpienia.
PRZYCZYNA SMUTKU MISTRZA
Jak wyjaśnić ten wielki niepokój Mistrza w obliczu zbliżającej się śmierci, o której wiedział z wyprzedzeniem i o której mówił swoim uczniom, zapewniając ich również – jak w tej lekcji – że trzeciego dnia zmartwychwstanie? Dlaczego myśl o śmierci budziła w Zbawicielu znacznie większy strach niż budziła ona u niektórych z Jego naśladowców, a nawet u ludzi w ogólności?
Setki męczenników poniosło równie straszną lub nawet straszniejszą śmierć. Setki wykazały się wielką odwagą i hartem ducha w obliczu równie potwornej śmierci. Jak wyjaśnić postawę Zbawiciela i Jego gorącą modlitwę, aby ta godzina lub ten kielich Go ominęły?
Aby dobrze zrozumieć znaczenie tego pytania i udzielić na nie właściwej odpowiedzi nie wolno nam zapominać, że Mistrz bardzo się różnił od innych ludzi. Wyrok śmierci ciąży nad całym światem. Wszyscy wiemy, że śmierć jest jedynie kwestią czasu. Wszyscy wiemy, że proces umierania może trwać najwyżej kilka godzin. Nie tylko nie mamy nadziei na uniknięcie śmierci, ale ponieważ jesteśmy już w dziewięćdziesięciu procentach martwi, nasze zdolności intelektualne są mniej lub bardziej przytępione. Stąd się bierze nasza bezmyślność, niefrasobliwość i wynikające z nich okrucieństwo.
Są żołnierze, którzy rzucają się do walki w obliczu nieuchronnej śmierci, najwyraźniej nie odczuwając strachu i są konie, które robią to samo. Jednak największą odwagę wykazują ci, którzy są świadomi swoich czynów i którzy bardzo się boją śmierci, a jednak idą naprzód, posłuszni nakazowi obowiązku i miłości. Jezus był takim żołnierzem. Rozumiał to, czego inni nie rozumieli; rozumiał, czym naprawdę jest śmierć. Doceniał to, czego inni nie doceniali; doceniał znaczenie i wartość życia.
Ponieważ człowiek zgrzeszył, Jezus zgodnie z Boskim zamiarem i planem opuścił Niebiańską chwałę, wyzbywając się swojej wyższej natury na poziomie duchowym, zamieniając ją na ludzką naturę, ponieważ miał umrzeć jako cena Odkupienia człowieka, Sprawiedliwy za niesprawiedliwych. Taka była wola Ojca wobec Niego. Pan wyjaśnia, że właśnie po to przyszedł na świat. Tej misji poświęcił swoje życie. Oddawał je codziennie, wypełniając wolę Boga i służąc ludziom. Teraz nadszedł decydujący moment.
Niebiański Ojciec obiecał, że jeśli nasz Pan okaże się wierny w tym powierzonym mu zadaniu, Boską mocą zostanie wskrzeszony z martwych do duchowej natury, a Jego stanowisko będzie wyższe niż to, które zajmował wcześniej. Nie wątpił ani w wierność Ojca w odniesieniu do tej obietnicy, ani w Jego moc. Jednak zapewnienie i obietnica Ojca były warunkowe; nasz Pan otrzyma zmartwychwstanie na wyższym poziomie życia, jeśli wiernie wypełni swoją misję. Gdyby jednak choćby w najmniejszym sensie lub stopniu uległ grzechowi, dosięgłaby Go kara za grzech ‒ „umierając umrzesz” (przekład dosłowny z języka hebrajskiego – przyp. tłum.).
Przez trzy i pół roku Jego życie było poświęcone Bogu i wypełnianiu Boskiej woli. Jedynym pytaniem było: Czy wypełni Boską wolę zupełnie, całkowicie i absolutnie, w duchu, który podobałby się Niebiańskiemu Ojcu? A ponadto: Czy potrafi, czy zdoła przejść przez doświadczenia najbliższych kilku godzin z odpowiednią odwagą, odpowiednią wiarą i odpowiednim posłuszeństwem, czy też zawiedzie i straci wszystko w śmierci?
MISTRZ NIE MIAŁ ORĘDOWNIKA
Zatem dostrzegamy, jak bardzo sytuacja Mistrza różniła się od sytuacji każdego z nas, starających się podążać Jego śladami. My nie mamy nic do stracenia, ponieważ jako ludzie wszyscy podlegamy wyrokowi śmierci. Jednak naśladowcy Jezusa rozumieją, że był Synem Bożym, który umarł za nasze grzechy i że Jego zasługa równoważy nasze niedoskonałości, ponieważ w Nim trwamy i pragniemy pełnić wolę Ojca.
Jednak gdyby Mistrz zawiódł, nie było nikogo, kto mógłby Go zastąpić. Jego klęska oznaczałaby wieczną śmierć. Co więcej, oznaczałaby utratę wszystkich szczególnych błogosławieństw, które Bóg Mu obiecał jako nagrodę za nadzwyczajną wierność. Oznaczałaby utratę wielkiego przywileju wykonania dzieła Ojca, polegającego na wyzwoleniu ludzkości z grzechu i śmierci przez Mesjańskie Królestwo. Jednym słowem, tej nocy w Getsemani ważyły się losy życia wiecznego samego Mistrza, a także wszystkie Jego nadzieje chwały, czci, nieśmiertelności i wielkiego wywyższenia po prawicy Ojca, wysoko ponad aniołami, zwierzchnościami i mocami.
