R3563-156 Studium biblijne: „Jestem żywy na zawsze”

Zmień język

::R3563 : strona 156::

„Jestem żywy na zawsze”

— JANA 20:11-23 — 4 CZERWCA —

Złoty tekst: „Lecz teraz Chrystus z martwych wzbudzony jest i stał się pierwiastkiem tych, którzy zasnęli” – 1 Kor. 15:20

Jak śmierć Chrystusowa była największym wydarzeniem w historii, tak Jego zmartwychwstanie zajmuje zaraz następne miejsce. Śmierć Chrystusa bez Jego zmartwychwstania pozostawiłaby nasz rodzaj w stanie tak samo beznadziejnym, w jakim znajdował się poprzednio. Słowo śmierć oznacza zupełną martwotę tak w zastosowaniu do Odkupiciela jak i do innych. Twierdzenie Pisma Świętego: „Umarli o niczym nie wiedzą” (Kazn. 9:5), stosowało się do Jezusa, gdy On był umarłym, tak prawdziwie, jak stosuje się do wszystkich innych; podobnie rzecz się ma z tekstem: „Nie masz żadnej myśli, ani umiejętności ani mądrości w grobie” – sheol, hades. (Kazn. 9:10). Żadna religia, oprócz tej, jakiej naucza Biblia, nie uczy o zmartwychwstaniu. Pogańskie filozofie utrzymują, w przeciwieństwie do Pisma Świętego, rozsądku i faktów, a także w przeciwieństwie do wszelkich spostrzeżeń zmysłowych, że umarli nie są umarłymi, ale raczej bardziej żywymi aniżeli kiedykolwiek przedtem.

Jest tak dlatego, że wielu Chrześcijan wciągnęło w siebie tak dużo z tych pogańskich filozofii na temat śmierci, że zmartwychwstanie wydaje im się całkiem zbyteczne. Rzeczywiście, oni słusznie rozumują, gdy mówią, że jeżeli Abraham żył na tej ziemi 175 lat i przy śmierci przeszedł w świat duchowy bardziej ożywiony niż przedtem i jeżeli tam czuł się szczęśliwy w tym duchowym otoczeniu przez przeszło 3800 lat, to oni nie widzą powodu, dlaczego on nie miałby czuć się tam szczęśliwym przez całą wieczność. Zapewne, oni argumentują silnie i logicznie, że jeżeli, według ich pojęcia, zmartwychwstanie Abrahama w przyszłości miałoby znaczyć powrót do ziemskich warunków, po tak długim przebywaniu w warunkach duchowych, to on, gdyby mu dano do wyboru, z pewnością wolałby, aby zmartwychwstania wcale nie było.

NATCHNIONE PISMO ROZSĄDNYM

Trudność polega na tym, że we wszystkich takich rozumowaniach, nauki biblijne o tym przedmiocie zostały w zupełności przeoczone. Według Pisma Świętego Abraham od swej śmierci, nie wiedział o niczym, a w momencie zmartwychwstania ożyją od razu wszystkie jego pierwotne doświadczenia i nadzieje, i to w warunkach dozwalających na wypełnienie wszystkich chwalebnych obietnic danych mu przez Boga. Bez zmartwychwstania on byłby, jak to niedowiarek mówi „martwy jak gwóźdź w drzwiach”. Z tegoż biblijnego punktu zapatrywania można łatwo zauważyć, że zmartwychwstanie jest rzeczą najważniejszą, że na nim spoczywają wszystkie nadzieje wiecznego żywota. W dalszym ciągu niniejszego rozważania zobaczymy, że taką jest nauka Pisma Świętego.

