R4380-124 Studium biblijne: Język mocą ku dobremu lub złemu

Zmień język

::R4380 : strona 124::

Język mocą ku dobremu lub złemu

— Jak. 3:1-12 — 6 CZERWCA —

Złoty tekst: „Kto strzeże ust swoich i języka swego, strzeże od ucisków duszy swojej” – Przyp. 21:23

Ten ustęp Pisma Świętego, który bierzemy pod rozwagę (Jak. 3:1-12), uznawany jest za jedną z najgłębszych rozpraw o mocy języka. Św. Jakub widocznie był człowiekiem bardzo praktycznym. Jego uwagi, co do ważności uczynków, jako zaświadczenie wiary, co zauważyliśmy w naszej poprzedniej lekcji (art. „I was ożywił”), są tego dowodem. W niniejszej lekcji zauważymy te praktyczne myśli zastosowane do języka w ogólności, a w szczególności do mocy języka w tych, co uznawani są za starszych, czyli za nauczycieli w Kościele. Tak, więc lekcja nasza rozpoczyna się napomnieniem: „Niechaj was nie wielu będzie nauczycielami, bracia moi, wiedząc, że (my nauczyciele) cięższy sąd odniesiemy; albowiem w wielu upadamy wszyscy”. Myślą tego jest, że ktokolwiek chce być nauczycielem, „starszym”, zajmuje stanowisko, które wystawia go na większą krytykę, aniżeli zwykłego członka w zgromadzeniu. Jeżeli ten, co jest starszym, popełni omyłkę, poddany zostaje surowszej krytyce i naganie, aniżeli gdyby taką samą omyłkę popełnił w swym prywatnym zdaniu. Więcej nawet, z Boskiego punktu zapatrywania, on przyjmuje na siebie wielką odpowiedzialność, stając się przedstawicielem Ewangelii i ustnym narzędziem Pana. Tak jak wierność i troskliwość zapewnią mu wielkie błogosławieństwo i nagrodę, tak niewierność i niedbalstwo ściągną na niego nie mniej wielkie potępienie.

Te słowa Św. Jakuba, w łączności z napomnieniem naszego Pana, że gdy jesteśmy wezwani na ucztę, aby nie zajmować miejsc przedniejszych, ale poślednie; a także, aby nie zabiegać o tytuł „Mistrzu”, ale, aby być pokornym „jako dzieci” – te wszystkie przestrogi, pochodzące od tak wielkich powag w Kościele, złączone z napomnieniem Św. Piotra: „Uniżajcie się tedy pod mocną ręką Bożą, aby was wywyższył czasu swego”, powinny wzbudzić w nas właściwą obawę ku tak wielkiej odpowiedzialności nauczyciela w Kościele. Jeżeli, z Boskiej opatrzności, zajmujemy takie stanowisko, to powinniśmy zajmować je w wielkiej pokorze i z odpowiednia bojaźnią czuwać ustawicznie i modlić się, aby nie wejść w pokuszenie i nie usidlić siebie i drugich, jakim błędem.

„PRZED UPADKIEM PRZYCHODZI PYCHA”

Jest pewna przyczyna tego niebezpieczeństwa. Tą przyczyną jest ambicja, która niekiedy powodowana jest pychą, a niekiedy zamiłowaniem do chwały. Pierwsza z tych, pycha, jest zawsze wstrętna, nie mogąca być nigdy usprawiedliwioną; albowiem żaden członek ludzkiego rodu nie ma rozumnego, słusznego powodu do pysznienia się czymkolwiek, choćby nawet, w porównaniu z innymi, mógł dochodzić do przekonania, że jest mniej upadłym od wielu innych. Tą drugą pobudka, wiodącą do ambicji, mianowicie, zamiłowanie do pochwał od drugich jest dość właściwą, jeżeli jest odpowiednio kierowaną – ku Bogu – lecz jest niebezpieczną, jeżeli zabiega o pochwały od ludzi, ponieważ ci, co są w około nas, będąc również niedoskonałymi, mogą często uznawać i pochwalać rzeczy, które by nasz Pan nie uznał i zganił. To też jedyną dozwolona ambicją byłoby pragnienie przypodobania się Bogu, zabieganie o Jego uznanie i o Jego ostateczną pochwałę: „Dobrze sługo dobry”.

Ma się rozumieć, że ubocznie to oznaczałoby również pragnienie i spodziewanie się uznania także od tych z Pańskich braci, którzy mają Jego Ducha – „zmysł Chrystusowy”. To może także z właściwością obejmować uznanie, miłość i ocenę od wszystkich. Lecz to nie powinno być częścią naszej ambicji, ani nie mamy spodziewać się, że ogół ludzkości będzie tak podniecony sprawiedliwością, prawdą i duchem tychże, iż obdarzy uznaniem i pochwałą te rzeczy, które są najprzyjemniejsze Bogu. Przeciwnie, musimy pamiętać, że kto miłuje świat i jego pochwały, w tym niema miłości Ojcowskiej. Jeżeli świat, biorąc ogółem, darzy kogo swoim uznaniem, to powinien pamiętać na słowa: „Biadaby wam było, gdyby wszyscy dobrze o was mówili”. Uznanie od świata powinno być dla niego znakiem, że w pewnym ważnym znaczeniu i stopniu on znajduje się w dysharmonii z Panem i z Jego poselstwem – bo inaczej świat nienawidziłby go, podobnie jak nienawidził Chrystusa i wołał: „Ukrzyżuj Go”!

„JEDEN JEST NAUCZYCIEL WASZ, CHRYSTUS”

Św. Jakub nie przestrzega nas przed służbą, ani nie stara się wstrzymywać nas od dobrych uczynków w służbie dla drugich, jako członków ciała Chrystusowego. Jego przestroga jest przeciwko zabieganiu, aby być mistrzami, czyli nauczycielami. Jeden jest Mistrz, czyli Nauczyciel, dla całego Kościoła, na cały ten wiek. On jest także „Głową Kościoła, który jest ciałem Jego” – Dyrektorem, Nadzorcą, Opiekunem i Instruktorem „członków”.

Prawda, że Apostoł dał do zrozumienia, iż „Bóg postanowił członki w ciele jako chciał”. Nasuwa również myśl, iż przymioty oczu, uszu i języka są przymiotami głowy w porównaniu do ręki, nogi itp., które są przymiotami ciała. Nasz Pan, gdy odchodził do nieba, obiecał być z każdym małym zgromadzeniem Jego ludu. „Oto jestem z wami aż do skończenia wieku”; a tak będąc z wiernymi On jest gotów być Przewodnikiem na ich zebraniach i Nauczycielem, w pewien sposób i przez pewne przewody; lecz On nie będzie Swego przewodnictwa forsował. On czeka i gotów jest służyć, pouczać i prowadzić tych, którzy starają się rozpoznać Jego wolę i czynić ją. Poinformowawszy Swój lud o Swej woli, Pan spodziewa się, że ci, co mienią się być Jego ludem, będą stosować się do Jego instrukcji, jeżeli chcą dostąpić błogosławieństwa, które On jest gotów udzielić. Przeto gdy ci, co zgromadzają się w Jego imieniu, stosują się do wskazówek Jego słowa, słuchają Jego głosu wyrażonego w Piśmie Świętym, uważają na Jego przewodnictwo przez Ducha i uznają takowe jedni w drugich, gdzie duch ten się przejawia, dostępują Jego błogosławieństwa proporcjonalnie.

Tak, więc odpowiedzialnością każdego zgromadzenia jest, aby me uznawać za swego przewodnika innego jak tylko poświęconego. Kozioł nie powinien być obrany na przewodniczącego dla owiec, ani też nie powinna być na to obrana owca, której zewnętrzne postępowanie nie daje dowodów szczerości serca i serdecznej chęci kroczenia śladami Mistrza. Pycha i zarozumiała ambicja panowania nad trzodą nie powinny być tolerowane, bo takie coś byłoby szkodliwym nie tylko dla zgromadzenia wiernych, ale i dla tych wyniosłych, którzy chcą nad drugimi przewodzić. Jednakowoż, gdy zachodzi potrzeba takiego powstrzymywania kogoś od zajmowania wyższego miejsca na uczcie duchowej, powstrzymanie to powinno być uczynione w łagodny, miłujący sposób, pamiętając, że jedni mają większe próby i pokusy pod tym względem, aniżeli inni; a także pamiętając na słowa Apostoła: „Upatrując każdy samego siebie, abyś i ty nie był kuszony” – Gal. 6:1.

Św. Jakub mówi: „W wielu upadamy wszyscy”. On nie ma na myśli, że wszyscy popadamy w grzech (dobrowolny), lub w wielkie błędy, lecz daje do zrozumienia, że dokąd jesteśmy w ciele, a Duch Boży i Jego poselstwo udzielane jest drugim przez nasze niedoskonałe władze, żaden z nas nie jest nieomylnym. To też ci, co nie aspirują na przewodników w zebraniach świętych, nie powinni być zbyt krytycznymi wobec tych braci, którzy ujawniają pokorę serca i starają się służyć drugim, dzieląc się z nimi chlebem żywota. Tacy bracia powinni być oceniani i miłowani dla ich pracy, choćby nawet nie wszystkie ich mowy mogły być bez zastrzeżeń przyjęte. To uczucie należy stosować nie tylko do mówczych nauczycieli, ale także do druków, przez które ktoś inny jest reprezentowany na zebraniu.

„TEN JEST DOSKONAŁYM MĘŻEM”

Nie mamy rozumieć, iż myślą Apostoła było, że ktoś może być w istocie doskonałym, albo, że zdolność okiełznania swego języka byłaby dowodem, że dany człowiek doszedł już do doskonałości we wszystkich sprawach swego życia. Myślą, którą Św. Jakub chciał wyrazić widocznie było, że ze wszystkich członków ciała, język jest najtrudniejszy do opanowania i że komu uda się opanować ten członek tak, że nie będzie upadał w mowie, taki będzie także umiał kontrolować wszystkie słabe strony swej natury. Ma się rozumieć, że tak pod tym względem, jak i pod wielu innymi względami, niema doskonałego ani jednego. „Nie ma sprawiedliwego (doskonałego) ani jednego” – mówi nam Pismo Święte. Jedynym doskonałym, od upadku Adama, był tylko Ten, który przyszedł z nieba i który był ponad wszystkich, ponieważ w Nim nie było grzechu, dziedzicznej słabości ani żadnej zmazy.

Orzeczenie: „Który też może na wodzy trzymać i wszystko ciało”, nasuwa na myśl potrzebę używania powściągliwości we wszystkich sprawach życia. „Skromność wasza niech będzie wiadoma wszystkim” – to jest, wasze umiarkowanie, wasza samokontrola nad całym ciałem. Dzieło łaski, które Bóg zaleca i doradza jest bardzo ważne i nie pozostawia nam czasu do tracenia na niedorzecznych rozmowach, płochych rozrywkach, różnych błahostkach, lub na czytaniu powiastek. Niektórzy z ludu Bożego nie doszli jeszcze do właściwego rozwoju, aby to ocenić – nie osiągnęli jeszcze ożywionego stanu czynności w służeniu sprawiedliwości i w bojowaniu dobrego boju przeciwko grzechowi i samolubstwu w ich własnym ciele.

Aby lepiej pokazać potęgę umysłu i woli, w kontrolowaniu ciałem, a szczególnie w kontrolowaniu językiem, Św. Jakub przyrównuje tę sprawę do okiełznania konia. Nieujarzmionego konia, który jest silniejszym od człowieka, można oswoić, obłaskawić, okiełznać i uczynić posłusznym woli jeźdźca; lecz nie tak z językiem. Jest to najbardziej nieposkromiony członek. Nowa wola postanawia z determinacją, aby język używany był tylko na właściwe rzeczy, na wypowiadanie słów sprawiedliwości i miłości, a jednak język wnet wyrywa się, łamiąc wszelkie hamulce. Język naraża nas na najwięcej wypadków zapominania się ze szkodą dla niektórych, a niekiedy dla wielu.

Drugą ilustracją jest okręt, którego ster jest tak umieszczony, że może kierować okrętem pomimo największej nawałności morskiej. Nie tylko małe okręty, ale i największe są z łatwością kierowane ręką sternika. Lecz język, który powinien być uległy Nowemu Stworzeniu i być jego najużyteczniejszym sługą, jest raczej przewrotnym i nieposkromionym. Przeto język, choć jest jednym z najmniejszych członków, to jednak jest także jednym z najważniejszych. On może dokonać wielkich rzeczy, bądź ku dobremu, bądź też ku złemu, tak jak mały ogień zapałki może rozpalić wielki las.

„JĘZYK JEST OGIEŃ”

Język jest ogniem i światem niesprawiedliwości między członkami naszymi, „który szpeci wszystko ciało i zapala koło urodzenia naszego (wrodzone namiętności) i jest zapalony od ognia piekielnego” (Gehenny – Jak. 3:6). Tu mamy kilka określeń obrazowych. Język jest światem niesprawiedliwości w tym znaczeniu, że każda nieprawość na świecie może być przedstawiona określająco językiem. Ma się rozumieć, że sam organ nie jest tu na myśli, ale raczej władza mowy, którą język przedstawia. Przez język, przez naszą mowę wypowiedzianą lub napisaną, każda forma złego może wyrazić swoją najwyższą potęgę. Język może malować obrazy o wiele prędzej i wyraźniej aniżeli pędzel malarza. Ponieważ na świecie jest pełno nieprawości wyrażonej w różnorakich formach, przeto jest to w mocy języka odmalować te nieprawości i w formie druków rozszerzać je pomiędzy tysiące i miliony ludzi. Zaiste, iż w taki sposób język jest światem nieprawości, gdy niewłaściwie jest używany. Niestety, nawet pomiędzy Chrześcijanami często tak bywa. Lekkomyślne i dwuznaczne słowa, różne złe domysły itp. podsuwane są na umysły sąsiadów lub przyjaciół, a ponieważ oni już są skłonni do złych domysłów, przeto słowa takie są jakoby rzuceniem zapalonej zapałki w stóg siana – sposobne do rozniecenia pożaru, który może spowodować nie obliczone szkody bliźniemu, a od niego iskry mogą rozpryskiwać się blisko i daleko, powodując moralne i duchowe zamieszanie.

Wrodzone namiętności ludzkie, a mówiąc więcej literalnie, „koło życia”, czyli bieg człowieka od kolebki aż do grobu, może być łatwo zapalone każdego czasu. Sposobności ku temu są tysiączne. Język jest tą zapałką. Być może, iż Św. Jakub miał na myśli szczególnie drogę Nowego Stworzenia i jej niebezpieczeństwa. Co za spustoszenie stałoby się, gdyby ta droga została zapalona i cała duchowa przyszłość Nowego Stworzenia zostałaby zburzona! Że taką mogła być jego myśl zdają się wskazywać słowa: „I bywa zapalony od ognia piekielnego” (Gehenny). Na świecie jest pełno złych języków, bezbożnych umysłów; lecz synowie tego świata, nie będąc odrodzonymi, nie znajdują się w niebezpieczeństwie Gehenny, czyli wtórej śmierci. Kościół zaś, przyjąwszy łaskę Bożą w Chrystusie, będąc ponownie „spłodzonym”, zaryzykował swoje wszystko na zdobycie duchowego błogosławieństwa, jakie Bóg obiecał wiernym. Przeto w Kościele, moc języka jest o wiele potężniejsza aniżeli gdzie indziej. Język może zapalić bieg życia nowej natury w niektórych. Jest to ogień, który może spalić na wtórą śmierć i który w wielu wypadkach nie ogranicza się tylko do tego, w którego sercu został rozpalony, ale rozszerza się na innych, czyniąc takie samo spustoszenie, niszcząc słodycz, szczęście i podobieństwo Chrystusowe życia obecnego i burząc wszelkie chwalebne perspektywy (widoki, nadzieje) na przyszłość. Nie dziw, że Odkupiciel nasz napomina

„PATRZCIEŻ CZEGO SŁUCHACIE” Mar. 4:24

Podczas gdy powinniśmy czuwać nad swoim językiem, aby nie rozrzucać nim szkodliwych iskier, powinniśmy także baczyć, aby iskry rzucane przez drugich nie padały na nas i nie rozniecały naszego serca. Aparat do gaszenia ognia, tj. wodę prawdy, powinniśmy mieć zawsze pod ręką, tak, aby w razie rozpalenia się jakiej iskry, można ją zaraz zagasić, zanim poważna szkoda zostanie wyrządzona. Napomnienie: „Strzeż serca twego”, zawiera w sobie myśl, że mamy nie tylko czuwać, aby nie rzucać szkodliwych iskier na drugich, ale że mamy także baczyć, chronić nasze serce, aby żadnego zła w nim nie żywić, ani do niego nie dopuszczać. Pamiętajmy na przyszłość, że nie możemy zabronić wronom latać ponad naszą, głową, lecz nie potrzebujemy im dozwolić na uścielenie sobie gniazda w naszych włosach. Nie możemy oczyścić świata, ani nawet Kościoła, z ludzi źle myślących, lecz możemy unikać społeczności z takimi, jak doradza to Apostoł: „Proszę was, bracia, abyście upatrywali tych, którzy czynią rozerwania i chrońcie się ich” (Rzym. 16:17) – tak jak chronilibyście się zarazy, morowego powietrza, lub rozpalonych iskier z palącej się stodoły sąsiada.

Św. Jakub widocznie nauczył się gruntownie tej lekcji, co do szkodliwości ludzkiego języka. To też przyrównuje go do zwierząt, gadów, ryb i ptactwa. Oświadcza, że którekolwiek z tych może być obłaskawione. Ludzka wyższość i moc przezwyciężania wszelkich stworzeń została zademonstrowana. „Ale języka żaden z ludzi ukrócić nie może, który jest nieukrócone (niezmordowane, nieustanne) złe”. Żadne ukąszenie węża nie jest bardziej jadowite, bardziej trujące. Ukąszenie węża może spowodować cielesne cierpienie i śmierć ciała, lecz język może uczynić nawet więcej niż to, może zapoczątkować moralne spustoszenie, które będzie kąsać, pożerać i pobudzać drugich do wściekłości, a wpływy tego rozszerzają się aż do wiecznej śmierci.

PRZEZEŃ BŁOGOSŁAWIMY BOGA I PRZEKLINAMY LUDZI

Gdybyśmy tylko mogli właściwie zrozumieć potężne wpływy języka, to niekiedy obawialibyśmy się mówić, aby czasem nie wypowiedzieć, co złego. Obawa taka byłaby nam bardzo pomocna, a pragnienie wypowiadania słów sprawiedliwości, miłości, trzeźwości i wesołej nowiny stopniowo rozluźniłoby hamulce i pobudzałoby język do mówienia tych dobrych rzeczy, podczas gdy obawa złego wciąż czuwałaby nad każdym wyrażeniem. Wynikiem tego byłby coraz większy wzrost w podobieństwo Boże.

Tu znowu możemy zauważyć, że Jakub nie mówi o języku ze światowego punktu zapatrywania, ale jako członek Kościoła Chrystusowego, mówi to do współczłonków. My wszyscy używamy naszych języków na wielbienie Boga, na wyznawanie Jego łaski, litości i miłości, a także na opowiadanie Jego przymiotów. Czynić to jest rzeczą właściwą. Jakżeż inaczej mielibyśmy czynić? Smutnym jednak jest fakt, że ten sam język, który uwielbia Stwórcę, tak często staje się przekleństwem, szkodą, światem nieprawości dla współbliźnich a co gorsze, nawet dla współczłonków tego samego „domu wiary” – rozpalając bieg życia oszczerstwami, obmowami ziemi domysłami, posądzeniami itp. O! Panie, któż jest sposobny do tych rzeczy! Prawdziwie powiedział Paweł, że słowa nasze są „wonnością żywota ku żywotowi, albo też wonnością śmierci na śmierć” – 2 Kor. 2:16.

SŁODYCZ I GORYCZ, BŁOGOSŁAWIEŃSTWO I PRZEKLEŃSTWO

„Nie tak ma być, bracia moi”. Musimy dopatrzyć, aby nauczyć się tej wielkiej lekcji w szkole Chrystusowej, że z naszych ust, którymi chwalimy Boga, nie będzie wychodzić nic takiego, co by przyniosło szkodę dla braci, lub dla kogokolwiek. Zauważmy niektóre rzeczy w naturze. Czy widział, kto kiedy źródło wydzielając tym samym otworem wodę słodką i gorzką? Zapewne, że nie! Tak jak źródło nie może wydzielać wody słodkiej i gorzkiej, tak i my nie możemy być obrazem miłego Syna Bożego, ani możemy nadawać się do królestwa, dokąd mamy, takie dwoiste usposobienie. Musimy być zwycięzcami, a walkę tę musimy stoczyć każdy z samym sobą. Zapewne, że możemy czynić wszystko, co jest w naszej mocy dla ogólnej sprawy Pańskiej, jednakowoż zwycięstwo i prawo do słów Pana: „Dobrze sługo wierny” i „Więcej niż zwycięzcy”, nie będą nam przyznane, jeżeli sercem nie opanujemy języka do takiego stopnia, że jakakolwiek nieczystość lub niesprawiedliwość nie będą w ustach naszych tolerowane w żadnym znaczeniu lub stopniu.

====================

— 15 kwietnia 1909 r. —