R5883-0 (113) 15 Kwietnia 1916 r.

Zmień język 

::R5883 : strona 113::

TOM. XXXVII. 15 KWIETNIA 1916 R. NR 8
A.D. 1916—A.M. 6044

—————

ZAWARTOŚĆ

Porównanie zasad miłości i sprawiedliwości . . . . . . . . . . .115
Sprawiedliwość przed szczodrością . . . . . . . . .115
Miłość i sprawiedliwość pod kontrolą . . . . . . . 116
Jak miłość może przepełnić miarę . . . . . . . . . 116
Współtowarzysze w jarzmie Chrystusa . . . . . . . . . . . . . . 117
Nowe Stworzenie wypełnia Prawo Zakonu . . . . . . .117
Doskonałe, dopasowane jarzmo . . . . . . . . . . . 118
“Liszki małe” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 118
Św. Piotr oswobodzony z więzienia . . . . . . . . . . . . . . . 119
Przesiewania w okresie Paschy . . . . . . . . . . .119
Misjonarze z Antiochii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .121
Uczniowie po raz pierwszy nazwani Chrześcijanami . 122
Wybór i nakładanie rąk . . . . . . . . . . . . . . 123
“Oto się obracamy do Pogan” . . . . . . . . . . . . . . . . . . 123
“Przeznaczeni do życia wiecznego” . . . . . . . . .125
Właściwy i niewłaściwy osąd braci . . . . . . . . . . . . . . . 125
Kościół jest obecnie niezdolny do osądzania . . . .125
Interesujące listy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .126
Duch zdrowego umysłu . . . . . . . . . . . . . . . 126

::R5883 : strona 114::

PUBLIKOWANE PRZEZ
WATCH TOWER BIBLE AND TRACT SOCIETY
CHARLES T. RUSSELL, PRESIDENT
„BROOKLYN TABERNACLE”, 13-17 HICKS ST.,
BROOKLYN, N. Y., U. S. A.

Przedstawicielstwa zagraniczne: Oddział brytyjski: LONDON TABERNACLE, Lancaster Gate, Londyn. Oddział zachodnioniemiecki: Unterdorner Str., 76, Barmen. Oddział australijski: Flinders Building, Flinders St., Melbourne. W każdej sprawie prosimy o kontakt z TOWARZYSTWEM.

—————

CENA ROCZNEJ PRENUMERATY – $1,00 (4s.) PŁATNE Z GÓRY.
PIENIĄDZE NALEŻY PRZESYŁAĆ PRZEKAZEM BŁYSKAWICZNYM, CZEKIEM BANKOWYM, PRZEKAZEM POCZTOWYM LUB POLECONYM.
Z ZAGRANICY TYLKO POPRZEZ ZAGRANICZNE PRZEKAZY PIENIĘŻNE.

—————

Warunki dla ubogich Pańskich są następujące: Wszyscy Badacze Biblii, którzy z powodu podeszłego wieku, jakiejś choroby lub z powodu innych przeciwności losu, nie są zdolni zapłacić za to Czasopismo, niech, co roku w maju wyślą Pocztówkę, opiszą swoją sytuację i poproszą o kontynuację prenumeraty, a będą otrzymywać ją bezpłatnie. Nie tylko chcemy, ale również pragniemy, aby wszyscy tacy byli stale na naszej liście i mogli korzystać z WYKŁADÓW itp.

—————

RÓWNIEŻ WYDANIA W JĘZYKU FRANCUSKIM, NIEMIECKIM, SZWEDZKIM I DUŃSKIM.
EGZEMPLARZE OKAZOWE BEZPŁATNE.

—————

NADAWANE JAKO PRZESYŁKI DRUGIEJ KLASY W URZĘDZIE POCZTOWYM W BROOKLYNIE, NOWY JORK.
NADAWANE JAKO PRZESYŁKI DRUGIEJ KLASY W URZĘDZIE POCZTOWYM W OTTAWIE, KANADA.

—————

NIEZWŁOCZNIE WYŚLIJCIE SPRAWOZDANIA Z PAMIĄTKI

Prosimy o niezwłoczne sprawozdania ze wszystkich zborów i małych grup, które 16 kwietnia obchodzą Pamiątkę śmierci naszego Pana. Na kartce pocztowej podajcie liczby i interesujące sprawy.

—————

DUŻY SUKCES EUREKA DRAMY

Dziewiętnaście zborów przesłało sprawozdania, które przedstawiają następujące wyniki z cotygodniowych prezentacji EUREKA DRAMY:

Obsłużono trzynaście miejsc. W sumie odbyło się dwadzieścia dziewięć prezentacji, które obejrzało tysiąc trzysta trzydzieści osiem osób. Wręczono sto dwadzieścia dziewięć kart z prośbą o bezpłatną literaturę.

Tych dziewiętnaście sprawozdań z EUREKA DRAMY, które otrzymaliśmy w ciągu tygodnia, to tylko niewielka liczba do tej pory wysłana. Pięćdziesiąt siedem zborów nie wysłało żadnego raportu w ciągu tygodnia. Możemy sobie tylko wyobrazić, ile kolejnych tysięcy mogli obsłużyć, jeśli byli aktywnie zaangażowani lub ile innych tysięcy nie zostało obsłużonych, jeśli nie byli aktywnie zaangażowani.

Wszystkie dotychczasowe sprawozdania z EUREKA DRAMY wykazują 1788 obsłużonych miejsc, ogółem 5967 prezentacji. Całkowita frekwencja − 1041998, całkowita liczba otrzymanych kart: 33188.

To wszystko jest bardzo zachęcające i pokazuje, jakie możliwości są związane z tym zestawem EUREKA DRAMY. W poprzednim ogłoszeniu sugerowaliśmy, aby EUREKA DRAMA nie była wystawiana w teatrach, ale w wiejskich szkołach itp., pozostawiając teatry dla zwykłej DRAMY. Nie chcemy jednak ograniczać korzystania z zestawów EUREKA. Dlatego teraz sugerujemy, aby ją pokazywać wszędzie tam, gdzie tylko można. Rzeczywiście otrzymaliśmy wspaniałe sprawozdania o jej prezentowaniu w teatrach. Całkiem sporo pokazów było ostatnio wystawianych w prywatnych teatrach w niedzielne poranki. Odniosły duży sukces. Publiczność wydawała się, że jest zainteresowana, a uczestnicy należeli do klasy wyższej. Dyrektorzy Teatrów byli bardzo zadowoleni z wystawiania EUREKA DRAMY, pragnąc niewątpliwie w jakiś sposób współpracować dla dobra publicznego, a także, aby wystawić dobrą opinię swoim Teatrom.

Pamiętajcie, że będziemy mieć (wkrótce) nagrania wykładów w języku duńskim, szwedzkim, niemieckim, polskim, włoskim i hiszpańskim. Te obcojęzyczne nagrania kosztowały nas więcej niż angielskie, ale teraz proponujemy oferować je naszym przyjaciołom po jednakowych cenach – cały zestaw płyt DRAMY za $25.

Drodzy Bracia w naszych rękach są wspaniałe możliwości. Wielu okazuje swoją miłość i gorliwość. Niech każdy uczyni według swego osądu to, co będzie miłe w oczach Pana.

====================

::R5883 : strona 115::

PORÓWNANIE ZASAD MIŁOŚCI I SPRAWIEDLIWOŚCI

NIC nie jest bardziej potrzebne, aby zachować pokój i pomyślność Kościoła Bożego jak to, aby jego członkowie mieli jasne zrozumienie i ocenę zasad moralnych oraz zupełną determinację, by być pod ich kontrolą. Nawet pomiędzy chrześcijanami często występują różnice zdań co do zasad postępowania, które w znacznym stopniu przeszkadzają w duchowym wzroście i dostatku. Takie kłopoty najczęściej wynikają z braku rozróżnienia pomiędzy względnymi roszczeniami Miłości a Sprawiedliwości. Dlatego uważamy za korzystne przeanalizowanie tych zasad i ich działania wśród dzieci Bożych.

Sprawiedliwość jest czasami przedstawiana przez zrównoważone szale wagi, a czasami przez cyrkiel i węgielnicę, i obie te rzeczy są stosownymi symbolami jej charakteru. Sprawiedliwość nie zna kompromisów ani odstępstw od ustalonych zasad postępowania. Ona jest matematycznie precyzyjna. Nie daje nic ponad „wagę” lub „miarę”. Nie ma w niej łaski, nie ma serca, ani miłości, ani sympatii, ani żadnego rodzaju względów. To wykalkulowana, dokładna miara prawdy i prawości. Gdy sprawiedliwość jest wykonywana, nie potrzeba dziękować temu, kto ją wymierza. Taki ktoś wykonał jedynie obowiązek, którego zaniedbanie byłoby karygodne, a jego wykonanie nie zasługuje na uznanie ani pochwałę. A jednak ta zasada, tak twarda i nieustępliwa jest uznawana za sam fundament Tronu Bożego. To jest zasada, która leży u podstaw wszystkich Jego działań

:: R5884: strona 115::

wobec Jego stworzeń. To jest Jego niezmienna zasada. Jak bardzo On ją przestrzega, jest widoczne dla każdego, kto rozumie Plan Zbawienia, którego podstawą jest zadośćuczynienie Sprawiedliwości wobec całej ludzkości. Chociaż zarządzenie zadośćuczynienia Sprawiedliwości kosztowało życie Jego Jednorodzonego i umiłowanego Syna, to jednak ta zasada Boskiej Sprawiedliwości była tak ważna, że Bóg dobrowolnie wydał Go za nas wszystkich.

SPRAWIEDLIWOŚĆ PRZED SZCZODROŚCIĄ

Zasada Miłości, w przeciwieństwie do zasady Sprawiedliwości, przepełniona jest czułością i pragnie błogosławić. Jest ona pełna łaski i rozkoszuje się w obdarowywaniu łaskami. Jest jednak widocznym, że żadne działanie nie może być uważane za łaskę lub manifestację miłości, które nie ma pod sobą istotnej podstawy sprawiedliwości. Tak więc, na przykład, jeśli ktoś przychodzi do Ciebie z darem, a jednocześnie lekceważy sprawiedliwy dług wobec Ciebie, to dar ten jest daleki od uznania go za wyraz miłości. Wtedy powiesz: „Powinniśmy być sprawiedliwi, zanim spróbujemy być hojni”.

I to jest słuszne. Jeśli Sprawiedliwość jest podstawową zasadą we wszystkich Boskich działaniach, to powinna być taka sama we wszystkich naszych działaniach, i to nie mniej między braćmi w Chrystusie, niż między tymi na świecie. Jako bracia w Chrystusie nie mamy prawa zakładać, że jesteśmy sobie nawzajem przychylni. Wszystko, do czego mamy prawo, to zwykła sprawiedliwość, choć możemy zrzec się tych rzeczy, które są naprawdę naszymi prawami. Lecz w naszych własnych relacjach powinniśmy starać się zawsze oddawać sprawiedliwość – sprawiedliwość w płaceniu uczciwych długów jedni drugim, sprawiedliwość w naszym osądzaniu jedni drugich (co musi uwzględniać słabości itp., ponieważ uznajemy w sobie pewną miarę podobnej niedoskonałości) i sprawiedliwość w uczciwym i przyjaznym traktowaniu jedni drugich.

Jak już powiedzieliśmy, nie mamy obowiązku domagać się sprawiedliwości dla siebie i możemy, jeśli tak postanowimy, nawet cierpieć niesprawiedliwość bez narzekania. Musimy jednak, jeżeli należymy do Chrystusa, czynić sprawiedliwość w takim stopniu, w jakim jesteśmy w stanie ją rozpoznać. Innymi słowy, nie odpowiadamy za czyny innych w tym względzie, ale odpowiadamy za nasze własne. Dlatego powinniśmy zawsze usilnie dążyć do tego, aby wszystkie nasze czyny, nasze słowa i myśli mogły być skorygowane przez precyzyjną zasadę sprawiedliwości, zanim zaofiarujemy choćby jeden czyn jako wyraz miłości.

SPRAWIEDLIWOŚĆ, SŁUSZNOŚĆ, CHRZEŚCIJAŃSKA CECHA

Wydaje się, że wielu chrześcijan mimo wieloletniego doświadczenia nie czyni większego postępu. Jedną z trudności prowadzących do tego stanu jest nieodpowiednie rozpoznanie podstawowych zasad leżących u podstaw Boskich Praw, które stosują się do nas od chwili, gdy zostaliśmy przyjęci do rodziny Pana. Pierwszą z tych podstawowych zasad jest sprawiedliwość. Musimy poznać coraz wyraźniej, jakie są nasze własne prawa i prawa naszych bliźnich w Kościele i poza Kościołem. Potrzebujemy uczyć się jak mierzyć nasze sprawy i sprawy innych za pomocą pionu sprawiedliwości oraz powinniśmy wiedzieć, że nam nie wolno pod żadnym pozorem i w żadnych warunkach naruszać praw, interesów lub wolności innych – to byłoby niewłaściwe, grzeszne, sprzeczne z wolą Bożą i stanowiłoby poważną przeszkodę dla naszego wzrostu w łasce. Po drugie, musimy nauczyć się szanować miłość, następną po sprawiedliwości pod względem ważności w Prawie Bożym. Przez miłość rozumiemy nie kochliwość czy uczuciowość, lecz tę zasadę uprzejmości, współczucia, troski i życzliwości, którą wyraźnie widzimy w naszym Niebiańskim Ojcu i w naszym Panu Jezusie.

W miarę jak wzrastamy w Panu i stajemy się w Nim mocni, musi to być zgodne z powyższymi elementami Jego charakteru. Coraz bardziej musimy doceniać i współczuć innym w ich próbach, trudnościach i

::R5884 : strona 116::

utrapieniach. Coraz bardziej musimy stawać się łagodnymi, cierpliwymi i uprzejmymi dla wszystkich, a zwłaszcza dla Domowników Wiary. Wszystkie łaski Ducha są elementami miłości. Bóg jest miłością, a kto przyjmuje Jego Ducha, otrzymuje ducha miłości.

Te dwie podstawowe zasady muszą obejmować całe nasze postępowanie w życiu. Sprawiedliwość mówi nam, że musimy zaprzestać czynienia zła − że nie wolno nam wypowiadać słowa ani dokonać czynu, który mógłby wyrządzić krzywdę drugiemu, ani nawet poprzez patrzenie sugerować taką niesprawiedliwość. Musimy dbać o jego lub jej interesy i dobro tak samo jak o nasze własne. Sprawiedliwość musi rządzić wszystkimi naszymi relacjami z innymi. Miłość może pozwolić nam dać im więcej niż sprawiedliwość mogłaby wymagać, lecz sprawiedliwość wymaga, abyśmy nigdy nie dali im mniej niż to, co się im należy. Choćby oni nie wymagali sprawiedliwości z naszych rąk, choćby byli skłonni przyjąć mniej niż sprawiedliwość, choćby nie powiedzieli nic, gdybyśmy ich wykorzystali, choćby nie docenili naszego stopnia sprawiedliwości, to wciąż nasze postępowanie powinno być takie samo. Otrzymaliśmy Ducha Pańskiego i musimy działać według niego, a nie według tych, którzy nie mają Jego Ducha lub którzy są mniej lub bardziej zaślepieni i upośledzeni w sprawiedliwym postępowaniu.