Nic dziwnego, że świadomość tego wszystkiego przytłoczyła Mistrza! Nic dziwnego, że pragnął, jeśli byłoby to możliwe, aby Boski plan został zrealizowany w inny sposób, a Jemu oszczędzono, uchroniono Go przed szczególnymi cierpieniami i strasznymi doświadczeniami najbliższych godzin! A to, że miał zostać potraktowany jak przestępca, bluźnierca, wróg Boga i sprawiedliwości potęgowało okrucieństwo tej próby.
Dla zdegradowanej i zdeprawowanej duszy nie miałoby to większego znaczenia, jednak dla Niego, przepełnionego miłością i wiernością dla Ojca takie doświadczenia byłyby straszne. Ten, który wszystko poświęcił, aby wypełnić wolę Ojca, nawet swoją Niebiańską chwałę i ziemskie przywileje, miał zostać uznany za bluźniercę Boga i ukrzyżowany jako przestępca, zbrodniarz! Co za straszne doświadczenie dla kogoś tak czystego i szlachetnego jak Jezus, o którym czytamy, że był „święty, niewinny, nieskalany, odłączony od grzeszników”!
Najwyraźniej właśnie o uniknięcie tej hańby Jezus się modlił. Nie modlił się o to, aby nie umrzeć, wiedział bowiem, że właśnie w tym celu przyszedł na świat i że tylko przez Jego śmierć kara śmierci, ciążącą na rodzinie ludzkiej może zostać zniesiona. Wielokrotnie mówił o swojej śmierci; ani razu nie pomyślał o jej uniknięciu. Dobrze wiedział, że „ciało i krew nie mogą odziedziczyć Królestwa Bożego”. Lecz miał nadzieję, że Ojciec znajdzie jakiś sposób, aby Mu oszczędzić szczególnego upokorzenia tej godziny. Jednak nawet w największym utrapieniu, Mistrz się modlił: „nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”.
WZMOCNIENIE Z GÓRY
Św. Paweł podkreśla, że przeżycia Mistrza w Getsemani były związane z obawą – nie obawą przed śmiercią, lecz obawą przed tym, że pozostanie martwy, obawą, że Ojciec nie uzna Go za godnego pełnego chwały zmartwychwstania, które zostało Mu obiecane pod warunkiem absolutnego posłuszeństwa. Św. Paweł mówi: „W dniach swego ziemskiego żywota zanosił, wołając mocnym głosem i łzy przelewając, modlitwy i błagania do tego, który wybawić go mógł
::R5551 : strona 301::
od śmierci [przez zmartwychwstanie]; toteż został wysłuchany i uwolniony od strachu śmiertelnego” (Żyd. 5:7, Kowalski). Został wybawiony od śmierci, a w Ogrodzie otrzymał zapewnienie od Ojca, że tak się stanie.
Oto wyjaśnienie stwierdzenia, że anioł Boży ukazał się Mu w Ogrodzie i wzmocnił Go – przyniósł Mu zapewnienie od Ojca, że dotąd był wierny i że Boskie błogosławieństwo będzie z Nim w nadchodzącej godzinie próby. Odtąd wszelka obawa i udręka zniknęły. Skoro dotychczas Ojciec darzył Go uznaniem i skoro towarzyszyło Mu błogosławieństwo i uśmiech Ojca, mógł znieść wszystko, co miało nadejść. Przez resztę nocy i następny dzień Jezus był uosobieniem spokoju w tych nadzwyczaj trudnych okolicznościach. Pocieszał tych, którzy nad Nim płakali; swoją matkę powierzył opiece wiernego Św. Jana itd.
W doświadczeniach Mistrza odnajdujemy mniejsze lub większe podobieństwo do doświadczeń Jego uczniów. Mając pewność, że ich grzechy zostały odpuszczone, że sam Ojciec ich kocha, że Jego łaska jest dla nich wystarczająca i że okrywa ich szata sprawiedliwości Odkupiciela, naśladowcy Jezusa w podobnych okolicznościach potrafią wykazać się odwagą, nawet gdy drżą przed śmiercią.
Nie wolno nam zapominać o jednej istotnej różnicy między Mistrzem a Jego naśladowcami; podczas gdy „nikt z ludu nie był” z Nim, w naszym przypadku jest inaczej; Mistrz jest z nami i mówi: „Nie porzucę cię ani nie opuszczę”. Ponadto mamy także społeczność ducha z braćmi Chrystusa, których słowa zachęty na naszej drodze – gdy czuwają z nami i modlą się wraz z nami – są źródłem siły w każdym czasie utrapienia. Dziękując Bogu za wszystko, co dla nas przygotował i zaplanował, podążajmy odważnie do własnego Getsemani, mocni siłą, której Bóg udziela przez swego Syna.
====================
— 1 października 1914 r. —





Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: