R1174-5 Nowe Przymierze w jego krwi

Zmień język 

::R1178 : strona 5::

Nowe Przymierze w Jego krwi

Ważne jest, abyśmy jasno dostrzegali to, że w Bożym zarządzeniu pojednania ze sobą świata – tj. tych ze świata, którzy po pełniejszym poznaniu Pana żarliwie pragną pojednania z Nim i do tego dążą – w żadnej mierze nie idzie On na kompromis w kwestii grzechu. W żaden sposób nie uchyla ani jednej cząstki kary ogłoszonej na początku względem grzechu. Jego propozycja, pierwsza i ostatnia, to „zbawić JEGO LUD od ich grzechów”, a nie w nich (w grzechach). I tylko „swój lud” zbawi (uwolni, oczyści, wyzwoli) od mocy i konsekwencji ich grzechów. Jakkolwiek wszyscy są uwolnieni od potępienia grzechu Adama, każdy ma różną ilość i różnorodność swoich własnych grzechów i niedoskonałości, będących tylko częściowo skutkiem odziedziczonych słabości, których należy się pozbyć, zanim będzie można zostać udoskonalonym i uzdatnionym do łask i przymierza z Bogiem. Jest to praca, którą Chrystus Jezus wykonuje teraz dla swojego Kościoła, poświęconych, i to jest dzieło, które w nieco innej formie Chrystus i Jego Kościół, Jego Oblubienica, mają wykonać dla „każdego, kto zechce” z całego rodzaju ludzkiego w Wieku Tysiąclecia.

Metoda Pana Jezusa w postępowaniu ze swoim Kościołem, „malutkim stadkiem” Wieku Ewangelii, jest następująca: On nas zapewnia, że jeśli w pełni Go przyjmiemy, po pierwsze jako naszego Odkupiciela, który nas odkupił własną drogocenną krwią, a po drugie, jeśli pragniemy skorzystać z przywilejów, w ten sposób nam przyznanych, czyli powrotu do posłuszeństwa, harmonii i społeczności z Bogiem, a także do trwałego życia i błogosławieństw, które te warunki zapewniają, uzna nas On za

::R1178 : strona 6::

przyjaciół Boga, dla których Nowe Przymierze zostało zawarte i że na warunkach tego przymierza względem wszystkich takich osób wszystkie ich grzechy przeszłości (oraz wszystkie grzechy i błędy przyszłych dni, które mogą nierozmyślnie popełnić) mogą zostać uznane jako przebaczone. A ten stan poczytanego przebaczenia, poczytanej czystości, poczytania za bycie zdrowym i bezgrzesznym jest określany jako „usprawiedliwienie przez wiarę”, ponieważ nie jest rzeczywistym naprawieniem i udoskonaleniem grzesznika. Jak długo pozostaje on w relacji przymierza z Bogiem, to znaczy, jeśli nadal ufa odkupieńczej krwi Chrystusa i nadal gardzi grzechem oraz pragnie i szuka społeczności z Bogiem – tak długo jest uznawany i traktowany jako „usprawiedliwiony za darmo od wszystkiego”. A jeśliby nieświadomie i nieumyślnie popełnił zło, którego świadomie i rozmyślnie by nie uczynił, jego usprawiedliwienie trwa nadal. Taki występek nie jest uważany za grzech w sprzyjających warunkach Nowego Przymierza. Nawet jeśli w obliczu silnej pokusy ktoś taki potknąłby się i popełnił grzech, to jednak jego serce pozostaje wierne Panu. O ile tylko refleksja nad czynem lub słowem wywoła smutek i skruchę oraz w miarę możliwości naprawienie zła, to nie będzie to traktowane jako pogwałcenie i unieważnienie jego usprawiedliwienia pod Nowym Przymierzem (chociaż może on otrzymać „chłosty”, „karania” w celu jego poprawy), gdyż jego serce, jego wola są nadal wierne Bogu i nie popełniłby przestępstwa, gdyby był silny i zdolny do oparcia się pokusie. Jednakże naprawcze postępowanie Pana z takimi osobami uczy ich, że muszą udawać się do Niego po siłę w sprawie każdej słabości, aby Jego siła mogła się doskonale objawić, nawet poprzez ich słabości.

Ale jeśli ktoś odwróci się od sprawiedliwości, aby pokochać grzech, lub jeśli odrzuci drogocenną krew (ofiarę) Chrystusa, przez którą Nowe Przymierze weszło w życie i przez którą został on uświęcony (Żyd. 6:4-8; 10:26-31), jego usprawiedliwienie jest anulowane, nie jest już uważany za usprawiedliwionego, doskonałego, a jego grzech pozostaje. On jest nadal w swoich grzechach, w samej żółci goryczy i więzach nieprawości. Dla takich specjalne łaski Boże są zamknięte, chociaż z całym światem dzielą oni ogólne dobrodziejstwa – deszcz, słońce, jedzenie itp., i być może czasami powodzi im się lepiej niż wielu „przyjaciołom” Pana, zachowującym przymierze, w ciągu obecnego czasu, ponieważ jest dozwolone, żeby zło rządziło ziemią.

Chcielibyśmy wyraźnie ukazać, że szczere pragnienie sprawiedliwości i pojednania z Bogiem oraz uznanie Chrystusowej ofiary okupu jako jedynego sposobu, w jaki to pragnienie może zostać zrealizowane, są jedynymi warunkami, na których Pan Bóg wejdzie w jakiekolwiek przymierze z potępionymi i niedoskonałymi dziećmi Adama, teraz lub w przyszłym wieku. A każdy, kto zdecyduje się przestrzegać tych warunków, jest od tej chwili uważany i traktowany tak, jakby był doskonały i bezgrzeszny, jako szczęśliwy obiekt Bożej miłości i łaski, z wyjątkiem tego, że nie zostaje natychmiast uwolniony od dolegliwości, bólu i niedoskonałości, które sprowadził grzech.

Ale dlaczego wszyscy tacy „przyjaciele” sprawiedliwości nie są od razu uwolnieni od obciążeń i kar za grzech? Ponieważ Boska mądrość (którą, w miarę jak wzrastamy w łasce, jesteśmy coraz bardziej zdolni docenić) najlepiej sprawdza i dowodzi szczerości naszej wyznawanej miłości i obiecanego posłuszeństwa wobec Jego postanowień. Trwałość naszej wierności musi być potwierdzona. Trzeba wykazać, że zwrócenie się do Boga jest czymś więcej niż fantazją, kaprysem, eksperymentem z naszej strony. Wszelkie eksperymenty muszą być wykonane w teraźniejszości lub w Wieku Tysiąclecia, a rzeczywista, ostateczna, stała preferencja każdej osoby musi zostać stwierdzona – czy ktoś wybiera sprawiedliwość (a tym samym wybiera życie wieczne, jego nagrodę), czy też woli grzech (i tym samym wybiera

::R1179 : strona 6::

wieczne zniszczenie, zgładzenie – jego zapłatę). Ponieważ Bożym celem, jak sam oświadcza, jest to, aby grzech i niedoskonałość nie wykroczyły poza koniec Tysiąclecia, aby wszyscy, którzy nie preferują sprawiedliwości i nie radują się nią, zostali odcięci i aby grzech oraz jego konsekwencje – ból, smutek i umieranie nigdy więcej nie mogły plamić doskonałej błogości wiecznego istnienia wszystkich Jego stworzeń. Tak więc, dla naszego wiecznego dobra, jak również dla dobra wszystkich stworzeń Bożych, Bóg nie usprawiedliwia (nie udoskonala) od razu wszystkich, którzy wyznają, że przyjmują warunki Nowego Przymierza. Przypisane usprawiedliwienie przez wiarę najlepiej odpowiada na każdą potrzebę – pozwala na powrót do łaski i społeczności oraz przedstawia chorą na grzech duszę wielkiemu Lekarzowi i Życiodawcy, który dba o to, aby rany nie goiły się tylko na powierzchni i pojawiały się na nowo, ale utrzymuje je otwarte na powierzchni, dopóki nie zagoją się całkowicie – począwszy od serca aż na zewnątrz.

Ogólnie rzecz biorąc, jak dotychczas rozważaliśmy, Nowe Przymierze ma taki sam wpływ na skruszonych wierzących Wieku Ewangelii, jaki będzie miało na taką samą klasę ludzi w nadchodzącym Wieku Tysiąclecia. Ale teraz odnotujemy pewne różnice. W czasie Tysiąclecia każdy, kto zapragnie pojednania i przyjmie Odkupiciela jako drogę, prawdę i życie i w ten sposób zostanie objęty warunkami Nowego Przymierza i przez wiarę może natychmiast uświadomić sobie swoje usprawiedliwienie, swoje przebaczenie i swoje pojednanie z Bogiem, będąc w rzeczywistości wciąż niedoskonały (tak jak dzieje się to obecnie z wierzącymi), nie będzie on jednak, tak jak my dzisiaj, nadal żył w niedoskonałości i aż do grobu dalej postępował w niedoskonałości, lecz stopniowo (wolniej lub szybciej, proporcjonalnie do poziomu jego umiłowania sprawiedliwości i ufności w Odkupiciela, który wtedy będzie również jego Królem) będzie czynił postępy w kierunku doskonałości – umysłowej, moralnej i fizycznej, aż do zakończenia tego wieku próby („sądu”), kiedy to cała ludzkość posiądzie najpełniejszą wiedzę o zapłacie za grzech i zapłacie za sprawiedliwość, a posiadając najpełniejszą sposobność, każdy dokona własnego wyboru (zarówno ci wszyscy, którzy popadli w śmierć Adamową, zamienioną przez ofiarę okupu Chrystusa w ograniczony „sen”, jak i ci, którzy będą żywi na początku panowania sprawiedliwości), a każdy godny życia wiecznego osiągnie do tego czasu doskonałość. W ten sposób ogólne doskonalenie „przyjaciół” Boga, „jego ludu”, naśladowców Chrystusa lub „owiec” będzie następowało stopniowo. Na tym polega ogólne zmartwychwstanie (powstawanie), które cal po calu podczas panowania Chrystusa podniesie, podźwignie ze śmierci i wszelkich jej niedoskonałości wszystkich, których Pan, ich Sędzia, uzna za godnych życia, żeby wszystko, co zostało utracone w Adamie, zostało przywrócone przez Chrystusa, drugiego Adama – doskonałość organizmu i doskonałość życia (żywotność) oraz doskonałość radości we wspólnocie z Bogiem.

