::R5553 : strona 289::
TOM XXXV 1 PAŹDZIERNIKA Nr 19
A. D. 1914—A. M. 6043
—————
ZAWARTOŚĆ
Radość w utrapieniu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .291
Prześladowanie niezawodnym wynikiem wierności . . . . 291
Obecne sposoby prześladowania . . . . . . . . . . . . 292
Decydująca próba Mistrza . . . . . . . . . . . . . . .292
Jak dalece nasze doświadczenia są nadzorowane? . . . .294
Nieustanna obecność Jehowy z Jego ludem . . . . . . . . . . . . . .295
Błędny pogląd o wszechobecności Boga . . . . . . . . .295
Wspaniałe dziedzictwo duchowego Izraela . . . . . . . 297
Namaszczenie Kościoła . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .297
„Chrystus w was, nadzieja chwały” . . . . . . . . . . 297
Warunki członkostwa . . . . . . . . . . . . . . . . . 297
Dlaczego cierpienia w Getsemani? . . . . . . . . . . . . . . . . . 299
Przyczyna smutku Mistrza . . . . . . . . . . . . . . .300
Upadek niewiernego skarbnika . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 301
„Korzeń wszystkiego złego” . . . . . . . . . . . . . .301
Zapomnienie – brak nadziei na zmartwychwstanie . . . .302
Weź swój krzyż i naśladuj Chrystusa . . . . . . . . . . . . . . . .302
Nasza podróż konwencyjna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 303
Interesujące listy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 303
::R5553 : strona 290::
PUBLIKOWANE PRZEZ
WATCH TOWER BIBLE AND TRACT SOCIETY
CHARLES T. RUSSELL, PRESIDENT
„BROOKLYN TABERNACLE”, 13-17 HICKS ST.,
BROOKLYN, N.Y., U.S.A.
Przedstawicielstwa zagraniczne: Oddział brytyjski: LONDON TABERNACLE, Lancaster Gate, Londyn. Oddział zachodnioniemiecki: Unterdorner Str., 76, Barmen. Oddział australijski: Flinders Building, Flinders St., Melbourne. W każdej sprawie prosimy o kontakt z TOWARZYSTWEM.
—————
CENA ROCZNEJ PRENUMERATY – $1,00 (4s.) PŁATNE Z GÓRY.
PIENIĄDZE NALEŻY PRZESYŁAĆ PRZEKAZEM BŁYSKAWICZNYM, CZEKIEM BANKOWYM, PRZEKAZEM POCZTOWYM LUB POLECONYM.
Z ZAGRANICY TYLKO POPRZEZ ZAGRANICZNE PRZEKAZY PIENIĘŻNE.
—————
Warunki dla ubogich Pańskich są następujące: Wszyscy Badacze Biblii, którzy z powodu podeszłego wieku, jakiejś choroby lub z powodu innych przeciwności losu, nie są zdolni zapłacić za to Czasopismo, niech, co roku w maju wyślą Pocztówkę, opiszą swoją sytuację i poproszą o kontynuację prenumeraty, a będą otrzymywać ją bezpłatnie. Nie tylko chcemy, ale również pragniemy, aby wszyscy tacy byli stale na naszej liście i mogli korzystać z Wykładów itp.
—————
RÓWNIEŻ WYDANIA W JĘZYKU FRANCUSKIM, NIEMIECKIM, SZWEDZKIM I DUŃSKIM.
EGZEMPLARZE OKAZOWE BEZPŁATNE.
—————
NADAWANE JAKO PRZESYŁKI DRUGIEJ KLASY W URZĘDZIE POCZTOWYM W BROOKLYNIE, NOWY JORK.
NADAWANE JAKO PRZESYŁKI DRUGIEJ KLASY W URZĘDZIE POCZTOWYM W OTTAWIE, KANADA.
—————
EMPHATIC DIAGLOTT
Wydanie Diaglott w płóciennej oprawie jest obecnie niedostępne. Nadal posiadamy wydanie w oprawie skórzanej. Książki te są drukowane na wysokiej jakości papierze biblijnym, mają zaokrąglone rogi, czerwone pozłacane krawędzie, są szyte jedwabną nicią i oprawione w elastyczną czarną foczą skórę. Cena wynosi $2,50, płatne z góry. Do każdego zamówienia na Diaglott w oprawie skórzanej dołączamy roczną prenumeratę czasopisma Strażnica.
—————
::R5553 : strona 290::
ZBORY WSPÓŁPRACUJĄ PRZY PRACY ZWIĄZANEJ Z EUREKA DRAMA NR „Y”
Wiele zborów stwierdza, że finansowanie Dramy nr „Y” jest zbyt kosztowne, aby mogły sobie na to pozwolić, i planuje połączyć siły z innymi zborami – na przykład dwa lub trzy zbory wspólnie zajmą się Dramą. Jest to dla nas możliwe do przyjęcia rozwiązanie. Jednak Towarzystwo nie chce sprzedawać poszczególnych części osobno, ale raczej zaleca, aby cały zestaw był zamawiany łącznie i traktowany na zasadzie partnerstwa. Oprócz mniejszego kosztu dla każdego zboru, będzie to wymagać również mniejszej liczy operatorów z każdego zboru.
Nawiasem mówiąc, wzywamy, aby przemawiający starsi zborowi nie zaniedbywali służby we własnych zgromadzeniach. Młodsi bracia, którzy nie są przyzwyczajeni do przemawiania, oraz niektóre siostry, mogą z powodzeniem obsługiwać Dramę. Po wyświetleniu Dramy starsi mogą wygłaszać wykłady na temat Wykresu Wieków itp.
—————
::R5553 : strona 290::
Wysyłając przekazy pieniężne do Towarzystwa, prosimy pamiętać, aby we wszystkich przypadkach były one płacone na rzecz Towarzystwa Biblii i Broszur „Strażnica”.
====================
::R5544 : strona 291::
RADOŚĆ W UTRAPIENIU
„Błogosławieni jesteście, gdy z mego powodu będą wam złorzeczyć, prześladować was i mówić kłamliwie wszystko, co złe przeciwko wam. Radujcie się i weselcie, ponieważ obfita jest wasza nagroda w niebie; tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami” – Mat. 5:11,12
TE słowa naszego Pana są skierowane do Jego uczniów – nie tylko Jego Apostołów, wybranych jako Jego szczególni posłańcy, ale do wszystkich Jego naśladowców w tym Wieku. Uczeń to ktoś, kto jest nauczany. Wszyscy uczniowie Jezusa powinni zastosować do siebie słowa tego tekstu. „Błogosławieni jesteście” oznacza, że prześladowanie jest łaską od Boga. Uznajcie za łaskę od Ojca, gdy ludzie będą was znieważać – nie z powodu zniewag, lecz dlatego, że będą mówić o was kłamstwa z powodu Chrystusa.
Nikt nie chciałby być prześladowany ani znieważany. Pismo Święte mówi, że dobre imię jest cenniejsze niż wielkie bogactwa. Lecz jeśli cierpimy dla Chrystusa, możemy być pewni, że Pan nam to wynagrodzi. Pan zamierzył odpowiedni czas „zadośćuczynienia” za wszystkie nasze cierpienia. Cierpiąc, gromadzimy skarb w Niebie. Wszystko, co teraz cierpimy, gromadzi dla nas znacznie większą wagę wiecznej chwały, jeśli cierpimy dla Niego.
Gdy spojrzymy na to w ten sposób, powinniśmy szczerze pragnąć prześladowań. Jednak nie powinniśmy o nie zabiegać ani starać się niepotrzebnie je na siebie sprowadzać; jednak rozumiejąc, że jeśli nie doświadczamy prześladowań, brakuje nam jednego z dowodów, że jesteśmy prawdziwymi uczniami Pana, cieszmy się, gdy w opatrzności Bożej staną się naszym udziałem. To prawda, że niektórzy mogą być znieważani, ponieważ zrobili coś złego lub niemądrego. W takim doświadczeniu nie ma żadnego błogosławieństwa. Jesteśmy błogosławieni, jeśli oskarżenie przeciwko nam jest fałszywe, a jego powodem jest Prawda.
„Wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, będą prześladowani”. Powinniśmy zatem badać nasze życie, aby się przekonać, czy mamy dowody na to, że żyjemy pobożnie. Pan jest „prawdziwą światłością, która oświeca każdego człowieka, przychodzącego na świat”. Jesteśmy mniejszymi światłami, a gdy pozwolimy naszym światłom wiernie świecić, ściągniemy na siebie prześladowanie. Nie sądźmy, że uniknięcie przez nas prześladowań jest wynikiem naszej nadzwyczajnej mądrości lub taktu. „Wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie […], będą prześladowani” – to obietnica, zapewnienie Pisma Świętego. Nie powinniśmy zabiegać, aby nas prześladowano, jednak powinniśmy pragnąć tego dowodu naszej wierności i potwierdzenia, że należymy do „błogosławionych”, o których Mistrz mówi w naszym tekście. Zadajmy też sobie pytanie: Czy doświadczam prześladowań dla Chrystusa? Zbadajmy z modlitwą nasze serca, aby sprawdzić, czy jesteśmy zupełnie lojalni wobec Boga, czy pozwalamy naszemu światłu właściwie świecić. Jeśli brakuje nam tego dowodu synostwa, powinniśmy zapytać: Co jest tego przyczyną?
PRZEŚLADOWANIE NIEZAWODNYM WYNIKIEM WIERNOŚCI
Pewna siostra powiedziała kiedyś Redaktorowi: „Nie doświadczam prześladowań ani sprzeciwu. Wydaje się, że wszystko mi sprzyja”. Była tym zmartwiona. Poprosiliśmy tę siostrę, aby zbadała swoje serce i sprawdziła, czy jest tak wierna, jak tylko potrafi. Gdy odpowiedziała, stwierdziliśmy: „Prawdopodobnie przyjmujesz swoje prześladowania z taką wdzięcznością, że nie odczuwasz ich ciężaru”. Siostra odpowiedziała, że byłaby szczęśliwa, gdyby tak było. Powiedzieliśmy jej zatem, że jedyne inne wytłumaczenie, jakie przychodzi nam do głowy, jest takie, że Pan daje jej czas na nabranie sił, aby mogła znieść to, co ją czeka. Poprosiliśmy ją, aby się o to modliła. Po roku czy dwóch ponownie spotkaliśmy tę siostrę. Przypomnieliśmy sobie naszą rozmowę i zapytaliśmy, czy doświadczyła już prześladowań. Odpowiedziała: „O tak. Byłam wiele razy prześladowana, ale jestem szczęśliwa i cieszę się z nich!”.
Nie można się cieszyć z prześladowań, jeśli nie spojrzymy na nie z odpowiedniej perspektywy. Sami nie możemy tego zrobić, dlatego musimy zwrócić się do naszego Pana i uzyskać Jego radę. Po „krótkiej rozmowie z Jezusem” nasza wiara w Niego się utwierdza. Apostoł Paweł mówi, że powinniśmy być bardzo zadowoleni i cieszyć się z prześladowań i cierpień dla Chrystusa. Również Apostoł Piotr oświadcza: „Jeśli was znieważają z powodu imienia Chrystusa, błogosławieni jesteście, gdyż Duch chwały, Duch Boży spoczywa na was, który przez nich jest bluźniony, ale przez was jest uwielbiony. Nikt z was niech nie cierpi jako […] złoczyńca, albo jako człowiek, który się wtrąca do cudzych spraw. Lecz jeśli cierpi jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi, niech raczej chwali Boga z tego powodu” – 1 Piotra 4:14-16.
Nasz Mistrz nie był zaskoczony postawą najwyższych kapłanów i religijnych przywódców ludu za Jego czasów. Od początku wiedział, że spotka się z ich sprzeciwem i wrogością, dlatego ostrzegł swoich uczniów, aby nie oczekiwali niczego innego. Pan podaje nam powód, dla którego On i Jego wierni naśladowcy są lub będą prześladowani, mówiąc: „ciemność […] nienawidzi światłości”. Ciemność symbolizuje Szatana, grzech, wszystko, co się sprzeciwia sprawiedliwości. Bóg jest przedstawiony jako wielka światłość „i nie ma w nim żadnej ciemności”. Światło leczy i jest dobroczynne, ono uzdrawia.
Ci z ciemności nienawidzą tych, którzy są w światłości, ponieważ światłość potępia ciemność, a ciemność nie lubi być potępiana. Wszędzie tam, gdzie jest sprawiedliwość,
::R5545 : strona 292::
stanowi ona naganę tego, co grzeszne i mroczne. Nasz Pan reprezentował światło. Reprezentował Prawdę, Niebiańskiego Ojca. A ci, którzy byli w ciemności, sprzeciwiali się Mu, zależnie od miary ich ciemności – niektórzy świadomie, inni mniej lub bardziej z powodu niewiedzy, „gdyż bóg tego świata zaślepił ich pozbawione wiary umysły”. Szatan potrafi bardzo zręcznie przedstawić ciemność jako światłość, a światłość jako ciemność.
WIELU W DOBREJ WIERZE SPRZECIWIAŁO SIĘ ŚWIATŁU
Wielu ludzi w świecie sprzeciwia się Bogu i sprawiedliwości nie dlatego, że mają złe serca, lecz dlatego, że Szatanowi udało się spowodować, iż ciemność wydaje się pożądana, a światłość nie. Tak było w systemach religijnych w czasach Jezusa i sądzimy, że dzisiaj jest podobnie. Saul z Tarsu przez pewien czas był jednym z tych zaślepionych przez Szatana. Prześladując naśladowców Jezusa, mocno wierzył, że służy Bogu. Lecz gdy Pan go powstrzymał i objawił mu światło, okazał się lojalny wobec Boga.
Wierzymy, że podobnie jest z wieloma, którzy sprzeciwiają się światłu i głoszonej obecnie Prawdzie. Są zwiedzeni, lecz jeśli ich serca będą zupełnie lojalne wobec Pana, jeśli będą wierni ślubom poświęcenia, Prawda zostanie im objawiona, zanim „drzwi zostaną zamknięte”. „Lecz wy bracia, nie jesteście w ciemności […] Wy wszyscy jesteście synami światłości”. „Mądrzy zrozumieją”. Wkrótce wiedza o Prawdzie dotrze do „głupich panien”, a one oczyszczą zabrudzone szaty we krwi Chrystusa – podczas wielkiego ucisku, który niedługo przyjdzie na cały świat. Wkrótce też światło wiedzy o Bogu napełni całą ziemię. Lecz dopóki Szatan jest „księciem tego świata”, a na świecie są ci, którzy mają jego ducha, a także ci, którzy są naśladowcami Pana i mają Jego ducha, tak długo musi trwać konflikt.
Sprzeciwianie się światłu przez ciemność może się objawiać w różny sposób. W czasach naszego Pana i Apostołów chrześcijanie byli prześladowani przez Żydów. Później podczas długich wieków, gdy Słowo Boże było lekceważone, a Prawda zaciemniona rażącymi błędami, katolicy prześladowali protestantów, protestanci katolików, a Żydzi byli prześladowani przez jednych i drugich – wszystko przez zaniedbanie studiowania Słowa Bożego i nieprzestrzeganie jego nauk. Poza tym w tych mrocznych czasach niewielu miało dostęp do Słowa.
Niekiedy sprzeciw wobec naszego Pana był jawny, kiedy indziej ukryty. Wielu Apostołów, podobnie jak ich Mistrz, zginęło gwałtowną śmiercią; wielu wiernych w Wieku Ewangelii poniosło śmierć w wyniku przemocy. Obecnie jawne prześladowanie jest zabronione przez prawo i przeważnie nie jest tolerowane.
OBECNE SPOSOBY PRZEŚLADOWANIA
Prześladowcy od zawsze posługiwali się bronią obelg, oszczerstw i wszelkiego rodzaju fałszywych oskarżeń wobec prawdziwego ludu Bożego. Biblia oświadcza: „z obfitości serca usta mówią”. Dzisiaj przeciwnicy Prawdy rzucają oszczercze oskarżenia, a ich wypowiedzi są nikczemne i znieważające. To jest ich główna broń, ponieważ obecnie oszczercy nie mają prawa stosowania otwarcie przemocy fizycznej. Opinia publiczna i prawo na to nie pozwalają. Jednak prześladowania mają ten sam charakter, są wyrazem tego samego ducha – jedynie okoliczności i warunki utrzymują je w ryzach. Kłamcy, mówiący źle o innych, świadomi nieprawdziwości swoich oskarżeń, to właśnie ci, którzy ukrzyżowaliby lub spalili na stosie, gdyby mieli władzę. Ponieważ obecne prawo i opinia publiczna nie pozwalają na użycie przemocy wobec nikogo, są zmuszeni zadowolić się różnymi fałszywymi oskarżeniami – starając się zniszczyć dobre imię i wpływy tych, którzy głoszą Prawdę, Słowo Boże.
Właściwa postawa prześladowanych jest opisana w naszym tekście. Zamiast odczuwać przygnębienie i zniechęcenie tymi doświadczeniami oraz uważać je za niezrozumiałe, za dowody, że Bóg jest przeciwko nam, powinniśmy wyciągnąć wręcz przeciwny wniosek. Powinniśmy sobie powiedzieć: „To jest doświadczenie podobne do tego, które przeżywał Pan i Jego lud w przeszłości”. Przecież nasz Mistrz ostrzegał: „Nie dziwcie się, moi bracia, jeśli świat [zwłaszcza świat religijny – świat, który Go nienawidził] was nienawidzi”, „wiedzcie, że znienawidził mnie wcześniej niż was”. Zamiast odczuwać zniechęcenie, powinniśmy się cieszyć – nie dlatego, że ktokolwiek mógłby się cieszyć z samych prześladowań; prześladowania są bolesne. Mamy się z nich cieszyć, ponieważ nasza „nagroda w niebie jest wielka”. Dostatek, którego nie otrzymujemy tutaj, otrzymamy tam – w Królestwie.
Socjaliści mówią, że chcą niektórych dobrych rzeczy teraz! Nie mają wystarczającej wiary w przyszłe błogosławieństwa, aby chcieć czekać. Lecz nasz tekst odnosi się do tych, którzy wierzą Bogu i Jego obietnicom, i mają społeczność z Chrystusem. Rozumieją, że obecne doświadczenia przynoszą im „nieporównywalnie większą wagę wiecznej chwały”, dlatego z zadowoleniem oczekują na Boży czas. Mają w sercach radość, przekonani, że znoszą te cierpienia dla sprawiedliwości, że są po stronie Boga, po stronie dobra, po stronie Prawdy. Wiedzą, że te cierpienia są jedynie chwilowe, ponieważ obecne życie jest zaledwie mgnieniem w porównaniu z życiem wiecznym, z pełną chwały nieśmiertelnością, która jest tak blisko i w której otrzymamy obiecane błogosławieństwa – wieczną radość z Panem.
„OSTRZEŻONY JEST PRZYGOTOWANY”
Mistrz ostrzegł wszystkich swoich naśladowców, żeby nie spodziewali się, iż świat doceni ich postawę. Można by pomyśleć, że jeśli ktoś porzuci grzech i obierze drogę prawości, świat będzie go szanował, że wszyscy dostrzegą wartość jego charakteru i okażą mu szczególny szacunek. Nie możemy jednak tego oczekiwać pod obecnym panowaniem grzechu. Byłaby to szeroka droga do Królestwa i wielu mogłoby ją obrać dla pozyskania ludzkich względów, dla dobrobytu, który by im przyniosła. W takich warunkach Pan nigdy nie mógłby sprawdzić, czy nadajemy się do zaszczytów Królestwa.
Jeśli nasz wielki Mistrz był nazywany Belzebubem, nie oczekujmy, że członkowie Jego Rodziny zostaną lepiej potraktowani. Jeśli Tego, który był doskonały, wyszydzano i nazwano Księciem Diabłów, możemy się spodziewać, że ci, których Przeciwnik zaślepił, będą podobnie traktować Jego naśladowców; jesteśmy bowiem mniej zdolni do zachowania zasad sprawiedliwości niż Pan. Gdy Jego wrogowie starali się zohydzić Jego charakter w oczach innych, przedstawiając Go jako nikczemnika, nie odpowiadał tym samym. W odpowiednich sytuacjach Jezus wskazywał na złe uczynki i zły charakter przywódców religijnych i nauczycieli, ale nie robił tego dla zemsty. Wielokrotnie zarzucał im nieuczciwość, bezbożność i obłudę, ale nie robił tego, aby ich zranić, lecz pragnął ukazać im niewłaściwy stan ich serc i dać możliwość skorzystania z Jego nauk. Starał się pomóc innym dostrzec prawdziwy stan tych ślepych przewodników ślepych, aby ich uchronić przed upadkiem w przepaść, do której ich pędzili.
DECYDUJĄCA PRÓBA MISTRZA
Gdy nauczeni w Piśmie, faryzeusze i znawcy Prawa próbowali sfabrykować oskarżenia przeciwko Mistrzowi i
::R5545 : strona 293::
nadawać Jego słowom niewłaściwe znaczenie, On cierpliwie znosił wszystkie trudne doświadczenia. Pozwolił się tak traktować. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego Bóg dopuścił, aby Jego Święty Syn znosił takie obelgi? Dlaczego nie ukarał postępujących tak niegodziwie? Odpowiadamy, że Ojciec chciał pokazać, jaki charakter Mu się podoba. Chciał też wystawić na próbę wierność Jezusa. Czy będzie uległy i posłuszny, czy też będzie czuł się urażony tymi zniewagami? Czy powie: „Nie chcę tego! Nie przyszedłem na świat, by znosić takie poniżenie”? Jego bolesne doświadczenia były zatem testem Jego wierności wobec Ojca.
Jezus wiedział, że to, aby poddał się, nawet na śmierć, jest wolą Ojca i zgodził się na to. Decydująca próba miała wykazać, czy wytrwa w wierności wobec Ojca i wypełni Jego zamierzenia? Jeśli tak, będzie godny stać się Mesjaszem, Synem Boga w Boskiej naturze na wieczność. Doświadczenia naszego Pana były przepowiedziane w proroctwach. Aby te proroctwa się wypełniły, Jezus musiał znosić zniewagi i przyjąć je z godnością. Apostoł Piotr wskazuje, że stał się w tym szlachetnym przykładem dla swoich naśladowców. Święty, niewinny, nieskalany, nie domagał się, aby Ojciec ukarał złorzeczących mu za ich złe postępowanie. Pokazał, jak mamy postępować, aby iść Jego śladami.
DUCH PRZEŚLADOWAŃ WCIĄŻ OBECNY
Rozumiemy, że wśród nas nie ma nikogo sprawiedliwego, nikogo doskonałego. Wiemy, że nasi nieprzyjaciele mogą znaleźć przyczyny, aby nam złorzeczyć. Mogą dostrzegać niektóre nasze niedoskonałości i coś, o czym mogliby się źle wyrażać i to wyolbrzymić. Apostoł Piotr pisze: „nie dziwcie się temu ogniowi, który przychodzi na was, aby was doświadczyć”. Tak jak kłamali, mówiąc źle o naszym Panu, tak możemy być pewni, że będą kłamać, mówiąc źle o nas. Jezus znosił to cierpliwie, podobnie i my z cierpliwością powinniśmy przyjmować wszystko, czego doświadczamy, rozumiejąc, że nic nie może się nam przydarzyć, z wyjątkiem tego, co Ojciec przewidział i na co dozwolił dla naszego dobra i dla swojej chwały. Nasz Mistrz pozostawił nam część ze swojego kielicha, który Ojciec dla Niego napełnił. Gdy kielich zostanie opróżniony, nadejdzie chwała i zaszczyt – lecz nie teraz.
Oczywiście, moglibyśmy oczekiwać, iż w zmienionych warunkach obecnych czasów ci, którzy są wierni Bogu i Jego Prawdzie nie powinni być źle traktowani albo prześladowani, jak w czasach Jezusa. Uważamy jednak, że istnieje inny punkt widzenia na tę kwestię. Wierzymy, że gdyby Jezus dzisiaj żył w ciele, byłby prześladowany i oczerniany przez ludzi o światowych umysłach, zwłaszcza w systemach nominalnych kościołów. Teraz, zamiast dosłownie Go krzyżować lub spalić na stosie, „spaliliby” Go w oczach opinii publicznej ‒ w bardziej wyrafinowanej formie prześladowania – ponieważ duch prześladowania wciąż jest obecny.
Naśladowcy Mistrza, w zależności od stopnia wierności Jego nauce, będą przeciwni wszystkiemu, co nie jest w zgodzie z duchem Chrystusa, tym samym ściągając na siebie prześladowanie i przedstawianie w złym świetle. W czasach Jezusa wielu ludzi poważało znawców
::R5546 : strona 293::
Prawa, którzy powiększali swoje filakterie i drobiazgowo przestrzegali litery Prawa, płacenia dziesięciny itd. Jezus nie starał się o zaszczyty czy wysokie stanowisko, lecz wzywał ludzi, aby się odwrócili od grzechu, szli Jego śladami, stanęli po stronie Prawdy, przeciwstawiając się niesprawiedliwości i kłamstwu. Jednak nie poruszył serc ludzi myślących w przyziemny sposób.
Dlatego mówimy, że świat się nie zmienił, że nadal sprzeciwia się Słowu i jego duchowi – szczególnie świat religijny. Nadal jednak jest prawdą – podobnie jak w czasach naszego Pana w ciele – że zwykli ludzie chętnie słuchają Ewangelii, jeśli nie są zaślepieni przez religijnych przywódców. Lecz dzisiaj, tak jak za czasów Jezusa, wielu ulega wpływom błędnych wyobrażeń tych, których zwykli uważać za swoich duchowych pasterzy. Gdyby zatem świat zaczął być nam przychylny, a ludzie traktowali nas jak swoich i dobrze o nas mówili, a my stalibyśmy się popularni, zostalibyśmy potępieni przez Mistrza, co wyraził słowami: „Biada wam, gdyby dobrze o was mówili wszyscy ludzie; bo tak czynili fałszywym prorokom ojcowie ich”.
NIE DZIWCIE SIĘ
Natomiast jeśli się okaże, że pomimo naszych najlepszych starań spotykamy się z opozycją i traktuje się nas z podejrzliwością, a nasze bezinteresowne wysiłki dobrego postępowania i niesienia innym wspaniałego światła, które tak bardzo pobłogosławiło nasze serca, są uznane za niegodne, nie bądźmy zasmuceni ani rozczarowani, ponieważ Jezus z pewnością doświadczał podobnej opozycji.
Duch światłości jest duchem Chrystusa. Duch ciemności to duch świata. Wszyscy, sympatyzujący ze złem lub tak zaślepieni, że światłość wydaje się im ciemnością, będą się sprzeciwiać światłu. Świat był pełen samolubstwa, a ludzi tak często wykorzystywano i oszukiwano, że nie dziwimy się, iż trudno im uwierzyć, że są tacy, którzy pragną jedynie wyświadczać dobro swoim bliźnim.
W interesie niektórych jest popieranie klerykalizmu i dlatego będą usiłowali zniszczyć wszystko, co nie leży w ich interesie. Mówią: „Sprzeciwiacie się nam”. Odpowiadamy, że my jedynie podtrzymujemy światło. Lecz oni uważają, że światło, które dociera do ludzi, osłabia ich wpływ. Wierzymy, że to jest przyczyna silnego sprzeciwu wobec Prawdy, powszechnego w niektórych kręgach. Uważamy, że jest wielu, którzy ogólnie są dobrymi ludźmi, jednak walczą ze światłem. Sądzimy, że nie zdają sobie sprawy z tego, co robią – że nieświadomie trwają w ciemności błędu, zniewoleni przez grzech i Szatana. Z tego powodu są wrogo nastawieni do tych, którzy podnoszą zasłonę i ukazują ludowi Pana charakter Boga – że Bóg jest Miłością. Stąd też trwa obecnie ten konflikt.
Jeszcze inny aspekt prześladowań dotyczy kwestii finansowych. Sprzeciwiamy się utrzymywanym od wieków zwyczajom, gdy twierdzimy, że to, co jest ofiarowane Panu, nie powinno być uzyskiwane dzięki pochlebstwu, przez wyciąganie lub wymuszanie ofiar od ludzi, lecz cokolwiek jest ofiarowywane, powinno być dobrowolną, niewymuszoną ofiarą. Pewien kaznodzieja baptystyczny powiedział do dwóch naszych braci: „Pomyślcie o ogłoszeniu Pastora Russella: »Wstęp wolny i żadnych zbiórek!« Gdzie byśmy byli, gdybyśmy nie mieli zbiórek lub gdyby ludzie doszli do wniosku, że zbieranie na tacę nie jest właściwe?”.
ZARZUTY WOBEC JEGO LUDU WKRÓTCE ZNIKNĄ
Tak jak nasz Mistrz był znienawidzony bez powodu, tak też niech będzie, w miarę możliwości, z nami. Zadbajmy o to, aby nienawiść, złośliwość, zazdrość i duch morderstwa, których doświadczamy, były całkowicie niezasłużone. Niech to będzie nasz szczery wysiłek, aby nasze życie odbijało światło Prawdy tak zupełnie, jak tylko potrafimy, aby we wszystkim było szlachetne i prawe; aby nasze słowa i czyny oddawały cześć Panu, któremu służymy i były wyrazem naszej miłości do całej ludzkości, a zwłaszcza do Domowników Wiary, niezależnie od tego, czy zostali już oświeceni Prawdą na czasie, czy nie.
::R5546 : strona 294::
Wierzymy, że wkrótce, jeśli pozostaniemy wierni, zostaniemy uwielbieni z naszym Panem. Wówczas rozpocznie się nowy porządek. A ci, którzy nas teraz nienawidzą, głównie dlatego, że są zaślepieni i wprowadzeni w błąd przez Przeciwnika, pokłonią się nam jako Namaszczonym przez Pana, a my będziemy mieli błogosławiony przywilej ich podźwignięcia, oświecania i przebaczania im, pomagania w osiągnięciu doskonałego obrazu i podobieństwa naszego Boga.
JAK DALECE NASZE DOŚWIADCZENIA SĄ NADZOROWANE?
Niektórzy mogą zapytać: Jak dalece Bóg nadzoruje doświadczenia swoich dzieci? Mistrz powiedział: „Czy nie mam pić kielicha, który mi dał Ojciec?”. A co z naszym kielichem? Czy Bóg nie jest również naszym Ojcem? Czy nie należymy do Chrystusa? Kto, jeśli nie Ojciec, napełnia nasz kielich? Wiemy jednak, że Bóg nie jest współwinny zła: jak zatem może mieć coś wspólnego ze złem, które dotyka Jego lud?
Odpowiadamy: Otaczają nas wszelkie złe moce i wpływy. Te złe wpływy pochodzą od Szatana i upadłych aniołów. „Przeciwnik, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożreć”. A upadłe anioły również szukają sposobów, aby zaatakować dzieci Pana. Jednak nie mają nad nami żadnej władzy, chyba że Ojciec im na to pozwoli. Nie pozwoli, aby jakikolwiek zły wpływ wyrządził nam krzywdę jako Nowym Stworzeniom, jeśli będziemy trwać blisko Niego. Zapobiegnie każdej naszej szkodzie lub zranieniu, chyba że uzna, iż przyniosą nam dobro, jeśli odpowiednio je wykorzystamy.
WSZYSTKO WSPÓŁDZIAŁA DLA NASZEGO DOBRA
Świat także się nam sprzeciwia. A Szatan, książę tego świata, skutecznie zaślepia umysły ludzi, zastępując Prawdę błędem, a światło ciemnością, aby droga sprawiedliwości i posłuszeństwa Bogu wydawała się nierozsądna, niepożądana i radykalna. Ci, którzy mają w sobie więcej lub mniej ducha świata, w sposób zupełnie naturalny sprzeciwiają się dzieciom Pana, niezależnie od bezpośredniego wpływu Złego i jego sprzymierzeńców. Przykładem tego jest nasz Pan, który gdy zbliżała się Jego śmierć, mówił do Apostołów o doniosłej kulminacji swoich doświadczeń – że uda się do Jerozolimy, że ludzie Go ukrzyżują itp. Wówczas Piotr odezwał się: Panie, Panie, nie myśl tak! Przyszedłeś na świat, aby być wielkim Królem! Nie pozwól, aby w twojej głowie pojawiła się myśl, że zostaniesz ukrzyżowany! Pan, odwróciwszy się do Piotra, odparł: „Zejdź mi z drogi, przeciwniku!”. W tym momencie Piotr był przeciwnikiem Pana.
Zatem świat często się staje przeciwnikiem dzieci Bożych w swoim zapale dla tego, co według nich przyniesie nam większy szacunek i pożytek. Przekonują: Nie bądźcie tacy radykalni, a będzie wam się lepiej żyło. Jest to przeciwne naszemu ślubowi poświęcenia. Gdy nie ulegamy ich namowom, podjętym w dobrych zamiarach, próbują nas powstrzymać i przekonać do swoich poglądów i pomysłów. Według świata celem dążeń dla nas, chrześcijan, byłoby wyświadczanie dobra i praca na rzecz społecznego rozwoju, obywatelskich reform. Mówią: budujcie szpitale, zakładajcie sierocińce itp., ale nie poświęcajcie zbyt wiele czasu na badanie starej Biblii, bo nazwą was ekstremistami lub heretykami. Zatem świat próbuje na nas wpłynąć poprzez wzbudzanie w nas współczucia. A nasz Ojciec pozwala na wykorzystanie tych wpływów, abyśmy mogli przejść próbę. Mamy pewność, że Pan tak nadzoruje nasze doświadczenia, że nie spotka nas nic, co nie przyczyniłoby się do naszego duchowego dobra, jeśli pozostajemy w kręgu Jego miłości – dopóki w pełni w Nim trwamy. A nawet sama śmierć nie ma mocy nas dosięgnąć, aż nadejdzie wyznaczony przez Boga czas dla nas.
Nasze ciało jest naszym nieodłącznym, stale obecnym przeciwnikiem. Ono usiłuje protestować: Nie, nie! Nie idź tak daleko! Nasze ciało chce być w zgodzie ze światem. Lecz nasze Nowe Stworzenie odpowiada, że Jezus szedł drogą ofiary i cierpienia – podobnie Św. Paweł, Św. Piotr i Św. Jan. Wówczas nasze ciało podpowiada, że oni byli wyjątkowymi ludźmi. Wiemy jednak, że Biblia uczy, że taką samą drogą powinni iść wszyscy wierni Pana i że wszyscy będą prześladowani – 2 Tym. 3:12.
Nie wszyscy zostaną ukrzyżowani, nie wszyscy wrzuceni do kotła z wrzącym olejem, przepiłowani lub ścięci. Zapewne tego nie doświadczymy, jednak musimy cierpieć. Dlatego rozkazujemy naszym ciałom milczeć i cieszymy się z doświadczeń, które mamy, ponieważ „[…] jeśli [z Nim] cierpimy, z Nim też będziemy królować […]” (2 Tym. 2:12, UBG). Oczywiście, że się cieszymy! A świat mówi, że oszaleliśmy!
DROGOCENNE OBIETNICE NASZĄ SIŁĄ
Musimy pamiętać, drodzy bracia – i niech to będzie myśl podsumowująca – że nie doznamy krzywdy, jeśli to nie będzie wolą naszego Ojca. Obiecano nam, że nie spadnie nam włos z głowy – symbolicznie. Mamy również zapewnienie od Pana, że „wszystko współdziała dla dobra tych, którzy miłują Boga”, którzy Mu ufają. Nic, co nie byłoby dla nas błogosławieństwem, nie będzie dozwolone. Nasze próby i cierpienia, właściwie przyjęte, przyniosą „nieporównywalnie większą wagę wiecznej chwały” – 2 Kor. 4:17,18.
Patrząc wstecz, zauważamy, że wszyscy, którzy szli wąską drogą, byli prześladowani. Każdy, kto był w zgodzie z Bogiem, był w niezgodzie ze światem. Dawniej baptyści i metodyści byli prześladowani, ponieważ mieli więcej światła niż inni. Prześladowano także prezbiterian, ponieważ mieli więcej światła niż inni.
::R5547 : strona 294::
NOC JUŻ PRAWIE SKOŃCZONA
I tego samego musimy się spodziewać dzisiaj. Prześladowania dotkną tych, którzy mają odwagę trwać przy swoich przekonaniach, Pan mówi nam, że namaszczenie, które od Niego otrzymaliśmy, służy właśnie temu, abyśmy mogli głosić Jego chwałę (1 Piotra 2:9). Musimy zbadać siebie, aby sprawdzić, czy czasem nie trzymaliśmy naszego światła pod korcem. W 11. rozdziale listu do Żydów [Żyd. 11:1-40] Św. Paweł opisuje cierpienia proroków i godnych z dawnych czasów. Niektórzy z nich byli ukamienowani na śmierć, inni przepiłowani, zabijano ich i na różne sposoby prześladowano. Ci pobożni ludzie wiele wycierpieli dla sprawiedliwości. „Wszyscy, którzy chcą pobożnie żyć w Chrystusie Jezusie prześladowani będą”.
Lecz noc dobiega końca. Wkrótce Pan powstanie. Wyciągnie ręce – swoją Moc – a Jego dzieci zostaną wyzwolone. Niedługo rozpocznie się pełne chwały panowanie Mesjasza. Wówczas wszyscy, którzy będą żyć sprawiedliwie, zaznają pokoju. Drodzy przyjaciele, nasz tekst jest bardzo cenny – powinien dodawać otuchy naszym sercom i pomagać nam w wyborze drogi, a także przynieść nam pocieszenie i radość w tych ostatnich dniach naszej pielgrzymki.
—————
::R5547 : strona 294::
„Nasz Bóg jest miłością, On kocha słuchać naszych głosów;
W Chrystusie dzielimy się bogactwem Jego łaski;
On kocha otulać nas pociechą,
I pozwala umościć się w miejscu dla dzieci.
On kocha odpowiadać na modlitwy, chociaż może to nie być
Taki sposób jaki my uważamy za najlepszy;
Ale w jego własnej ostrożnej i doskonałej ocenie
On daje błogosławieństwa a wstrzymuje wszystko inne”.
====================
::R5547 : strona 295::
NIEUSTANNA OBECNOŚĆ JEHOWY Z JEGO LUDEM
„[…] Moja Obecność pójdzie i poprowadzi cię” – 2 Moj. 33:14 (Hebrajska Tora).
DZIECI Izraela wyszły z Egiptu; przeszły przez Morze Czerwone i dotarły do Góry Synaj. Mojżesz wszedł na górę, tam otrzymał tablice Prawa, a gdy zszedł z Góry, zastał lud pogrążony w bałwochwalstwie, oddający cześć złotemu cielcowi, którego Izraelici sami odlali. Jeszcze, gdy Mojżesz przebywał na Górze, Pan powiedział mu, że Izrael już się odwrócił od prawdziwego Boga ku bożkom i składa ofiarę odlewowi cielca jako bogu, który wyprowadził ich z Egiptu. Polecił Mojżeszowi zejść do ludu. Bóg się rozgniewał na Izraelitów i oświadczył Mojżeszowi, że ich wytraci, a z Mojżesza wywiedzie wielki naród. Jednak Mojżesz wstawił się do Pana za Izraelem, a Pan dał się przebłagać i oszczędził naród od zagłady. Obiecał Mojżeszowi, że nadal będzie przywódcą Izraelitów.
Wówczas Mojżesz zszedł z Góry. Zrozumiał, że Izrael ciężko zgrzeszył i zapłonął wielkim gniewem przeciwko niemu. Gdy zobaczył i usłyszał tańce, ucztowanie i okrzyki zgromadzonych wokół odlanego przez nich bożka, rzucił tablice Prawa, które trzymał w dłoniach, rozbijając je. Oto naród wyzwolony przez Boga z niewoli Egipcjan. Dzięki mocy Jehowy Morze Czerwone rozstąpiło się przed nim, odsłaniając przejście. Również podczas drogi doznał wielu błogosławieństw, wyraźnych dowodów Boskiego kierownictwa. A jednak pomimo tych wszystkich dowodów opatrzności, bunt i bałwochwalstwo! Czego można oczekiwać od ludu, który tak mało poważał Boga, że tak szybko się od Niego odwrócił? Nawet brat Mojżesza, Aaron, znużony naleganiem Izraelitów, uznał, że powinien z nimi współdziałać przy odlaniu złotego cielca.
Mojżesz zabrał cielca, którego zrobili, spalił go w ogniu i starł na proch, wrzucił proch do wody i zmusił dzieci Izraela do jej wypicia. Zganił Aarona, a potem stanął przy wejściu do obozu i powiedział do całego ludu: „[…] Kto jest za Panem, do mnie! I zebrali się wokoło niego wszyscy synowie Lewiego. I rzekł do nich: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Przypaszcie każdy miecz do boku! Przejdźcie tam i z powrotem od bramy do bramy w obozie i zabijajcie każdego, czy to brat, czy przyjaciel, czy krewny. Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza i padło w tym dniu z ludu około trzech tysięcy mężów” – 2 Moj. 32:26-28 (BW).
WOŁANIE MOJŻESZA I ODPOWIEDŹ NA NIE
Następnego dnia Mojżesz wyjaśnił Izraelitom, jak wielkiego grzechu się dopuścili. Powiedział, że zwróci się do Pana z modlitwą i będzie Go błagał, aby wybaczył im ten grzech. Potem gorąco modlił się do Pana, prosząc Go, aby wymazał ze swojej księgi także jego imię, jeśli wybaczenie tego grzechu nie będzie możliwe. Lecz Bóg odpowiedział: „Tego wymażę z mojej księgi, kto zgrzeszył przeciwko mnie”. Obiecał posłać swojego anioła przed Mojżeszem, jednak zapowiedział mu, że nie zakończył jeszcze rozliczać się z Izraelitami za ich nieprawość. Polecił Mojżeszowi, aby ich upomniał za nieposłuszeństwo i w Jego imieniu rozkazał im zdjąć ich ozdoby, aby mógł zdecydować, jak z nimi postąpić.
Lud usłuchał Boga. Zdjął ozdoby, ukorzył się i oddał Panu cześć. Przygnębiony Mojżesz miał poczucie, że nie sprosta wielkiemu zadaniu poprowadzenia tak przewrotnego ludu do dziedzictwa, które Pan mu obiecał pod warunkiem, że będzie Mu służyć – jeśli Bóg nie obdarzy go wyjątkową mądrością i łaską, niezbędną do wykonania tej misji. Zatem ponownie zwrócił się do Boga w żarliwej modlitwie. Wyznał Mu swoje obawy i gorące pragnienie Jego nieustannej pomocy i obecności przez całą drogę, usprawiedliwiając się: To dla mnie zbyt wielkie zadanie!
Wówczas Pan zapewnił Mojżesza, że pójdzie z nim, że będzie mu towarzyszył przez całą podróż do Ziemi Obiecanej, ponieważ znalazł łaskę w Jego oczach. Powiedział: „Moje oblicze pójdzie przed tobą i dam ci odpoczynek”. Mojżesz zatem poprosił Pana: „Ukaż mi, proszę, twoją chwałę”. Bóg ukrył Mojżesza w rozpadlinie skalnej i osłonił go swoją dłonią, gdy przechodził, pozwalając mu zobaczyć swoją chwałę z oddalenia, wyjaśniwszy: „Nie będziesz mógł widzieć mego oblicza, bo nie może człowiek ujrzeć mnie i pozostać przy życiu”.
Gdy Bóg mówi o swojej obecności wśród swoich sług, nie należy rozumieć, że jest z nimi fizycznie, lecz że jest obecny przez swojego Ducha i przez swoich anielskich posłańców, którzy ich wspierają, prowadzą i błogosławią im. Chroni ich od wszystkiego, co mogłoby im zaszkodzić. Czuwa nad ich dobrem i otacza czułą opieką.
BŁĘDNY POGLĄD O WSZECHOBECNOŚCI BOGA
Powszechnie przyjęty, lecz błędny pogląd głosi, że Bóg jest rzeczywiście, osobiście wszędzie obecny. Nie uważamy, aby Pismo Święte tego uczyło. Ten zasadniczy błąd, że Bóg jest w tym samym czasie osobiście obecny w każdym miejscu, spowodował, że wielu nie uważa Go za istotę, która ma osobowość, lecz uznaje Go jedynie za moc oddziaływania. Rozumiemy, że Biblia przedstawia to zupełnie inaczej: Bóg jest istotą, mającą osobowość i może osobiście znaleźć się w każdym miejscu, że ma główną siedzibę, gdzie przebywa i skąd zarządza, niezależnie od mocy i wpływu, które wywiera.
Jehowa mówi „Niebo jest moim tronem, a ziemia podnóżkiem moich stóp”. Ten, który ma swój tron w Niebie i którego podnóżkiem jest ziemia, jest wielkim Bogiem! Jest to oczywiście wymowna metafora, ukazująca Jego wszechogarniającą moc i kontrolę. W rzeczywistości Bóg nie zasiada w jednej części swojego Wszechświata, opierając stopy na innej jego części. Język Pisma Świętego dostosowuje się do ludzkiego umysłu i mówi o Bogu tak, jakby miał takie same części ciała, jak ludzie. Jednak nie wiemy, jak rzeczywiście wygląda ciało duchowe, ponieważ to „jeszcze się nie objawiło” nawet świętym Pańskim, którzy nadal są w ciele.
Rozumiemy, że Jehowa fizycznie przebywa w Niebie. Cała Biblia uczy o Jego wielkości – o nieograniczonej mocy. Czytamy, że „Pan patrzy z nieba, i widzi wszystkich synów ludzkich. Z miejsca, mieszkania swego spogląda na wszystkich obywateli ziemi” (Ps. 33:13,14). Widział utrapienie ludzi i przygotował dla nich wybawienie „we właściwym czasie”. Powinniśmy jednak wyraźnie odróżnić myśl o Bogu, który patrzy z Nieba od myśli, że jest On osobiście obecny na ziemi. Dzięki sile naszego wzroku możemy widzieć na odległość mili, a nawet pięciu mil. Możemy znajdować się sto lub więcej stóp dalej, a mimo to być obecni dzięki sile naszego głosu, albo – wspomagani przez nowoczesny wynalazek, jakim jest telefon – nasz głos może być słyszany setki mil od miejsca, w którym się znajdujemy. W tym znaczeniu Pan jest obecny wszędzie w swoim ogromnym Wszechświecie, a Jego moc może zostać użyta w każdej jego części. Ma sposoby, dzięki którym wie o wszystkich ziemskich sprawach i wszystkim, co dotyczy Jego wielkiego królestwa.
My mamy taką zdolność jedynie w bardzo ograniczonym zakresie. Telegraf, telefon, teleskop itp. są narzędziami, dzięki którym w pewnej mierze nasza obecność, moc i wpływy mogą zwiększyć swój zasięg, jednak jest to zdolność ograniczona do tej małej planety, chyba że ją zwiększamy poprzez modlitwę, poruszając moce, których
::R5548 : strona 296::
zasięgu nie potrafimy w pełni zrozumieć. Obecnie jednak ten przywilej jest dostępny tylko dla nielicznych. Niewielu ma – poprzez modlitwę – dostęp do Potęgi, panującej nad Wszechświatem. A ci, którzy uzyskali przywilej przybliżania się do potężnego Króla Niebios, mogą to uczynić wyłącznie w sposób przez Niego wyznaczony, na warunkach, które ustanowił.
Nie jesteśmy w stanie ograniczyć mocy Jehowy. Wynalazki obecnego Czasu Końca, które zwiększyły nasze możliwości komunikowania się, łącząc w ten sposób wszystkie części naszego globu, dają nam jedynie bardzo mgliste pojęcie o nieskończonej mocy Wszechmogącego Boga. Wierzymy, że w nadchodzącym Wieku te wynalazki będą udoskonalane i będzie ich coraz więcej, przynosząc tym samym więcej możliwości i błogosławieństw dla ludzi. Dzięki temu, gdy ludzkość pozna, kim naprawdę jest jej Stwórca, będzie coraz bardziej doceniać Jego majestat, chwałę i potęgę, i będzie oddawać Mu cześć w duchu i prawdzie. Jednak żaden ludzki umysł, nawet doskonały, nie będzie w stanie pojąć Potężnego Stwórcy Wszechświata.
PROWADZENI PRZEZ BOGA NA PUSTYNI
Bóg obiecał Mojżeszowi, że Jego obecność, Jego moc i podtrzymująca łaska będą mu towarzyszyć przez całą drogę. Pragnął, aby Mojżesz zrozumiał, że tego wielkiego zadania nie ma wykonywać sam, bez wystarczającego wsparcia. „Będę przebywał między wami” – taka była obietnica. Pan rzeczywiście był obecny, towarzysząc dzieciom Izraela i okazując swoją obecność bardzo wyraźnie – odkąd przeszli przez Morze Czerwone, prowadził ich, błogosławiąc ich i karząc, gdy potrzebowali jednego lub drugiego. W dzień był z nimi w słupie obłoku, a w nocy w słupie ognia, objawiał swoją obecność w chwale Szekinah, okrywającej Przebłagalnię w Najświętszym Miejscu Przybytku. Odkąd na polecenie Boga wzniesiono Przybytek, te przejawy Pańskiej obecności, mocy i troskliwej opieki nigdy nie ustały. Słup obłoku i ognia prowadził Izraelitów podczas podróży, a gdy się zatrzymywał, był to znak od Boga, że mieli pozostać tam, gdzie byli, dopóki słup obłoku lub ognia ponownie się nie uniesie.
Mojżesz powiedział do Pana: „Jeśli Twoja Obecność nie pójdzie, to nie wyprowadzaj nas stąd” – to zadanie jest zbyt wielkie, aby jakikolwiek człowiek mógł je wykonać samodzielnie. Lecz jeśli będziesz z nami, jeśli objawisz mi swoją wolę i będziesz mną kierował, wówczas poprowadzę ten lud przez pustynię do ziemi Kanaan. Pan niejednokrotnie przemawiał do Mojżesza za pomocą Przybytku. Rozumiemy zatem, że obietnica Pańskiej obecności z Mojżeszem została spełniona. Pan dał mu odpoczynek. Dożył stu dwudziestu lat, mimo to nie osłabły ani jego siły, ani wzrok. Przypominamy sobie moment, w którym Mojżesz zrozumiał, że rozstrzyganie spraw ludu jest dla niego zbyt trudnym zadaniem. Przedstawił to Panu, po czym wybrano siedemdziesięciu sędziów, którzy mieli dzielić ten ciężar z Mojżeszem. Sprawy, które były dla nich zbyt trudne przedstawiali Mojżeszowi. On wszystkie swoje trudności i ciężary przedkładał Bogu i zawsze otrzymywał błogosławieństwo.
LEKCJA DLA DUCHOWEGO IZRAELA
Doświadczenia cielesnego Izraela niosą ze sobą bardzo ważne lekcje dla Izraela duchowego. Jako lud, który pierwotnie był częścią świata, zostaliśmy zaproszeni, aby z niego wyjść i udać się w podróż do nowej Ojczyzny, do objęcia niebiańskiego dziedzictwa. Maszerujemy do błogosławionego Królestwa, które zostało nam obiecane, jeśli będziemy wierni. W drodze napotykamy próby i trudności. Lecz nasz Bóg obiecał nam, tak jak obiecał swojemu słudze Mojżeszowi, że będzie z nami. Niekiedy wydaje się, że On się od nas oddala i pozostawia nas samych, lecz wcale tak nie jest. Wystawia na próbę naszą lojalność i wiarę w Niego, czasami pozbawiając nas odczucia Jego obecności.
Czy zatem podobnie jak dawny Izrael, powinniśmy uznać, że Bóg nie jest już z nami i wrócić do bogów, których czciliśmy dawniej – bogów bogactwa lub przyjemności, bogów czczonych przez otaczające nas narody? Czy powinniśmy oddać się hulankom, światowym zabawom i grzechowi? Czy mamy zapomnieć o całej drodze, którą nas prowadził nasz Bóg i o wszystkich wielkich wybawieniach, zapisanych w historii naszego życia? Nie – „czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz?”, „ani śmierć, ani życie […] ani teraźniejsze, ani przyszłe rzeczy, […] ani żadne inne stworzenie nie będzie mogło nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Jezusie Chrystusie, naszym Panu”. Z pewnością nie!
Im bliżej Pana żyjemy i im większa jest nasza wiara, tym bardziej odczuwamy Boskie kierownictwo i tym częściej korzystamy ze środków, które On nam zapewnił dla naszego wzmocnienia i podtrzymania. Możemy wołać do Niego w trudnych chwilach, możemy zwracać się do Niego w modlitwie, a On nigdy nie zawodzi tych, którzy Mu ufają i starają się wiernie iść drogą przez Niego wyznaczoną. Skoro tak jest, możemy wyruszyć w naszą podróż z niezachwianą pewnością i wiarą. Poświęciwszy wszystko Panu, powinniśmy szukać Jego kierownictwa, ponieważ On swoją obecnością towarzyszy nam we wszystkich sprawach naszego życia.
Niewielu dźwiga tak wielki ciężar, jak Mojżesz. Jednak wszystkie Boże dzieci mają do dźwigania brzemiona, a na każdym z nas, którzy złożyliśmy Bogu śluby, spoczywają ważne zobowiązania. Wszyscy, należący do Ciała Chrystusa, do prawdziwego Bożego Izraela, mają przywilej korzystania z nieustannego kierownictwa Pana w każdym doświadczeniu podczas swojej wędrówki przez pustynię. Niebiańska Manna jest naszym codziennym pożywieniem. Woda Życia z uderzonej Skały Wieków wypływa dla naszego codziennego orzeźwienia. Karząca rózga naszego Ojca powstrzymuje nas, gdy grozi nam niebezpieczeństwo lub gdy zbaczamy na zakazaną ścieżkę. Z jaką miłością sprowadza On nas na właściwą drogę, leczy nasze rany i łaskawie przebacza nasze potknięcia i słabości! Z pewnością możemy mieć bezgraniczne zaufanie do naszego Niebiańskiego Przewodnika. Dzięki temu możemy w Nim odpoczywać i doświadczać doskonałego pokoju. Nasze serca mogą szczerze zawołać wraz z poetą:
„On prowadził me kroki w ciemności,
I drogami wiódł, których nie znałem.
Prostował to, co kręte, wyrównywał nierówności,
Gdy za Panem moim podążałem.
Za przyjemne palmy, chwalę imię Jego,
I za źródła wody w drodze tryskające.
Za prowadzący mnie, jasny słup ognia nocnego,
i za chmurę w ciągu dnia, zasłaniającą słońce.
„Na bezdrożnej dziczy, jasność rozświetla mi ciemność,
Gdy śledzę cuda czasów minionych.
Gdy Bóg całej ziemi szedł przede mną,
By odpoczynek był mi znaleziony!
Czy On zmienił się dla mnie? Nie, nic z tego;
On nową drogą powiedzie mnie bezsprzecznie,
Przez ogień, powódź i wroga przebiegłego,
Tak, jak wczoraj prowadził, bezpiecznie”.
Ten, który tak wiernie troszczył się o cielesny Izrael, lud krnąbrny i przewrotny, z pewnością jeszcze bardziej zatroszczy się o swój prawdziwy, duchowy Izrael, który kocha Go ponad wszystko i codziennie stara się coraz bardziej poznawać Jego wolę, aby ją wypełniać.
Apostoł Paweł, ostrzegając duchowy Izrael, aby nie poszedł za przykładem niewiary cielesnego Izraela i nie stracił w ten sposób swojej więzi z Panem, mówi: „Bo do odpoczynku wchodzimy my, którzy uwierzyliśmy […]” (Żyd. 4:3, UBG). To niewiara doprowadziła do nieposłuszeństwa i krnąbrności cielesny Izrael, i w końcu do odrzucenia go przez Pana jako Jego uprzywilejowanego ludu, którego dotyczyły najcenniejsze obietnice. Jako naród Izraelici na zawsze utracili szczególną łaskę, swoje dziedzictwo. Jaką lekcją powinno to być dla duchowego
::R5548 : strona 297::
Izraela! A jednak dzisiaj zauważamy, że ogromna większość duchowych Izraelitów popadła „w ten sam przykład niewiary”. I oni również utracą główną łaskę, która została im zaoferowana po jej odebraniu niewiernemu cielesnemu Izraelowi. Jedynie wierna „resztka”, zarówno cielesnego, jak i duchowego Izraela, otrzyma wspaniałe dziedzictwo, obiecane przez Pana.
WSPANIAŁE DZIEDZICTWO DUCHOWEGO IZRAELA
Ci, którzy okażą się wierni podczas obecnego czasu łaski, odziedziczą najcenniejsze rzeczy, jakie Bóg ma do zaoferowania, tajemnice, ukryte przez wieki, lecz teraz objawione prawdziwym świętym Bożym. Wierni z minionych wieków odziedziczą ziemię jako władcy i książęta nad ludzkością podczas pełnego chwały panowania Mesjasza. Cieleśni Izraelici, żyjący w tym czasie, zgromadzą się wokół nich. Otrzymają cenne dziedzictwo. Nie mamy pewności, jaki będzie ich dział w przyszłych wiekach chwały, ale możemy być pewni, że będzie to błogosławiona część.
Wierni z obecnego Wieku zostali wywyższeni, aby „zasiadać na niebiosach w Chrystusie Jezusie”, którym jest „lew z pokolenia Judy”. Tych wiernych stanowi dwanaście pokoleń Izraela – będą z Nim królować. To Małe Stadko – jedynie 144 000 – stanowi resztka wiernych z cielesnego Izraela, wybranych na początku Wieku Ewangelii i resztka wiernych z pogan z tego Wieku (Obj. 7:4-8; 14:1-5 [Obj. 14:1-5]). Oni mają „pokój Boży, który przewyższa wszelkie zrozumienie” i którego nikt inny nie może poznać. „Mój pokój daję wam” – mówi do nich szeptem Mistrz. Już teraz odpoczywamy w wierze, a mamy również zapewnienie, że my, którzy weszliśmy do tego odpoczynku, w odpowiednim czasie poznamy jeszcze większy „odpoczynek dla ludu Bożego”, jeśli nie osłabniemy. Osiągniemy ten odpoczynek, gdy doświadczymy pełnej chwały „przemiany” w Pierwszym Zmartwychwstaniu, gdy nasze ciała zostaną przemienione na podobieństwo ciała naszego Pana, a my zobaczymy i poznamy tak, jak teraz jesteśmy widziani i poznawani przez Boga. Wówczas zostaniemy obdarzeni niezwykłą chwałą, którą On obiecał – nieśmiertelnością, Jego własną naturą – i miejscem przy boku naszego Zbawiciela na Jego Tronie.
Bóg Izraela jest rzeczywiście zawsze obecny wśród swojego prawdziwego ludu. Nigdy o nas nie zapomina, ale nieustannie czuwa nad naszym dobrem, strzeże nas w każdej niebezpiecznej sytuacji, zaspokaja wszystkie nasze potrzeby, zarówno doczesne, jak i duchowe, dbając o to, co jest najlepsze dla Nowego Stworzenia.
::R5549 : strona 297::
Odczytuje każdą myśl naszych serc; dostrzega każdy przejaw oddania i miłości do Niego; kształtuje wszystkie wpływy wokół nas dla naszej karności i oczyszczania. Wysłuchuje każdego naszego wołania o pomoc, pocieszenie, współczucie i wspólnotę z Nim. Nigdy nawet na chwilę nie zapomina i nie przestaje czuwać. „[…] Oto ten, który strzeże Izraela, nie zdrzemnie się ani nie zaśnie […]” (Ps. 121, [Ps. 121:1-8] UBG). Jeśli wzywamy Go podczas pracowitych dni czy podczas spokojnych nocy, jest blisko, aby nas wspierać, podtrzymywać i chronić, niezależnie od tego, czy jesteśmy świadomi Jego obecności przez cały czas, czy nie.
Jakże błogosławiona jest pewność takiej stałej, niezmiennej troski i wierności! Żadne prawdziwe dziecko Boże nie jest pozbawione dowodów swojej cennej społeczności z Ojcem – Bogiem Izraela. A święci, którzy zostali zaproszeni do Niebiańskiego Powołania i wiernie na nie odpowiadają, są Jego prawdziwym Izraelem w najwyższym znaczeniu, są dziedzicami Jego wszystkich nadzwyczajnych obietnic. Jak wspaniałe jest nasze dziedzictwo!
====================
::R5549 : strona 297::
NAMASZCZENIE KOŚCIOŁA
„[…] namaszczenie, które otrzymaliście od niego, pozostaje w was […]” – 1 Jana 2:27 (UBG)
ZGODNIE z Boskim porządkiem, panującym w narodzie izraelskim, arcykapłani, którzy reprezentowali całe kapłaństwo, byli wprowadzani na swój urząd przez namaszczenie szczególnym rodzajem wonnego oleju, zwanego świętym olejem namaszczenia. Był on wytwarzany według specjalnej receptury i nikomu z ludu nie było wolno go używać pod groźbą kary śmierci. Gdy Izrael stał się królestwem, również królowie byli namaszczani tym świętym olejem namaszczenia.
Te dwa urzędy kapłana i króla okazały się później typem dla antytypu tej służby: połączonej służby Tego, który miał być Kapłanem na swoim Tronie – Królewskim Kapłanem, Kapłańskim Królem. Pismo Święte przedstawia nam typ tego połączonego urzędu w postaci Melchizedeka, o którym napisano, że był królem Salem i kapłanem Najwyższego Boga (1 Moj. 14:18-20; Żyd. 7:1-17). W ten sposób, porównując wersety Pisma Świętego, dowiadujemy się, że Mesjasz, który ma dokonać wielkiego dzieła błogosławienia świata, będzie Tym, który połączy w sobie zarówno urząd króla, jak i kapłana.
Analizując dokładniej ten typ, zauważamy, że święty olej namaszczenia wylewano na głowę arcykapłana tylko podczas wprowadzania go na ten urząd. Olej wylany obficie na jego głowę spływał aż do samego dołu jego kapłańskich, urzędowych szat. Jak zobaczymy później, ta okoliczność również stanowiła typ.
Patrząc na antytyp z perspektywy typu zauważamy naukę Pisma Świętego o ustanowieniu na ziemi potężnego Mesjańskiego Królestwa, które zwiąże Szatana, powstrzyma wszelkie złe wpływy i da całej ludzkości pełną możliwość pojednania się z Bogiem. Rozumiemy również, że to Królestwo wykona wielkie kapłańskie dzieło, które będzie częścią wielkiego Mesjańskiego dzieła, mającego dwojaki charakter: Mesjasz jako Król będzie rządził ludzkością żelazną laską dla jej dobra, a jako Kapłan będzie pouczał, podnosił na duchu, leczył choroby i wskrzeszał umarłych.
„CHRYSTUS W WAS, NADZIEJA CHWAŁY”
Naród izraelski dobrze rozumiał, że jego Mesjasz miał być obiecanym Potomkiem Abrahama, który będzie błogosławić wszystkie rodziny ziemi, ale dopiero podczas Pierwszego Przyjścia naszego Pana stało się jasne, że ten Potomek miał się składać z więcej niż jednej osoby. Apostoł Paweł zwraca na to naszą uwagę i oświadcza, że we wcześniejszych dyspensacjach ta tajemnica była ukryta – tajemnica, że Mesjasz nie jest jednostką, lecz grupą osób pod jednym Zwierzchnikiem (Efez. 3:2-7; Kol. 1:25-27). Co więcej, Mesjasz nie tylko będzie zbiorowością, ale także zostanie zgromadzony z wielu narodów.
Jedynie nieliczni potrafią zrozumieć tę tajemnicę, wielu jej jeszcze nie pojmuje. W rzeczywistości może ją zrozumieć tylko szczególna klasa, dla której jest ona przeznaczona. Pismo Święte objawia, że Wiek Ewangelii jest przeznaczony na wybór tego wielkiego antytypicznego Króla, większego niż Salomon, wspaniałego antytypicznego Królewskiego Kapłana, reprezentowanego przez Melchizedeka. Powołanie obecnego Wieku jest skierowane do tych, którzy staną się członkami tej klasy, antytypicznego Kapłana i Króla.
WARUNKI CZŁONKOSTWA
Wszyscy, którzy chcą należeć do klasy Królestwa, muszą się zwrócić do naszego Pana Jezusa jako Tego, przez którego spływa na nich Boża łaska. „I nie ma w nikim innym zbawienia. Nie ma bowiem pod niebem żadnego innego imienia danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni”. Od śmierci i zmartwychwstania Chrystusa została otwarta nowa droga do życia. Chrystus będzie Głową Kościoła, który jest Jego Ciałem, a cały Kościół stanie się wielkim antytypicznym Prorokiem, Kapłanem i Królem – długo oczekiwanym Potomkiem Abrahama (Gal. 3:8,16,29).
::R5549 : strona 298::
Niech zatem wszyscy, którzy w poświęceniu oddali się Bogu, wezmą krzyż i pójdą za Mistrzem. Niech w miarę swoich możliwości, żyją życiem, jakie On prowadził, podążając Jego śladami. Bóg nie przyjmie niczego, co jest niedoskonałe i chociaż nie możemy być doskonali według ciała, jednak możemy być doskonali w intencjach, woli. W ten sposób, dzięki Odkupicielowi, będziemy mogli zostać przyjęci przez Boga.
Wracając do typicznego obrazu namaszczenia żydowskiego arcykapłana, obejmującego urząd i porównując go z antytypem, dostrzegamy, że ten wielki antytypiczny Kapłan został namaszczony nad Jordanem. Tam nasz Pan Jezus, Głowa Ciała Chrystusa, otrzymał Ducha Świętego bez miary. W dniu Pięćdziesiątnicy antytypiczny olej namaszczenia zaczął spływać na Kościół. Tak jak w typie olej, wylany na głowę arcykapłana, spływał aż do skraju jego szaty, tak Duch Święty spłynął z Głowy Kościoła aż na ostatnich członków namaszczonego Ciała Chrystusa – Ps. 133:1-3.
NAMASZCZENIE WSZYSTKICH CZŁONKÓW CHRYSTUSA
Otrzymujemy to namaszczenie od Ojca przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Wszystko pochodzi od Ojca i wszystko jest przez Syna (1 Kor. 8:6). Ojciec udzielił Synowi Ducha Świętego i upoważnił Go do obdarzenia nim Jego Ciała. To zesłanie Ducha Świętego miało się stać namaszczeniem dla całego Ciała, ponieważ Ojciec, uznając Głowę, uznał Ciało. Gdy Chrystus przypisał Kościołowi swoją zasługę, aby przykryć jego niedoskonałości, uczynił nas godnymi przyjęcia przez Ojca, co zostało zamanifestowane językami ognia itp., które się ukazały nad Apostołami w dniu Pięćdziesiątnicy. Jednak ta zewnętrzna manifestacja nie była najważniejsza, ponieważ Apostołowie mogli otrzymać Ducha Świętego bez żadnego nadzwyczajnego objawienia Boskiej mocy.
Ukazanie się języków ognia w dniu Pięćdziesiątnicy, podobnie jak gołębicy nad naszym Panem podczas Jego chrztu, nie trwało długo. Zarówno gołębica, jak i płomienie ognia były jedynie zewnętrznymi symbolami, mającymi przekonać obserwujących, że nadeszło obiecane błogosławieństwo i moc.
Gdy Korneliusz, pierwszy nawrócony poganin, został przyjęty do wspólnoty namaszczonych, nastąpiła kolejna manifestacja udzielenia Ducha Świętego naśladowcom Jezusa. Zatem można coś objawić na wiele sposobów. Nawet teraz Bóg mógłby dać widzialny przejaw, aby ukazać, że udzielił ducha świętego; lecz czyniąc to, jedynie wskazałby na sam fakt — duch święty już tam był. Namaszczenie otrzymane przez Kościół w dniu Pięćdziesiątnicy było Boskim uwierzytelnieniem, Boskim uznaniem tych, którzy się poświęcili, aby podążać śladami naszego Pana. W ten sposób Bóg dał zewnętrzny dowód ustanowienia Kościoła.
To samo powołanie Ewangelii rozeszło się od Pięćdziesiątnicy po całym świecie – dotarło do wszystkich, powołanych przez Pana, naszego Boga (Dz. Ap. 2:39). Ci, którzy przyjmują warunki tego powołania, wchodzą do namaszczonego grona. Przychodząc do Chrystusa, wchodzimy w to namaszczenie. Nie stajemy się ciałem Jezusa, lecz wchodzimy do symbolicznego Ciała Namaszczonego – Chrystusa. Wchodzimy w stan, w którym stajemy się „dziedzicami Boga, a współdziedzicami z Chrystusem” Jezusem, naszym Panem. To namaszczenie trwało w Kościele przez cały Wiek Ewangelii. „Namaszczenie, które otrzymaliście od niego, pozostaje w was”, trwa w was. Ci, którzy wcale nie wejdą w to namaszczenie, nigdy nie będą należeć do Kościoła.
NAMASZCZENIE A SPŁODZENIE
Osobną kwestią jest to, w jaki sposób możemy się dowiedzieć, że zostaliśmy spłodzeni. W dniu Pięćdziesiątnicy, gdy się rozpoczęło powołanie do Kościoła, pojawiły się zewnętrzne znaki, przez które to namaszczenie zostało zademonstrowane – dary Ducha, dary języków itp. Jednak Apostoł stwierdza, że były to jedynie dary zewnętrzne i mogły znaczyć nie więcej niż brzęczenie miedzi albo dźwięk cymbału (1 Kor. 13:1-3). Możliwe, że ci, którzy otrzymali te dary, nawiązali jedynie zewnętrzną, formalną relację z Bogiem i nie uczynili żadnego rzeczywistego postępu w sprawach duchowych.
Odkąd dołączyliśmy do tego grona namaszczonych, możemy mówić i myśleć o sobie jako o namaszczonej klasie, wydaje się jednak, że Bóg zamierzył, aby z czasem zostało objawione, czy rzeczywiście weszliśmy do tej klasy. Dowodem tego nie będzie mówienie językami itp., lecz będzie pojawienie się owoców i łask Ducha Świętego – cichości, cierpliwości, uprzejmości, długiego znoszenia, braterskiej życzliwości, miłości. Okazywanie tych owoców będzie
::R5550 : strona 298::
oznaczać, że jesteśmy coraz bardziej pobudzani przez Ducha Chrystusa.
Jednak nawet wówczas musimy odróżnić wrodzone usposobienie od tego, które rozwinęliśmy dzięki wzrostowi w łasce. Są bowiem ludzie o wielkiej cierpliwości – mają jej tak dużo, że stają się leniwi. Ich cierpliwość nie jest zatem owocem Ducha. Aby odróżnić cechy wrodzone od łask wypracowanych, musimy porównać wrodzone usposobienie człowieka z jego wzrostem w łasce i z rozwiniętymi owocami Ducha.
Namaszczenie Duchem nie jest tym samym, co spłodzenie przez Ducha. Namaszczenie odnosi się jedynie do uznania za członka klasy, powołanej do wyjątkowego dzieła w Królestwie Mesjańskim. Gdy nawiązujemy relację z Bogiem przez Chrystusa, stajemy się członkami wspólnoty namaszczonych. Jednak podczas gdy namaszczenie dotyczy całego Kościoła jako społeczności, to spłodzenie z Ducha Świętego jest sprawą indywidualną. Pismo Święte w różny sposób wyjaśnia, że zostaliśmy spłodzeni z Ducha Świętego przez Słowo Prawdy.
UŚWIĘCENI PRZEZ SŁOWO PRAWDY
Innymi słowy, nikt nie może otrzymać Ducha Świętego, jeśli nie przyjął Prawdy. Przykładem może być Korneliusz, który był dobrym człowiekiem, dużo się modlił i hojnie rozdawał jałmużnę, jednak to wszystko nie wystarczyło, aby otrzymał Ducha Świętego. Lecz gdy nadszedł odpowiedni czas – koniec siedemdziesięciu tygodni łaski dla Żydów – Korneliusz miał się zwrócić do kogoś, kto mu powie, co powinien zrobić. Został pouczony przez świętego anioła, aby posłał po św. Piotra, by ten przyszedł do jego domu i oznajmił mu słowa (Dz. Ap. 10:22). Słowa były konieczne.
Aby się stać członkami Kościoła Chrystusowego, musimy podjąć świadome działanie – to nie jest iluzja czy jakiś rodzaj omamienia. Wiedzmy zatem, że żaden poganin, nawet najszlachetniejszy z natury, nie może należeć do klasy Kościoła. To samo dotyczy ludzi cywilizowanych. Każdy, kto pragnie należeć do tego grona namaszczonych, musi mieć świadomość przywileju, jakim jest nawiązanie relacji z Bogiem przez Chrystusa. Kto tego nie rozumie, nie może należeć do Kościoła.
Tym, co doprowadzi ludzi do społeczności z Bogiem, jest Słowo Boże, Przesłanie Ewangelii. Zatem każdy, kto chce otrzymać Ducha Świętego, musi najpierw poznać Prawdę, a wówczas Prawda zacznie na niego oddziaływać. Musi się opowiedzieć po stronie sprawiedliwości, a następnie przyjąć Chrystusa jako swojego Odkupiciela. Po przyjęciu Chrystusa jako swojego Zbawiciela musi iść naprzód,
::R5550 : strona 299::
poświęcić się i podążać śladami naszego Pana, Jezusa. Wierzymy, że ten, kto to uczyni, rozumiejąc, że taka jest wola Boga, zostanie przyjęty przez Pana ‒ spłodzony z Ducha Świętego. Wówczas zgodnie z Bożym postanowieniem otrzyma więcej wskazówek, ponieważ jego dotychczasowe postępowanie jest świadectwem tego, że znajduje się na właściwej drodze.