Złoty tekst naszej lekcji jest wyjęty z rozdziału, który objaśnia bardziej szczegółowo przedmiot o zmartwychwstaniu aniżeli jakikolwiek inny rozdział w Biblii. W rozdziale tym mamy zapewnienie, że Chrystus umarł i że zmartwychwstał. Twierdzenie to zgadza się z własnymi słowami naszego Pana: „Byłem umarły, a otom jest żywy na wieki wieków” (Obj. 1:18). Jak wyraźne i silne są te słowa, gdy zauważy się ich właściwe znaczenie! Życie i śmierć są tu określone jako przeciwne jedno do drugiego – On teraz nie jest umarły, lecz żywy; gdy był umarłym, to nie był żywym. Dziwnym jest, że zachodzi potrzeba badania tak prostego oświadczenia. Z pewnością, że wcale nie byłoby potrzeby roztrząsać tej sprawy z myślącymi ludźmi, gdyby to błędne mniemanie, że umarli żyją, nie było tak powszechne i tak głęboko zakorzenione w wszystkich naszych umysłach, w wszystkich naszych myślach.

Następnie nasz złoty tekst oświadcza, że Jezus w Swoim zmartwychwstaniu, stał się „pierwiastkiem tych co zasnęli” (1 Kor. 15:20). Co to ma znaczyć? Znaczy to samo co Apostoł w innych słowach określa, że Chrystus miał być „pierwszym z zmartwychwstania” (Dz. Ap. 26:23), a także „początkiem i pierworodnym z umarłych” (Kol. 1:18). Przed Nim żaden nigdy nie zmartwychwstał, chociaż kilku było chwilowo wskrzeszonych, jak na przykład Łazarz, córka Jaira i syn wdowy z Naim. Jezus był pierwszym wzbudzonym zupełnie z mocy śmierci – do doskonałości żywota, istnienia, na jakimkolwiek poziomie. A słowo „pierwiastek”, czyli pierwszy owoc, zawiera w sobie myśl, że będą również inni, którzy tak samo przejdą zupełnie ze stanu śmierci do stanu doskonałego życia.

„JEŚLI NIE MA ZMARTWYCHWSTANIA”

W kontekście (1 Kor. 15:12-18) Apostoł starał się wykazać swoim słuchaczom ważność nauki o zmartwychwstaniu, w łączności z religią chrześcijańską. Św. Paweł pisał te słowa w czasie, gdy greckie filozofie rozszerzały się po wszystkich częściach cywilizowanego świata i gdy wielu przyjmujących teorie Platona, że umarli żyją, zaczęło interesować się Chrystusem. Ci zaczęli mieszać pogląd Platona, że nie ma śmierci, z chrześcijańskim poglądem, że zapłatą za grzech jest śmierć, lecz że Chrystus karę tę zapłacił, a jako wynik tego, zmartwychwstanie stało się możliwym dla każdego człowieka adamowego rodu. Z powodu rozszerzania się tego błędu (łączenia teorii Platona z nauką o zmartwychwstaniu), Apostoł zmuszony był do określenia tej prawdy w sposób jak najdobitniejszy. On oświadczył:

„A ponieważ się o Chrystusie każe iż z martwych wzbudzony jest, jakoż mówią niektórzy między wami, iż zmartwychwstania nie masz? Bo jeżeli zmartwychwstania nie masz, tedy i Chrystus nie jest wzbudzony. A jeśli Chrystus nie jest wzbudzony, tedyć daremne kazanie nasze, daremna też wiara wasza i bylibyśmy też znalezieni fałszywymi świadkami Bożymi, iżeśmy świadczyli o Bogu, że Chrystusa wzbudził, którego nie wzbudził, jeśli umarli nie bywają wzbudzeni. Albowiem jeśiż umarli nie bywają wzbudzeni, to i Chrystus nie jest wzbudzony. A jeśli Chrystus nie jest wzbudzony, daremna jest wiara wasza i jeszczeście w grzechach waszych; zatem i ci poginęli, którzy zasnęli w Chrystusie” (1 Kor. 15:12-18).

Nie ma racjonalnej podstawy do mylnego zrozumienia tych tak wyraźnych określeń. Tylko głęboko zakorzeniony błąd wstrzymuje Chrześcijan od nadawania tym słowom ich prawdziwego znaczenia. Słowa te oznaczają to, co wyrażają, to jest, że jeżeli Jezus pozostał w śmierci, jeżeli nie powstał ze śmierci do żywota, to nie dokonał dzieła, którego się podjął, nie stał się Zbawicielem, Wybawcą. Prawdą jest, że śmierć Jego była potrzebną jako okup, lecz było to również częścią Boskiego Planu, że gdy dokona ofiary zadowalająco, to zostanie podniesiony ze śmierci do wyższego poziomu istnienia, wyżej niż do natury ludzkiej, czyli aż do natury Boskiej i że tak wzbudzony i wywyższony, będzie miał sposobność przedstawić zasługę Swej ofiary najpierw za Kościół, a później za grzechy całego świata.

Gdyby pozostał w śmierci, to byłoby dowodem, że Boskich wymagań nie wypełnił. Gdyby nie zmartwychwstał, to nie mógłby zastosować Swej ofiary za nas, nie mógłby okazywać się przed Ojcem jako nasz Orędownik, nie mógłby nigdy uzyskać dla nas uwolnienia z pod wyroku śmierci i nigdy nie mógłby stać się naszym pomocnikiem w doprowadzaniu nas do harmonii z Ojcem. Toteż, jak określa to Apostoł: „Jeżeli Chrystus nie jest wzbudzony, to wszystkie kazania i świadectwa Apostołów są fałszywe” (1 Kor. 15:14,15), albowiem one wszystkie zbudowane są na tej centralnej prawdzie, że „Jezus zmartwychwstał dnia trzeciego” (1 Kor. 15:4). Stąd też, jak dalej oświadcza Apostoł, jeżeli Chrystus nie był wzbudzony, to znaczyłoby, że nasza nadzieja przebaczenia grzechów przez zasługę Jego ofiary, jest daremna – bo On nie okazał się przed oblicznością Bożą za nami, nie zastosował zasług Swej ofiary za nasze grzechy, więc nie jesteśmy pojednani z Ojcem, ale wciąż jeszcze znajdujemy się w grzechach naszych, wciąż jeszcze pod potępieniem i bez żadnej nadziei.

„WIELE NIEWĄTPLIWYCH DOWODÓW”

Potem następuje nasz złoty tekst, w którym Apostoł zapewnia, iż nie jest to żadną bajką, że Chrystus zmartwychwstał, że było to nie tylko potrzebnym do naszego zbawienia, ale że jest to fakt dobrze potwierdzony. W dalszym argumentowaniu, Apostoł wykazuje, że przez zmartwychwstanie Chrystusa przyjdzie ostatecznie także zmartwychwstanie Kościoła do zupełnej harmonii z Bogiem, że ostatecznie nastąpi zupełne uwolnienie z mocy grzechu i śmierci – „albowiem jako w Adamie wszyscy umierają, tak w Chrystusie wszyscy ożywieni będą” (1 Kor. 15:22). To oznacza zupełne uwolnienie ze śmierci, która jest onym wielkim nieprzyjacielem. Apostoł dalej mówi, że w słusznym czasie, przy Swoim drugim przyjściu, „Chrystus musi królować póki by nie położył wszystkich nieprzyjaciół pod nogi Jego. A ostatni nieprzyjaciel, który będzie zniszczony, jest śmierć” (1 Kor. 15:26).

Mając taki pogląd na ważność zmartwychwstania Chrystusa Pana, nie możemy się dziwić, że Pismo Święte kładzie taki nacisk na tę prawdę i daje różne dowody na utwierdzenie naszej wiary w prawdziwość tej nauki. Wszyscy czterej Ewangeliści podają różne szczegóły względem Pańskiego zmartwychwstania i Jego ukazywania się Apostołom. W Księdze Dziejów Apostolskich pisarz zaraz na wstępie zapewnia, że Jezus „Samego Siebie po męce Swojej żywym stawił w wielu niewątpliwych dowodach, przez czterdzieści dni ukazując się im (przy różnych okazjach) i mówiąc o Królestwie Bożym” (Dz. Ap. 1:3).

Apostoł starając się wyjaśnić wielki plan Boży, wykazał ważność zmartwychwstania nie tylko w zastosowaniu do Jezusa, ale także w zastosowaniu do wszystkich, którzy kiedykolwiek mają być błogosławieni przez Niego jako przez Zbawiciela. On rozpoczął swoje wywody słowami: „Oznajmuję wam bracia, Ewangelię którąm wam opowiedział (…) albowiem naprzód podałem wam, com też wziął, iż Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism; a iż był pogrzebiony, a iż zmartwychwstał dnia trzeciego według Pism. A iż widziany jest od Kiefasa, potem od onych dwunastu. Potem widziany jest więcej niż od pięciu set braci naraz, z których wiele ich zostaje aż dotąd, a niektórzy też zasnęli. Potem jest widziany od Jakuba, potem od wszystkich Apostołów. A na ostatek po wszystkich ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi (w angielskim jest lepiej oddane: „(…) ukazał się i mnie, jako urodzonemu w niewłaściwym (lub „po właściwym”) czasie” /przyp. tłum)” (1 Kor. 15:1-8).

BARDZO POWSZECHNY BŁĄD

Ci, co o umarłych mniemają, że żyją, a jednak chcą w jakiś sposób stosować Pisma uczące o zmartwychwstaniu, zmusili samych siebie do myślenia, że ta obietnica pewno oznacza, iż ciała mają zmartwychwstać. Ma się rozumieć, że takie pojęcie jest błędnym. Obietnicą jest, że istoty, czyli dusze będą wzbudzone i że niektóre dusze powstaną do jednego poziomu istnienia, a inne do drugiego. Na przykład, Kościół Chrystusowy ma obiecane zmartwychwstanie w duchowych ciałach. Apostoł opisuje to zmartwychwstanie Kościoła jako ponowne narodzenie do nowej natury, czyli do natury duchowej, niebieskiej. O tych istotach, czyli duszach, Apostoł mówi: „Bywa wsiane ciało w skazitelności, a będzie wzbudzone w nieskazitelności; bywa wsiane w niesławie, a będzie wzbudzone w sławie; bywa wsiane w słabości, a będzie wzbudzone w mocy; bywa wsiane ciało cielesne, a będzie wzbudzone ciało duchowne” (1 Kor. 15:43).

Chociaż Apostoł nie omawia szczegółów zmartwychwstania pozostałej ludzkości, to jednak napomyka, że nie wszyscy będą wzbudzeni w duchowych, niebieskich ciałach i objaśnia, że inna jest chwała ciał niebieskich, a inna ciał ziemskich. W dalszym ciągu podaje kontrast pomiędzy pierwszym Adamem, z ziemi ziemskim, a drugim Adamem, niebieskim Panem i mówi: „Stał się pierwszy człowiek Adam w duszę żywą, ale pośledni (drugi) Adam w ducha ożywiającego” (1 Kor. 15:45). Nie prędzej nasz Pan stał się duchem ożywiającym aż przy zmartwychwstaniu; albowiem Apostoł Piotr oświadcza wyraźnie, że On był „umartwiony (uśmiercony) ciałem, ale ożywiony duchem” (1 Piotra 3:18). Ci dwaj Adamowie są wzorami, czyli przykładem tego, co ludzkość może otrzymać przy zmartwychwstaniu; Kościół osiągnie podobieństwo drugiego Adama, świat zaś podobieństwo Adama pierwszego – „Jaki jest ten ziemski, tacy też będą ziemscy; a jaki jest niebieski, tacy też będą niebiescy” (1 Kor. 15:48).

Tylko członkowie Kościoła Wieku Ewangelii byli zaszczyceni sposobnością stania się duchownymi dziećmi Bożymi, współdziedzicami z Chrystusem, ich Panem. Dla nich jest ono wielkie błogosławieństwo, czyli przywilej Pierwszego Zmartwychwstania, o którym Pismo Święte mówi: „Błogosławiony i święty, który ma część w pierwszym zmartwychwstaniu; albowiem nad tymi wtóra śmierć mocy niema; ale będą kapłanami Bożymi i Chrystusowymi i będą z Nim królować tysiąc lat” (Obj. 20:6). Taką jest owa chwalebna nadzieja wystawiona przed nami w Ewangelii, nadzieja uczestniczenia z Chrystusem w Jego cierpieniach w czasie obecnym, a także w Jego chwale, jaka ma nastąpić; a nadzieja ta jest możliwa do urzeczywistnienia tylko w Pierwszym Zmartwychwstaniu, którego pierwiastkiem był Chrystus Pan.

Potem nadejdzie sposobność zmartwychwstania dla świata. To jest na innym miejscu określone jako „naprawienie wszystkich rzeczy” (Dz. Ap. 3:21), czyli restytucja, powrót do tego wszystkiego co było stracone w Adamie – powrót do wyobrażenia Bożego w ciele, jakie posiadał Adam przed grzechem i do którego wszystkie jego dzieci będą mogły powrócić (o ile zechcą) w Tysiącleciu, na mocy odkupienia, które jest w Chrystusie Jezusie. Nadzieją świata w Chrystusie jest chwalebna nadzieja zmartwychwstania, lecz nadzieja Kościoła jest przewyższającą co do chwały, czci i nieśmiertelności.

MARIA PIERWSZYM ŚWIADKIEM

Zaszczyt bycia pierwszym świadkiem, któremu Jezus ukazał się po zmartwychwstaniu, przypadł Marii Magdalenie, która kiedyś była opętana przez złe duchy, lecz będąc od nich uwolniona, stała się jedną z najwierniejszych naśladowczyń Pana. Nie była to Maria, siostra Łazarza i Marty, ani Maria owa „grzeszna”, która omywała nogi Jezusa łzami, w domu Szymona Faryzeusza (Łuk. 7:36-47). Była ona zwana Maria Magdalena, prawdopodobnie dlatego, że rodzinnym jej miastem była Magdala.

Wczesnym rankiem po szabacie – co by odpowiadało naszej niedzieli, pierwszy dzień tygodnia – Maria i kilka innych niewiast, naśladowczyń Chrystusa, zmówiły się aby iść do grobu i zabalsamować ciało Jezusowe, której to czynności nie mogły dokonać przed pogrzebem, gdyż z powodu nadchodzącego szabatu pogrzeb odbył się w wielkim pośpiechu, a w szabat zaś taka praca była zabroniona przez Zakon. Myślą tych niewiast było, aby dokonać zabalsamowania tak prędko jak tylko było możliwym w danych okolicznościach, zanim ciało zacznie się rozkładać. Wstawszy wcześniej aniżeli jej towarzyszki, Maria prawdopodobnie sama udała się do grobowca i zajrzawszy spostrzegła, że ciała Jezusowego w grobie nie było. Zdziwiła się, dlaczego ciało zostało zabrane i dokąd zostało przeniesione; potem przychyliwszy się więcej, bo drzwi grobowca były niskie, zauważyła dwie osoby w bieli (które rozpoznała że byli to Aniołowie) siedzące jakoby na straży u głowy i u nóg tego miejsca gdzie ciało poprzednio leżało. Osoby te zapytały się Marii, czemu płacze; odpowiedziała, ponieważ wzięli Pana mego i nie wiem gdzie Go położyli.

Obróciwszy się Maria ujrzała mężczyznę obok stojącego, którego wzięła za ogrodnika, mającego pieczę nad ogrodem, w którym mieścił się grób Józefa, w którym to grobie, jak podaje nam opis, złożono zwłoki Jezusowe. Mężczyzna ten również zapytał się jej, czemu płacze. Maria zwróciła się do niego z prośbą, że jeżeli on nie życzył sobie, aby ciało pozostało w tym grobowcu i przeniósł je do innego miejsca, to niech jej powie gdzie ono jest, a ona się nim zaopiekuje. Na mężczyźnie tym nie było nic takiego, co by wskazywało kim on był. Wyglądał jak ogrodnik i prawdopodobnie miał na sobie ubranie ogrodnika – (odzież Jezusowa jak wiemy dostała się żołnierzom, którzy Go ukrzyżowali, lniane odzienie zaś wciąż jeszcze leżało w grobie). Dopiero, gdy Jezus wymówił jej imię, prawdopodobnie poprzednim dobrze jej znanym głosem, Maria rozpoznała, że był to Pan – w innym ciele, w odmiennej postaci, lecz jednak ten sam.

Upadłszy Mu do nóg, chcąc je objąć, mogła zdobyć się na wypowiedzenie tylko jednego słowa „Rabuni!” – Mistrzu (Jana 20:16), lecz Jezus nie zachęcił jej, aby pozostawała w tym wzruszonym i uradowanym stanie, dał jej raczej do zrozumienia, że dowiedziawszy się o Jego zmartwychwstaniu, ona powinna być zwiastunem tej radosnej nowiny dla Jego uczni, informując ich, że On zmartwychwstał i że za pewien czas wstąpi „do Ojca naszego i Ojca Mego, do Boga waszego i Boga Mego” (Jana 20:17).

„CZY JESTEŚ OBCYM?”

Zmartwychwstały Pan widocznie dał się poznać Marii tylko przez Swój głos. Odzienie Jego nie było takie same, jakie nosił poprzednio, ani też nie wyglądał tak samo; ona nie poznała Go, aż do niej przemówił. Tego samego dnia, lecz nieco później, dwóch uczni szło do Emaus i Pan przyłączył się do nich, pozdrawiając ich uprzejmie i zapytując o powód ich widocznego smutku i przygnębienia. Oni również Go nie poznali, nie widzieli żadnych znaków od gwoździ na Jego rękach i nogach, ani tych samych rysów twarzy, jakie tak długo znali, ani też nie widzieli żadnego podobieństwa w Jego ubraniu. Rzekli więc do Niego: „Czy jesteś obcym w tych stronach i nie słyszałeś o Jezusie?” (por. Łuk.24:18 /przyp. tłum), itd. Jezus wykorzystał tę okazję na rozjaśnienie im Pism, na wykazanie im z proroctw, iż koniecznym było aby Mesjasz cierpiał a potem wszedł do chwały, aby Jego królestwo mogło być prawnie ustanowione ku błogosławieniu ludzkości; a także aby Kościół mógł być wybrany i mieć udział z Nim w tym błogosławieniu świata.

W końcu, gdy w taki sposób spędził z nimi prawdopodobnie kilka godzin i będąc przez nich uznanym za nader zadziwiającego człowieka, iż mógł im tak Pisma wykładać i sprawić, że serca ich pałały miłością, przywiązaniem i wiarą, Pan dał im się poznać przy łamaniu chleba i natychmiast znikł. Coś z Jego słów lub z Jego sposobu błogosławienia chleba przed łamaniem, dało im od razu poznać, że to był Pan, co również objaśniło im wszystkie dziwne szczegóły tego zjawiska.

Tego samego wieczoru Pan ukazał się uczniom, którzy, z bojaźni przed Żydami, zebrali się w pewnym pokoju i przy zamkniętych drzwiach rozmawiali o własnym bezpieczeństwie i o raporcie Marii i innych, odnośnie opróżnionego grobu, gdy nagle Jezus stanął w pośród nich. Zostali zdumieni i przestraszeni. Jak mógł ktoś wejść do nich, gdy drzwi były szczelnie zamknięte? Zapewne, że istota ta musiała być duchem. Uczni ogarnął wielki strach i drżenie, lecz słowa Mistrza „Pokój wam” (Jan 20:19) uspokoiły ich. Ukazał im ręce Swe i bok i jadł przed nimi, po czym rzekł: „Dotykajcie się Mię a wiedzcie żem Ja jest; duch (pneuma) nie ma ciała ani kości, jako widzicie że Ja mam” (Łuk. 24:39). Tedy oni ucieszyli się bardzo, bo zrozumieli tę wielką prawdę, iż Pan ich zmartwychwstał i podobnie radują się z tego wszyscy, którzy pojmują jak wielkie znaczenie ma ta prawda w łączności z Boskim Planem i z naszym zbawieniem.

CZEMU TE RÓŻNE POSTACIE?

Możemy być pewni, że był pewien dobry i mądry cel w tym, że Pan ukazywał się w różnych postaciach miało swój cel, szczególnie w tym tak ważnym czasie. Naszą rzeczą jest uważnie zbadać tę sprawę i zauważyć cel tych manifestacji. Rozumiemy, że był on następujący: Pan chciał przekonać swych uczni, że nie był On już dłużej cielesnym Jezusem, jakiego oni znali przez kilka lat. Chciał ich przekonać, że chociaż uśmiercony był w ciele, lecz ożywiony był duchem i że odtąd był istotą duchowną. Oni wiedzieli o Aniołach – Maria widziała dwóch z nich w grobowcu, więc wiedzieli, że Aniołowie mogą się ukazywać i znikać; wiedzieli, że Aniołowie mogą przybierać ciała ludzkie; wiedzieli z Pism, iż Aniołowie okazali się Abrahamowi, jedli z nim obiad i ze Abraham nie wiedział, że to byli Aniołowie, aż dowiedział się o tym później.

Nasz Pan chciał pokazać uczniom, że nie tylko nie był już więcej umarłym, ale także, że teraz mógł przychodzić i odchodzić jak Anioł, mógł ukazywać się i znikać, mógł objawić się w ciele lub pozostawać bez ciała, że do tych objawień mógł tworzyć ubranie tak łatwo jak ciało, co też czynił, lecz żadne z tych ubrań, jak i żadne z tych ciał nie były te same, jakie oni poprzednio znali. Ubranie Jego zabrali i zatrzymali rzymscy żołnierze – ciało Jego nie wiemy gdzie jest, lecz wierzymy, że Jezus nie powstał w ciele i wiemy także, iż elementy ciała ziemskiego nie są wcale potrzebne Bogu do stworzenia ciała duchownego.

Tę samą lekcję Pan zilustrował osobiście wtedy, gdy przyszedł do Niego Nikodem. Pan wtedy powiedział, że narodzony z ducha może przychodzić i odchodzić jak wiatr i że nikt nie mógłby wiedzieć skąd przyszedł i dokąd poszedł. Jak właściwym było, że On dał im wtedy tę pierwszą ilustrację na rzeczy duchowe, której oni jednak dobrze zrozumieć nie mogli aż do Pięćdziesiątnicy, gdy Duch Święty został na nich wylany.

„DUCH NIE MA CIAŁA”

Ktoś mógłby powiedzieć: Czyż Jezus nie zaprzeczył tej myśli, iż był duchem, gdyż powiedział, że duch nie ma ciała i kości jako widzicie, że Ja mam? Dwie te myśli są w zupełnej harmonii; uczniowie nie widzieli ducha Jezusa, widzieli tylko ciało i kości, jakie ten duch przybrał w celu ukazania się im i rozmawiania z nimi, tak samo jak Aniołowie przybierali ciało i kości, gdy przynosili ludziom pewne poselstwa, o jakich zapisane jest w Starym Testamencie. Pan nie powiedział: „Duch nie ma ciała i kości jak widzicie, że Ja jestem ciałem i kośćmi”, ale „jak widzicie że Ja mam” (Łuk. 24:39).

Jezus, istota duchowa, okazał się przez ciało, kości i ubranie. On wiedział, że gdyby oni mogli tylko zrozumieć, że patrzyli na ciało i kości, to bojaźń opuściłaby ich, zostaliby uspokojeni i On mógłby im lepiej wyjaśnić fakt Swego zmartwychwstania i udzielić im potrzebnych lekcji co do dalszej ich pracy jako Jego przedstawiciele na świecie, gdy On już stąd odejdzie. To było celem Jego różnych okazywań się podczas tych czterdziestu dni, w którym to czasie ukazał się wszystkiego razem około jedenaście razy, a zawsze na krótki tylko czas. Ukazanie się w ciele uspokajało ich strach i uzdalniało ich lepiej do wysłuchania tego cokolwiek miał im do powiedzenia. To, że przy dwóch okazjach zobaczyli Go w ciele podobnym do tego, w którym był ukrzyżowany, a może też i w szatach podobnych do tych, które rozdzielili pomiędzy siebie żołnierze, dopomogło im do objęcia tej myśli, że On zmartwychwstał, że nie był już więcej umarłym; a zaś Jego ukazywanie się w innych postaciach dowoziło im niezbicie, że żadna z tych postaci nie była Jego własną, ale były tylko różnymi zewnętrznymi formami, przez które On komunikował się z nimi.

Niezawodnie, że w tym właśnie celu On pozostawał na ziemi przez czterdzieści dni i przez cały ten okres był zawsze niewidzialnie z nimi, chociaż ukazał im się tylko przy kilku okazjach. Stopniowo przygotowywał ich do tego, aby nie oczekiwali Go więcej w ciele, a jednak, aby rozumieli Jego obecność z nimi i Jego opiekę nad nimi, tak, aby mogli zrozumieć, że gdy już ich opuści, wciąż jeszcze będzie mógł mieć z nimi pewną społeczność i opiekę nad ich dobrem. Wysyłał ich na świat jako Swoich specjalnych przedstawicieli, jak to wskazywały Jego słowa: „Pokój wam; jako Mię posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam” (Jan 20:21). Chrystus Jezus był przedstawicielem Ojca, Pańscy uczniowie zaś są specjalnymi przedstawicielami Pana, chociaż, ma się rozumieć, przez Niego i w Nim są również przedstawicielami Ojca.

„PRZYJMIJCIE DUCHA ŚWIĘTEGO”

Uczniowie do onego czasu nie otrzymali jeszcze Ducha Świętego. Sam tylko Jezus otrzymał go w znaczeniu spłodzenia, chociaż poprzednio prorocy otrzymali go w znaczeniu mechanicznym, aby działał w nich i przez nich. Jest to zgodne z innym oświadczeniem, że „Duch Święty nie był jeszcze dany ponieważ Jezus nie był jeszcze uwielbiony” (Jana 7:39). Inaczej mówiąc, Bóg nie mógł udzielić Swego Ducha nikomu, dokąd zasługa ofiary Chrystusowej nie została zastosowana; a to zostało uczynione, gdy Pan wstąpił na wysokość, aby się tam okazywać przed oblicznością Bożą za nami. Potem Duch Święty został wylany w dniu Zielonych Świąt.

Pan chciał, aby uczniowie oczekiwali tego przyszłego błogosławieństwa, jakie miało na nich spłynąć; chciał aby zrozumieli, że on Duch Święty, którego miał im zesłać, nie był osobą, lecz duchem Ojca i Jego własnym duchem – że był to Duch Prawdy, Duch Świątobliwości i Duch Zdrowego Umysłu.

„KTÓRYMKOLWIEK GRZECHY ODPUŚCICIE”

Oświadczenie Pana, że uczniowie mogli lub nie potrzebowali rozgrzeszać, nie należy rozumieć według sposobu jak to jest praktykowane pomiędzy katolikami, itp., to jest, że kapłan na mocy ofiary mszy, ma władzę do odpuszczania grzechów. Myślą tego raczej jest, że dwunastu Apostołów w szczególności, a wszyscy wierni naśladowcy Pana w ogólności, dokąd znajdują się na świecie są pod wpływem, kierownictwem i instrukcją Ducha Świętego do takiego stopnia, że będą znać warunki, na jakich odpuszczenie grzechów jest możliwe i przez to będą mogli powiedzieć słuchaczom czy ich grzechy są odpuszczone przez Pana, czy też nie.

Przywilej ten mamy dotąd i każde prawdziwe dziecko Boże powinno wiedzieć jak przywileju tego używać, tak, że gdy zetknie się z pokutującymi grzesznikami, by mogło udzielić potrzebnej pomocy i wskazać im, na jakich szczególnych warunkach oni mogą otrzymać to zapewnienie, że ich grzechy zostały im przez Pana odpuszczone. Na przykład, każdego, kto daje dowody serdecznego żalu, pokuty, zadośćuczynienia na ile go stać, wiary w Chrystusa i gotowości, aby postępować Jego drogami, możemy zapewnić, że grzechy jego są mu przebaczone; nie, że my mamy władzę je przebaczyć, czyli go rozgrzeszyć, ale raczej, że będąc w społeczności z Panem i znając Jego zmysł w tym przedmiocie, możemy mówić za Niego, jako Jego ustne narzędzia, ogłaszając warunki pojednania. Ktokolwiek wie o swoich grzechach i wie jak takowe zostały mu przebaczone, powinien także wiedzieć jak drugich pouczyć i jak im dopomagać by mogli dojść do stanu pojednania za ich grzechy.

====================

— 15 maja 1905 r. —