Ta różnica w sposobie postępowania z nimi i z nami nie wynika jednak z różnicy w działaniu Nowego Przymierza, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, ale ze zmiany zarządzania – z faktu, że rozwój innego elementu Boskiego planu wymusi zmianę sposobu działania.

Nowe Przymierze nie odnosi się do metody, dzięki której restytucja obejmie tych, którzy wejdą w ten związek przymierza, ale do przywrócenia harmonii lub pojednania między Bogiem a „jego ludem”. Jego lud, zdegradowany w grzechu i niedoskonały, nie nadaje się do pojednania ze swoim świętym Stwórcą, a Nowe Przymierze to nazwa nowego układu, który Bóg chce z nimi zawrzeć przez zasługę śmierci Chrystusa, uznając ich i traktując jako doskonałych, aż Wielki Nauczyciel i Odnowiciel rzeczywiście ich udoskonali. Wtedy Nowe Przymierze dobiegnie końca i nie będzie już więcej z niego pożytku, gdyż nie będzie już żadnego stworzenia, które miałoby ono doprowadzić do harmonii z Bogiem, bo wszyscy będą wówczas w stanie pełnej harmonii i w posłuszeństwie. I wtedy również szczególne dzieło Chrystusa jako Pośrednika Nowego Przymierza dobiegnie końca, z tych samych powodów – 1 Kor. 15:25-28.

Okres Tysiąclecia jest właściwym czasem w Bożym zarządzeniu, aby Pan Jezus jako Sędzia i Prawodawca doświadczał, czyli sądził świat w celu sprawdzenia, którzy ludzie są godni życia i wywyższenia ich do niego oraz wykazania, którzy są niegodni, i odcięcia ich na zawsze drugą śmiercią jako niegodnych i szkodzących ziemi. Zatem oferta warunków i przywilejów Nowego Przymierza dla każdego jest ofertą życia wiecznego na warunkach Bożych; jest ofertą zmartwychwstania, ponieważ, jak już wcześniej wykazaliśmy, samo przebudzenie ludzkości ze snu grobu nie jest bynajmniej wszystkim, co zawiera się w słowie „zmartwychwstanie” (po grecku: anastasis). Przebudzenie jest jedynie pierwszym lub wstępnym krokiem, który pod dobroczynnym zarządzeniem Nowego Przymierza da wszystkim sposobność pełnego poznania Bożej miłości i łaskawych warunków. Następnie, dochodząc do dobrowolnej harmonii z postanowieniami i warunkami Nowego Przymierza, życie w pełnym, prawdziwym znaczeniu tego słowa może być stopniowo osiągane przez każdego, kto zechce.

Ani na chwilę jednak nie traćmy z pola widzenia jednego faktu, tak widocznego w Słowie Bożym, że mianowicie wszystkie Boże postanowienia dotyczące przyszłego błogosławieństwa są zawarte w warunkach i na warunkach Nowego Przymierza, które nie zawiera nadziei ani błogosławieństwa czy zabezpieczenia dla nikogo, kto miłuje nieprawość, o ile w pełni rozumie jej charakter i skutki. Wszystkie jego przywileje są dostępne wyłącznie dla przyjaciół Boga, dla tych, którzy miłują sprawiedliwość. Nie ma żadnej obietnicy wiecznego życia dla rozmyślnych grzeszników, ale, jak jest napisane: „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne [przez Chrystusa zostało uczynione zapewnienie, przez które wszyscy tacy osiągną doskonałe ŻYCIE przez zmartwychwstanie. Obecnie to ŻYCIE, jak i wszystkie inne łaski Nowego Przymierza, osiągalne jest tylko przez wiarę i nadzieję; jest ono ukryte z Chrystusem w Bogu – Rzym. 8:24; Gal. 2:20; Kol. 3:3], ale kto nie wierzy (po ang. jest nieposłuszny – przyp. tłum.) Synowi [kiedy On i Nowe Przymierze zostaną w pełni poznane – 1 Tym. 2:4; Iz. 11:9; Dz. Ap. 3:22,23], nie ujrzy ŻYCIA, lecz gniew Boży zostaje na nim” – Jana 3:36.

Wszyscy, którzy są w grobach, wyjdą i odzyskają świadomość, ale według takiej miary życia, jaką posiadają obecnie (co jednak w rzeczywistości jest stanem umierania). Nikt jednak nigdy nie ujrzy ŻYCIA w prawdziwym, właściwym, pełnym znaczeniu tego słowa, dopóki szczerze nie zastosuje się do wszystkich warunków Nowego Przymierza. W ten sposób przyjaciele Boga, miłujący sprawiedliwość, zostaną zamanifestowani i wskrzeszeni, podczas gdy wszyscy inni zostaną odcięci we wtórej śmierci, nigdy nie doświadczając prawdziwego i w pełni doskonałego życia – poznawszy jednak i świadomie odrzuciwszy warunki, na jakich mogliby to życie osiągnąć.

„Gniew Boga”, Jego potępienie na zagładę, będzie trwać lub obejmować wszystkich, którzy, będąc w pełni świadomi błogosławionych postanowień Nowego Przymierza, odrzucą warunki pojednania z Nim. Jak już pokazano, to nie dla takich Pan zapewnił odkupienie i zbawienie. Gdyby Boska mądrość, widząc ludzkie serca, przewidziała, że wszyscy odrzucą nowotestamentową możliwość pojednania, nie możemy wątpić, że żadne takie przymierze zbawienia nie zostałoby zawarte. Wręcz przeciwnie, nieskończona mądrość i miłość dawno temu zniszczyłyby rasę jako plemię żmijowe. Nowe Przymierze jest miastem schronienia, do którego wszyscy, co nienawidzą swoich grzechów i którzy pragną uniknąć mściwego miecza sprawiedliwości, mogą uciec i zostać ocaleni od zagłady. My, którzy jesteśmy pod jego ochroną, możemy śpiewać o naszym wyzwoleniu: „Uniknęliśmy potępienia, które jest na świecie”. Wielu, bardzo wielu, dzięki Bogu, podobnie jak my ucieknie, wchodząc w bramy tego samego przymierza – pod wpływ i pod kontrolę wielkiego Pośrednika tego Nowego Przymierza, który pokonał przepaść potępienia i otworzył do niego drogę za cenę poświęcenia samego siebie. Ale kto, wiedząc wszystko, odmawia i zaniedbuje wejścia pod to zapewnione schronienie, nadal trwa w potępieniu, ciągle wisi nad nim gniew Boga i wciąż zasługuje na zapłatę za grzech – śmierć, zagładę.

Poprzednio wykazaliśmy, że „malutkie stadko” Wieku Ewangelii ma dostąpić „pierwszego zmartwychwstania”, czyli głównego lub szczególnego zmartwychwstania. Słowo „pierwsze” oznacza nie tylko podniesienie do doskonałego życia, ale do doskonałego życia na wyższym poziomie w wyższej naturze – do boskiej, a nie ludzkiej natury. Z tego samego powodu apostoł Paweł nazywa to zmartwychwstaniem (exanastasis) lub zmartwychwstaniem wybranych (zob. Filip. 3:11). Jednakże słowo „pierwsze” opisuje także porządek, bowiem zmartwychwstanie „malutkiego stadka” również jest pierwsze z kolei. Zaczęło się ono od Chrystusa, Głowy – zakończy się w czasie Jego drugiego przyjścia przez udoskonalenie „kościoła, który jest Jego ciałem”.

Widzieliśmy również, że w minionych wiekach niektórzy mężnie pokonywali przeszkody i nie narażali swego sumienia na szwank, aby zapewnić sobie wyzwolenie, żeby móc uzyskać lepsze, korzystniejsze zmartwychwstanie (Żyd. 11:35). Widzieliśmy również, że „lepszy” lub korzystny rys ich zmartwychwstania (chociaż nie oznacza udziału w pierwszym zmartwychwstaniu, które obejmie tylko Oblubienicę, „małżonkę Baranka”, której powołanie i wybór nie rozpoczęły się, dopóki Pan nie przyszedł ich odkupić i powołać) polega na tym, że nie będą oni musieli dochodzić do doskonałości powoli, krok po kroku, podczas tysiącletniego wieku próby. Ich próba była prowadzona w bardzo trudnych warunkach, a jej wynik jest oczywisty, ponieważ „mieli to świadectwo, że podobali się Bogu i że Bóg nie wstydzi się nazywać się ich Bogiem”. Dlatego oni, podobnie jak „malutkie stadko” Wieku Ewangelii, są uważani za tych, którzy przeszli z potępienia na śmierć do usprawiedliwienia życia. A kiedy nadejdzie wyznaczony przez Boga czas, obie te klasy otrzymają nagrodę życia – doskonałe życie – natychmiast, chociaż nie w tej samej chwili, ponieważ Kościół Wieku Ewangelii jako Ciało Chrystusowe będzie miał pierwszeństwo: „Bóg przewidział dla nas coś lepszego [jeszcze

::R1180 : strona 6::

lepsze zmartwychwstanie], aby oni nie stali się doskonali bez nas ” – Żyd. 11:40.

Ci, którzy jasno rozumieją, że każdy usprawiedliwiony w Wieku Ewangelii, „Oblubienica” i usprawiedliwiony z poprzedniego czasu,

::R1180 : strona 7::

których Chrystus „uczyni książętami [władcami] na całej ziemi”, dostąpi zmartwychwstania do ŻYCIA [u jednego w duchowej, a u drugiego w ludzkiej doskonałości], mogą też, jak nikt inny, pojąć znaczenie słów proroka (Dan. 12:2), że niektórzy przebudzą się do życia wiecznego, a inni obudzą się w tym samym stanie potępienia, niedoskonałości i wstydu, w którym zasnęli w śmierci. Niektórzy (dwie małe klasy) wyjdą z grobu już uniewinnieni, usprawiedliwieni do życia, podczas gdy liczni inni, którzy ostatecznie osiągną doskonałość, powstaną w czasie wieku próby na zmartwychwstanie przez sąd, czyli zmartwychwstanie potępienia [Jan 5:29]. Będą i tacy – mamy wszelkie powody, by sądzić, że będzie ich niewielu – którzy nigdy w ogóle nie ożyją, nie ujdą potępienia lub „gniewu” i „nie ujrzą ŻYCIA” z powodu rozmyślnego, świadomego sprzeciwu wobec Boga. Tacy przeciwnicy Boga i sprawiedliwości nazywani są sługami [aniołami] Szatana (Mat. 25:41), dziećmi diabła (1 Jana 3:10) i podobnymi określeniami, ponieważ wzorują się na jego charakterze i chętnie okazują jego ducha. Zostaną oni zniszczeni wraz z Szatanem w drugiej śmierci, symbolizowanej przez jezioro ognia (Mat. 25:41; Obj. 20:14). A ta ich kara (wyginięcie w drugiej śmierci) ma być karą wieczną. Nie będzie okupu ani restytucji z drugiej śmierci, ponieważ będzie ona obejmować tylko rozmyślnie złych, którzy najpierw otrzymali całą obfitą sposobność pojednania, zapewnioną przez Nowe Przymierze, a następnie ją odrzucili. Nagrody i kary u schyłku Wieku Tysiąclecia są zarówno ostateczne, jak i wieczne. Jedną klasę Sędzia uzna za godną życia wiecznego, a drugą za zasługującą na wieczną śmierć – zagładę – Mat. 25:46.

Podobne znaczenie mają też słowa, że nastąpi zmartwychwstanie zarówno sprawiedliwych, jak i niesprawiedliwych. Sprawiedliwi to ci z Wieku Ewangelii i poprzednich okresów, którzy są usprawiedliwieni do życia i powstaną doskonali w „zmartwychwstaniu sprawiedliwych”. Nie należy rozumieć, że zmartwychwstanie (podniesienie do doskonałości) niesprawiedliwych oznacza, iż niesprawiedliwi ludzie osiągną doskonałość (bo słowa Pana i warunki Nowego Przymierza zaprzeczają myśli, jakoby ktokolwiek oprócz sprawiedliwego mógł kiedykolwiek zobaczyć ŻYCIE). Właściwa myśl jest taka, że nie tylko nieliczni, którzy teraz przez wiarę i posłuszeństwo są uznawani przez Boga za sprawiedliwych, ale także inni, wielu innych, teraz niesprawiedliwych, otrzyma możliwość podniesienia się do doskonałości. I słusznie można twierdzić, że każdy, kto ma w zasięgu ręki środki lub możliwości zmartwychwstania, naprawdę otrzymuje zmartwychwstanie.

Apostoł Piotr wyraził ogólną prawdę, gdy powiedział: „Prawdziwie dostrzegam, że Bóg nie ma względu na osoby, ale w każdym narodzie miły jest mu ten, kto się go boi i czyni to, co sprawiedliwe” (Dz. Ap. 10:34,35). Widzimy również, że wszyscy, którzy nie mają takiego charakteru, zostaną odrzuceni. Bóg przez pewien czas uznawał tylko Izrael, swój typiczny święty lud, i nie darzył uznaniem innych, traktując ich jako obcych i dalekich, dopóki Wiek Ewangelii nie otworzył drzwi łaski nielicznym spośród narodów, którzy mają uszy, by usłyszeć obecne wezwanie. W wyniku tego są dziś na całym świecie miliony takich, których Bóg uważa za swoich „przyjaciół”, chociaż im jeszcze nie objawił siebie i swojego planu zbawienia pod Nowym Przymierzem. Ci, jak dotąd, są zaślepieni przez Szatana fałszywymi wyobrażeniami Bożego charakteru i planu i często łudzą się co do tego, co jest dobre, a co złe i dlatego są teraz powstrzymywani przez słabości wewnętrzne i błędy zewnętrzne. Czczą Stwórcę i w niewiedzy oddają Mu chwałę, wybierają i podejmują pewne wysiłki na rzecz sprawiedliwości, o ile mogą ją docenić. Ci wszyscy, w każdym wieku, a wśród nich tak szlachetne, jaśniejące pogańskie światła, jak Arystoteles, Platon, Konfucjusz i inni, są „owcami”, które nasz Pan przyszedł znaleźć i zbawić. Tacy są „przyjaciółmi”, za których oddał swoje życie. To jest „jego lud”, do którego przyszedł, aby ich zbawić od grzechów (Jana 10:16; 15:13,14; Mat. 1:21), chociaż jak dotąd ogromna większość z nich nic nie wie o Odkupicielu ani o drogiej cenie okupu, jaki złożył, ani też o łaskawych warunkach Nowego Przymierza, zapieczętowanego i ratyfikowanego Jego krwią.

Nawet tacy „przyjaciele” nigdy nie mogliby być zbawieni, nigdy nie osiągnęliby życia wiecznego, gdyby nie zaistniały warunki Nowego Przymierza – wiary i posłuszeństwa. To jest Boży sposób i Jego jedyny sposób. Dlatego Wiek Tysiąclecia jest wyznaczony jako okres, w którym ci, którzy stanowią ogromną większość „przyjaciół” Boga, zostaną podniesieni do doskonałości. Nazywane jest to zmartwychwstaniem [teraz] nieusprawiedliwionych, ponieważ są oni na razie niewierzącymi, którzy jeszcze nie osiągnęli wystarczającej wiedzy. Jak mogli stać się wierzącymi, nie słysząc o Chrystusie – bez pełnego, jasnego zrozumienia Bożego charakteru, planu i przymierza? I jak ci, którzy zapadli w Adamowy sen, mogli dojść do poznania prawdy (Kaz. 9:10) bez przebudzenia? Dlatego Bóg postanowił, aby wszyscy, którzy są w grobach, usłyszeli wezwanie Syna Człowieczego i wyszli. A okup i jego drogocenne możliwości pojednania będą świadectwem dla wszystkich – wszyscy dojdą do dokładnego poznania Prawdy. Zaślepione oczy zostaną otwarte, otworzą się uszy głuchych. „Ci, którzy słuchają [będą posłuszni], OŻYJĄ”, a dusza, która nie usłucha [nie będzie posłuszna] Nauczyciela, zostanie wycięta spośród swego ludu, umrze wtórą śmiercią – 1 Tym. 2:4,6; Iz. 35:5; Jana 5:25; Dz. Ap. 3:23.

Fakt, że o Nowym Przymierzu mówi się, iż zostało zawarte tylko z ludem Bożym, wielu zmylił. (1) Nie zauważa się bowiem, że Bóg uznaje za „swój lud” wszystkich, którzy się Go boją i czynią sprawiedliwość, w tym wszystkich, którzy w pełniejszym świetle niż teraz tak by postępowali, a także (2) czytając proroctwa Starego Testamentu, które obiecują Nowe Przymierze, wielu stosuje wszystkie jego obietnice do Żydów lub do Kościoła Ewangelii, czyli wyłącznie do ich obu, nie dostrzegając prawdziwej długości i szerokości wyrażenia „lud Boży”. Nie dostrzega się również, że Izrael i jego przymierze były w dużej mierze typem na Nowe Przymierze i rzesze milionów, które ostatecznie przyjdą do Boga na podstawie jego postanowień, wspanialszych niż przymierze żydowskie i pod jego pośrednikiem, potężniejszym niż Mojżesz i zdolnym zbawić na zawsze wszystkich, którzy przez Niego przychodzą do Boga. Aby mogli przybyć, wszyscy będą wezwani, „wszyscy usłyszą Jego głos”. Aby mogli przybyć, „pociągnie wszystkich” – wszyscy zostaną przyciągnięci przez najpełniejsze, najjaśniejsze przedstawienie prawdy. Jednak „jeśli ktoś [w ten sposób pociągnięty] się cofnie, moja dusza nie będzie mieć w nim upodobania”. Dusza [istota], która nie będzie słuchać [nie będzie posłuszna] Nauczyciela, zostanie odcięta jako niegodna ŻYCIA. Ale wszyscy ci, którzy wtedy usłuchają i dojdą do zrozumienia prawdy, umiłują ją i przystąpią do przymierza posłuszeństwa, będą śpiewać duchem i rozumem, tak jak my to czynimy teraz:

„On mnie pociągnął, a ja poszedłem na wprost,
Oczarowany, by wyznać, że Boży to głos”.

Alleluja! Cóż za Zbawca! Jakie wspaniałe, chwalebne zbawienie opracował – ogólne, a jednak selektywne. Ogólne w tym, że nikt nie jest pozbawiony jego przywilejów w żadnym sensie ani stopniu. Selektywne w tym sensie, że wykluczy wszystkich, którzy mogliby zepsuć prawdziwą radość i przyjemność, a dopuści tylko takich, którzy będą posiadać mentalne i moralne podobieństwo do Boga – Jego lud, Jego dzieci. Zaprawdę, Bóg „wezwie swój lud, który nie był Jego ludem, i jej umiłowanych, którzy nie byli umiłowani”. Izrael nie tylko reprezentował umiłowaną, prawdziwą Oblubienicę, „malutkie stadko”, „królewskie kapłaństwo” w swoim typicznym kapłaństwie, ale także przedstawiał typicznie cały lud Boży, ponieważ wszyscy oni jeszcze będą błogosławieni pod wielkim antytypicznym kapłaństwem Chrystusa i Kościoła Wieku Ewangelii, który nie tylko składa „lepsze ofiary, ale wkrótce zostanie ustanowiony jako królestwo kapłanów według porządku Melchisedeka. Ofiary za grzechy pod przymierzem Izraela i składane przez jego najwyższego kapłana obejmowały tylko Izrael. Stanowiły jednak figurę na pośredniczącą ofiarę pojednania prawdziwego Najwyższego Kapłana za grzechy całego świata. Wynika z tego, że Nowe Przymierze, potwierdzone przez Jego krew [śmierć], odnosi się nie tylko do Izraela, ale do wszystkich, których Izrael reprezentował, a mianowicie wszystkich, którzy kiedykolwiek staną się ludem przymierza Bożego pod Nowym Przymierzem.

Jakże strasznie więc błądzą ci, którzy źle nas zrozumieli, twierdząc, że nauczając, iż sprawiedliwi i niesprawiedliwi, święci i źle usposobieni, będą zmuszeni dotrzymywać sobie nawzajem niesmacznego towarzystwa przez całą wieczność. Powyżej wykazaliśmy, że Bożym planem jest dać życie wieczne tylko sprawiedliwym, ale że jak najbardziej uczynił On zabezpieczenie, przez Chrystusa i Nowe Przymierze, żeby wszyscy stali się sprawiedliwi.

I jak niemądry i niebiblijny jest pogląd tych (rzekomo „ortodoksyjnych”) chrześcijańskich przyjaciół, którzy potykając się o Nowe Przymierze, wąsko widzą jedynie wybór teraźniejszego czasu (w rzeczywistości jest to tylko dzieło poprzedzające nadchodzące dzieło błogosławieństwa). To prowadzi niektórych z jednej strony do takiego zawężenia swoich poglądów na postanowienia Nowego Przymierza, iż widzą tylko nielicznych świętych obecnych czasów błogosławionych pod nim, zaś masy uznają za całkowicie pominięte, niemające najmniejszej świadomości istnienia takich przywilejów, a przez to pozbawione możliwości ich przyjęcia lub odrzucenia. Innych prowadzi to do drugiej skrajności – twierdzenia, że wszyscy nieświadomi poganie i większość „takich sobie” ludzi (czyli wszystkich, z wyjątkiem może najgorszych morderców; również takich, którzy zaledwie co westchnęli o miłosierdzie tuż przed śmiercią), chociaż są nadal moralnie brudni, niewyuczeni od Boga, niezdyscyplinowani i niewypróbowani, zostaną wepchnięci razem do społeczności Pana, uświęconych, a także świętych aniołów, by stanowić rodzinę Bożą. Z pewnością rozsądni chrześcijanie, którzy nie kochają teraz takiego towarzystwa, mogą je sobie wyobrazić w przyszłości tylko z dwóch powodów: (1) na podstawie ich fałszywych wyobrażeń o Boskim

::R1181 : strona 7::

planie, który, jak przypuszczają, zapewnił tylko niebo lub wieczne tortury dla wszystkich po zakończeniu obecnego życia, oraz (2) dlatego, że mają zbyt wyrozumiałe serca, aby skazać zdecydowaną większość lub kogokolwiek, z wyjątkiem najbardziej nikczemnych, na taką karę jak wieczne męki i woleliby spędzić część wieczności w takim nieprzyjaznym społeczeństwie oraz wolą wierzyć, że tacy ludzie się poprawią, niż myśleć o ich cierpieniach. Te wspaniałomyślne dusze powinny lepiej nauczyć się drogi Pana. Powinny przekonać się, że ich wyobrażenie odnośnie planu ratowania mas jest co najmniej prymitywne i niedoskonałe. Powinny zrozumieć, że ich oczekiwanie na rezultaty sprawia, iż wydaje się, jakoby Nowe Przymierze było w rzeczywistości kompromisem z grzechem ze strony Boga, a nie zarządzeniem, dzięki któremu grzesznicy mogą być zbawieni od grzechów i doprowadzeni do harmonii z Bogiem i do doskonałości. Byłoby naprawdę dziwne, gdyby Boska mądrość nie mogła obmyślić lepszego planu.

Z drugiej strony, nasze poglądy na Boski plan nie powinny być mylone z poglądami uniwersalistów, którzy przedstawiają Boga jako tak niesprawiedliwie słabego i kochającego, że nie może wyegzekwować praw swojego królestwa, lub tak zakłamanego, że ogłosił kłamstwo, którego nigdy nie zamierzał wykonać, gdy powiedział: „Dusza, która grzeszy, umrze”. Cóż dziwnego, jeśli w ich teorii dotyczącej nadziei świata nie ma miejsca ani dla Nowego Przymierza i „krwi Nowego Przymierza”, ani dla „Pośrednika Przymierza”.

Ich nadzieja, zbudowana na domniemanej słabości Bożego charakteru i Jego niezdolności do wykonania kary, którą wyznaczył za grzech, albo na Jego zmianie zamysłu lub też na zwiedzeniu ludzkości przez wyznaczenie kary, której nigdy nie zamierzał wykonać przeciwko komukolwiek, jest z pewnością nadzieją zbudowaną na piaszczystym gruncie, a nie na skalnym fundamencie Nowego Przymierza zapieczętowanego drogocenną krwią.

Przedstawione przez nas poglądy nie powinny być również mylone z czymś, co moglibyśmy nazwać nieodpowiedzialnym uniwersalizmem, twierdzącym, że człowiek nie ponosi żadnej odpowiedzialności, a jedynie działa i myśli pod dyktando Boskiej mocy i opatrzności, co zrzuca odpowiedzialność za grzech w całości na Boga i co zgodnie z tą fałszywą przesłanką utrzymuje, że okup za grzech człowieka i oparte na nim Nowe Przymierze byłyby tylko farsą. Jeśli bowiem człowiek nie jest odpowiedzialny za grzech, nie potrzebował też za niego przebłagania, a ponieważ Bóg spowodował grzech, tylko On jest odpowiedzialny i jest zobowiązany własną sprawiedliwością uwolnić wszystkich ludzi od kar za grzech (które, zgodnie z ich poglądem, są niezasłużone) i doprowadzić wszystkich do życia wiecznego i radości.

Ten pogląd jest haniebnie słaby, nierozsądny i niesprawiedliwy. Jest to oszczerstwo wobec człowieka, a także bluźnierstwo przeciwko wielkiemu Stwórcy. Jest to oszczerstwo wobec ludzi, ponieważ przedstawia ich jako mnóstwo żywych maszyn bez woli zła lub dobra, którym w związku z tym żadne doświadczenie nie może ani przynieść korzyści, ani zaszkodzić i które byłyby tak samo niegodne nagrody za dobre uczynki, jak niezasługujące na karę za złe postępowanie. Jest to bluźnierstwo przeciwko Bogu, ponieważ przedstawia Go jako używającego swej mocy do czynienia zła. Co gorsza, przedstawia Go jako wykorzystującego swoją moc, by popełniać nieokiełznane zło, sprowadzające grzech, ból i śmierć na stworzenie, które, jak się twierdzi, nie tylko nie było odpowiedzialne, ale z natury niezdolne do czerpania korzyści lub lekcji ze zła, nie mając możliwości wykonania własnej woli, ale będąc tylko narzędziem i zabawką w rękach Stwórcy. I, co gorsza, ten pogląd sprawiałby wrażenie, że po wyrządzeniu tych wszystkich wielkich krzywd człowiekowi Bóg dodał zniewagę do krzywdy, obarczając człowieka jego własnym grzechem i nazywając człowieka grzesznikiem, gdy nim nie był, składając najpierw typiczne ofiary za grzech, a następnie udając, że kocha grzeszników na tyle, by dać swego Syna, aby był ich Odkupicielem, obracając śmierć Chrystusa w farsę i podtrzymując złudzenie i oszustwo za pośrednictwem apostołów oraz Kościoła Wieku Ewangelii, aż niektórzy z obecnych mędrców odkryli oszustwo, jakiego dopuszcza się Bóg, i zdemaskowali Go – nazywając to przedstawienie „Duchem Słowa”.

Takie nauki są raczej duchem bardzo nierozsądnego rozumu, duchem serca zmierzającego do ustanowienia

::R1181 : strona 8::

własnej sprawiedliwości i bezgrzeszności kosztem oczerniania charakteru wielkiego Stwórcy, duchem człowieka, który beznadziejnie i na próżno poszukuje mocnego oparcia we własnym rozumowaniu i który nie poddał swojego rozumowania Boskiemu świadectwu. Nie potrzebujemy takiego ducha – nie jest on nawet godzien nazywać się duchem świata, bo ten jest prawdziwszy, szlachetniejszy, rozsądniejszy.

Jednak słabość tego ostatniego, irracjonalnego „nieodpowiedzialnego uniwersalizmu” ukazuje się w jego twierdzeniu, że Bóg zbawi wszystkich ludzi na wieki, ponieważ Jego sprawiedliwość wymaga naprawienia Jego krzywdy wobec człowieka. Rozumowanie takowe dorównuje reszcie. Nierozsądnym nonsensem jest twierdzenie, że sprawiedliwość wymagałaby czegokolwiek lub byłaby w ogóle jakąkolwiek motywacją dla takiej istoty, jaką według tej teorii byłby Bóg. Jeśli jest tak niesprawiedliwy, że popełniał to całe zło przez sześć tysięcy lat, to z pewnością nie ma podstaw do wiary w Jego sprawiedliwość. Jeśli kłamał i oszukiwał w przeszłości, jak sugeruje ta teoria, to nie byłoby lepszego powodu, by odrzucić wszystkie obietnice na przyszłość i nie wierzyć w żadną z nich. Ta teoria opiera się jedynie na ruchomych piaskach ludzkich spekulacji (zaiste bardzo nędznego prochu), a nie na Nowym Przymierzu zapieczętowanym drogocenną krwią Chrystusa.

Wręcz przeciwnie, pogląd, który tu prezentujemy, jest harmonijny, jest zgodny z rozumem i wszystkim, co Bóg objawił o swoim własnym charakterze. Uznaje odpowiedzialność człowieka za własną wolę. Uznaje sprawiedliwość Boga i winę człowieka. Nie usprawiedliwia grzechu, ale ukazuje Boże lekarstwo dla jego uzdrowienia. Nie twierdzi, że uzdrowieni zostaną dobrowolni grzesznicy, ale tylko tacy, którzy okażą skruchę. Nie proponuje uzdrawiania ignorantów z powodu ignorancji ani mądrzejszych z powodu wiedzy, ale zapewnia, że wszyscy muszą dojść do jasnego, pełnego poznania prawdy i że wtedy tylko ci, którzy w pełni i z serca przyjmą pojednawcze dzieło Chrystusa oraz skorzystają z niego, aby uzyskać dostęp do Boga i przywrócenie do harmonii z Nim oraz ochoczo dowiodą podczas próby, że tak jest – w ogóle ujrzą ŻYCIE w jego pełni albo przekroczą barierę Wieku Tysiąclecia, aby wejść do bram tej błogosławionej wieczności, którą Bóg przewidział tylko dla tych, którzy Go kochają.

====================

— Styczeń 1890 r. —