CEL NAMASZCZENIA
Nie mamy pewności, w jakim stopniu dzieje się to automatycznie. Tak jak zręczny człowiek działa w dużej mierze automatycznie, podobnie wielki Stwórca z pewnością ma pewne schematy postępowania. Jedno działanie wywołuje określony skutek, kolejne działanie wywołuje kolejny skutek itd. Sądzimy, że Bóg ma jakąś nadzwyczajną zasadę, działającą automatycznie, dzięki której pod rządami Chrystusa każdy, kogo On przyjmie, otrzyma pewne indywidualne błogosławieństwa. Każdy, kto podejmie wymagane kroki, doświadczy Boskiego błogosławieństwa i kierownictwa w swoich sprawach.
Wszyscy namaszczeni mają usposobienie wspaniałej Głowy Kościoła. Powinniśmy zatem starać się trwać w Chrystusie, zarówno indywidualnie, jak i społecznie, ponieważ tak jak weszliśmy do klasy namaszczonych, tak samo możemy ją opuścić. Aby trwać w Chrystusie, musimy jako Nowe Stworzenia wzrastać w łasce, wiedzy i miłości, ponieważ, jeśli jako Nowe Stworzenia, pozostaniemy wierni do końca naszej drogi, zostaniemy udoskonaleni w Pierwszym Zmartwychwstaniu i zasiądziemy na Tronie z naszym Panem i Królem – Obj. 3:21.
====================
::R5550 : strona 299::
DLACZEGO CIERPIENIA W GETSEMANI?
– 18 PAŹDZIERNIKA – MAR. 14:32-42 –
„Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie […]” – MAT. 26:41 (UBG)
USTANOWIWSZY Wieczerzę, która upamiętniała Jego śmierć, Jezus i Jego uczniowie zaśpiewali pieśń, po czym wyszli z miasta na Górę Oliwną, znajdującą się po drugiej stronie miasta – oddaloną od niego o około milę. Najwyraźniej w drodze do Getsemani uczniowie zostali zapoznani z kilkoma ważnymi naukami. Zapisano je w Ewangelii Św. Jana w rozdziałach 15-17 [Jana 15:1-27; Jana 16:1-33; Jana 17:1-26].
Słowo Getsemani oznacza tłocznię oliwy – jest to nazwa pełna znaczenia. Wiedząc, że Żydzi używali oliwy z oliwek zarówno jako pokarmu, jak i do oświetlenia, a Jezus jest Żywicielem świata, a także jego Oświecicielem, zauważamy wyjątkową trafność w tym, że swoje najtrudniejsze doświadczenia, które niemal zmiażdżyły Jego duszę, przeżywał w ogrodzie, gdzie tłoczono oliwki i wyciskano z nich oliwę.
Getsemani nie było kwiatowym ogrodem, lecz gajem oliwnym lub sadem. To miejsce jest nadal starannie chronione i strzeżone przez franciszkanów. W Ogrodzie rośnie kilka bardzo starych drzew oliwnych i jeden wyjątkowo stary dąb. Ogród miał należeć do przyjaciół Jezusa; uważa się również, że istnieją dowody na to, że Jan Marek, pisarz Ewangelii Św. Marka, był młodzieńcem, którego obudziło zamieszanie, wywołane aresztowaniem Jezusa i który wybiegł na zewnątrz w lnianym okryciu – Mar. 14:51,52.
OSTRZEŻENIE
W drodze do Getsemani Jezus starał się wytłumaczyć swoim uczniom, że czekają ich wielkie próby. Przywołał proroctwo: „[…] Uderz pasterza, a owce zostaną rozproszone […]” (Zach. 13:7, UBG). Powiedział im otwarcie, że wskutek tych wydarzeń wszyscy się rozproszą – zniechęcą się, potkną, doznają szoku. Nastąpi coś, czego się nie spodziewali.
Św. Piotr, przekonany o swojej wierności dla Pana, zaprotestował oświadczając, że w jego przypadku tak się nie stanie – że nawet gdyby wszyscy inni tak postąpili, on wolałby umrzeć z Mistrzem, niż się Go zaprzeć. Jezus jednak ostrzegł Św. Piotra, że jest on w wielkim niebezpieczeństwie. I zamiast szukać pomocy u Boga i czuwać w modlitwie, aby nie ulec pokusie, zbytnio ufał swojej ludzkiej naturze. Podobnie wszyscy uczniowie się zarzekali, że z pewnością nie postąpią tak, jak przepowiedział Jezus. Zapewniali, że są lojalni i gotowi na śmierć. Jak bardzo byli nieświadomi srogości prób, które były przed nimi!
Z pewnością jest w tym nauka dla wszystkich naśladowców Jezusa – tak samo dzisiaj, jak wówczas. To oczywiste, że pragniemy dochować wierności Pańskiej Sprawie aż do ostatniego tchu, ponieważ taka determinacja jest niezbędna do zwycięstwa. Błąd popełniany przez wielu polega na tym, że nie rozumieją, jak dotkliwe mogą być próby i pokusy – nie dostrzegają konieczności Niebiańskiej pomocy w każdej potrzebie. Apostoł napisał: „[…] gdy jestem słaby, wtedy jestem mocny” (2 Kor. 12:10, Przekład Toruński). Zapewne miał na myśli: Gdy jestem zupełnie wierny Panu, odczuwam własną słabość i niewystarczalność, jednak jestem mocny, ponieważ wówczas szczególnie polegam na pomocy Niebios ‒ czuwam i modlę się, dzięki czemu jestem ostrzeżony przed pokusami.
Z pewnością pod koniec tego Wieku – w ostatnich dniach obecnego Wieku Ewangelii – na Kościół Chrystusa spadną doświadczenia Getsemani. W tych pokusach i próbach wytrwają, i wyjdą z nich zwycięsko jedynie ci, których wiara i zaufanie do Pana są silne – ci, którzy czuwają i modlą się, aby nie ulec pokusie, dzięki czemu są przed nią chronieni. Tak jak nasz Pan ostrzegł Św. Piotra i pozostałych Apostołów przed nadchodzącą próbą, tak samo ostrzegł nas przed wielką, decydującą próbą, która jest przed nami. Wyciągnijmy wnioski z doświadczeń Apostołów, opisanych w tej lekcji.
„SMUTNA JEST MOJA DUSZA AŻ DO ŚMIERCI”
Gdy przyszli do Ogrodu, Jezus pozostawił ośmiu Apostołów przy wejściu, a sam z Piotrem, Jakubem i Janem oddalił się w głąb Ogrodu. Wszyscy mieli czuwać, być gotowi na to, co się miało wydarzyć, na to, o czym Jezus wiedział, lecz co Apostołom wydawało się zupełnie nieprawdopodobne. Nie rozumieli smutku Mistrza, chociaż mu współczuli.
Była północ, a oni zwykle wcześnie kładli się spać. Ważne wydarzenia tego wieczoru i trudne nauki Mistrza wywołały w nich zmęczenie i senność. Zamiast czuwać i modlić się, zasnęli. Zasnęli nawet trzej najbliżsi uczniowie Mistrza.
Jezus oddalił się na odległość rzutu kamieniem w głąb Ogrodu, pragnąc osobistej społeczności z Ojcem. W cierpieniu, które Go ogarnęło, raz po raz szukał ludzkiego współczucia, lecz znajdował swoich najbliższych, pogrążonych we śnie. Dobrze to wyraził Prorok: „[…] spośród ludu nie było ze mną nikogo […]” (Iz. 63:3, UBG). Samotnie tłoczył prasę smutku.
Dopiero po udzieleniu ostrzeżeń Apostołom i pozostawieniu kilku, aby czuwali przy wejściu do Ogrodu, Mistrz skupił się na sobie i na przełomowych wydarzeniach, które miały nastąpić za kilka godzin. Zanim się oddalił od swoich trzech najbliższych uczniów, wyznał jak wielki ciężar udręki przygniótł nagle jego duszę. Wykrzyknął: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci”! – Czuję się, jakbym miał już teraz umrzeć, nie doczekawszy się tej ważnej chwili, która jest przede mną. Czytamy, że „zaczął odczuwać lęk i udrękę”. W języku greckim jest to
::R5551 : strona 300::
równie mocne wyrażenie, opisujące skrajne przerażenie i głęboki smutek oraz poczucie osamotnienia, tęsknoty za rodzinnym domem i zupełnego opuszczenia przez przyjaciół.
Uczucie nieszczęścia i rozpaczy, które nagle ogarnęło Zbawiciela, trwało przez pewien czas; trzykrotnie bowiem zwracał się w modlitwie do Ojca, prosząc, by ominęła go ta godzina, ten straszny ucisk, który łamał Mu serce. Ewangelista Łukasz, który był lekarzem, opisuje, że cierpienie Mistrza było tak wielkie, że wywołało u Niego krwawy pot. Chociaż w niektórych starszych manuskryptach nie ma wzmianki o krwawym pocie, jednak lekarze są zgodni, że podobne doświadczenia zdarzały się innym ludziom w stanie wielkiego cierpienia.
PRZYCZYNA SMUTKU MISTRZA
Jak wyjaśnić ten wielki niepokój Mistrza w obliczu zbliżającej się śmierci, o której wiedział z wyprzedzeniem i o której mówił swoim uczniom, zapewniając ich również – jak w tej lekcji – że trzeciego dnia zmartwychwstanie? Dlaczego myśl o śmierci budziła w Zbawicielu znacznie większy strach niż budziła ona u niektórych z Jego naśladowców, a nawet u ludzi w ogólności?
Setki męczenników poniosło równie straszną lub nawet straszniejszą śmierć. Setki wykazały się wielką odwagą i hartem ducha w obliczu równie potwornej śmierci. Jak wyjaśnić postawę Zbawiciela i Jego gorącą modlitwę, aby ta godzina lub ten kielich Go ominęły?
Aby dobrze zrozumieć znaczenie tego pytania i udzielić na nie właściwej odpowiedzi nie wolno nam zapominać, że Mistrz bardzo się różnił od innych ludzi. Wyrok śmierci ciąży nad całym światem. Wszyscy wiemy, że śmierć jest jedynie kwestią czasu. Wszyscy wiemy, że proces umierania może trwać najwyżej kilka godzin. Nie tylko nie mamy nadziei na uniknięcie śmierci, ale ponieważ jesteśmy już w dziewięćdziesięciu procentach martwi, nasze zdolności intelektualne są mniej lub bardziej przytępione. Stąd się bierze nasza bezmyślność, niefrasobliwość i wynikające z nich okrucieństwo.
Są żołnierze, którzy rzucają się do walki w obliczu nieuchronnej śmierci, najwyraźniej nie odczuwając strachu i są konie, które robią to samo. Jednak największą odwagę wykazują ci, którzy są świadomi swoich czynów i którzy bardzo się boją śmierci, a jednak idą naprzód, posłuszni nakazowi obowiązku i miłości. Jezus był takim żołnierzem. Rozumiał to, czego inni nie rozumieli; rozumiał, czym naprawdę jest śmierć. Doceniał to, czego inni nie doceniali; doceniał znaczenie i wartość życia.
Ponieważ człowiek zgrzeszył, Jezus zgodnie z Boskim zamiarem i planem opuścił Niebiańską chwałę, wyzbywając się swojej wyższej natury na poziomie duchowym, zamieniając ją na ludzką naturę, ponieważ miał umrzeć jako cena Odkupienia człowieka, Sprawiedliwy za niesprawiedliwych. Taka była wola Ojca wobec Niego. Pan wyjaśnia, że właśnie po to przyszedł na świat. Tej misji poświęcił swoje życie. Oddawał je codziennie, wypełniając wolę Boga i służąc ludziom. Teraz nadszedł decydujący moment.
Niebiański Ojciec obiecał, że jeśli nasz Pan okaże się wierny w tym powierzonym mu zadaniu, Boską mocą zostanie wskrzeszony z martwych do duchowej natury, a Jego stanowisko będzie wyższe niż to, które zajmował wcześniej. Nie wątpił ani w wierność Ojca w odniesieniu do tej obietnicy, ani w Jego moc. Jednak zapewnienie i obietnica Ojca były warunkowe; nasz Pan otrzyma zmartwychwstanie na wyższym poziomie życia, jeśli wiernie wypełni swoją misję. Gdyby jednak choćby w najmniejszym sensie lub stopniu uległ grzechowi, dosięgłaby Go kara za grzech ‒ „umierając umrzesz” (przekład dosłowny z języka hebrajskiego – przyp. tłum.).
Przez trzy i pół roku Jego życie było poświęcone Bogu i wypełnianiu Boskiej woli. Jedynym pytaniem było: Czy wypełni Boską wolę zupełnie, całkowicie i absolutnie, w duchu, który podobałby się Niebiańskiemu Ojcu? A ponadto: Czy potrafi, czy zdoła przejść przez doświadczenia najbliższych kilku godzin z odpowiednią odwagą, odpowiednią wiarą i odpowiednim posłuszeństwem, czy też zawiedzie i straci wszystko w śmierci?
MISTRZ NIE MIAŁ ORĘDOWNIKA
Zatem dostrzegamy, jak bardzo sytuacja Mistrza różniła się od sytuacji każdego z nas, starających się podążać Jego śladami. My nie mamy nic do stracenia, ponieważ jako ludzie wszyscy podlegamy wyrokowi śmierci. Jednak naśladowcy Jezusa rozumieją, że był Synem Bożym, który umarł za nasze grzechy i że Jego zasługa równoważy nasze niedoskonałości, ponieważ w Nim trwamy i pragniemy pełnić wolę Ojca.
Jednak gdyby Mistrz zawiódł, nie było nikogo, kto mógłby Go zastąpić. Jego klęska oznaczałaby wieczną śmierć. Co więcej, oznaczałaby utratę wszystkich szczególnych błogosławieństw, które Bóg Mu obiecał jako nagrodę za nadzwyczajną wierność. Oznaczałaby utratę wielkiego przywileju wykonania dzieła Ojca, polegającego na wyzwoleniu ludzkości z grzechu i śmierci przez Mesjańskie Królestwo. Jednym słowem, tej nocy w Getsemani ważyły się losy życia wiecznego samego Mistrza, a także wszystkie Jego nadzieje chwały, czci, nieśmiertelności i wielkiego wywyższenia po prawicy Ojca, wysoko ponad aniołami, zwierzchnościami i mocami.
Nic dziwnego, że świadomość tego wszystkiego przytłoczyła Mistrza! Nic dziwnego, że pragnął, jeśli byłoby to możliwe, aby Boski plan został zrealizowany w inny sposób, a Jemu oszczędzono, uchroniono Go przed szczególnymi cierpieniami i strasznymi doświadczeniami najbliższych godzin! A to, że miał zostać potraktowany jak przestępca, bluźnierca, wróg Boga i sprawiedliwości potęgowało okrucieństwo tej próby.
Dla zdegradowanej i zdeprawowanej duszy nie miałoby to większego znaczenia, jednak dla Niego, przepełnionego miłością i wiernością dla Ojca takie doświadczenia byłyby straszne. Ten, który wszystko poświęcił, aby wypełnić wolę Ojca, nawet swoją Niebiańską chwałę i ziemskie przywileje, miał zostać uznany za bluźniercę Boga i ukrzyżowany jako przestępca, zbrodniarz! Co za straszne doświadczenie dla kogoś tak czystego i szlachetnego jak Jezus, o którym czytamy, że był „święty, niewinny, nieskalany, odłączony od grzeszników”!
Najwyraźniej właśnie o uniknięcie tej hańby Jezus się modlił. Nie modlił się o to, aby nie umrzeć, wiedział bowiem, że właśnie w tym celu przyszedł na świat i że tylko przez Jego śmierć kara śmierci, ciążącą na rodzinie ludzkiej może zostać zniesiona. Wielokrotnie mówił o swojej śmierci; ani razu nie pomyślał o jej uniknięciu. Dobrze wiedział, że „ciało i krew nie mogą odziedziczyć Królestwa Bożego”. Lecz miał nadzieję, że Ojciec znajdzie jakiś sposób, aby Mu oszczędzić szczególnego upokorzenia tej godziny. Jednak nawet w największym utrapieniu, Mistrz się modlił: „nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”.
WZMOCNIENIE Z GÓRY
Św. Paweł podkreśla, że przeżycia Mistrza w Getsemani były związane z obawą – nie obawą przed śmiercią, lecz obawą przed tym, że pozostanie martwy, obawą, że Ojciec nie uzna Go za godnego pełnego chwały zmartwychwstania, które zostało Mu obiecane pod warunkiem absolutnego posłuszeństwa. Św. Paweł mówi: „W dniach swego ziemskiego żywota zanosił, wołając mocnym głosem i łzy przelewając, modlitwy i błagania do tego, który wybawić go mógł
::R5551 : strona 301::
od śmierci [przez zmartwychwstanie]; toteż został wysłuchany i uwolniony od strachu śmiertelnego” (Żyd. 5:7, Kowalski). Został wybawiony od śmierci, a w Ogrodzie otrzymał zapewnienie od Ojca, że tak się stanie.
Oto wyjaśnienie stwierdzenia, że anioł Boży ukazał się Mu w Ogrodzie i wzmocnił Go – przyniósł Mu zapewnienie od Ojca, że dotąd był wierny i że Boskie błogosławieństwo będzie z Nim w nadchodzącej godzinie próby. Odtąd wszelka obawa i udręka zniknęły. Skoro dotychczas Ojciec darzył Go uznaniem i skoro towarzyszyło Mu błogosławieństwo i uśmiech Ojca, mógł znieść wszystko, co miało nadejść. Przez resztę nocy i następny dzień Jezus był uosobieniem spokoju w tych nadzwyczaj trudnych okolicznościach. Pocieszał tych, którzy nad Nim płakali; swoją matkę powierzył opiece wiernego Św. Jana itd.
W doświadczeniach Mistrza odnajdujemy mniejsze lub większe podobieństwo do doświadczeń Jego uczniów. Mając pewność, że ich grzechy zostały odpuszczone, że sam Ojciec ich kocha, że Jego łaska jest dla nich wystarczająca i że okrywa ich szata sprawiedliwości Odkupiciela, naśladowcy Jezusa w podobnych okolicznościach potrafią wykazać się odwagą, nawet gdy drżą przed śmiercią.
Nie wolno nam zapominać o jednej istotnej różnicy między Mistrzem a Jego naśladowcami; podczas gdy „nikt z ludu nie był” z Nim, w naszym przypadku jest inaczej; Mistrz jest z nami i mówi: „Nie porzucę cię ani nie opuszczę”. Ponadto mamy także społeczność ducha z braćmi Chrystusa, których słowa zachęty na naszej drodze – gdy czuwają z nami i modlą się wraz z nami – są źródłem siły w każdym czasie utrapienia. Dziękując Bogu za wszystko, co dla nas przygotował i zaplanował, podążajmy odważnie do własnego Getsemani, mocni siłą, której Bóg udziela przez swego Syna.
====================
::R5552 : strona 301::
UPADEK NIEWIERNEGO SKARBNIKA
‒ 25 PAŹDZIERNIKA ‒ MAT. 26:14-25,47-50; 27:3-10 [Mat. 27:3-10] ‒
„[…] biada człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany! […]” – MAT. 26:24 (UBG)
JUDASZ pochodził z południa Palestyny, podczas gdy pozostałych jedenastu uczniów Jezusa było Galilejczykami. Można wywnioskować, że Judasz został skarbnikiem apostolskiego grona ze względu na swoje wyjątkowe zdolności organizacyjne. Przyjaciele Jezusa zauważyli, że Jezus i Jego naśladowcy poświęcali cały swój czas na głoszenie o Królestwie. Nic zatem dziwnego, gdy czytamy, że niektórzy dobrowolnie ofiarowali pieniądze na ich utrzymanie.
Nie możemy sobie wyobrazić Jezusa i Jego Apostołów żebrzących o pieniądze lub nawet „zbierających na tacę”. Takie postępowanie podważałoby słowa Jehowy, że całe złoto, całe srebro i bydło na tysiącu gór należą do Niego; oznaczałoby także, że musi prosić o pomoc. Przeciwnie, z Pisma Świętego dowiadujemy się, że niektórzy dobrowolnie wspierali Mistrza, między innymi Joanna, żona Chuzy, urzędnika Heroda i inne kobiety (Łuk. 8:3). Takie dobrowolne ofiary zrodziły potrzebę wyznaczenia skarbnika dla całej grupy, kogoś niezwykle przedsiębiorczego.
Nie znajdujemy uzasadnienia, aby uznać, że wówczas gdy Jezus wybrał go na jednego z dwunastu Apostołów, Judasz był złym człowiekiem. Mamy za to wszelkie powody, aby wierzyć, że zniszczył swój charakter pomimo wpływów, które najbardziej powinny go chronić – nieustannego przebywania z Jezusem i innymi Apostołami, słuchania Poselstwa o Królestwie. Jednak jego upadek miał swój początek, a Pismo Święte wskazuje, że uległ pokusie chciwości, samolubstwa i miłości do pieniędzy.
„KORZEŃ WSZYSTKIEGO ZŁEGO”
Niestety, jakże wielu uczciwych ludzi przez miłość do pieniędzy dało się odwieść od drogi sprawiedliwości! Pamiętamy, że jednym z poważnych zarzutów, jakie Jezus wysunął przeciwko faryzeuszom, była ich miłość do pieniędzy. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby się okazało, że miłość do pieniędzy stanowi źródło problemów również wielu dzisiejszych chrześcijan. Nadal jest prawdą, że „korzeniem wszystkich złych rzeczy jest miłość do pieniędzy” (1 Tym. 6:10, Przekład Toruński). Apostoł oświadcza, że przez to oszustwo wielu przebija się cierpieniem – choć nie zawsze tak poważnie, jak Judasz.
Judasz tak bardzo kochał pieniądze, że był gotów zdradzić swojego Mistrza za trzydzieści srebrników, których wartość, przeliczona w oparciu o nakład pracy, odpowiadała kwocie od dwustu do trzystu dolarów. Inni ukochali pieniądze do tego stopnia, że zaprzedali swoje sumienia, aby osiągnąć bogactwo. Niektórzy sprzedali Prawdę za pieniądze, wierząc, że będzie się im lepiej powodzić w interesach, jeśli poprą błąd. Inni za pieniądze zaprzedali Kościół i byli chętni głosić to, w co sami nie wierzyli, dla marnej zapłaty i ludzkiego uznania. Jeszcze inni za pieniądze poświęcili interesy własnego narodu, handlując swoim patriotyzmem.
Z pewnością każdy z nas musi się strzec przed podstępnym wpływem miłości do pieniędzy. Jednak należy wyraźnie odróżnić pieniądze od miłości do pieniędzy; ta druga bowiem rujnuje, usidla i zniewala duszę. Pieniądze reprezentują trud, pracę i zapobiegliwość, i dlatego powinny być doceniane za dobro, jakiego dzięki nim można dokonać. Nie powinniśmy jednak kochać pieniędzy, służyć im, czynić z nich bożka i pozwalać, aby oddalały nasze serca od Boga. Nie zapominajmy, że to miłość do pieniędzy stanowiła źródło tragicznego upadku Judasza.
WYPEŁNIENIE PROROCTWA
Uczniowie nie od razu się zorientowali, że Judasz, który nosił sakiewkę skarbnika, był złodziejem (Jana 12:6). Zapewne nawet wówczas, gdy przywłaszczał sobie pieniądze, przeznaczone na utrzymanie małej grupy uczniów, Judasz potrafił znaleźć dla siebie jakieś przekonujące usprawiedliwienie; grzech bowiem zawsze jest podstępny. Pewnie tak się tłumaczył: „Odłożyłem te pieniądze, przewidując, że przyjdzie czas, gdy Mistrz i my wszyscy będziemy bardziej potrzebować pieniędzy, a moja zapobiegliwość zostanie doceniona”. Ciągłe rozmyślanie o tym podsycało w nim żądzę pieniądza i popchnęło jego sprytny, przedsiębiorczy umysł do uknucia planu zdradzenia Jezusa.
Zapisano, że gdy Judasz zrozumiał, iż Jezus został skazany, ogarnęły go wyrzuty sumienia za to, co zrobił i oddał pieniądze arcykapłanom, chcąc cofnąć swój czyn. Wyśmiali go, oświadczając, że zdrada niewinnej krwi jest jego sprawą; ich to nie obchodzi. Ponieważ zwrócone pieniądze były „zapłatą za krew”, nie mogli ich oddać do świątynnego skarbca. Zatem kupili za nie kawałek taniej ziemi, pole garncarza na cmentarz dla obcych. W ten sposób co do joty wypełnili proroctwo, o którym prawdopodobnie już dawno zapomnieli: „Wtedy się wypełniło, co zostało powiedziane przez proroka Jeremiasza: I wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za oszacowanego, którego oszacowali synowie Izraela; I
::R5552 : strona 302::
dali je za pole garncarza, jak mi nakazał Pan” – Mat. 27:9,10.
Zapis mówi, że Judasz zupełnie się nie spodziewał skazania Jezusa. Najwyraźniej uznał, że Jezus, poddany decydującej próbie, ogłosi się Mesjaszem i zatriumfuje nad swoimi wrogami. Zapewne sądził, że przyspieszy ustanowienie Królestwa, w którym miał nadzieję mieć swój udział. Gdyby przyszło mu się bronić, mógłby powiedzieć: „Cóż, zyskaliśmy trzydzieści srebrników i możecie mi podziękować za przyspieszenie biegu wydarzeń”. W ten sposób zabłysnąłby jako bohater, a także dowiódłby swoich finansowych talentów i przydatności do pełnienia urzędu Głównego Skarbnika Królestwa. Jednak nie tylko to nim powodowało: Judasz najwyraźniej poczuł się urażony postawą Jezusa, ponieważ Mistrz pochwalił postępowanie Marii, gdy ta namaściła Go olejkiem szpikanardowym. Właśnie pod wpływem tej urazy po raz pierwszy zwrócił się do kapłanów i uczonych w Piśmie, aby negocjować zdradę.
ZAPOMNIENIE – BRAK NADZIEI NA ZMARTWYCHWSTANIE
Nie chcemy przez to usprawiedliwiać Judasza. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla zdrady Boga i Jego Sprawy. Wskazujemy jedynie, że każdy grzesznik najpierw w umyśle musi się zgodzić na swoje złe postępowanie. Innymi słowy, zanim nastąpi każdy kolejny krok w stronę grzechu, najpierw muszą zostać wypaczone umysł i sumienie. Stąd w pełni uzasadnione są słowa Jezusa: „ale biada człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany! Lepiej byłoby dla tego człowieka, aby się nie urodził” – Mat. 26:24.
Taka zdrada, taka gotowość do wydania swojego Przyjaciela, swojego Nauczyciela i Tego, którego uznał za Bożego Syna i przez którego oczekiwał Mesjańskiego Królestwa, była perfidią najgorszego rodzaju. Judasz, tak jak pozostali Apostołowie, został powołany, aby chodzić śladami Jezusa i dzielić z Nim cierpienia i próby, spowodowane wiernością Prawdzie, której ludzie nie rozumieli. I gdyby pozostał wierny, otrzymałby ze swoim Mistrzem udział w Niebiańskim Królestwie, które miało błogosławić świat. Judasz głosił Królestwo wraz z innymi, wyganiał demony i uzdrawiał chorych mocą Boga, działającą przez imię Jezusa. Stale był ze Zbawicielem, znał czystość Jego życia i wiedział o Jego lojalności wobec Boga. Dlatego za to wszystko ponosił odpowiedzialność i winę.
Popełnienie przez niego samobójstwa oznaczało wypełnienie słów Jezusa ‒ Judasz żałował, że się urodził. Każdy, kto popełnia samobójstwo w pewnym sensie to potwierdza; lecz dla innych samobójców jest nadzieja ze względu na ich niewiedzę i dlatego, że Chrystus umarł za wszystkich, a oni tak jak inni, z pewnością otrzymają błogosławieństwo i szansę na życie wieczne.
Jednak Judasz zaprzepaścił swoją szansę, ponieważ on już korzystał z takich przywilejów, możliwości i wiedzy, a mimo to zgrzeszył przeciwko światłu i wiedzy. Stwierdzenie, że odszedł do swojego miejsca, miejsca odpowiedniego dla niego, nie oznacza, że Judasz lub ktokolwiek inny zostanie skazany na wieczne tortury, ponosząc karę za grzech. Jego miejscem było raczej zapomnienie, zapomnienie bez nadziei, bez perspektywy zmartwychwstania. Umarł tak, jak umierają zwierzęta i nie można znaleźć powodu, dla którego taki człowiek, mający tak wielkie przywileje, mógłby otrzymać kolejną szansę w przyszłości.
ZGODNOŚĆ DWÓCH ZAPISÓW
W odniesieniu do losów Judasza jeden fragment Pisma Świętego podaje, że odszedł i się powiesił (Mat. 27:5). W innym fragmencie Pisma Świętego czytamy, że za pieniądze, którymi zapłacono za jego zdradę, kupiono pole; natomiast Judasz się powiesił, jego ciało, upadłszy głową w dół, pękło na pół, a jego wnętrzności wypłynęły (Dz. Ap. 1:18). Zharmonizowanie tych dwóch relacji jest bardzo proste. Obie są prawdziwe. Chcąc się powiesić, zapewne wybrał gałąź drzewa, zwisającą nad przepaścią, co mu ułatwiło wykonanie jego zamiaru. Gdy pod ciężarem ciała lina pękła, łatwo możemy zrozumieć, dlaczego spadł głową w dół.
Jednakże to, jak umarł nie ma wielkiego znaczenia. Ważne jest, aby zauważyć, w jaki sposób umarła jego dusza – utracił społeczność z Bogiem i z Chrystusem, a tym samym nadzieję przyszłego życia. Mimo to Mistrz do samego końca był wobec niego łagodny, dając mu wszelką możliwość opamiętania się i zawrócenia ze złej drogi, aż po ostatni akt.
