R4153-87 Trzymanie się mocno u mety

Zmień język

::R4153 : strona 87::

Trzymanie się mocno u mety

Nie ulega wątpliwości, że w Boskim szkoleniu dochodzi się do mety, czyli do stanu, gdzie można by zdać egzamin i wejść do kościoła w chwale. Gdy najprzód poświęciliśmy się, czyli poddaliśmy naszą wolę Panu, potrzebnym było, aby to poświęcenie było zupełnym podporządkowaniem naszej woli pod wolę Bożą; lecz wola nasza nie była naonczas przy mecie czyli probierzu doskonałej miłości. l gdybyśmy mieli wyobrażać sobie, że doświadczenia nasze zostałyby od razu zakończone śmiercią zaraz po naszym poświęceniu, to nie moglibyśmy myśleć o sobie jako o nadających się do królestwa, ponieważ nagroda obiecana jest nie poświęcającym się ale „temu kto zwycięży.” To też nawet w wypadku naszego Pana, jako naszego poprzednika, potrzebnym było, aby cierpiał i przez to dowiódł Swej godności wejścia do chwały. Mówiąc inaczej: Jak dziecko me jest sposobne do złożenia egzaminu w dniu swego wstąpienia do szkoły, tak i my nie możemy nadawać się do egzaminu w chwili naszego wstąpienia do szkoły Chrystusowej.

Szybkość nauczenia się potrzebnej lekcji zależy od naszego temperamentu i gorliwości. Jest widocznym, że niektórzy czynią więcej postępu w jednym roku aniżeli drudzy w dwudziestu latach, a wielu jest takich, którzy nigdy egzaminu nie złożą – nigdy nie osiągną mety, czyli ideału wymaganego przez Boga, to jest ideału doskonalej miłości. Nasz elementarz, czyli Słowo Boże, informuje nas, że „miłość jest wypełnieniem zakonu” (Rzym. 13:1); że końcem, czyli celem przykazania jest miłość, z czystego serca, z sumienia dobrego i z wiary nieobłudnej (1 Tym. 1:5). „Ile tedy nas doskonałych (stojących przy mecie doskonałej miłości) toż rozumiejmy” – Filip. 3:15-17.

Tych, którzy w taki sposób „nauczyli się Chrystusa,” On uczy: (1) doskonałej miłości ku Bogu, która by pobudzała ich do czynienia wszystkiego w służbie Jego; (2) doskonałej miłości dla braci, która by pobudzała ich do złożenia choćby życia w służeniu im; (3) doskonałej miłości dla świata, a nawet dla nieprzyjaciół, która by pobudzała ich do czynienia dobrze tym, co nienawidzą ich i mówią różne zło przeciwko nim, fałszywie.

Niestety, nie możemy przypuszczać, że wielu z poświęconych osiągło tego ideału, czyli tej mety; stąd musimy wnosić, że mało złożyło egzamin jako „sposobni do królestwa;” a zatem że ci niesposobni do egzaminu będą „Wielkim Gronem,” w porównaniu z Małym Stadkiem zwycięzców, którzy do tej mety dochodzą. Tu jednak dobrze jest zauważyć, że ta „meta”, ten ideał doskonałej miłości, nie jest w ciele, ale w umyśle, w sercu. Jak to i Apostoł powiedział: „Nie czynię rzeczy, które chce.” Zmazy naszego ciała niekiedy chwilowo potykają nas do niemiłych słów lub uczynków, które, gdy odpokutowane, nie będą nam przypisane, ani nie odsuną nas od owej mety i od Pańskiego uznania, jakie ta meta przedstawia.

„ABY NIKT NIE WZIĄŁ KORONY TWOJEJ”

„Trzymaj co masz, aby nikt nie wziął korony twojej” (Obj. 3:11). Tekst ten zdaje się logicznie stosować do tych, co doszli do mety, czyli ideału doskonałej miłości, a nie do takich, co dopiero podjęli wstępny krok poświęcenia i zaciągnięcia się do szkoły Chrystusowej. Słowa „trzymaj co masz” zawierają w sobie mysi o poprzednich zabiegach i o zdobyczy, a także iż zdobycz ta ma coś do czynienia z prawem do korony i że pozycja osiągnięta musi być zachowana, jeżeli korona ma być ostatecznie zdobyta. Wyraźną jest też myśl, że to utrzymanie się w osiągniętej pozycji, będzie kosztem mozolnej walki.

To może się zdawać nową i trochę dziwną mysią tym, co błędnie mniemali, że poświęcenie jest wszystkim co potrzeba, albo że osiągnięcie mety doskonałej miłości jest końcem boju. Faktem zaś jest, że najcięższe boje, próby i pokusy atakują tych co znajdują się u tej mety i to jest zgodnym z obietnicą Pańską, że nie będziemy kuszeni ponad możność naszej wytrzymałości. Stojący u mety powinni być w stanie znosić najwięcej, przeto też będą doświadczani najsurowiej. Zauważmy napomnienie stosowane do takich: „Stójcie tedy, czuwajcie i bądźcie mężnymi.” „Już nie niemowlątkami w Chrystusie” ani „dziećmi,” ale próbowani będą jako dorośli mężowie, silni w Panu i uzbrojeni w zupełną zbroję Bożą. Zauważmy jeszcze raz słowa: „Wszystko wykonawszy, stójcie.” Słowa te nie mogą być zastosowane do takich co dopiero weszli do szkoły Chrystusowej i rozpoczęli swój bieg, one stosują się najlepiej do tych, co dobiegli do mety, czyli osiągnęli ideał doskonałej miłości. Ci co „wykonali wszystko,” osiągnęli metę charakteru i „przyoblekli zupełną zbroję”, są napominani i przestrzegani, aby „trzymali mocno,” aby „stali nieporuszeni” i aby „bojowali dobry bój.”

Te fundamentalne zasady były prawdziwe i stosowały się do poświęconych Pańskich w całym wieku ewangelicznym i z tego powodu droga ta była tak wąska i mało ją znajdowało i nią postępowało – wszystkich razem zaledwie „małe stadko.” Lecz ostrzeżenia te stosują się obecnie więcej aniżeli kiedykolwiek przedtem i prawdopodobnie do większej liczby wiernych Pańskich; ponieważ znajdujemy się przy końcu wieku ewangelicznego, w okresie żniwa, gdzie dojrzewanie i zbieranie pszenicy jest najwięcej dokonywane. Z tego powodu Pismo zdaje się wyszczególniać nasz czas w łączności z tymi ostrzeżeniami. Na przykład czytamy: „Przetoż weźmijcie zupełną zbroję Bożą abyście mogli dać odpór w dzień zły, a wszystko wykonawszy ostać się” – Efez. 6:13.

Logicznym wnioskiem jest, że w kilku latach będących tuż przed nami, przyjdą najcięższe doświadczenia i najsubtelniejsze próby naszej miłości: (1) Ku Bogu, jak ona wyraża się w naszym zamiłowaniu do Jego prawdy i do uwielbienia Jego imienia; (2) naszej miłości dla braci w Panu i (3) naszej miłości dla nieprzyjaciół. A kiedykolwiek „bracia” (od których coś lepszego można się było spodziewać) stają się naszymi nieprzyjaciółmi, próba miłości staje się tym sroższą. Wobec tego wszystkiego, „jakimiż mamy być w świętych obcowaniach i pobożnościach?” Rozumiejąc powagę tej sytuacji, jak ostrożnymi być powinniśmy. Jak oglądnie powinniśmy rozsądzać wszelkie nasze czyny, słowa i myśli! A myśli nasze potrzebują szczególniejszego baczenia, ponieważ według myśli i intencyj serca sądzeni bywamy, a słowa i czyny wypływają z tych właśnie serdecznych myśli i intencyj. Jak często ambicja chowa swoje zawistne zamiary pod płaszczem obowiązku! Jak wiele stosów „Świętej Inkwizycji” podpalonych było pochodnią obowiązku! Niechaj więc każdy ma się na baczności. Samych siebie lub drugich możemy zwodzić, lecz nie Boga; jako czytamy: „Nie błądźcie, Bóg się nieda z Siebie naśmiewać.” Nie ten, co mieni się być sprawiedliwym, jest takim, ale „Kto czyni sprawiedliwość, sprawiedliwym jest.” Którego czyny i słowa są miłe, łagodne, dobrotliwe i wyrozumiałe w warunkach trudnych, ten daje dowody, że spłodzonym jest z Boga miłości i że rozwinął w sobie znaczną miarę podobieństwa Chrystusowego. Zauważmy miłość naszego Pana wobec Jego nieprzyjaciół i Jego cierpliwość wobec tych co szydzili: „Zstąp z krzyża, a uwierzymy Ci!” Zauważmy, jak gdy Mu złorzeczono, nie odzłorzeczył! Zauważmy jak łagodne było Jego zganienie obłudnego Judasza, a jeszcze łagodniejsze Piotra za jego zaparcie się Pana z przysięgą! Zaiste miłość naszego Fana była gotowa przykryć mnóstwo grzechów. Nie bądźmy łatwo obraźliwymi ani nieubłaganymi. Powodowani duchem wspaniałomyślności i przebaczenia, powiedzmy wraz z Apostołem: „Nic mnie nie poruszy” – od mego stanowiska doskonałej miłości; ona będzie wzrastać, zakorzeniać się i pogłębiać w miarę jak jest doświadczana. Strzeżmy się również zazdrości, gdy widzimy, że ktoś inny dostępuje pewnych zaszczytów, przywilejów lub błogosławieństw. Bądźmy raczej napełnieni duchem miłości do takiego stopnia, że będziemy radować się z wszystkimi radującymi się w Panu, a smucić się z wszystkimi utrapionymi. Odczuwać choćby tylko pewnego rodzaju chłód, na widok powodzenia brata, albo brak interesowania się jego dobrem, jest znakiem poważnego niebezpieczeństwa – że odsuwamy się od mety. To powinno zatrwożyć nas i pobudzić do nowej energii i gorliwości.

====================

— 15 marca 1908 r. —