MIŁOŚĆ I SPRAWIEDLIWOŚĆ POD KONTROLĄ

Jeżeli sprawiedliwość musi cechować nasze postępowanie wobec drugich, to również miłość musi być używana przez nas w ocenie postępowania drugich wobec nas. Możemy nie wymagać od innych ścisłego przestrzegania zasad sprawiedliwości, które uznajemy jako nasz obowiązek w stosunku do nich. Miłość, wspaniałomyślność, wymaga, abyśmy akceptowali od innych mniej niż sprawiedliwość, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że oni są upadli, niedoskonali, nie tylko w ich ciele, ale także w ich osądach. Ponadto widzimy, że prawie cały świat w ogóle nie otrzymał Ducha Pańskiego i dlatego nie może doceniać tych podstawowych zasad sprawiedliwości i miłości, tak jak my je oceniamy. Musimy z miłością i ze współczuciem patrzeć na ich stan, tak jakbyśmy patrzyli na stan chorego sąsiada, przyjaciela, rodzica czy dziecka. Musimy wziąć pod uwagę ich zaburzony stan i myśleć o ich słowach, zachowaniu itp. tak wyrozumiale, jak to tylko możliwe.

To jednak nie oznacza, że mamy być ślepi bądź nieświadomi prawdziwego stanu rzeczy i pozwolili pozbawić się wszystkiego, co posiadamy lub zarabiamy. Ale to znaczy, że powinniśmy z życzliwością i współczuciem patrzeć na nieprawość i niesprawiedliwość tych, z którymi obcujemy. Powinniśmy pamiętać, że oni są upadli i nie otrzymali łaski Bożej, tak jak my ją otrzymaliśmy; a zatem nie powinni być mierzeni miarą ścisłej sprawiedliwości, lecz raczej powinno się mieć pewien wzgląd na ich niedoskonałości przez elastyczny sznur miłości. To nasze własne zachowanie jest tym, co mamy oceniać przez pryzmat prawa sprawiedliwości, Złotej Reguły.

JAK MIŁOŚĆ MOŻE PRZEPEŁNIĆ MIARĘ

Mistrz nasz dość wyraźnie określił tę sprawę, przedstawiając nam Złotą Regułę jako probierz naszego postępowania względem drugich, zaś w ocenie ich postępowania względem nas zaleca, abyśmy byli miłosierni, tak jak chcielibyśmy, aby nasz Pan był miłosierny w osądzaniu nas samych, zgodnie z Jego stwierdzeniem: „Jakim sądem sądzicie, takim sądzeni będziecie”! Właściwe zrozumienie tych podstawowych zasad sprawiedliwości i miłości przez lud Pański i zastosowanie ich w codziennych sprawach życia wyniosłoby go ponad świat. Mogłoby to uchronić przed wieloma sprzeczkami, procesami sądowymi, sporami i sprawić, że lud Pański świeciłby przykładem dobroci, hojności, miłości, a jednocześnie byłby przykładem sprawiedliwości, prawego życia, nieskazitelnej uczciwości itp.

Miłość nie jest jak sprawiedliwość, dokładną zasadą, która ma być mierzoną i ważoną. Ma potrójny charakter: jest litościwa, jest współczująca w znaczeniu pokrewieństwa dusz − czuła, oraz pełna szacunku. Te różne formy miłości są praktykowane zgodnie z obiektem, na którym koncentruje się miłość. Litościwa miłość jest najniższą formą miłości. Ona uznaje nawet podłych i zdegradowanych i jest aktywna w niesieniu ukojenia. Współczująca miłość wznosi się wyżej i oferuje wspólnotę, braterstwo. Lecz miłość pełna szacunku wznosi się ponad to wszystko i rozkoszuje się w rozmyślaniu o rzeczach dobrych, czystych i pięknych. W tej ostatniej formie możemy rzeczywiście miłować Boga w najwyższym stopniu, jako uosobienie wszystkiego, co jest prawdziwie godne podziwu i czci, a także miłować naszych bliźnich w proporcji, w jakiej oni noszą w sobie Jego podobieństwo. Boskie Prawo wymaga miłości zarówno do Boga jak i do człowieka.

Chociaż jesteśmy zobowiązani miłować każdego człowieka w którymkolwiek znaczeniu tego słowa, to jednak nie możemy żądać jej od innych, bo miłość przewyższa sprawiedliwość. Miłość potrząsa miarą, dociska i dosypuje ponad miarę. Chrześcijanin nie ma się jednak skarżyć na brak miłości, lecz gdy jest ona udzielana, ma być doceniona z wdzięcznością i hojnie odwzajemniona. Każdy, kto pragnie miłości, powinien pragnąć jej w najwyższym sensie − w sensie podziwu i czci. Jednak ta forma miłości jest najbardziej kosztowna, a jedynym sposobem jej uzyskania jest okazywanie takiej szlachetności charakteru, która wywoła ją u innych, jeśli są naprawdę szlachetni, prawdziwie podobni do naszego Pana Jezusa.

Miłość zrodzona ze współczucia i wspólnoty jest również bardzo cenna. Lecz wszelkie uczucie, które przychodzi tylko w odpowiedzi na żądanie, jest pozbawione najwspanialszego aromatu miłości. Dlatego nigdy nie żądaj miłości, ale raczej przez jej okazywanie innym, zaskarbiaj sobie jej wzajemność. Miłość z litości nie jest wywoływana przez szlachetność obiektu uczuć, lecz raczej przez szlachetność dawcy, którego serce jest tak pełne miłości, że rozlewa się ona w wielkodusznych impulsach wobec nawet niegodnych. Jednakże nie wszystkie obiekty litości są niegodne miłości w wyższej formie, a niektórzy tacy  często czerpią z naszej miłości pod każdym względem.

SAMOLUBNY, JEDNOSTRONNY POGLĄD

Wymaganie przelewających się błogosławieństw Miłości − które są poza wymogiem sprawiedliwości − jest tylko przejawem chciwości. Możemy sami postępować zgodnie z tą zasadą miłości, ale nie możemy żądać jej od innych. Jeśli to zrobimy, to przejawiamy brak miłości i znaczną miarę samolubstwa. Niektórzy zdają się wyraźnie widzieć, gdzie miłość braterska powinna być na nich samych rozszerzona, ale są

:: R5885 : strona 116 ::

powolni w dostrzeganiu własnych zobowiązań w tym zakresie.

Na przykład, dwóch braci mieszkało kiedyś razem. Przez zaniedbanie względnych zasad miłości i sprawiedliwości, jeden wymagał braterskiej miłości od drugiego do tego stopnia, że spodziewał się, iż on zapłaci cały czynsz za pokój. Kiedy drugi domagał się sprawiedliwości, pierwszy domagał się miłości braterskiej. Ten pierwszy niechętnie ustąpił, nie wiedząc jak odeprzeć to żądanie, jednak czuł, że niektórzy chrześcijanie mają mniej zasad niż wielu światowych ludzi. Jak dziwne to jest, że niektóre z dzieci Bożych przyjmują tak ograniczony, jednostronny, tak samolubny pogląd! Nie wszyscy rozumieją, że miłość i sprawiedliwość powinny działać w obie strony. Obowiązkiem każdego nie jest nadzorowanie innych, ale dbanie o swój własny sposób postępowania zgodnie z braterską miłością, a jeśli miałby nauczać innych, to raczej przez przykład niż nakaz.

NIECH MIŁOŚĆ PANUJE

Wystrzegajmy się skłonności do chciwości. Pamiętajmy, że każdy z nas jest szafarzem dóbr Pańskich powierzonych jemu, a nie tych, które zostały powierzone jego bratu. Każdy jest odpowiedzialny przed Panem, a nie przed innymi, za właściwe użycie tego co Mistrz

:: R5885: strona 117 ::

mu powierzył. Nie ma nic bardziej niestosownego i obrzydliwego u dzieci Bożych niż skłonność do małostkowej krytyki indywidualnych spraw jedni drugich. To zbyt mała sprawa dla świętych i objawia smutny brak takiej braterskiej miłości, która szczególnie powinna się objawiać w szerokim i wielkodusznym namyśle, które raczej zakrywałoby wiele grzechów niż powiększyło jeden.

Chrześcijanin powinien mieć pełne miłości, wspaniałomyślne usposobienie serca – odwzorowanie usposobienia Ojca Niebiańskiego. W sprawach błahych ma mieć tyle współczucia i miłości, że nie będzie zwracał na nie uwagi, tak jak Bóg ze względu na Chrystusa obchodzi się z nami i nie przypisuje nam grzechu, chyba że jest on przejawem wiedzy i rozmyślności. Z taką zasadą działającą pomiędzy chrześcijanami, postanowienie by nie uznawać za przestępstwo czegokolwiek, co nie jest uczynione celowo lub nie jest zamierzone jako przestępstwo, byłoby wielkim błogosławieństwem dla wszystkich i postępowaniem podobnym do Bożego. Wykroczenia, o których nasz Pan wspomina w Ewangelii Mat. 18:15-17, nie są błahymi sprawami bez znaczenia, nie są złymi domysłami i wyobrażeniami, nie są plotkami, nie są wymyślonymi obelgami, ale są rzeczywistymi krzywdami wyrządzonymi nam, z powodu których naszym obowiązkiem jest, aby uprzejmie, z miłością i mądrze udzielić pewnej nagany, pewnego napomnienia informującego, że rozpoznaliśmy zło i że to nas zasmuciło, zraniło i wymaga naprawy.

Skłonność do przebaczania powinna nam zawsze towarzyszyć i powinna być przez nas zawsze okazywana. Nasza pełna miłości szczodrość, nasza dobroć i nasze pragnienie, aby nie myśleć źle wcale lub możliwie jak najmniej, powinno przejawiać się we wszystkich słowach i czynach naszego życia. Tak postępuje Bóg. Bóg miał życzliwe, dobrotliwe uprzejme i szczodre uczucia względem nas, nawet gdy byliśmy jeszcze grzesznikami. Nie czekał też, aż grzesznicy poproszą o przebaczenie, ale szybko okazał swoje pragnienie harmonii i gotowość przebaczenia. Całe poselstwo Ewangelii jest w tym celu: „Jednajcie się z Bogiem”. Nasze serca powinny być tak pełne tej skłonności do przebaczenia, by na naszych twarzach nie pojawiało się surowe spojrzenie, a nasze słowa nagany nie były gorzkim żądłem. Powinniśmy okazywać pełne miłości przebaczenie, które powinniśmy mieć w swoich sercach przez cały czas.

Niech miłość i sprawiedliwość znajdą swoje właściwe, odpowiednie miejsce w sercach całego ludu Bożego, aby wróg nie miał okazji do chluby! Psalmista powiedział: „O jakom się rozmiłował Zakonu Twego! [Zakon Miłości, którego fundamentem jest sprawiedliwość] tak, iż każdego dnia jest rozmyślaniem mojem” (Ps. 119:97). Z pewnością, gdyby Prawo Boże było nieustannym rozmyślaniem wszystkich, byłoby coraz mniej rażących błędów, niż to często widzimy! Czuwajmy i bądźmy trzeźwi, aby Przeciwnik i nasze upadłe ciało nie zdobyło przewagi nad nami, jako Nowym Stworzeniem. Niechaj WŁASNE JA będzie coraz bardziej usuwane, a MIŁOŚĆ króluje niepodzielnie.

===============

::R5885 : strona 117::

WSPÓŁTOWARZYSZE W JARZMIE CHRYSTUSA

„Weźmijcie jarzmo moje na się, a uczcie się ode mnie […] Albowiem jarzmo moje wdzięczne jest, a brzemię moje lekkie jest” – Mat. 11:29,30.

NASZ Pan zwracał się tu do Żydów. Nie nauczał Pogan, ponieważ czas łaski dla Pogan jeszcze nie nadszedł. Powiedział, że nie jest do nich posłany, a „do owiec, które zginęły z domu izraelskiego”. Izraelici byli pod jarzmem narodu Rzymskiego, ale nie myślimy, by było to jarzmo, do którego nawiązywał nasz Pan. Byli pod jarzmem religijnym – jarzmem Prawa Zakonu.

Jarzmo oznacza niewolę. Kto nosi jarzmo, jest sługą. Na przykład na woły nakłada się jarzmo, nie po to, aby dźwigały to jarzmo, ale po to, aby jarzmo umożliwiało im dźwiganie ciężarów, które mają być na nie nałożone. W związku z tym jarzmo staje się symbolem służby, noszenia ciężarów. Podobnie z Izraelitami. Wszystkie wymogi Przymierza Zakonu miały być przez nich ponoszone. Zgodzili się zostać sługami Boga pod warunkami Przymierza Zakonu. Okazali się jednak tak niestabilni i słabi z powodu grzechu, że nie byli w stanie unieść ciężaru Zakonu. Żaden Żyd nie udźwignął ciężaru Przymierza Zakonu. „Nie masz sprawiedliwego ani jednego” – nikt nie mógł sprostać wymaganiom doskonałego Zakonu Bożego.

Nasz Pan nie przyszedł po to, aby znieść Zakon. Przeciwnie – On wzmocnił Zakon i uczynił go zaszczytnym. Pokazał, że jego wymagania nie były ani nierozsądne ani niesprawiedliwe, chociaż z powodu swej niedoskonałości żaden człowiek nie był w stanie ich zachować. Poprzez doskonałe zachowanie Zakonu, nasz Pan osobiście dowiódł, że nie przekracza ono możliwości okazania posłuszeństwa doskonałej istoty ludzkiej, ale jest pełną miarą zdolności doskonałego człowieka. Zakon nie okazał się zbyt ciężki, aby nasz Pan nie mógł go unieść. Jezus był w pełni zdolny, aby spełnić każde jego wymaganie i tak też uczynił.

Jednak teraz zapraszał Swoich uczniów, aby weszli pod inne jarzmo – jarzmo służby z Nim. Miał nowe poselstwo – Ewangelię, poselstwo „dobrej nowiny”. Mówiło ono o uwolnieniu spod zobowiązań Przymierza Zakonu, którego nie byli w stanie udźwignąć, ale który miał być ich „pedagogiem do Chrystusa”. Powiedział im, w jaki sposób mogli uczestniczyć w tym wspaniałym nowym porządku, który właśnie się otwierał, a którego On miał być Głową. Ten cały porządek pochodził od Ojca, ale Syn miał być Jego specjalnym Przedstawicielem. Jego uczniowie mogli w nim uczestniczyć, stając się martwymi dla Przymierza Zakonu przez wiarę w Jezusa, ich Mesjasza i zjednoczenie się z Nim. W ten sposób oni będą przyjęci przez Niego do Boga, spłodzeni z Ducha Świętego i staną się synami Bożymi.

NOWE STWORZENIE WYPEŁNIA PRAWO ZAKONU

W ten sposób staną się oni współtowarzyszami Mesjasza w przestrzeganiu Zakonu sprawiedliwości, gdyż będzie to dla nich całkiem możliwe, aby zachować Boski Zakon pod tym nowym rodzajem jarzma i pod tymi nowymi warunkami. Nowe jarzmo nie byłoby nałożone na stare stworzenie, gdyż stare stworzenie już dowiodło, że nie może spełnić wymagań Zakonu. Boskie zarządzenie było jednak takie, że aby stać się Nowymi Stworzeniami, musieli stać się martwymi, nie tylko dla Przymierza Zakonu, ale dla wszystkich ziemskich interesów, nadziei i perspektyw. Apostoł, mówiąc o takich, powiedział, że sprawiedliwość Zakonu była wypełniona w nas, którzy nie według ciała chodzimy, ale według Ducha – Rzym. 8:4.

Nie tylko wypełniamy wymagania Zakonu, ale czynimy więcej. Kładziemy nasze życie za braci. Jest to więcej, niż mógł wymagać Zakon, jednak Nowe Stworzenie tak postępuje. Stare stworzenie jest martwe z Boskiego punktu widzenia. Nowe Stworzenie musi działać poprzez stare ciało, którego niedoskonałości są przykryte szatą Chrystusowej sprawiedliwości. Dlatego Nowe Stworzenie, z Boskiego punktu widzenia, wypełnia sprawiedliwość Zakonu, ponieważ wiernie trzyma się Pana i jest nieustannie oczyszczane z niedoskonałości swojego ciała przypisaną zasługą krwi Chrystusa.

CIĘŻKIE JARZMO ZAKONU NAD IZRAELEM

Mistrz celowo zwrócił uwagę Żydów na ilustrację jarzma. Oni wiedzieli

::R5885 : strona 118::

coś na temat ciężarów Zakonu, pod którym, jako lud od dawna wzdychali. Nauczyli się, że nie są zdolni zdobyć wiecznego życia, które było im obiecane, pod warunkiem doskonałego posłuszeństwa jego wymaganiom. Przez szesnaście stuleci starali się przestrzegać Zakonu, ale nie byli w stanie. Pamiętali, że Bóg obiecał im Mesjasza i spodziewali się, że w jakiś sposób zaprowadzi On nowy porządek. Nie wiedzieli jednak w jaki sposób ani kiedy. Przez Proroków Bóg przepowiedział, że usunie serca kamienne z ich ciała, a da im serca mięsiste. Dlatego wierni obserwowali i czekali z utęsknieniem na Mesjasza i wszystkie obietnice, które miały się spełnić za jego pośrednictwem. Pobożni Żydzi ciągle czekają na wypełnienie się tych obietnic.

Ale, kiedy Jezus przyszedł, rozpoczął pracę, która nie była wcześniej jasno rozumiana. Nie wprowadził wtedy Nowego Przymierza, które było obiecane przez Proroków. (Jer. 31:31-34; Jer. 32:38-41; Ezech. 11:19; Ezech. 36:25-30.)

::R5886 : strona 118:

Nie usunął ich kamiennych serc i nie dał im mięsistych. To miała być przyszła praca, praca Królestwa, kiedy będzie ono ustanowione w mocy i wielkiej chwale nad całą ziemią.

POCZĄTEK NOWEGO STWORZENIA

Jednak teraz, zanim to wszystko nastąpi, Mesjasz przyszedł w innym celu, aby wykonać pracę przygotowawczą. Ustanawiał nową rzecz, zapoczątkowywał Nowe Stworzenie i zapraszał tylu Żydów, ilu było we właściwym stanie serca, aby dołączyli do Niego – nie czekając na Nowe Przymierze w przyszłości, ale aby mieli z Nim udział w staniu się synami Bożymi. Jezus powiedział: „Weźmijcie jarzmo moje na się”. Jego poselstwo było docenione przez tych, którzy szczerze starali się przestrzegać Zakonu. „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzyście spracowani i obciążeni, a Ja wam sprawię odpocznienie” (Mat. 11:28). To była nowa propozycja. Musiało się to im wydać bardzo dziwne, nawet jeśli w pełni zrozumieli przenośnię, której użył.

Chociaż my, którzy urodziliśmy się poganami i nigdy nie byliśmy pod jarzmem Żydowskiego Prawa Zakonu, to jednak w inny sposób ciążył na nas wielki ciężar, którego nie mogliśmy unieść – brzemię grzechu i śmierci. Adam jako pierwszy znalazł się pod ciężarem grzechu i śmierci, który sprowadził na świat tak wielkie przekleństwo. Wszyscy znosiliśmy i czuliśmy ciężar grzechu oraz całego zła, które mu towarzyszy. Tak więc, słowa nadziei i pocieszenia wypowiedziane przez Mistrza, przyniosły radość i orzeźwienie naszym sercom i odnaleźliśmy to zaoferowane odpocznienie – odpocznienie w Nim, naszym prawdziwym Współtowarzyszu w niesieniu jarzma.

Wszyscy obciążeni, którzy rozumieją naturę i gorycz grzechu, którzy go znają i boją się oraz walczą przeciwko niemu – wszyscy oni są zaproszeni, aby przyjść do Mistrza. Są zaproszeni do założenia Jego jarzma na siebie i uczenia się od Niego. Są zapewnieni, że Jego jarzmo jest wdzięczne. Wdzięczne w znaczeniu, że jest możliwe do uniesienia i nie jest dokuczliwe.

DOSKONAŁE, DOPASOWANE JARZMO

Widzieliśmy woły pod jarzmem. Widzieliśmy wielkie drewniane jarzma na ich karkach naciskające z wielką siłą na skórę i mięśnie. Jarzmo, które nie pasuje do zwierzęcia, będzie je obcierać i powodować niepokój, podczas gdy jarzmo odpowiednio dopasowane będzie wygodne i sprawi, że ciężar będzie znacznie łatwiejszy do udźwignięcia. Nasz Pan oznajmił, że ma jarzmo, które jest wdzięczne, wygodne i miłe. Jego jarzmo jest, jak można by powiedzieć, elastycznym jarzmem. Pasuje do różnych warunków różnych osób, które je noszą. Jest wielkie dla wielkich, małe dla małych, średnie dla średnich. Jest jarzmem, w którym najwspanialsi, najwięksi i najbardziej utalentowani mogą być pod jarzmem z Panem, ale i najmniej znaczący mogą uczynić to samo. Pan jest w stanie ponieść za nas wszystko, czego nie jesteśmy w stanie udźwignąć. Nie ma innego jarzma, które pozwala nosić ciężary tak, jak to jarzmo. To prawda, że noszenie tego jarzma wymaga doskonałości, a my jesteśmy słabymi i niedoskonałymi istotami, ale jeśli mamy tylko jedną dziesiątą doskonałości i dziewięć dziesiątych niedoskonałości, to nasz Pan poniesie za nas brakujące dziewięć dziesiątych. Jeśli mamy połowę niedoskonałości, On ją poniesie. W ten sposób najsłabsi są zaopatrzeni, a najsilniejsi otrzymują czego potrzebują. Oto wielka sposobność Wieku Ewangelii.

Nasz Pan dał Apostołowi Pawłowi zapewnienie: „[…] moc moja wykonywa się w słabości […]” (2 Kor. 12:9). Wszystkie rzeczy będą wspólnie dopomagać nam ku dobremu, ponieważ Go miłujemy, wzięliśmy Jego jarzmo i zostaliśmy współtowarzyszami Jego jarzma. Cieszymy się, że możemy cierpieć wraz z Nim. Ciało może cierpieć, ale duch się raduje. Nie będziemy próbowani ponad nasze siły. Jego brzemię jest lekkie. Pod tym zarządzeniem od nikogo nie wymaga się, aby uczynił więcej, niż jest w stanie. Jeśli mamy właściwego ducha, będziemy cieszyć się, czyniąc wszystko to, co możemy dokonać. Ktoś, kto nie będzie chciał czynić wszystkiego co w jego mocy, nie będzie uznany przez Pana za wiernego. Ciężar mistrza jest lekki jeśli jest przyjęty w szczerości i prawdzie. Tylko ci, którzy go przyjmują mogą zostać współtowarzyszami z Nim.

====================

::R5886 : strona 118::

„lisZki Małe”

„Połapcie nam liszki, liszki małe, które psują winnice; ponieważ winnice nasze kwitną” – PnP 2:15.

W POWYŻSZYM wersecie słowo „połapcie” jest użyte w sensie łapania – pomocy w łapaniu lisów, szczególnie małych lisów. Lis jest znany jako przebiegłe, ale potulne zwierzę, niezdolne do srogości, brutalności, niemniej jednak będące powodem większych szkód. Jego pozorna nieszkodliwość czyni go bardziej niebezpiecznym. Młody lis, podobnie jak wszystkie młode z rodziny psów, jest bardzo niszczycielski w swoim charakterze. Właśnie wtedy, gdy chce uczynić jakąś szkodę, jest szczególnie podstępny i przebiegły, zatem tym trudniej nabrać podejrzeń co do jego złych zamiarów. Posiada osobliwą prostotę usposobienia, przyciąga swą pozorną niewinnością i tym bardziej ma tendencję do zwodzenia.

W naszym tekście król Salomon obrazowo przedstawia zdeprawowane czyny naszej upadłej natury, które nie są tak krańcowe, tak rażące, jak inne, jednak nie są też mniej szkodliwe. Istotnie, są one szczególnie oszukańcze i łatwo umykają naszej uwadze. Z tego też powodu potrzebują uważniejszego i bardziej stałego czuwania. Słowa te są wypowiedzią Oblubieńca do Jego wybranki. Kładzie On nacisk na „liszki małe” i daje do zrozumienia, że mogą one być bardzo niszczycielskie.

Gdy powyższe określenie zastosujemy do grzechów, zauważymy, że istnieją małe grzechy, które w rzeczywistości są bardziej niebezpieczne, niż większe grzechy. Jest tak, ponieważ mniej się ich wystrzegamy niż tych większych. Każdy instynktownie strzegłby się lwów, niedźwiedzi, węży itp., lecz małe liski wyglądają tak atrakcyjnie i zdają się być tak szczere w usposobieniu, że jeśli ktoś nie miał bolesnego doświadczenia z nimi, to w niewielkim stopniu lub wcale się ich nie obawia. Jednak te małe zwierzęta mają skłonność do drapania i niszczenia wszystkiego, z czym się zetkną.

::R5886 : strona 119::

STRZEŻ UWAŻNIE „WINNICY”

W tej ilustracji mędrca mówi się o winorośli, jak gdyby te liski miały szczególne upodobanie do winogron – winogrona reprezentują owoce Ducha Świętego. Tak jak młode liski zachwycają się rozrywaniem winorośli swymi ostrymi pazurami i podgryzaniem korzeni swoimi zębami, tak małe grzechy rozrywają gałęzie i podgryzają korzenie duchowych latorośli, a w ten sposób zagrażają ich życiu. One niszczą i pożerają cenne winogrona, które są bardzo delikatne. Winogrono podczas fazy wzrostu, gdy jest bardzo małe, jest niezwykle delikatne, a jego łodygi są bardzo łamliwe, łatwo odrywają się od winorośli i niszczeją. Podobnie duchowe owoce w sercu i życiu niedojrzałych Chrześcijan mogą być łatwo zniszczone, albo przez ich własną niedbałość i brak ostrożności albo przez przykład braci. Jak ostrożni powinni być ci, którzy dłużej znajdują się na Niebiańskiej ścieżce. Powinni być ostrożni przez czuwanie nad swymi słowami i postępowaniem w obecności młodszych i mniej dojrzałych owieczek ze stada! Niemiła krytyka braci w obecności początkujących, a także innych, może spowodować nieopisaną szkodę. Jest to objawem braku miłości i Chrześcijańskiej dojrzałości.

Każde dziecko Boże powinno być szczególnie czujne wobec małych rzeczy. Drobne rzeczy, które wydają się żartami, niekiedy czynią więcej szkody w Kościele niż te, które wydają się być wielkie. Są to drobne insynuacje, które często pozostawiają żądło; żarty z rzeczy świętych, obracanie ustępów Pisma Świętego w żart, drobne akty samolubstwa itp. Jeśli każdy z nas uważnie przemyśli te rzeczy i wiele innych, zauważy w istocie, że wyrządzają one wiele szkód uszkadzając gałęzie i niszcząc cenne owoce Pańskiej Winnicy. Zatem drodzy bracia, starajmy się być coraz bardziej czujni, aby złapać te „liszki małe”. Niechaj każdy z nas indywidualnie czuwa i modli się, abyśmy naszymi myślami, słowami lub uczynkami nie wstrzymywali, bądź też nie umniejszali wzrostu duchowych owoców w nas samych lub w drugich.

Trudno nam sobie zdać sprawę z tego, jak potężny mamy wpływ ku dobremu bądź też ku złemu w sprawach, które jeśli nie są przez nas skrupulatnie przeanalizowane, wydają się drobnostkami. Och, te małe liski! Nieostrożne słowa, wypowiadane bezmyślnie lub w chwili zniecierpliwienia, drobne narzekania, sarkastyczne słowo lub uśmiech, spojrzenie lub wzruszenie ramion – o, jak bardzo ważne są te rzeczy w naszym codziennym życiu. One rozwijają lub cofają nasz duchowy rozwój i często rozwój drugich! Jak gorliwie powinniśmy starać się budować nasz własny charakter, a także charaktery braci! Nasz Pan pilnie zwraca Swoją uwagę na te wszystkie rzeczy. Pamiętajmy, „kto wierny jest w małem, i w wielu wiernym jest”.

====================

::R5887 : strona 119::

ŚW. PIOTR OSWOBODZONY Z WIĘZIENIA

– 30 KWIETNIA – DZ. AP. 12:1-11

DOŚWIADCZENIA ZWIĄZANE Z PASCHĄ – ŚMIERĆ ŚW. JAKUBA – UWIĘZIENIE PIOTRA – JEGO CUDOWNE WYBAWIENIE – CAŁONOCNE ZEBRANIE MODLITW – NAGRODA ZA WIARĘ – LEKCJA NA DZISIAJ – BOSKA OPIEKA DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY NALEŻĄ DO PANA – MOC SZATANA – MOC BOGA I MOC MODLITWY

„Zatacza obóz Anioł Pański około tych, którzy się go boją, i wyrywa ich” – Ps. 34:8.

HEROD to nazwisko rodowe kilku królów, którzy panowali w Izraelu, lecz byli potomkami Ezawa – Edomitami. W czasie, w którym dzieje się rozważana przez nas historia, królem Judei był Herod Agryppa I. Był on wnukiem Heroda Wielkiego, zabójcy niemowląt z Betlejem i siostrzeńcem Heroda Antypasa, który ściął Jana Chrzciciela, a następnie wraz ze swymi żołnierzami zlekceważył Jezusa, naśmiewając się z Niego przed Jego ukrzyżowaniem.

Herod Agryppa to człowiek, który pragnął zjednać sobie przychylność ludu, nawet za cenę rezygnacji z zasad. Zadawał sobie trud, by szczegółowo przyglądać się żydowskim ceremoniom. Zawiesił w świątyni złoty łańcuch podarowany mu przez cesarza Kaligulę. Istnieje przekaz, że gdy z jego polecenia na Święto Namiotów ludowi była odczytywana cała 5 Księga Mojżeszowa, to przy słowach: „Tego tylko postanowisz nad sobą króla, którego obierze Pan, Bóg twój; z pośrodku braci twej postanowisz nad sobą króla; nie będziesz mógł przełożyć nad sobą cudzoziemca, któryby nie był bratem twoim” (5 Moj. 17:15), król „wybuchnął teatralnym płaczem”. Na to lud służalczo zawołał: „Nie płacz, Agryppo, jesteś naszym bratem!”.

PRZESIEWANIA W OKRESIE PASCHY

Chcąc zjednać sobie przychylność Żydów, w szczególności tych wpływowych, Agryppa rozkazał, aby ściąć Apostoła Jakuba. Św. Jakub był jednym z trzech, którzy zwykle towarzyszyli naszemu Panu w najbardziej poufnym zakresie. Chociaż wzmianki na temat tego szlachetnego Apostoła są wyjątkowo krótkie, to wszystkie bez wyjątku potwierdzają jego niezmierną gorliwość i wierność Panu oraz Jego Sprawie. Ten Jakub, który umarł zaraz na początku Ery Chrześcijańskiej, nie powinien być mylony z autorem Listu Jakuba – „Jakubem Mniejszym”, o którym sądzi się, że był kuzynem drugiego stopnia naszego Pana i z tego powodu zgodnie ze zwyczajem żydowskim nazywany był „bratem Pańskim”.

Agryppa, kiedy dowiedział się, że śmierć św. Jakuba sprawiła wielką przyjemność Żydom, polecił aresztować apostoła Piotra. Wyrażenie „którego pojmawszy”, sugeruje, że upłynęło kilka dni między wydaniem rozkazu o pojmaniu Apostoła a samym uwięzieniem, które nastąpiło po okresie poszukiwań. Prawdopodobnie wszyscy Apostołowie w tym czasie się ukrywali. Jednak św. Piotr, będąc zapewne przekonany o świętości Paschy, odważył się wyjść z ukrycia, co doprowadziło do jego zatrzymania i uwięzienia. Agryppa zamierzał go uśmiercić bezpośrednio pod koniec paschalnego tygodnia. Zanim to jednak się stało, tak jak to rozważyliśmy, Pan uratował Swego wiernego Apostoła.

Możemy sobie wyobrazić smutek członków Kościoła podczas tej Paschy, która musiała przypominać im w znacznym stopniu czas śmierci naszego Pana i niepokój wśród Jego naśladowców. Od kilku lat odnosimy wrażenie, że każda Pascha, każda uroczystość Pamiątki jest czasem szczególnej próby i doświadczeń wśród naśladowców naszego Pana. Niezależnie od tego, czy tak naprawdę jest, czy nie, z pewnością nie zaszkodzi, jeśli lud Boży będzie szczególnie uważał na podstępy Przeciwnika w tym czasie. Czuwajmy zawsze i módlmy się, abyśmy nie ulegli pokusie.

Pogląd o szczególnych próbach i pokusach ze strony Przeciwnika w tym okresie roku wydaje się, że jest podstawą ustanowienia Wielkiego Postu. To okres szczególnej powściągliwości, poszczenia i modlitwy, który przejęliśmy z najdawniejszych dziejów historii Kościoła. Fakt, że dla wielu ludzi okres Wielkiego Postu jest dziś zwykłą formalnością, nie oznacza, że tak jest lub że tak było pierwotnie. Zdecydowanie zachęcamy do postu i modlitwy, które zawsze były zalecane w Biblii. Radzimy, jeśli to możliwe, aby

::R5887 : strona 120::

wszyscy poświęceni przez czterdzieści dni przed Pamiątką byli szczególnie czujni.

Jak już wyjaśniliśmy, nasze samozaparcie nie dotyczy tylko jedzenia i picia, ale obejmuje wszystkie nasze skłonności. Niewątpliwie bardzo prosta i ograniczona dieta w okresie wiosennym będzie pożyteczna dla większości ludzi, nawet gdyby nie były z nią powiązane żadne duchowe błogosławieństwa. Zimowe chłodne dni powodują zwiększenie łaknienia, co prowadzi w rezultacie do wiosennego przekarmienia organizmu i nadwagi. Od tego stanu najlepiej się uwolnić przez wstrzymywanie się od przesytu. Jest to bardzo korzystne dla duchowości, tak, jak niekorzystny jest brak umiaru w jedzeniu.

MODLITWY ZA ŚW. PIOTREM

Św. Piotr był prawdopodobnie uwięziony w słynnej Twierdzy Antonia, gdzie wcześniej nasz Pan został postawiony w stan oskarżenia przed Piłatem, a później został tam doprowadzony św. Paweł, gdy w Jerozolimie otoczył go motłoch. Apostoł był strzeżony przez cztery czteroosobowe warty strażników, które zmieniały się co trzy godziny. Dwóch z czterech było przykutych do rąk Św. Piotra, każdy do jednej ręki. Trzeci stał na straży przed drzwiami, a czwarty pilnował przejścia prowadzącego do zewnętrznej żelaznej bramy.

Moc Bożej łaski zapewnia pomoc w każdym czasie potrzeby oraz daje pomoc, nawet w czasie trwogi. Jest to pięknie pokazane przez to, że we wszystkich tych tak trudnych okolicznościach Piotr szybko zasnął, a wtedy przybył anioł Pański, aby go wybawić. Jak ważne jest to, że Kościół wtedy nie odpoczywał, ale modlił się za Apostoła. Jednak Piotr nie modlił się o własne wybawienie spod władzy Agrypy. On już poświęcił swoje życie na śmierć i powinien okazać pełną gotowość, oddając swoje życie w tym czasie, gdyby taka była wola Boża. Prośba o przedłużenie życia byłaby błędem i dowiodłaby samowoli, niedającej się pogodzić z pełnym poświęceniem się na czynienie woli Pana. Jednak z Kościołem było inaczej. Wyrażając ufność w Boski nadzór nad sprawami Kościoła, mogli słusznie powiedzieć Panu o swojej miłości do św. Piotra, i wyrazić radość i pociechę za to, że ich budował „w najświętszej wierze”.

Z drugiej strony utrata Apostoła Jakuba, który najwyraźniej był przywódcą między Apostołami, uczyniłaby św. Piotra i każdego innego Apostoła podwójnie cennym w ocenie Domowników Wiary. Bóg postanowił, aby Św. Piotr dożył starości, gdyż takie proroctwo o nim wypowiedział nasz Pan (Jana 21:18,19). Jednak ta krytyczna sytuacja okazała się błogosławieństwem dla Kościoła, pobudzając czyste uczucia, aby zrozumieli i docenili ogólną Sprawę Bożą, a Św. Piotra w szczególności.

WYBAWIONY PRZEZ ANIOŁA

Między trzecią a szóstą rano Św. Piotr, który spokojnie spał, został obudzony przez anioła, którego lśniąca postać szybko pozwoliła Apostołowi rozpoznać, że jego wybawiciel był świętą istotą. Piotr został poproszony, aby szybko wstał. W tym samym momencie opadły łańcuchy, które wiązały go ze strażnikiem za jedną rękę. Następnie polecono mu założyć sandały i wierzchnią szatę, czyli płaszcz i podążyć za przewodnikiem. Tak też uczynił, uświadamiając sobie, że nie jest to sen, tylko rzeczywistość. W ten sposób minęli pierwszą i drugą straż stojącą przy drzwiach i doszli do wielkiej bramy prowadzącej do miasta, która sama szeroko się otworzyła, a potem anioł go opuścił.

Warto zauważyć, że dokonane cuda wykraczały poza naturalne zdolności św. Piotra. Wszystko co mógł zrobić, musiał zrobić, tzn. włożyć sandały i płaszcz oraz iść za aniołem. Mógł przecież zostać przeniesiony, a sandały mogły zostać zasznurowane na jego stopach, nowy płaszcz mógł zostać nałożony. Ta lekcja jest jednak bardziej pożyteczna w tej postaci, w jakiej została udzielona. W podobny sposób Pan postępuje z nami dzisiaj. Powinniśmy pamiętać, że do nas należy uczynienie wszystkiego, co w naszej mocy. Jednak Pan zarządza wszystkimi okolicznościami dla naszego dobra i uzupełnia obficie nasze braki.

Kiedy Apostoł ochłonął i uświadomił sobie, że został uwolniony, to jego wiara została wzmocniona. Będąc gotowym umrzeć, przekonał się, że wolą Pańską było, aby żył, pracował i wytrwał; i był równie zadowolony, radując się, o czym możemy być przekonani, z przywileju dalszej służby, nawet jeśli miało to oznaczać dalsze ofiary i cierpienia ze względu na Pana i Jego lud.

Niewątpliwie anioł skierował św. Piotra do domu Marii, gdzie zanoszone były modlitwy w jego intencji. Z opisu domu wynika, że był on jednym z tej lepszej klasy. Św. Piotr zakołatał do drzwi i odpowiedziała mu mała Róża (Rhoda), która jak to dziecko, była tak uradowana, gdy rozpoznała głos Apostoła, że nie otworzyła drzwi, zanim pobiegła powiedzieć modlącym się domownikom, że on jest za bramą. Nie spodziewając się uwolnienia o tej godzinie, niektórzy uważali, że mała służąca się pomyliła i upierali się, że to musi być jego anioł – zgodnie z powszechnym mniemaniem, że anioł miał nadzór nad każdą jednostką z ludu Bożego i że taki mógł uosabiać osobę znajdującą się pod jego opieką.

Bracia byli zaskoczeni odpowiedzią Pana na ich prośbę, gdyż przyszła ona bardzo niespodziewanie jeśli chodzi o czas. Gdy tylko uświadomili sobie, że to rzeczywiście św. Piotr stoi przed nimi, nie posiadali się ze szczęścia i mieli do niego bardzo dużo pytań. Jednak Apostoł musiał uciszyć ich skinieniem ręki. Następnie opowiedział cudowną historię swojego wybawienia i poprosił, aby oznajmili to drugiemu Jakubowi, kuzynowi Jezusa i innym uczniom. Potem udał się do jakiegoś innego miejsca, czy do innego miasta, czy też do innego domu, którego nie znamy. W każdym razie zachował się rozsądnie, nie prowokując niepotrzebnie Heroda.

Wraz z nadejściem światła dziennego w więzieniu zapanowała konsternacja. Z dalszej części rozdziału dowiadujemy się o jeszcze jednej wizycie anioła Pańskiego. Tym razem przybył, by porazić króla śmiertelną chorobą. Cały rozdział ukazuje nam moc Szatana, moc Bożą i moc modlitwy.

ZŁOTY TEKST

Nasz Złoty Tekst to symboliczny opis ilustrujący Boską opiekę, troskę nad wszystkimi, którzy naprawdę należą do Pana. Dowiadujemy się, że sprawy Jego ludu są zawsze pod Jego kontrolą. Nie ma znaczenia, czy będziemy myśleć, że aniołem Pańskim jest jedna z istot niebiańskich, specjalnie wyznaczona do opieki nad nami, czy też pomyślimy o nim z punktu widzenia różnych sił natury, którymi posługuje się Boża opatrzność. Mamy zapewnienie, że sam Ojciec nas miłuje i że wszystkie moce Niebiańskie są oddane na usługi tych, których On wybrał w Chrystusie Jezusie. To naprawdę gwarantuje błogosławieństwo dla wszystkich, którzy zachowują samych siebie w miłości Bożej.

Trwanie w ten sposób oznacza trwanie w Odkupicielu. Oznacza to, trwanie w wierności naszemu poświęceniu i pełnienie woli Ojca ze wszystkich sił, jak tylko potrafimy. Zgodnie z tą wolą mamy miłować Pana w najwyższym stopniu, miłować bliźniego jak siebie samego i miłować wszystkich Domowników Wiary tak, jak Chrystus nas umiłował.

====================

::R5888 : strona 121::

MISJONARZE Z ANTIOCHII

– 7 MAJA – DZ. AP. 11:19-26; DZ. AP. 13:1-3

PRZEŚLADOWANIA PRZYCZYNIAJĄ SIĘ DO UPOWSZECHNIANIA EWANGELII – PIERWSZY KOŚCIÓŁ WŚRÓD POGAN – BARNABA WYSŁANY Z JEROZOLIMY, BY WSPOMÓC MŁODY KOŚCIÓŁ – PRZYPROWADZENIE SAULA Z TARSU DO ANTIOCHII – DWAJ BRACIA WYSŁANI JAKO MISJONARZE – WYBÓR I NAKŁADANIE RĄK

„Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody […]” – Mat. 28:19 (BW).

ANTIOCHIA w okresie, którego dotyczą nasze rozważania, była trzecim miastem na świecie pod względem handlu oraz liczby ludności, zaraz po Rzymie i Aleksandrii. Jest odnotowana jako pierwsze miasto poza Palestyną, w którym utworzono zgromadzenie Chrześcijańskiego Kościoła. Rzeczywiście możemy powiedzieć, że tak, jak Jerozolima była najbardziej wpływowym ośrodkiem w Palestynie, tak Antiochia stała się centrum oddziaływania Ewangelii wśród Pogan.

Wydaje się, że ta mała iskierka Prawdy, która zapoczątkowała dzieło Pańskie w Antiochii, była wynikiem prześladowania, jakie powstało w okresie ukamienowania św. Szczepana. Niektórzy z tych, których prześladowania zmusiły do opuszczenia Jerozolimy, osiedlili się w Antiochii. Oczywiście nie mogli oni chodzić w świetle Ewangelii, nie pozwalając, aby to światło świeciło także innym. Początkowo zwracali się wyłącznie do osób, które były wyznania żydowskiego, a w dużym ośrodku handlowym, jakim była Antiochia, z pewnością było wielu Żydów. Nie wiemy, do ilu z nich dotarła Ewangelia, ale na pewno była ona ograniczona do nich aż do końca siedemdziesięciu symbolicznych tygodni łaski Bożej dla Izraela – aż do jesieni 36 r. n.e.

W tym samym czasie, kiedy Pan wysyłał diakona Filipa do Samarytan i do etiopskiego eunucha oraz otwierał drzwi dla Pogan za pośrednictwem Apostoła Piotra, był On gotów otworzyć je wszędzie. Pod kierownictwem Boskiej opatrzności niektórzy z chrześcijańskich Hebrajczyków w odpowiednim momencie zrozumieli, że poganin, który przyjmuje Pana Jezusa, może zostać uznany za ucznia na równi z Żydami, którzy to uczynili. Dzieło rozpoczęte w ten sposób wśród pogan w Antiochii szybko się rozprzestrzeniło, a Poganie wydawali się zwracać większą uwagę na Ewangelię niż Żydzi, którym była ona najpierw głoszona.

BARNABA WYSŁANY DO ANTIOCHII

Wieść o tym, że Ewangelia jest opowiadana Poganom w Antiochii i że mnóstwo ludzi zwraca się do Pana, dotarła do Kościoła w Jerozolimie – głównego ośrodka chrześcijańskiej pracy. Apostołowie i bracia zostali już wcześniej przygotowani na taką sytuację, gdyż Pan pokazał im wyraźnie swój stosunek względem rzymskiego setnika Korneliusza. To niewątpliwie zmniejszyło ich zdziwienie i w dużej mierze skorygowało wszelkie uprzedzenia w kwestii Pogan jako współdziedziców Obietnicy Abrahamowej, która uprzednio odnosiła się wyłącznie do Żydów. Zauważamy jednak, że zapis nie mówi, iż wieść ta wywołała radość w Kościele w Jerozolimie. A zatem możemy wyciągnąć wniosek, że słuchali wieści o dużej liczbie Pogan przyłączających się do wiary ze sporą obawą. Sądzili prawdopodobnie, że będzie to miało szkodliwy wpływ na Sprawę, której z oddaniem służyli.

Można więc przypuszczać, że początkowym motywem wysłania Barnaby do Antiochii było to, aby mógł on zobaczyć i ocenić prawdziwy stan rzeczy oraz zdać relację czy nowo nawróceni byli godni uznania ich za współdziedziców ze świętymi. Kiedy Barnaba przybył do Antiochii, zauważył „łaskę Bożą”, która objawiła się wśród tamtejszych wiernych. Łaska ta musiała przejawiać się nie tylko w wierze w Jezusa, jako ich Odkupiciela i Mistrza, lecz również w ich postępowaniu jako uczniów naszego Pana. Barnaba szybko dostrzegł oczyszczającą i uświęcającą moc Prawdy wśród tych wierzących i dzięki temu zrozumiał, że Sprawa nie tylko nie doznała uszczerbku z powodu nowych uczniów, ale że oni przyniosą jej chlubę. Czytamy, że się uradował, i chociaż nie jest to powiedziane, możemy przypuszczać, że niezwłocznie złożył sprawozdanie braciom w Jerozolimie i że oni także się ucieszyli.

Najwyraźniej Apostołowie dokonali wspaniałego wyboru, wysyłając Barnabę do Antiochii. Fakt, że był Lewitą z urodzenia, sprawiało, że bardzo dbał o wszystko, co interesowało Żydów w związku z wiarą, a bez wątpienia był dobrze wyuczony w Zakonie. Pochodził z Cypru – wyspy na Morzu Śródziemnym niedaleko Antiochii. Urodzony daleko od Jerozolimy, pośród pogan, był prawdopodobnie człowiekiem o otwartym umyśle i znał dialekt, którym posługiwali się mieszkańcy Antiochii. Innym dobrym powodem, by wysłać Barnabę był fakt, że dał się poznać jako wspaniała osoba i był bardzo pomocny jako brat i nauczyciel w Kościele. Pamiętamy, że on sprzedał część swojego majątku na rzecz ubogich w Jerozolimie i otrzymał imię Barnaba – „syn pocieszenia”, pomocnik – jako tytuł miłości i szacunku w Kościele.

JEGO PRACA Z MŁODYM KOŚCIOŁEM

Barnaba od razu okazał wielkie serce braciom w Antiochii i napominał wszystkich w ten sam pocieszający i pomocny sposób, jak robił to w Jerozolimie. Bez wątpienia dostrzegał różne rzeczy, które wymagały poprawy. Jednak zamiast poszukiwać winnych, zamiast ranić ich uczucia i strofować ich, zaraz na początku przyznał, że to, co u nich widzi, jest powodem do radości. Jego pocieszające poselstwo miało zachęcić ich, by trwali przy Panu całym sercem. Życzył on drogim nowym braciom w Prawdzie, aby zadbali o to, by ich serca mocno przylgnęły do Pana, by ich umysły były w pełni zdecydowane, a ich poświęcenie zupełne.

To była sprawa pierwszorzędnej wagi. Później mógł pokazać im w uprzejmy i delikatny sposób pewne słabości ciała, od których byli zależni. Bądź też, kiedy ich serca byłyby już bardziej zjednoczone z Panem, sami mogli bardzo szybko zauważyć te niespójności bez potrzeby mówienia im czegokolwiek. My chcielibyśmy zwrócić uwagę na to, że nie chodziło wyłącznie o ujarzmianie ciała lub jego udoskonalanie, lecz o dużo głębsze dzieło łaski – czystość serca, oddanie serca Panu.

Obecnie nie możemy zrobić nic lepszego, jak tylko podążać tą samą drogą w naszych wysiłkach czynienia dobrze innym w miarę naszych możliwości. Bracia potrzebują bardziej wzmacniania niż rozdzierania. Potrzebują zbudowania w najświętszej wierze i w miłości. Potrzebują zachęty, by w sercu być wiernymi Panu. Krytykowanie ciała może mieć miejsce później, lecz trzeba to robić bardzo powoli i uprzejmie.

Trzy współdziałające ze sobą elementy czyniły Barnabę tak odpowiednią osobą do służby i z pewnością uczynią też każdego z nas zdolnym sługą Prawdy. Są one podane w wersecie 24 (Dz. Ap. 11:24): „Albowiem był mąż dobry [moralny, prawy, nabożny] i pełen Ducha Świętego [nie otrzymał łaski Bożej na próżno, była to w nim żywa moc, nowy umysł kierujący i kontrolujący wszystkie jego sprawy] i wiary […]”. Bez względu na to, jak dobry może być człowiek i jaką miarę Ducha Pańskiego może posiadać, mocna wiara jest niezbędna. „A bez wiary nie można podobać się Bogu”. Starajmy się mieć wszystkie te kwalifikacje w naszej służbie, byśmy mogli być

::R5888 : strona 122::

synami pocieszenia, pomocnymi w pracy dla Pana i Jego ludu, gdziekolwiek się znajdziemy. Nic dziwnego, że czytamy, iż w wyniku działalności Barnaby w Antiochii, sporo ludzi zostało pozyskanych dla Pana.

SAUL Z TARSU PRZYPROWADZONY DO ANTIOCHII

Ostatni raz słyszeliśmy o Saulu z Tarsu (Dz. Ap. 9:30), że kiedy otworzyły mu się oczy zrozumienia i został uczniem Pana Jezusa, głosił kazania najpierw w Damaszku, a potem w Jerozolimie. Następnie, gdy jego życie było zagrożone, bracia wysłali go do Cezarei, a potem prawdopodobnie statkiem do jego rodzinnego miasta, Tarsu. Nie mamy informacji o tym, jak wyglądała jego działalność w rodzinnym mieście, lecz możemy śmiało założyć, że osoba o jego charakterze i usposobieniu nie mogła długo pozostać bezczynna. A nawet jeśli zakres jego działalności na zewnątrz był niewielki, możemy być pewni, że jego umysł aktywnie badał Boski Plan, a jego wielkie serce także było aktywne, próbując zrozumieć Boską łaskę i rozważając sposoby służby.

Najwyraźniej Barnaba miał w pamięci talenty oraz siłę logiki Brata Saula, którego wcześniej spotkał w Jerozolimie. Doszedł więc do wniosku, że skoro Tars jest niedaleko Antiochii, mógłby odwiedzić Saula i zainteresować go służbą w Kościele w Antiochii itd. Prawdopodobnie pamiętał, że idee Saula dotyczące Ewangelii były bardzo szerokie – być może nawet zbyt szerokie dla braci w Jerozolimie, by mogli je w pełni docenić, gdy Saul był wśród nich. Jednak w tym czasie wszyscy bracia, a zwłaszcza wielkoduszny Barnaba, zaczęli postrzegać Boski Plan w szerszym świetle – bardziej zbliżonym do tego, jak pojmował go Saul z Tarsu.

Barnaba doszedł do wniosku, że warunki panujące w Antiochii głęboko zainteresują Saula, a tamtejsi bracia dużo skorzystają z jego pomocy. Znalazł więc Saula i przyprowadził go do Antiochii, gdzie bez wątpienia jego wpływ był wielki. Z radością dostrzegamy szlachetność serca Barnaby. Wielu chrześcijańskich mężów mniejszego kalibru, obrałoby błędny kierunek, mówiąc: „Ze względu na to, że mam większe doświadczenie od innych i byłem w bliskim kontakcie z Apostołami w Jerozolimie, jestem najważniejszy pośród tutejszych braci. Jeśli jednak sprowadzę Saula, jego większe zdolności logicznego rozumowania i wyjaśniania Pisma Świętego usuną mnie w cień”.

Bracia, którzy w ten sposób rozumują, są zwodzeni przez swe własne samolubstwo. Zapominają oni, że dzieło Pańskie znajduje się w Jego własnych rękach, że w takim duchu nie mogą się ani Jemu podobać, ani odnosić sukcesów w Jego służbie. Nie zwracają uwagi na to, że wpływ, jaki wywrze to na ich serce, będzie miał poważne konsekwencje. Cały lud Pański powinien być szlachetny i niesamolubny. A im bardziej zbliżamy się do tego charakteru, tym więcej będziemy miłowani przez Pana i braci i tym większy będzie nasz wpływ na sferę sprawiedliwości, Prawdy i Pana.

UCZNIOWIE PO RAZ PIERWSZY NAZWANI CHRZEŚCIJANAMI

Warto zauważyć, że nasz Pan nigdy nie nadał nazwy Swemu ludowi, lecz nazywał ich uczniami – uczącymi się. Apostołowie stosowali względem Kościoła różne nazwy, takie jak: „Kościół Boga żywego”, „Kościół Boży”, „Kościół Chrystusowy”, „Kościół”. Stopniowo jednak nazwa chrześcijanie, utożsamiająca lud Boży z jego Odkupicielem, stała się wszędzie nazwą powszechną.

Szkoda, że znaleźli się tacy, którzy uznali za konieczne przyjęcie innych nazw niż powyższe, wspólne dla całego Kościoła Chrystusowego oraz tacy, którzy używają tych nazw w sekciarski sposób. Jest oczywiste, że miano „Chrześcijanin” powinno oznaczać kogoś, kto pokłada ufność w Chrystusie jako Mesjaszu, a zatem kogoś, kto pokłada w Nim ufność jako Odkupicielu i kto przyjmuje fundamentalne doktryny Pisma Świętego. Doktryny te opierają się na trzech oświadczeniach: (1) wszyscy są grzesznikami potrzebującymi odkupienia, zanim zostaną przyjęci przez Boga; (2) wierzący przyjmuje Boskie przebaczenie poprzez drogocenną krew Chrystusa; (3) ten, kto poddaje się kierownictwu Chrystusa i przyjmuje Jego imię, od tego czasu stara się kroczyć Jego śladami.

Sekciarstwo zaczęło się rozwijać już w Kościele pierwotnym, gdyż niektórzy mówili: „Jestem Chrześcijaninem, ale według porządku Pawła”, inni twierdzili: „Jestem Chrześcijaninem według porządku Apollosa”, a jeszcze inni: „Jestem Chrześcijaninem według porządku Piotra”. Św. Paweł natychmiast zganił tego ducha, zapewniając ich, że związek z Chrystusem jest wszystkim, czego potrzeba oraz że ani Piotr, ani Paweł ich nie odkupili, dlatego też żaden Apostoł nie może zajmować miejsca głowy Kościoła. Ponadto Apostoł zwrócił uwagę na fakt, że taki duch z ich strony jest dowodem na to, że wciąż mają w sobie dużą miarę cielesności, światowego, stronniczego ducha sprzecznego z naukami Ducha Świętego – 1 Kor. 1:10-13; 1 Kor. 3:1-7.

Należy ubolewać nad tym, że od czasów Reformacji duch ten w znacznej mierze dominuje, bo niektórzy określają się, używając nazwiska Lutra, inni – Wesleya lub Kalwina, a jeszcze inni przybierają bezosobowe nazwy stronnictw czy ugrupowań, takie jak Metodyści, Prezbiterianie, Baptyści itd. Nie twierdzimy, że ci, którzy tak czynią, są całkowicie cieleśni i pozbawieni Ducha Pana, lecz powołując się na Apostołów, zdecydowanie uważamy, że tego typu stronnicze usposobienie jest sprzeczne z Duchem Pana i pod tym względem jest cielesne. Powinno zatem zostać pokonane przez wszystkich, którzy chcieliby być uznani przez Pana za zwycięzców.

Powinniśmy stanowić jeden Kościół, jeden Dom Wiary, przyjmując proste fundamentalne nauki Pisma Świętego i ograniczając przyjmowanie mniej lub bardziej domniemanych poglądów spoza tych podstaw. Powinniśmy utrzymywać społeczność z sobą nawzajem, nazywając siebie Chrześcijanami i w ten sposób oddzielając się od wszystkich, którzy zaprzeczają Pojednaniu, od wszystkich, którzy zaprzeczają skutkom Pojednania w zmartwychwstaniu oraz od wszystkich, którzy zaprzeczają konieczności odnowienia życia w obecnym czasie. Przy takim spojrzeniu na tę sprawę, każdy chrześcijanin indywidualnie posiadałby niezależność w kwestii własnych poglądów, z wyjątkiem fundamentalnych nauk, które są jasno przedstawione w Piśmie Świętym.

WYSŁANIE MISJONARZY

Przez dość długi czas Paweł i Barnaba zgromadzali się z Kościołem w Antiochii, by oddawać cześć Panu i studiować Jego Słowo. Studiowanie to sprawiło, że Kościół jako całość rozwinął się i doszedł do punktu, w którym zaczął myśleć o rozpowszechnianiu Ewangelii, zanosząc w tej sprawie modlitwy. W kościele było wielu Proroków – mówców publicznych – i nauczycieli; i widocznie oni zaczęli myśleć, jak mogliby być użyci ku chwale Bożej i ku błogosławieniu drugich, tak jak sami byli błogosławieni przez Prawdę.

Zawsze tak jest, gdy Prawdę przyjmują ludzie o dobrych i uczciwych sercach. Całkiem słusznie pragną oni sami się nią karmić i wzmacniać się w Panu. Ale jest też pewne, że kiedy Prawda zostanie przyjęta, daje siłę i pragnienie spożytkowania tej siły. Jest to tak samo prawdziwe dzisiaj, jak wtedy. Uświęcenie, jakie Prawda sprowadza, rozpoczyna się od naszego spłodzenia z Ducha, a zapał do służby jest proporcjonalny do stopnia ożywienia przez tego Ducha.

Najwyraźniej Kościół w Antiochii miał nadmiar nauczycieli w porównaniu do swoich potrzeb, zaczął więc poszukiwać szerszego pola do służby. Nie byli pewni, jaki w tym obrać kierunek, dlatego też spoglądali ku Panu jako prawdziwej Głowie Kościoła.

::R5888 : strona 123::

Wykonywali służbę i pościli, a możemy być pewni, że także modlili się. W rezultacie doszli do wniosku, by dwóch spośród siebie – Barnabę i Pawła – wysłać jako przedstawicieli całej społeczności do pracy misyjnej.

Nie mamy informacji, w jaki sposób Pan doprowadził ich do podjęcia takiej decyzji. Możliwe, że odbyło się to w taki sam sposób, w jaki dzisiaj rozważalibyśmy podobną sprawę i powiedzielibyśmy: „Staraliśmy się poznać zamysł Pana, badając Pismo Święte i modląc się, i uważamy, że byłoby Jego wolą, by te osoby z naszego grona zajęły się publiczną służbą dla Prawdy. Ufamy, że do takiego wniosku nie doprowadził nas zły duch pychy lub ambicji i że nie powodowała nami chęć zysku, lecz Duch Święty. Uważamy, że wola Pana jest taka, byśmy jako zgromadzenie wysłali tych przedstawicieli, aby nieśli światło innym”.

W jakiś sposób silne przekonanie, że taki jest ich obowiązek i przywilej, ogarnęło Kościół w Antiochii. Warto podkreślić, że Zbór ten wyszukał swoich najlepszych przedstawicieli do tej służby, tym samym pozwalając, by duch samoofiary odniósł zwycięstwo. Niewątpliwie Pan odpowiednio błogosławił Zborowi i wynagrodził mu stratę poniesioną poprzez oddanie tych dwóch bardzo utalentowanych braci do służby misyjnej.

WYBÓR I NAKŁADANIE RĄK

Po podjęciu decyzji dotyczącej właściwego kierunku, zgromadzenie pościło, modliło się i nałożyło ręce na Pawła i Barnabę, po czym wysłało tych dwóch z Boskim błogosławieństwem w ich podróż misyjną. Nakładanie rąk przez zgromadzenie prawdopodobnie zostało dokonane poprzez przedstawicieli zboru – starszych zborowych. Jednakże nie oznaczało ono tego, co dzisiaj zazwyczaj rozumie się przez pojęcie „wyświęcenie”, bo już od dłuższego czasu uznawano, iż Paweł i Barnaba należą do czołowych proroków i nauczycieli Kościoła w Antiochii. Nie oznaczało to upoważnienia do głoszenia, tak jak jest czasami obecnie rozumiane wyświęcenie wśród Chrześcijan różnych sekt i ugrupowań.

Uroczystość ta oznaczała po prostu: „My, zgromadzenie w Antiochii, poprzez nałożenie rąk przez reprezentujących nas Starszych, wysyłamy tych dwóch mężczyzn – Pawła i Barnabę – w podróż misyjną i zaznaczamy, że idą oni nie tylko jako przedstawiciele Pana i samych siebie, lecz także jako przedstawiciele Kościoła Pana w Antiochii i z tego powodu uważamy, że jesteśmy odpowiedzialni za ich utrzymanie. Udzielimy im potrzebnej pomocy, a tym sposobem będziemy ich współpracownikami, mając udział w ich pracy, współczując z nimi w ich trudnościach i próbach, pomagając im zaspokoić potrzeby życiowe oraz mając udział z nimi również we wszelkich rezultatach, jakie osiągną na chwałę Panu poprzez swoje wysiłki”.

Zgodnie z tym widzimy, że po tej podróży misyjnej ci dwaj bracia powrócili do Antiochii i złożyli sprawozdanie. Zdaje się, że później Apostoł Paweł podróżował niezależnie od Kościoła w Antiochii – bez żadnych modlitw i nakładania rąk, bez żadnych późniejszych sprawozdań o wynikach swojej pracy, ale nadal w miłości i sympatii z nimi, tak dalece jak możemy to ocenić.

====================

::R5889 : strona 123::

„OTO SIĘ OBRACAMY do pogan!”

– 14 MAJA – DZ. AP. 13:13-15, 42-52

PIERWSZA PODRÓŻ MISYJNA ŚW. PAWŁA – JEGO KAZANIE W ANTIOCHII PIZYDYJSKIEJ – DWOJAKI SKUTEK JEGO PRZEMÓWIENIA – GWAŁTOWNY SPRZECIW LUDZI ZAŚLEPIONYCH SEKCIARSKIMI UPRZEDZENIAMI – WPROWADZANIE W BŁĄD I OCZERNIANIE JEST ZAWSZE METODĄ WALKI Z PRAWDĄ STOSOWANĄ PRZEZ PRZECIWNIKA.

„[…] Położyłem cię światłością poganom, abyś był zbawieniem aż do krajów ziemi” – Dz. Ap. 13:47.

Z ANTIOCHII Paweł i Barnaba udali się do portowego miasta Seleucja, gdzie wzięli statek na wyspę Cypr. Wyspa ta była równie dobrym miejscem do rozpoczęcia podróży, jak każde inne, lecz miała tę przewagę, że była ojczyzną Barnaby, który znał dialekt mieszkańców, ich zwyczaje itd. Wraz z nimi wyruszył kuzyn Barnaby, Jan Marek, autor Ewangelii Marka i syn jednej z Marii w Jerozolimie.

Chociaż Paweł i Barnaba w pełni uznawali fakt, że poganie mogą mieć obecnie dostęp do błogosławieństw Ewangelii, to jednak w każdym miejscu wchodzili do żydowskich synagog. Żydzi wierzyli już Mojżeszowi i Prorokom, dlatego też oczekiwali Mesjasza. Stąd oni z konieczności byliby w znacznie lepszym stanie umysłu do przyjęcia poselstwa Ewangelii niż poganie, którzy nic nie wiedzieli o tych sprawach i z tego powodu potrzebowali więcej instrukcji. Co więcej, prawdopodobnie większa część nawróconych w okresie od zmartwychwstania naszego Pana do upadku Jerozolimy w 70 r. n.e. została pozyskana spośród Żydów, a do tego czasu stosunkowo niewielu pogan przyjęło Chrystusa.

Podróż misyjna prawdopodobnie zajęła im wiele czasu, ponieważ we trzech chodzili od wioski do wioski, głosząc Chrystusa, aż dotarli do miasta Pafos położonego na dalekim krańcu wyspy. Tam zastali Sergiusza Pawła, człowieka roztropnego, który był gubernatorem tej wyspy. Jeszcze zanim misjonarze tam dotarli, miał on uszy ku słuchaniu, a Przeciwnik, zauważywszy to, pracował nad nim poprzez Elymasa, żydowskiego czarnoksiężnika lub magika, który zjednał sobie prokonsula i był uważany za jego przyjaciela. Nie powinniśmy się dziwić temu, że człowiek rozumny, a tak został przedstawiony prokonsul, mógł interesować się działalnością magika. Wprost przeciwnie, trzeba pamiętać, że również w dzisiejszych czasach istnieją zdolni ludzie, którzy w pewnej mierze pozostają pod wpływem tego samego Przeciwnika i jego przedstawicieli – mediów spirytystycznych. Ponadto w dawnych czasach magik był połączeniem naukowca oraz cudotwórcy i zazwyczaj był osobą bardzo inteligentną.

Konflikt pomiędzy prawdą a błędem

Kiedy prokonsul usłyszał o Pawle i Barnabie, posłał po nich, pragnąc dowiedzieć się więcej. Doszło wtedy do konfliktu pomiędzy mocami światłości a mocami ciemności, pomiędzy Prawdą a Błędem. Nie ma między tymi dwiema rzeczami harmonii, są sobie przeciwne w każdym punkcie. Tak też i w tym przypadku, kiedy tylko magik zauważył, że prokonsul zaczyna ulegać wpływowi Prawdy, użył wszelkich sił, by temu zapobiec. Stało się to okazją do niezwykłej manifestacji Boskiej mocy przez Apostoła Pawła, który zdemaskował magika w dobitnych słowach i oświadczył, że stanie się on tak ślepy, że przez pewien czas nie będzie mógł zobaczyć nawet słońca. Ślepota przyszła na Elymasa stopniowo, najpierw mglistość, która następnie przeszła w zupełny mrok.

Ta manifestacja Boskiej mocy była przekonująca dla prokonsula. Nie chodzi o to, że to wydarzenie go nawróciło ale o to, że po wysłuchaniu nauk i porównaniu ich z wcześniejszymi poglądami oraz z tym, co przedstawił Elymas, dzięki temu wydarzeniu mógł dojść do właściwego wniosku i podjąć decyzję, by stanąć po stronie Pana.

::R5889 : strona 124::

ODEJŚCIE JANA MARKA

Św. Paweł i jego towarzysze nie zatrzymali się w Pafos, lecz odpłynęli do Azji Mniejszej. Kiedy dotarli do Pergi w Pamfilii, Jan Marek przerwał tam swoją misję i powrócił do Jerozolimy. Trudności lub zniechęcenie lub tęsknota za domem – nie wiemy, co to było – najwyraźniej na pewien czas przygasiło to jego zapał jako sługi Pana, co z pewnością bardzo mu zaszkodziło. Niezależnie od przyczyny, Apostoł Paweł najwyraźniej uznał to za całkowicie niewystarczające, gdyż przy innej okazji, kiedy Barnaba zasugerował, by Marek znów im towarzyszył, Św. Paweł odmówił (Dz. Ap. 15:36-40). Nie postąpiłby tak, gdyby opuszczenie ich przez Marka było w pełni usprawiedliwione koniecznością.

W doświadczeniu Marka jest jednak pewien element zachęty. W późniejszym czasie najwyraźniej stał się on oddanym żołnierzem Krzyża i został ponownie przyjęty do służby Pańskiej. Możemy zauważyć, że Apostoł Paweł wyraził uznanie dla jego wierności (Kol. 4:10; 2 Tym. 4:11). Pan jest bardzo miłosierny dla nas w naszych słabościach i niedoskonałościach. Tak, jak przywrócił Marka, bez wątpienia jest gotów przywrócić wszystkich, którzy w podobny sposób uczą się lekcji ze swoich porażek i gorliwie zabiegają o przywrócenie do służby i przywilej jej pełnienia.

Głoszenie w Antiochii Pizydyjskiej

Pierwszy postój w Azji Mniejszej miał miejsce w Antiochii Pizydyjskiej. Zgodnie z przyjętym zwyczajem, udali się najpierw do żydowskiej synagogi. Tam misjonarze zostali uznani za przybyszów, ale także za ludzi utalentowanych. Po zwyczajowym rozpoczęciu nabożeństwa w synagodze poprzez odczytanie fragmentu z Zakonu, obaj zostali zaproszeni aby przemówić do zgromadzenia – Żydów z urodzenia oraz żydowskich prozelitów z pogan.

Apostoł Paweł wystąpił jako mówca i wygłosił znamienne przemówienie. Rozpoznał fakt, że jego słuchacze posiadają wiarę w Boskie obietnice dotyczące nadchodzącego Królestwa Mesjańskiego. Nie musiał więc podkreślać w swoim przemówieniu znaczenia Królestwa. Jego słuchacze potrzebowali raczej dostrzec, że nie może być Królestwa i stałego błogosławieństwa dla wszystkich rodzin ziemi, jak to było zawarte w obietnicy danej Abrahamowi, jeżeli w jakiś sposób nie zostanie najpierw uzyskane Boskie przebaczenie grzechów świata.

Zatem celem przemówienia Apostoła było ukazanie, że w przeszłości Bóg ustanowił typiczne królestwo, które nigdy nie osiągnęło wielkiego etapu, niezbędnego do wypełnienia obietnicy Abrahamowej, oraz że rzeczą niezbędną i brakującą było ODKUPIENIE świata i przebaczenie grzechów. Następnie przedstawił im Jezusa jako Mesjasza – nie tylko ukrzyżowanego Mesjasza, ale także zmartwychwstałego, który z powodu śmierci za grzechy świata, mógł zbawić do końca wszystkich, którzy przez Niego przyjdą do Boga. Postawiwszy sprawę jasno, Apostoł zaoferował im przebaczenie grzechów jako sedno Ewangelii Chrystusa.

Przebaczenie grzechów jest nadal sednem Ewangelii, chociaż ludzie obecnie, podobnie jak wówczas, nie są chętni do przyjęcia jej w ten sposób. Rozczarowuje ich, potępiając i ogłaszając, że wszyscy są grzesznikami, że „nie ma sprawiedliwego ani jednego”, a także, że wszyscy potrzebują właśnie takiego odkupienia, jakie Bóg zapewnił w ofierze Chrystusa. Rozczarowuje również tym, że pokazuje konieczność odrzucenia grzechu w sercu i, na ile to możliwe, przeciwstawiania się mu we wszystkich czynnościach życiowych.

Niewielu ma uszy, by usłyszeć to poselstwo. Większość jest skłonna powiedzieć: „Głoś nam przyjemne rzeczy! Pochwal nas za naszą religijną gorliwość! Wykaż nam, jak bardzo przewyższamy nie tylko pogański świat, ale również całe masy, które nas otaczają. Powiedz nam, że jesteśmy ludem Bożym i że On nie poradziłby sobie bez nas. Nie mów, że jesteśmy grzesznikami i że jesteśmy pod potępieniem tak samo, jak inni. Ani, że wszyscy, którzy chcieliby przyjść do Boga poprzez Jezusa Chrystusa, muszą wchodzić przez tę samą wąską bramę wiary, odrzucenia grzechu oraz poświęcenia serca ku czynieniu woli Bożej”.

Dwojaki skutek teJ PRZEMOWY

Przemowa Apostoła miała dwojaki skutek. Ludzie o szczerym sercu zrozumieli Prawdę na temat Boskiej doskonałości oraz własnej niedoskonałości i uznali, że potrzebują właśnie takiego Zbawiciela, jakiego głosił Apostoł. Ci szybko zostali przyciągnięci przez misjonarzy, którzy zauważyli ich właściwą postawę serca i zapewnili, że już znajdują się w łasce, czyli przychylności Bożej; że obecne poselstwo o zbawieniu przez Jezusa jest dodatkowym rozwinięciem tej samej łaski, która już wcześniej została udzielona Żydom; i że oni powinni trwać w łasce Bożej – w dalszym ciągu pozwalać Bogu, by ich prowadził swoją drogą – nadal być odbiorcami Jego miłosierdzia i błogosławieństw, które zostały obecnie dla nich zwielokrotnione poprzez Chrystusa Jezusa i dzieło Pojednania, jakiego On dokonał. Inni byli znacznie mniej przygotowani na słowa Apostoła i raczej skłonni do zazdrości z powodu uwagi, jaką poświęcano misjonarzom i ich naukom.

Wieść o nowej religii – uzupełniającej religię żydowską – rozeszła się po całym małym mieście, w którym judaizm najwyraźniej zyskał dobre oparcie i wielki szacunek. W następny Sabat całe miasto zebrało się, by słuchać Poselstwa misjonarzy – większość prawdopodobnie przybyła jedynie z ciekawości, aby zobaczyć różnicę między tymi doktrynami a doktrynami zwykłych żydowskich nauczycieli. Takie zainteresowanie dwoma obcymi i ich nowymi doktrynami, które groziły obaleniem judaizmu, naturalnie wzbudziło ducha zazdrości u tych, którzy interesowali się formami i ceremoniami, zaszczytami wśród ludzi i denominacyjną dumą.

W rezultacie zaprzeczali wypowiedziom św. Pawła, dopuszczając się bluźnierstwa. Nie oznacza to, że bluźnili imieniu Bożemu, ale że oczerniali, czyli bluźnili, Apostołowi i Barnabie, mówiąc o nich źle. Możemy się domyślać, że przeinaczali motywy i charaktery misjonarzy itd. Jest to zwykły sposób postępowania tych, którzy walczą z Prawdą. Zawsze tak było. Prawdy nie da się podważyć, jest niepodważalna. Ale może ona zostać przeinaczona, może też zostać zaprzeczona. Prezentacje Prawdy mogą być zniekształcone, a jej posłańcy oczernieni i zniesławieni. Przeciwnik zdaje się stosować tę metodę przy każdej okazji. Jest to metoda, która jest obecnie w modzie. Ci, którzy sprzeciwiają się Teraźniejszej Prawdzie, nie mają odwagi spotkać się z nią otwarcie w publicznej dyskusji, lecz zniekształcają ją i przeinaczają oraz mówią źle o jej obrońcach.

Dwie lekcje na nasze czasy

Misjonarze nie zniechęcali się sprzeciwem. Byli raczej bardziej odważni i doszli do punktu, w którym wyjaśnili swoim oszczercom fakt, że odrzucają Bożą łaskę i Boży Plan, na własną zgubę. Ci dwaj wskazali, że Bóg w swym miłosierdziu od dawna sprzyjał Izraelowi i że zsyłając Poselstwo o Mesjaszu najpierw do nich, nadal im sprzyjał, lecz zgodnie z Jego instrukcjami obowiązkiem Jego przedstawicieli było pójść dalej i opowiadać Ewangelię każdemu, kto miał uszy ku słuchaniu – najpierw Żydom, ale także poganom. Pokazali oni, że Lampa Prawdy, którą Bóg teraz zapalił, nie była przeznaczona wyłącznie dla Żydów, jak to było w przypadku Jego poprzednich łask, lecz, jak już prorok oświadczył, miała to być, „światłość ku objawieniu poganom”, oraz zbawienie aż po krańce ziemi – Łuk. 2:32; Iz. 42:6; Iz. 52:10.

::R5889 : strona 125::

Ten element Ewangelii wzbudził szczególny sprzeciw u tych Żydów, których serca były w złym stanie, lecz jednocześnie był atrakcyjny dla tych nielicznych, którzy byli właściwej postawy. Tak samo jest i dzisiaj. Przesłanie, które teraz należy się chrześcijaństwu, brzmi – więcej Światła! Pokazuje ono, że Lampa obietnicy Słowa Bożego, która na początku tego Wieku mogła błogosławić zarówno Żydów, jak i Pogan w proporcji do tego, jak oczy ich wyrozumienia były otwarte, aby ją widzieć, wkrótce ustąpi miejsca większej światłości; że podczas gdy Słowo Boże było Lampą dla stóp i Latarnią dla kroków wiernych przez ponad osiemnaście stuleci, Słońce Sprawiedliwości wkrótce wzejdzie i zaleje cały ten świat światłem znajomości dobroci Bożej.

Ci spośród ludu Bożego, którzy mają właściwą postawę serca, będą zadowoleni z takiego rozwoju Prawdy. Nie będą oni odczuwać żadnych uczuć zazdrości. Większość jednak, pełna sekciarskich zamysłów i samolubnych uczuć, zaślepiona w dużej mierze błędną teologią i fałszywym przedstawianiem Słowa Bożego, gwałtownie sprzeciwia się wszelkiej myśli o tym, że Boskie miłosierdzie mogłoby być rozszerzone na każde stworzenie – nie tylko na tych, którzy jeszcze nie poszli do więzienia śmierci, lecz także na dwadzieścia miliardów tych, którzy już zeszli do śmierci z powodu nieznajomości jedynego imienia danego pod niebem i wśród ludzi, przez które możemy być zbawieni. Jednakże wierni, mający uczciwe serca, ostatecznie będą się radować długością, szerokością, wysokością i głębokością Bożego Planu, jaki zostanie zrealizowany podczas Tysiąclecia przez uwielbionego Chrystusa, Głowę i Ciało.

„Przeznaczeni do życia wiecznego”

Wielu z Pogan cieszyło się, gdy usłyszeli, że łaska Boża ma szerszy zasięg, niż poprzednio przypuszczali. Niektórzy, jak możemy wnioskować, byli po prostu zadowoleni, że ukazało się coś, co było szersze od żydowskich nauk. Ale inni, jak jesteśmy pewni, uwierzyli w prawdziwym znaczeniu tego słowa – przyjmując Chrystusa za swego Odkupiciela i Prawodawcę. I tak dzisiaj widzimy dwie klasy pośród tych, którzy opowiadają się za Teraźniejszą Prawdą. Jedni witają ją z radością i z wdzięcznością służą Panu gorliwiej niż kiedykolwiek. Inni jedynie cieszą się, że nie ma biblijnej podstawy dla popularnej teorii o wiecznych mękach dla zdecydowanej większości, ale nie są szczególnie pociągani przez Boską miłość i miłosierdzie.

Im bardziej szerzyła się Prawda, tym bardziej gniewni stawali się jej przeciwnicy – żydowscy przywódcy; a to, czemu nie potrafili się przeciwstawić przy użyciu argumentów i logiki, skutecznie zwalczali za pomocą uprzedzeń i przesądów, rozbudzając te niższe uczucia poprzez wprowadzanie w błąd. W ten sposób nakłonili do współpracy niektórych najbardziej zacnych i znanych ludzi w mieście do tego stopnia, że misjonarze musieli odejść.

Zapisano, że: „wszyscy ci, którzy byli przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli”. Słowo „przeznaczeni” może zostać w tym miejscu właściwie przetłumaczone jako usposobieni. Mamy więc myśl, że wszyscy ci, którzy usłyszeli Ewangelię oraz jej ofertę życia wiecznego i byli usposobieni, by przyjąć jej warunki, stali się wierzącymi – posłusznymi wierze. I nadal tak się dzieje. Wszędzie, dokąd dociera Prawda, są tacy, którzy się nią zachwycają, oraz inni, którym się ona nie podoba. Jedni doceniają nauki i nagrody, jakie ona przedstawia, drudzy wolą przyjemności grzechu lub sprawy i nagrody tego świata. Obecnie jest czas, by każdy, kto usłyszał to poselstwo, dokonał wyboru. Wkrótce liczba wybranych będzie kompletna, a wtedy rozpocznie się ich dzieło błogosławienia rodzaju ludzkiego – błogosławienia tych, którzy nie zostali wybrani.

====================

::R5886 : strona 125::

WłaściwY i niewłaściwY Osąd braci

„Jeden jest Zakonodawca, który może zbawić i zatracić. Ale ty ktoś jest, co potępiasz drugiego?” – Jak. 4:12.

W TYM liście Św. Jakub omawia fakt, że w Kościele pojawiła się stronniczość – że niektórzy, bez uzasadnionego powodu, byli uważani za niegodnych tak wysokich zaszczytów, jak inni. W sposób szczególny zostało to opisane w rozdziale drugim. Niektórym bogatym i wpływowym dawano najlepsze miejsca w zgromadzeniach i traktowano ich z wielkim szacunkiem i poważaniem. Inni, biedni i pokorni, otrzymywali miejsca podrzędne i byli traktowani z niewielką uprzejmością, jak gdyby byli gorsi. Osąd nad braćmi został wydany niezgodnie z poleceniem Pana. Apostoł zwraca uwagę na ten grzech, jakim jest osądzanie i posiadanie szacunku dla osób, z pominięciem punktu widzenia charakteru. Oświadcza, że tak jak jest tylko jeden Prawodawca, Jehowa, tak też jest tylko jeden wielki standard. Ten, który dał ten standard, to Prawo, ma być Wykonawcą Swojego własnego Prawa, chociaż może wyznaczyć różnych przedstawicieli. Jego specjalnymi Przedstawicielami mają być Chrystus i połączony z Nim Kościół w chwale jako sędziowie. Będą oni jednak sądzić według tego standardu, który dał ten wielki Prawodawca, i nie będzie żadnego innego prawa, które mogłoby z nim konkurować.

Skoro tak jest i skoro istnieje zarządzenie, na mocy którego jesteśmy przyjęci jako dzieci Boże, to kimże jest ten, kto podejmuje się powiedzieć, jaki stopień Boskiej łaski lub niełaski ma każdy członek zboru? Któż może powiedzieć, którzy zostaną zniszczeni we Wtórej Śmierci, a którzy zachowani do życia? Bóg ma osobisty stosunek do każdego z tych, którzy są przyjęci do Jego rodziny. Sam fakt, że ktoś został w ten sposób przyjęty, jest dowodem, że Bóg widział w tej osobie coś dobrego. Jeśli Ten, który jest Prawodawcą, dostrzegł coś wystarczająco korzystnego, by wybrać taką osobę i namaścić ją Swoim Duchem Świętym, to jakie prawo ma ktokolwiek inny, by potępić tego, którego Bóg uznał za stosowne zatwierdzić?

KOŚCIÓŁ JEST OBECNIE NIEZDOLNY DO OSĄDZANIA

Możemy dostrzec w jednostce pewne cechy, które wydawałyby się mniej lub bardziej niesprawiedliwe, bezbożne. Lecz nie jesteśmy upoważnieni do osądzania. Nie możemy zajrzeć do serca. Możemy przypuszczać, że dana osoba jest zwycięzcą, a może nim nie być. Możemy też myśleć, że nie jest ona zwycięzcą, a może nim być. Dlatego mamy „nie sądzić przed czasem”. Powinniśmy unikać osądzania braci.

To jednak nie oznacza, że nie będziemy w stanie rozpoznać wyraźnych objawów niewierności wobec Boga. Jednak, zamiast ustanawiać własne standardy, powinniśmy uznać w stosunku do samych siebie, jak i do innych ten jedyny standard, który dał Pan: „[…] Będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca twego, ze wszystkiej duszy twojej, ze wszystkiej siły twojej, i ze wszystkiej myśli twojej, a bliźniego twego, jako samego siebie” (Łuk. 10:27). To jest właśnie istota wielkiego Prawa Bożego. Powinniśmy osądzać samych siebie według tego Prawa, aby zobaczyć, w jakim stopniu miłujemy Boga i czy miłujemy naszych bliźnich, tak jak samych siebie. To jest nasza główna praca osądzania.

Apostoł Paweł szczególnie podkreślał, że jeśli ktoś w Kościele żyje z naruszeniem Prawa Bożego, to sprawa powinna być podjęta przez Kościół. Nie odnosi się to do żadnego przypadku, z wyjątkiem zewnętrznego odstępstwa od Prawa Bożego. Nie dotyczy to sytuacji, gdy dana osoba mówi „Tweedledee”, podczas gdy my uważamy,

::R5887 : strona 126::

że powinna mówić „Tweedledum” lub gdy w jakiś sposób narusza idee kogoś innego. Powinno to być jawnym pogwałceniem zasad sprawiedliwości ustanowionych w Słowie Bożym. Jeżeli wiadomo, że ktoś wyrządził nam prawdziwą krzywdę, powinniśmy zwrócić się do niego osobiście. Jeśli nie chce słuchać, możemy wziąć dwóch lub trzech innych członków Kościoła. Jeśli nadal nie chce przyznać się do swojego błędu, można w odpowiedni sposób zwrócić uwagę Kościoła na tę sprawę. W tym czasie jednak brat nie może być pozbawiony uznania. Jedynie wtedy, gdy nadal uporczywie czyni to, co jest sprzeczne z Boskim zarządzeniem lub odmawia naprawienia poważnej krzywdy, powinien być odcięty od społeczności.

Nie do nas należy osądzanie innych, ale osądzanie samych siebie i podnoszenie siebie do możliwie najwyższych standardów. Niechaj inni widzą nasze dobre uczynki, aby przez to mogli chwalić naszego Ojca, który jest w Niebie. To Pan jest tym, który będzie sądził Swój lud. Powinniśmy więc przyjąć, że jeśli ktoś z rodziny Pana naruszy jego przymierze, Pan zajmie się jego sprawą. Nie powinniśmy osądzać jego motywów; możemy jedynie dostrzec, kiedy jego zewnętrzne postępowanie jest niewłaściwe. I nawet tutaj możemy się mylić. Nie wolno nam jednak osądzać serca. Tylko Bóg może to uczynić. Bóg dał Prawo i to On rozstrzyga czy dana osoba stara się je przestrzegać.

ZASADA SĄDU DLA NOWYCH STWORZEŃ

Apostoł Paweł mówi do Kościoła: „[…] jesteście nie pod Zakonem, ale pod łaską” (Rzym. 6:14). Ale tutaj, w naszym tekście, św. Jakub zdaje się mówić, że jesteśmy pod Prawem i pod Prawodawcą. Jak mamy pogodzić te dwa teksty Pisma Świętego? Odpowiadamy, że gdy św. Paweł mówił: „Nie jesteście pod Zakonem”, miał na myśli Przymierze Zakonu. To Przymierze Zakonu, jakie Bóg uczynił z Izraelem, było czymś innym niż samo Prawo Boże. Była to umowa między Panem a Izraelem, dotycząca tego, co oni mają czynić i co Bóg ma czynić. Izraelici byli pod tym Prawem Przymierza. Poganie nigdy nie byli pod tym Prawem. Oni byli bez Boga.

Apostoł Paweł nadmienia, że „[…] ona sprawiedliwość Zakonu była wypełniona w nas, którzy nie według ciała chodzimy, ale według Ducha” (Rzym. 8:4). Chociaż cieleśni Izraelici nie byli w stanie zachować Prawa Bożego pod ich Przymierzem, to jednak my, Kościół Wieku Ewangelii, możemy go zachować pod naszym Przymierzem. Zgodnie z Boskim zarządzeniem na Wiek Ewangelii, uznawane jest tylko Nowe Stworzenie, a ciało poczytane za martwe. Nowe Stworzenie, po przyjęciu do rodziny Bożej, nadal jest w posiadaniu swego niedoskonałego cielesnego ciała i musi przez nie działać. Musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby kontrolować to ciało i używać go na chwałę Bożą. W swoim sercu, umyśle i dążeniach, jako Nowe Stworzenie, może on doskonale zachowywać Prawo Boże.

To nie niedoskonałe uczynki śmiertelnego ciała będą decydować o wszystkim, lecz intencje i starania serca Nowego Stworzenia. Ciało musi być ujarzmione i doprowadzone do poddaństwa, jak mówi nam Apostoł Paweł. To właśnie Nowe Stworzenie będzie żyło lub umrze, jeśli chodzi o Kościół, pod sądem Boskiego Prawa, Boskiego Prawodawcy.

Zgodnie z myślą naszego tekstu, Apostoł Paweł oświadcza, że ani świat ani bracia nie byli w stanie go osądzić − że tylko Pan, który czyta serce i zna wszystkie warunki, próby i słabości, które trzeba pokonywać, może właściwie osądzać. On nawet oświadcza: „[…] sam siebie nie sądzę” (1 Kor. 4:3). Nie powinniśmy potępiać innych, którzy mówią, że postępują sumiennie jako dzieci Boże, ani też nie mamy potępiać samych siebie, jeśli wiemy, że naprawdę staramy się tak postępować. Powinniśmy codziennie podążać naprzód, czyniąc wszystko, co w naszej mocy dzięki wspomagającej łasce Pańskiej, by rozwijać owoce Ducha Świętego i służyć naszemu Mistrzowi, pozostawiając wszelkie wyniki Jemu.

====================

::R5888 : strona 126::

INTERESUJĄCE lISTY

DUCH ZDROWEGO UMYSŁU

DROGI UMIŁOWANY PASTORZE: —

Nie podaję nazwiska ani adresu, ponieważ myślę, że rozsądniej będzie tego nie robić. Proszę, nie bierz pod uwagę tej notatki, jeśli nie uznasz tego za stosowne. Jeśli jednak poświęcisz tej sprawie krótki paragraf w Strażnicy to zarówno ja, jak i inni to docenią.

Pewna siostra, która przybyła z _____, opowiedziała nam, że tamtejsze zgromadzenie naucza, że Kościół nie powinien spodziewać się uwielbienia przed rokiem 1925 i że taki jest Twój pogląd. Wywołuje to w konsekwencji ducha apatii i prowadzi u wielu osób do większego zainteresowania sprawami zawodowymi i światowymi. Niezależnie od tego czy jest to prawdą czy nie, ja uważam, że powinniśmy mieć się na baczności, „czuwać i czekać” z biodrami przepasanymi i zapalonymi lampami, żebyśmy byli gotowi.

Uświadomiłam sobie i przyjęłam to wspaniałe poselstwo Teraźniejszej Prawdy pięć lat temu, i przez cały ten czas staje się ono dla mnie coraz cenniejsze. Dorastałam w Kościele anglikańskim, a mieszkając w Oksfordzie w College Set, należałam do High Church (odłam kościoła anglikańskiego zbliżonego do kościoła rzymskokatolickiego – przyp. tłum.), czyli wiesz, ilu rzeczy musiałam się oduczyć.

Drogi Bracie chwalę Boga za to, że wzbudził Cię jako „onego Sługę”. Niech On Cię jeszcze bardziej błogosławi, abyś mógł dawać nam „pokarm na czas słuszny”. Dziękuję również drogiemu Panu, że sprowadził mnie do tego kraju przed tą straszną wojną i sprawił, że zrozumiałam „gdzie są umarli”, ponieważ cały mój naród jest rozstrzeliwany, a ja byłabym w rozpaczy.

Jest jeszcze jedna drobna sprawa, o której chciałabym wspomnieć. W zborze, do którego uczęszczam, przewodniczący, który jest starszym, zawsze sprawia wrażenie nieprzygotowanego. Nie wie, gdzie jest bieżący tekst Manny i chociaż jest to Zebranie Świadectw i Modlitw, większość czasu poświęca na omawianie swoich poglądów na temat obecnego stanu rzeczy i kryzysu wojennego. Dla innych brakuje już wtedy czasu.

Mam nadzieję, że nie pomyślisz, że jestem zbyt krytyczna, ale w małym starym kościele byłam przyzwyczajona do szacunku, a rozdziawiony, zasypiający lub dłubiący w zębach i paznokciach starszy – no cóż, to strasznie drażni! Przyprowadza też ze sobą trzyletnie dziecko, które bardzo przeszkadza zgromadzeniu. Nikt nie chce mu nic powiedzieć, ponieważ on mówi, że jest w Prawdzie od piętnastu lat. Nie czujemy się jednak duchowo wspomagani, tym bardziej, że jest on człowiekiem interesu. Przed zebraniem rozmawia o interesach, a po jego zakończeniu robi zakupy.

O drogi Bracie, nie chcę myśleć źle ani mówić źle, ale to nas martwi! Wielu z nas modliło się o to. Dzieci naprawdę nam przeszkadzają, ale nie śmiem o tym mówić, bo powiedziano mi, że mam zbyt surowe angielskie poglądy. Nie chciałabym w żaden sposób zranić jego uczuć, więc jeśli jestem w błędzie, proszę zignoruj to, co napisałam. Drogi Pan wie, że staram się iść w Jego ślady, trzymać moją pychę na wodzy i nie narażać się na utratę reputacji, tak jak to czynił drogi Mistrz.

Przepraszam za nadużycie Twojego cennego czasu. Jestem, drogi Pastorze, TWOJĄ SIOSTRĄ Z JEGO ŁASKI.

ODPOWIEDŹ WYDAWCY

Apostoł oświadcza, że Bóg daje swojemu ludowi ducha zdrowego umysłu – Swojego Ducha, Jego Umysł. Jednak otrzymujemy go proporcjonalnie do naszej gorliwości i uważnego słuchania Słowa Pańskiego. Im dłużej jesteśmy w szkole Chrystusowej, jeśli jesteśmy zdolnymi uczniami, tym lepiej powinniśmy Go poznać i tym lepiej umieć naśladować Jego charakter i nauczanie.

Ponieważ list jest anonimowy, nie mamy najmniejszego pojęcia, kim może być ten starszy. Zakładamy, że ma dobre intencje. Możemy jednak również przypuszczać, że nie jest wystarczająco uważny, aby mógł być dobrym przykładem ducha zdrowego umysłu w służbie dla Pana. W przeciwnym razie czy nie byłby bardziej ostrożny w swoich czynach i słowach, aby móc wychwalać Pana i pomagać Jego ludowi?

Brak szacunku jest wszędzie widoczny, ale wydaje się on szczególnie nie na miejscu w zgromadzeniach poświęconego ludu Pańskiego. Jak powiedzieliśmy już wcześniej, powtórzmy raz jeszcze, że bez względu na to, jak ograniczone są nasze talenty, możemy naszymi czynami

::R5888: strona 127::

i sposobem bycia przemawiać na chwałę Tego, który powołał nas z ciemności do dziwnej swojej światłości.

Nic nie poradzimy na to, że wielu drogich przyjaciół nadal mówi, w co wierzy Strażnica i przeinacza jej nauki. Naszą najdelikatniejszą myślą jest to, że nie przykładają oni zbyt wiele uwagi do jej nauk. W przeciwnym razie wiedzieliby z jej łamów, że nie oczekujemy roku 1925 ani żadnej innej daty. Jak wyraźnie stwierdzono w Strażnicy, my po prostu idziemy dalej, a nasza ostatnia data lub spotkanie minęły ponad rok temu.

Wierzymy, że daty te okazały się właściwe. Wierzymy, że Czasy Pogan dobiegły końca i że Bóg pozwala obecnie rządom pogańskim na samozniszczenie, aby przygotować drogę dla Królestwa Mesjasza. Pan nie powiedział, że Kościół zostanie uwielbiony do roku 1914. My jedynie wywnioskowaliśmy to i, jak widać, pomyliliśmy się. Widzimy jednak, że różne czasy i chwile, które Pańska opatrzność zsyłała na Swój lud w nadziei „przemiany” zmartwychwstania, odpowiadają ściśle różnym miejscom, do których był posyłany prorok Eliasz przed jego zabraniem. Ostatnim miejscem, do którego został on posłany był Jordan, co jak wierzymy, odpowiada październikowi 1914 roku. Po tym wydarzeniu Eliasz i Elizeusz poszli dalej, nie mając żadnego konkretnego celu.

Myślimy, że coś bardzo ważnego dla nas wszystkich jest związane z używaniem przez Eliasza swojego płaszcza do uderzania wód Jordanu i w ich podzieleniu. Po wykonaniu tej czynności Eliasz i Elizeusz szli dalej, dopóki ognisty rydwan ich nie rozdzielił. Po tym wydarzeniu Eliasz w wichrze wzniósł się do nieba. Możemy jeszcze długo dyskutować o tych sprawach, ale teraz sugerujemy, że nie mamy na myśli innego czasu z Pisma Świętego w tym temacie i nie oczekujemy, że będziemy mieć. Jednakże rozdzielenie wód może wymagać albo lat albo miesięcy – któż to może powiedzieć?

—————

OD BRACI FRANCUSKICH

UMIŁOWANY BRACIE W CHRYSTUSIE: —

Nie wiem czy ktoś w Przybytku zna język francuski, ale nie mogę się oprzeć pragnieniu zapewnienia Cię o moim oddaniu dla sprawy Prawdy.

Pomogłeś mi osiągnąć tak wielką radość i byłeś narzędziem do przyjęcia zbawienia. Dzięki Twojej służbie doszedłem do tego, że doceniłem miłość naszego Ojca Niebiańskiego, do tego stopnia, że uważam, iż moje odczucia zostały trafnie wyrażone przez św. Pawła do jego brata Filemona (Filem. 1:7). Cieszę się, że dostrzegam ten fakt i z radością piszę o tym również do Ciebie.

We wszystkich moich bolesnych chwilach, kiedy krzyż jest ciężki do zniesienia, myślę o Tobie i mówię do siebie, drogi brat Russell też cierpiał i cierpi, i nie wolno mi dziwić się, że moim udziałem jest także cierpieć. Wtedy moja dusza idzie do Ojca Miłosierdzia z wdzięcznością za Jego dobrodziejstwa (przywilej cierpienia z Chrystusem), a ja gorąco błagam Go, aby zawsze Cię błogosławił i prowadził.

W ciągu ostatniego roku bardzo ceniłem sobie Twoje doskonałe rady, które przyniosły mi wiele korzyści.

W moich obecnych próbach, po tym, jak zostałem zmuszony do pozostawienia żony oraz trójki dzieci na objętych wojną terytoriach naszej ukochanej Francji, codzienne składanie „Ślubu Panu” oraz „Postanowienia porannego” bardzo mi pomogło. Już same te pomoce rozwinęły we mnie wielką miłość do Ojca – i to wszystko w ciągu ostatniego roku. Z tego powodu błogosławię Ojca przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa.

Dlatego pragnę za pośrednictwem tego listu zapewnić Cię, że moje modlitwy wznoszą się do Ojca w Twoim imieniu, aby Ci hojnie błogosławił, i aby Jego błogosławieństwo dla Ciebie mogło spłynąć przez Twoją posługę na każdego z nas.

Oddany Ci szczerze w Nim, E. LARVENT.

Ps. Znalazłem tutaj schronienie od grudnia 1914 roku, kiedy zmuszony byłem opuścić mój dom w Denain (północna Francja). Jestem tu z kilkoma braćmi i siostrami, którzy również są uchodźcami z Lens, Liévin i Denain. Każdy z nas podpisał załączone braterskie przesłanie:

REZOLUCJE FRANCUSKIE.

Niżej podpisani bracia i siostry, członkowie I.B.S.A. (Zbór francuski w Bruay-Auchel), zebrani 1 stycznia 1916 roku, przesyłają swoje braterskie pozdrowienia dla umiłowanych Domowników Wiary, toczących ten sam duchowy bój pod Wodzem naszego Zbawienia, Jezusem Chrystusem, w brooklyńskim Betel i wszędzie indziej.

Po rozważeniu Psalmu 116 (Ps. 116:1-19) (szczególnie wersetu 15: „Droga jest przed oczyma Pańskiemi śmierć świętych jego”, w powiązaniu z mottem tego roku: „Mocni w wierze”), wyrażamy nasze najszczersze życzenie, aby każdy z Was, gdy zostanie poddany próbie, mógł okazać się wierny aż do śmierci, a następnie był obecny na zbliżającym się Spotkaniu w wiecznej radości! PODPISANE PRZEZ 25 osób.

—————

MIŁOŚĆ W MYŚLI, SŁOWIE I CZYNIE

UMIŁOWANY BRACIE RUSSELL: —

Pozdrawiam Cię, drogi Bracie i życzę Ci wiele miłości, gdyż zbliżamy się do końca tego wspaniałego roku. Cóż to był za wspaniały rok dla rozwoju świętych, szczególnie w zakresie miłości i cierpliwej wytrwałości! Nie jestem w stanie wyrazić mojej miłości i uznania dla Ciebie i Twojej służby dla mnie osobiście. Nieustannie wychwalam mojego Ojca w Niebie za to, że pozwolił mi zapoznać się z Twoimi cennymi Tomami, których Bóg użył, aby wyprowadzić mnie z królestwa ciemności do światła chwalebnej Ewangelii.

Dziękuję Ci, drogi bracie, za sugestię, aby każdy z nas modlił się, aby „Bóg błogosławił nam w kultywowaniu miłości w myśli, słowie i czynie”. Natychmiast zastosowałem się do tej sugestii i jaka radość, jakie wspaniałe rezultaty! Nigdy nie wiedziałem, że jest tak wiele w „miłowaniu w myślach”. Teraz, drogi bracie, powiedziałeś, że możemy Ci zdać relację z naszych sukcesów i dlatego zabieram Ci Twój cenny czas. Rezultaty jakie osiągnąłem przerosły moje najśmielsze oczekiwania.

Pomyśleliśmy, że w zborze mogą być osoby, które jeszcze nie złożyły „Ślubu” ani nie przesłały swoich nazwisk. Otworzyliśmy więc arkusz i ku naszemu zdumieniu okazało się, że pięćdziesiąt dwie osoby wyraziły chęć wysłania swoich nazwisk. Nazwiska w załączniku. Serdeczne pozdrowienia od Siostry Heard i

Twojego Brata z Bożej łaski,

C. E. HEARD. — Vancouver, B.C.

—————

OD ZBORU Z VANCOUVER

NASZ UMIŁOWANY PASTORZE: —

My, niżej podpisani, członkowie zboru w Vancouver, korzystamy z tej okazji, aby wyrazić naszą miłość i wdzięczność za nieocenioną służbę, jaką nam wyświadczyłeś, ponieważ dzięki Twoim posługom zostaliśmy wprowadzeni do światła Teraźniejszej Prawdy. A teraz, uznając, że znajdujemy się „w onym złym dniu”, a niebezpieczeństwo upadku jest tak wielkie, pragniemy „prostować ścieżki dla nóg swoich”, i wierząc,

::R5889: strona 127::

że specjalny „Ślub” jest wspaniałym środkiem, aby spełnić ten cel, pragniemy dodać nasze imiona do wielu, którzy go już złożyli i w ten sposób uczynić go naszą własnością.

Modląc się o obfite błogosławieństwo naszego Ojca Niebiańskiego dla Ciebie, drogi Bracie, prosimy o dalsze wsparcie w Twoich modlitwach, jesteśmy: [Następują pięćdziesiąt dwa podpisy].

—————

DIAGLOTT

Szanowni Państwo: —

Posiadam egzemplarz Emphatic Diaglott i bardzo go sobie cenię. Porównałem go z dziełami wielkiego angielskiego komentatora Clarke’a i wszystkie jego cytaty z języka greckiego są identyczne z Diaglottem. Porównywałem z nim Septuagintę i tam, gdzie Diaglott odwołuje się do Starego Testamentu, znajduję ten sam tekst.

Dobro, które otrzymałem z jego studiowania, a także większa wartość tego dzieła w porównaniu z innymi sprawiła, że zyskało ono moją wielką sympatię.

Zajmuję się pracą duszpasterską i rozpowszechnianiem literatury sakralnej, w tym Biblii i Testamentów. Chętnie przekażę kilka egzemplarzy Diaglotta, jeśli mógłbym dostać za nie uczciwą prowizję.

Otrzymałem teraz zamówienie na jeden egzemplarz. Jeśli poinformujesz mnie o warunkach dotyczących pośrednictwa, z przyjemnością przekażę Ci kilka egzemplarzy. Proszę załączyć swoją broszurę o Armagieddonie.

Z poważaniem WIELEBNY__________

—————

PRZEWIDYWANIE DOŚWIADCZEŃ GETSEMAŃSKICH

DROGI BRACIE RUSSELL: —

Chciałbym tylko, drogi bracie, życzyć Ci, aby nasz drogi Pan i Mistrz nadal Cię błogosławił, tak jak to czynił obficie w przeszłości. Pamiętam o Tobie każdego poranka przed Tronem Łaski.

Wydaje się, że w tym kraju jesteśmy na skraju doświadczeń Getsemańskich, ponieważ uchwalono ustawę o poborze do wojska.

Jeden z moich synów skończył już 19 lat. Jak dotąd dał dobre świadectwo o Panu, odmawiając zaciągnięcia się do wojska. Jeśli dojdzie do tego, że za odmowę zostanie rozstrzelany, ufam, że otrzyma Niebiańską Łaskę, by wytrwać przy zasadach prawdy i sprawiedliwości.

Bracie, prosimy o modlitwę za nami w tej złej godzinie.

Twój w tej jedynej nadziei, W. O. WARDEN. – Szkocja.

====================

::R5889 : strona 128::

Klasy Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Biblii
STUDIA I WYKŁADY PRZEZ CZŁONKÓW PEOPLES PULPIT ASSOCIATION (STOWARZYSZENIE LUDOWEJ KAZALNICY)

====================

Jeżeli zauważyłeś błąd w pisowni, powiadom nas poprzez zaznaczenie tego fragmentu tekstu i przyciśnięcie Ctrl+Enter.