To, że Bóg od początku wiedział, iż jeden z Dwunastu zdradzi Jezusa, a zakup pola za pieniądze, którymi zapłacono za krew został przepowiedziany w proroctwie, nie zmieniło odpowiedzialności Judasza za własny upadek. To nie wszechwiedza Boga
::R5553 : strona 302::
była powodem zguby Judasza, lecz jego złe postępowanie; i ta zasada dotyczy każdego z nas. Boża wiedza o tym, co się wydarzy nie ma wpływu na nasze postępowanie. Bóg po prostu wie, co zrobimy, gdy kierowani własną wolą, ulegniemy chciwości i grzechowi.
Oświadczenie, że Jezus wiedział wcześniej, kto Go zdradzi nie dowodzi, iż wiedział o tym już wówczas, gdy wybrał Judasza. Znał zapowiedź Pisma Świętego, że jeden z Jego uczniów Go zdradzi, lecz dopiero wtedy, gdy Judasz wszedł na drogę grzechu, powodowany chciwością, Jezus zyskał pewność, że to on popełni ten zdradziecki czyn; jednak postępowanie Jezusa nie popchnęło Judasza do zła; przeciwnie, Jezus robił wszystko, aby go przed nim ostrzec.
====================
::R5553 : strona 302::
WEŹ SWÓJ KRZYŻ I NAŚLADUJ CHRYSTUSA
„[…] Jeźli kto chce iść za mną, niechajże samego siebie zaprze, a weźmie krzyż swój, i naśladuje mię!” – Mat. 16:24.
TO jest bardzo piękny i ważny werset. W niektórych przekładach słowa „naśladuje mię” zostały przetłumaczone jako „idzie za mną” co nie jest właściwe; „naśladuje mnie” jest lepszym tłumaczeniem. W starożytności istniał zwyczaj, że nauczyciel miał grono uczniów, którzy go naśladowali, tak jak czynił to na przykład Sokrates. Podobnie i wierni uczniowie naszego Pana naśladowali Go, chodząc z Jezusem, aby mieć możliwość ciągłego słuchania nauk, płynących z Jego ust. Podobnie postępowali wszyscy nauczyciele w dawnych czasach. Niektórzy mieli szkoły, tak jak Gamaliel – uczniowie uczyli się, siedząc „u stóp Gamaliela”. Dyskutowali, szukając odpowiedzi na pytania tak jak my dzisiaj przy stole w „Betel”. Uczniowie zadawali pytania, na które nauczyciel odpowiadał, przedstawiając swoje poglądy.
Jezus powiedział, że każdy, kogo nauczał, od początku wiedział, że czekają go srogie doświadczenia i że nie dostąpi wielkich zaszczytów. Przeciwnie, ci, którzy mieli się stać Jego uczniami, muszą wziąć swój krzyż i iść Jego śladami. Ostrzegł ich, że podczas tej podroży, będą mieli wiele prób. Pan nie chciał, aby ktokolwiek został Jego uczniem pod wpływem błędnego zrozumienia. „Gdzie ja jestem, tam będzie i mój” uczeń. Ci, którzy naśladują Jezusa w tej dolinie łez, świadcząc o Bogu i Prawdzie, będą przez Niego błogosławieni i ostatecznie będą z Nim dzielić Jego Mesjańską chwałę i zaszczyt oraz nieśmiertelność.
====================
::R5553 : strona 303::
NASZA PODRÓŻ KONWENCYJNA
Błogosławieństwo naszego Ojca Niebieskiego z pewnością towarzyszyło nam podczas naszej podróży konwencyjnej po zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Wszędzie temat Europejskiej Pożogi budził ogromne zainteresowanie. Wielu jest przekonanych, że koniec Wieku Ewangelii jest bliski i wszędzie Domownicy Wiary podnoszą swoje głowy oraz cieszą się, że ich wybawienie jest bliskie, jak zapowiedział nasz Pan w swoim wielkim proroctwie zapisanym w Ewangelii Mateusza 24 [Mat. 24:1-51] i równoległych wersetach.
Wydawca i jego stenografowie opuścili Brooklyn 23 sierpnia i przybyli do Chicago następnego dnia, w sam raz na otwarcie sali I.B.S.A. (Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Pisma Świętego – przyp. tłum.). Budynek ten został wynajęty przez przyjaciół z Chicago na potrzeby miejscowego Zboru oraz Fotodramy Stworzenia. Doskonale nadaje się do tego celu, ponieważ jest położony w dogodnym, centralnym punkcie miasta. W wydarzeniu wzięło udział 1250 zainteresowanych osób. Odbiór był znakomity.
Z Chicago grupa pośpieszyła na zachód i dotarła 27 sierpnia do Spokane, w stanie Waszyngton. Przemawialiśmy tam do około dwustu głęboko zainteresowanych Badaczy Pisma Świętego. Następnie, 28 sierpnia, udaliśmy się do Everett, gdzie zorganizowano zebranie publiczne. Zgromadziło się tam około sześciuset osób, które z największą uwagą przysłuchiwały się wykładowi. W Bellingham, 29 sierpnia, na publiczne zebranie przybyło tysiąc czterysta osób.
Z Bellingham nasza mała grupa udała się do Vancouver, w prowincji Kolumbia Brytyjska, gdzie została powitana przez siedemset osób, które z wielką uwagą wysłuchały wykładu. 30 sierpnia odbyło się spotkanie w Seattle, w stanie Waszyngton, gdzie dwa tysiące sześćset osób usłyszało wykład. Tutaj, podobnie jak i we wszystkich innych miejscach, braterstwo są pełni gorliwości i zapału. Stamtąd udaliśmy się do Tacoma, gdzie 31 sierpnia zgromadziło się tysiąc pięćset osób.
Naszym kolejnym przystankiem było Santa Cruz w Kalifornii. Tutaj odbyła się interesująca i budująca ośmiodniowa Konwencja Badaczy Pisma Świętego. Audytorium oszacowano na siedemset pięćdziesiąt osób, głównie ze Stanów nad Pacyfikiem. Grupa pozostała na Konwencji przez około cztery dni, od 2 do 4 września. Fotodrama była pokazywana przez cztery wieczory i spotkała się z dużym uznaniem wielu mieszkańców.
10 września poświęcony był na jednodniową Konwencję w San Diego. Podczas publicznego zebrania pojawiło się tysiąc dwieście osób, a wiele musiało odejść z braku miejsca i dla nich zorganizowano oddzielne zebranie. 11 września grupa przebywała w Los Angeles, gdzie frekwencja wyniosła trzy tysiące pięćset osób. 13 września w Salt Lake City obecnych było trzy tysiące dwieście osób. Później, 15 września, udaliśmy się do Denver, gdzie sześciuset przyjaciół wysłuchało wykładu. Z kolei w Colorado Springs, 16 września, frekwencja wyniosła osiemset osób.
Następnie grupa udała się na południe do Fort Worth w Teksasie, gdzie trwała trzydniowa Konwencja, na której obecnych było czterystu pięćdziesięciu Badaczy Pisma Świętego. Chociaż konwencja ta nie była duża, budziła ogromne zainteresowanie. Następnie, 19 września, przyszedł czas na San Antonio, gdzie dwa tysiące sto osób w głębokim skupieniu wysłuchało tematu na czasie. W Houston, 20 września dwa tysiące czterysta osób zgromadziło się, by wysłuchać wykładu, a prawie tyle samo nie mogło wejść z powodu braku miejsc. 21 września w Beaumont w Teksasie dziewięćset osób słuchało z głębokim uznaniem.
Kontynuując naszą podróż, 22 września dotarliśmy do Nowego Orleanu, gdzie słuchało nas tysiąc osób. 24 września w Birmingham w stanie Alabama zgromadziło się półtora tysiąca osób. Stamtąd udaliśmy się do Atlanty w stanie Georgia, gdzie w dniach 24-27 września odbyła się czterodniowa konwencja, w której wzięło udział około czterysta pięćdziesiąt osób, delegatów reprezentujących wiele stanów. Po pożegnaniu naszych przyjaciół z Atlanty szybko udaliśmy się na konwencję w Saratodze.
Konwencja w Saratodze, choć nie była zbyt duża, była niezwykle interesującym zgromadzeniem. W samej konwencji wzięło udział około 950 osób. Niektóre ze spotkań odbywały się głównie ze względu na zainteresowanie ze strony lokalnej społeczności. Godnym odnotowania na tej Konwencji, podobnie jak na wszystkich pozostałych, był łagodny i cichy duch zgromadzonych. Chociaż wszyscy podnosili swoje głowy, ciesząc się, że nasze wybawienie nadchodzi i zbliża się wielkimi krokami, to jednak nie było ducha podniecenia. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że otrzymaliśmy od Pana błogosławione obietnice i światło znacznie przewyższające nasze próby i trudności. Wszyscy byli przekonani, że cały świat nie może równać się ze Światłem, Pokojem i Nadzieją, które są w nas – nie wspominając o chwalebnych rzeczach, których się wkrótce spodziewamy. Z całą pewnością wolimy Boży czas oraz Boży Plan ponad wszystko inne. Jeśli tylko On będzie nadal nas obdarzał swoją łaską, tak jak w przeszłości, będziemy mogli cieszyć się z doświadczeń, które przynosi każdy dzień, bez względu na, to kiedy się skończą.
Podczas naszej podróży nieustannie zachęcaliśmy drogich Domowników Wiary, aby oczekiwali Bożego czasu, który będzie wypełnieniem naszych nadziei, przedkładając go ponad nasz własny, jeśli okaże się inny. Chociaż wszędzie zauważaliśmy cierpliwe oczekiwanie, to jednak z drugiej strony, ubolewaliśmy nad zbytnią pewnością niektórych osób dotyczącą dokładnego czasu uwielbienia Kościoła. Staraliśmy się dokonać rozróżnienia między naszą nadzieją a czasem jej spełnienia i nalegaliśmy, aby nikt nie tracił ufności, która ma wielką zapłatę. Jednak obecna wielka wojna z pewnością pobudza nasze zaufanie do każdego zarysu Boskiego Planu.
====================
::R5554 : strona 303::
INTERESUJĄCE LISTY
FRAGMENT LISTU DO PRZYJACIELA
DROGI BRACIE:
W piątek po południu dotarłam bezpiecznie do domu po dość pełnej przygód podróży.
W Yarmouth przeżyłam interesujące doświadczenie. Rozmawiałam z dwiema młodymi kobietami z Annapolis, gdy podszedł do nich młody pastor, którego znały i mnie przedstawiły. Zauważył, że mam wpiętą szpilkę z koroną i zapytał dość wyzywającym tonem: „Jest pani zwolenniczką Russella?”. „Tak”, odpowiedziałam, „jestem badaczką Pisma Świętego, a pan jest ewolucjonistą”. „Tak”, potwierdził. Wtedy dodałam: „Cieszę się, że pana poznałam. Od dawna, chciałam usłyszeć coś o doktrynie ewolucji od prawdziwego ewolucjonisty”.
Zaczął mi zatem wyjaśniać doktrynę ewolucji. Wówczas go zapytałam, dokąd ludzie ewoluują po śmierci. Odpowiedział, że dusza ewoluuje dalej. Zapytałam, skąd biorą się ludzkie dusze, skoro są one wynikiem ewolucji, a małpy ich nie mają. Odpowiedział, że z pewnością Bóg może obdarzyć każdego człowieka duszą. Dał mi broszurę o ewolucji napisaną przez dr. Elliota, a ja dałam mu do przeczytania moją Strażnicę.
Gdy skończyłam czytać, zapytał, co o tym myślę. Odpowiedziałam: „Myślę, że to bardzo dobry ludzki pomysł, ale nie ma żadnego dowodu, że jest słuszny – nie ma nic, co by go potwierdzało, żadnego dowodu. Ja natomiast mogę udowodnić wszystko, w co wierzę na podstawie Biblii”.
Wówczas pastor stwierdził: „Ale Biblia sama sobie zaprzecza. Jakie ma pani dowody, że jest prawdziwa?”.
„Nie”, odpowiedziałam, „Biblia nie zaprzecza sama sobie, jeśli się ją rozumie. Jest najbardziej harmonijną i logiczną księgą, jaką kiedykolwiek napisano. Każdy, kto ją czyta, musi przyznać, że nie mogła zostać napisana przez człowieka”.
Na koniec obiecał przeczytać kilka Wykładów Pisma Świętego, które, jak mi powiedział, miał w domu.
Niech Pan cię błogosławi i całą drogą rodzinę Betel.
Twoja Siostra w Chrystusie, STELLA H. WATERMAN.
::R5554 : strona 303::
STALE ROSNĄCE ZAINTERESOWANIE I UZNANIE
DROGI BRACIE:
Pozdrowienia w imieniu Pana, niech łaska, pokój i miłosierdzie będą ci hojnie udzielone przez Boga, naszego Ojca oraz przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa!
Jako stały czytelnik Strażnicy, którą od dwunastu lat zgłębiam z coraz większym zainteresowaniem i uznaniem, nie potrafię wyrazić słowami ogromu błogosławieństw, otrzymanych dzięki naukom, zawartym na jej łamach. Cieszę się z tego i jestem szczerze wdzięczny. Obecnie jednak głęboko ubolewam, że szczególnie interesujące zagadnienia, poruszane na łamach Strażnicy, nie były szerzej omawiane wśród braci. Zauważyłem także, że wielu drogich przyjaciół – choć nie wątpię, że gorliwie czytają „nowe Strażnice”, które są tak bardzo cenione, czyta je pośpiesznie i nie docenia mnóstwa wspaniałych zagadnień. Wielu robi to z myślą, że ponownie je przeczyta, ale nie udaje im się tego zrobić przed pojawieniem się kolejnego numeru Strażnicy.
Cieszę się, że ostatnio się to zmienia, przynajmniej w jednym przypadku, dzięki sugestii wybranych przez Zbór starszych i diakonów z San Francisco. Zorganizowano spotkanie, aby rozważyć interesujące nauki, które pojawiają się w Strażnicy, a obecnie są one omawiane podczas niedzielnych kolacji. Wszyscy są proszeni, aby uważnie czytali swoje Strażnice, podkreślając szczególnie interesujące zagadnienia. Przy stole przewodniczący przywołuje każdy artykuł z osobna, a przyjaciele w odpowiedniej kolejności, czytają fragmenty, które podkreślili, dodając krótki komentarz. Niektóre z tych najważniejszych kwestii są następnie poddawane pod dyskusję w Zborze. Wierzę, że to bardzo pomaga i pobudza do właściwego czytania.
Jeszcze raz dziękuję za artykuły pojawiające się w Strażnicy i twój nieprzerwany trud miłości. Pozostaję z modlitwą o dalsze błogosławieństwo i kierownictwo naszego drogiego Mistrza, do czego dołącza się siostra A., twój brat w Panu – W. E. ABBOTT – Kalifornia.
====================





Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: