R5905-0 (161) 1 Czerwca 1916 r.

Zmień język 

::R5905 : strona 161::

TOM XXXVII. 1 CZERWCA 1916 R. NR 11
A.D. 1916—A.M. 6044

—————

Zawartość

Rozwijanie naszego przywiązania do niebiańskości . . . . . . . 163
Nastrajanie uczuć ku Górze stopniową pracą . . 164
“Piękność Króla Ujrzą” (Wiersz). . . . . . . . 165
Strażnik więzienny z Filippi . . . . . . . . . . . . . . . . . 166
Trzęsienie ziemi w odpowiednim czasie. . . . . 167
Na ostatek, bracia, rozmyślajcie!. . . . . . . . . . . . . . . 168
Moc myśli. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 169
Pytania pomocne w badaniu samego siebie. . . . 169
Zakres Przymierza Abrahamowego . . . . . . . . . . . . . . . . 169
Zbiory i przesiewania Żniwa. . . . . . . . . . . . . . . . . . 170
Zarys rozwoju teraźniejszej Prawdy . . . . . . 170
Pierwszy, słaby promyk Boskiego Planu. . . . . 170
Chronologia uznana za wartościową. . . . . . . 171
Ważne odkrycie . . . . . . . . . . . . . . . . 171
Początek pracy Żniwa . . . . . . . . . . . . . 171
Zaprzeczenie Okupowi . . . . . . . . . . . . . 172
Początki „Strażnicy” . . . . . . . . . . . . . 172
„Cienie Przybytku Lepszych Ofiar”. . . . . . . 173
Jeszcze więcej światła na Pismo Święte . . . . 174
Czy to was obraża? . . . . . . . . . . . . . . 175

::R5905 : strona 162::

PUBLIKOWANE PRZEZ
WATCH TOWER BIBLE AND TRACT SOCIETY
CHARLES T. RUSSELL, PRESIDENT
„BROOKLYN TABERNACLE”, 13-17 HICKS ST.,
BROOKLYN, N. Y., U. S. A.

Biura zagraniczne: Oddział brytyjski: LONDON TABERNACLE, Lancaster Gate, Londyn. Oddział zachodnioniemiecki: Unterdorner Str., 76, Barmen. Oddział australijski: Flinders Building, Flinders St., Melbourne. W każdym przypadku prosimy o kontakt z TOWARZYSTWEM.

—————

KOSZT ROCZNEJ PRENUMERATY $1.00 (4s.) (4 szylingi to 1/2 funta według systemu monetarnego sprzed 1971 r. – przyp. tłum.). PŁATNE Z GÓRY.

PROSIMY PRZESŁAĆ PIENIĄDZE EKSPRESEM, CZEKIEM BANKOWYM, PRZEKAZEM POCZTOWYM LUB POLECONYM.
ZAMÓWIENIA ZAGRANICZNE WYŁĄCZNIE PRZEKAZEM W OBCEJ WALUCIE.

—————

Warunki dla ubogich Pańskich są następujące: Wszyscy Studenci Biblii, którzy z powodu podeszłego wieku, jakiejś choroby, lub z powodu innych przeciwności losu, nie są zdolni zapłacić za to Czasopismo, niech, co roku w maju wyślą Pocztówkę, opiszą swoją sytuację i poproszą o kontynuację prenumeraty, a będą otrzymywać ją bezpłatnie. Nie tylko chcemy, ale również pragniemy, aby wszyscy tacy byli stale na naszej liście i mogli korzystać z WYKŁADÓW itp.

—————

EDYCJE DOSTĘPNE SĄ RÓWNIEŻ W JĘZYKU FRANCUSKIM, NIEMIECKIM, SZWEDZKIM I DUŃSKIM.
OKAZOWE EGZEMPLARZE BEZPŁATNE.

—————

WYSYŁKI POCZTOWE DRUGĄ KLASĄ Z URZĘDU POCZTOWEGO W BROOKLYNIE, N.Y.
WYSYŁKI POCZTOWE DRUGĄ KLASĄ Z URZĘDU POCZTOWEGO W OTTAWIE,
W KANADZIE.
(drugą klasą w Stanach Zjednoczonych wysyłane są gazety i czasopisma – przyp. tłum.).

—————

POPULARNA BROSZURA O PIEKLE

Żadna z naszych broszur nie jest tak bardzo poszukiwana, jak ta zatytułowana: Co Pismo Święte Mówi o Piekle? Posiadamy ją w przystępnej cenie po 5 centów za sztukę. Tuzin spakowany w paczce w cenie 50 centów; w formacie Strażnicy w cenie 40 centów za tuzin, 75 centów za 25 sztuk, $2 za sto, wolne od opłaty pocztowej.

—————

BRAT RUSSELL W ŚWIĄTYNI

Odpowiadając na wiele pytań, ogłaszamy, że Brat Russell czyni starania, by służyć w Nowojorskiej Świątyni w pierwszą niedzielę każdego miesiąca. Przed południem w tych dniach odbywa się chrzest, w których dla każdego, kto uzna za stosowne, będzie dokonana usługa zanurzenia w wodzie.

—————

W MOMENCIE składania zamówień książek itp. prosimy o sprawdzanie cen w Strażnicy z 1 listopada.

====================

HYMNY BETEL NA LIPIEC

Po odśpiewaniu pieśni, rodzina Betel słucha „Mojego ślubu Panu” a następnie łączy się w modlitwie, rozważając bieżący tekst MANNY. Następujące pieśni w lipcu: (1) 20; (2) 60; (3) 257; (4) 293; (5) 85; (6) 324; (7) 119; (8) 267; (9) 46; (10) 130; (11) 91; (12) 105; (13) 455; (14) 28; (15) 285; (16) 72; (17) ; (18) 218; (19) 272; (20) 160 (21) 213; (22) 98; (23) 172; (24) 260; (25) 325; (26) 165; (27) 183; (28) 130; (29) 19; (30) 57; (31) 281.

====================

::R5905 : strona 163::

Rozwijanie naszego przywiązania do niebiańskości

„O tem, co jest w górze, myślcie, nie o tem, co jest na ziemi” – Kol. 3:2 [pisownia oryg. BG]

W naturze ludzkiej są pewne skłonności, które wszyscy uznajemy za – pewien rodzaj umysłowego świętokradztwa, którego nie jesteśmy zdolni wyjaśnić lub wytłumaczyć. Jako ludzie posiadamy pewien impuls uczuć, pewne siły, które kierujemy w stronę innych istot lub rzeczy. Jest rzeczą bardzo ważną, żebyśmy widzieli, w jakim kierunku te uczucia się skłaniają, w przeciwnym razie mogą one zaprowadzić nas do bałwochwalstwa. Jak mała gałązka winnej latorośli (wąs) czepia się czegokolwiek, co jest w jej zasięgu, tak podobnie i nasze uczucia czepiają się różnych ziemskich rzeczy. Wymagają one obcinania i hodowania na podobieństwo winnej latorośli, która tego potrzebuje. Jeżeli pragniesz, aby twoja winna latorośl rosła w pewnym kierunku, to obracasz ją we właściwym kierunku, przywiązujesz, jeżeli jest taka potrzeba, i doglądasz, ażeby małe, młode gałązki obwijały się około właściwej podpory.

RÓŻNE ZIEMSKIE OBIEKTY UCZUĆ

Tak jest z każdym z nas. Uczucia te są właściwe, dobre, lecz potrzebują one nakierowania i pielęgnowania. Gdybyśmy nie posiadali tych uczuć, nie moglibyśmy miłować Boga. Musimy je posiadać, abyśmy mogli właściwie równoważyć nasz charakter. Bez nich nie moglibyśmy się trzymać razem. Potrzebę właściwego trenowania uczuć i kierowania nimi daje się zauważyć, kiedy widzimy, jak pewna dama kieruje swoje uczucia na małego pieska, poświęcając mu dużo czasu, opieki, żywności itp. Niektórzy zamożni ludzie mają zamiłowanie do pudelków, buldogów, wyżłów czy też kotów Angora, inni natomiast do kanarków, królików, a nawet białych myszy. Poświęcają oni zwierzętom wiele cennego czasu, myśli i uwagi, które mogłyby być użyte w inny, lepszy sposób – często traktują je tak, jak gdyby

::R5906 : strona 163::

były dziećmi, okazując im tyle uczuć, jakby były istotami ludzkimi. Niektórzy podobnie postępują z kwiatami.

Pomimo że uznajemy za właściwe, by posiadać dobre uczucie względem niemych stworzeń i chociaż bardzo lubimy kwiaty, jesteśmy jednak przekonani, że jako lud Boży nie powinniśmy traktować ich jak ludzkie istoty i nie powinniśmy wylewać nie swoich uczuć ze szkodą lub zaniedbaniem o wiele ważniejszych rzeczy. Jest bardzo wiele dzieci, które potrzebują opieki i pomocy, więc nie powinniśmy dawać pierwszeństwa kwiatom, psom, kotom lub innym rzeczom przed nimi. Chociaż jest właściwą rzeczą myśleć o dobroci naszego Niebiańskiego Ojca, który dał nam te wszystkie rzeczy dla naszej przyjemności, to jednak powinniśmy się mieć na baczności, aby nie przywiązywać do nich naszych uczuć i nie dawać im za wiele miejsca w naszych sercach. Kiedykolwiek ludzie tak czynią, to tracą coś bardziej wartościowego w swym życiu. Jeżeli są to ludzie dorośli, byłoby lepiej dla nich, aby posiadali dzieci, niż aby przywiązywali swoje uczucia do psów i kotów oraz tracili cenny czas dla nich.

Kiedy spoglądamy na rodzaj ludzki, dostrzegamy, że niektórzy są bardziej zrównoważeni od innych. Współczujemy światu, bo większa jego część nie zna Boga. Nie są chrześcijanami. Bardzo wielu z nich posiada biedne i nędzne życie, ponieważ nie mają czym napełnić swoich serc lub rozszerzyć i rozjaśnić swoich umysłów. Są ludzie, którzy nie poświęcają swojego czasu zwierzętom, lecz przywiązują swoje uczucia i myśli do swoich mieszkań. Sprawia im to wielką przyjemność, gdy mogą powiedzieć: „Posiadam własny, piękny dom”. To pragnienie posiadania własnego domu jest naturalnym pragnieniem człowieka. Frenolodzy nazywają to naturalnym zarysem miłości domowej. Jednak nawet w tych rzeczach nie możemy pozwolić, żeby nasze uczucia miały się skupiać na tym. Jako dzieci Boże powinniśmy posiadać wyższe dążenia, aspiracje, niż świat.

Wielu wkłada serce w powiększanie oszczędności bankowych. Znaliśmy takich ludzi, których umysły były tak niezrównoważone, że byli w stanie zrobić wszystko, aby zdobyć dobre konto bankowe, a kiedy już takie pozyskali, nadal nie byli zadowoleni. Tacy wciąż sięgają po więcej, często uciekając się do bardzo niepewnych lub bardzo nieuczciwych metod, aby zdobyć to, czego pragną. Są oni umysłowo i moralnie zniszczeni. Mamy jednak pamiętać, że cały rodzaj ludzki w jego upadłym stanie jest mniej lub bardziej zdegradowany. Jedynie przez użycie radykalnych środków, trudności te mogą być usunięte. Jedynie Pan jest zdolny uleczyć choroby, którymi dotknięty jest cały rodzaj ludzki.

PRAWE UCZUCIA NARAŻONE NA WYPACZENIE

Istnieją inne, wyższe uczucia, niż te, o których wyżej wspomnieliśmy, które są również zagrożeniem, chyba że są właściwie kierowane i kontrolowane. Są to uczucia mężczyzny względem kobiety, kobiety względem mężczyzny, mężczyzny względem mężczyzny, kobiety względem kobiety itp. Te rzeczy są naturalne i właściwe, lecz musimy unikać, uczuć nieumiarkowanych. Dozwolone są tylko te, właściwe, rozsądne i umiarkowane. Musimy się wystrzegać i unikać skrajności. Słowo Boże wskazuje dla dzieci Bożych właściwą drogę do postępowania, którą możemy poznać tylko wtedy, gdy analizujemy Jego wskazówki: „Myślcie nie o tym, co jest na ziemi”. W przeciwnym razie na pewno obierzemy złą drogę.

Takie jest Boskie rozporządzenie, żeby nawet mężowie i żony nie przywiązywali zbyt mocno swych uczuć względem siebie. Apostoł Paweł mówi w ten sposób: „[…] czas potomny ukrócony jest, aby i ci, którzy żony mają, byli, jakoby ich nie mieli” (1 Kor. 7:29). Z tego można zrozumieć, że nie powinniśmy uważać, że nasze ziemskie stosunki są najwyższe i najlepsze ze wszystkich rzeczy. Jest wspaniałą rzeczą posiadanie wsparcia drugiej osoby w próbach i trudnościach

::R5906 : strona 164::

życia. Nie mamy zamiaru powiedzieć nic takiego, co mogłoby osłabić tę błogosławioną więź. Jednak powinna być ona podtrzymywana zgodnie z wiedzą i harmonią ze Słowem Bożym i nie powinna być, w jakikolwiek sposób dla nas przeszkodą w naszym biegu po Niebiańską nagrodę. Nie powinna stać się dla nas ziemską chmurą, która zakrywa przed nami Oblicze naszego Niebiańskiego Ojca i Jego aprobatę.

Z powodu naszych naturalnych skłonności, moglibyśmy popełnić błąd, dlatego powinniśmy zwrócić uwagę na napomnienie, które nam przypomina, abyśmy nasze uczucia kierowali ku Niebu. Niech każdy z nas obejrzy się dookoła i zamiecie, co jest do zamiecenia przed własnymi drzwiami. My nie żyjemy jedynie dlatego, by mile spędzać czas, lecz aby uczyć się pewnych zasad, wyciągać pewne lekcje, które Pan chce nam przekazać, abyśmy mogli bardziej niż kiedykolwiek kształtować nasze życie w harmonii z Nim, abyśmy byli zdolni spojrzeć na wszystkie rzeczy z Boskiego punktu widzenia. Słowo Boże nie wchodzi w szczegóły codziennego życia, lecz podaje ważne zasady, odnoszące się do każdej jego sfery. Te zasady są dla nas, abyśmy uczyli się, tak je stosować, aby zauważyć, czego potrzebujemy, a od czego powinniśmy się powstrzymywać, oraz co powinniśmy rozwijać w sobie. Pan chce, żebyśmy byli rozumnymi dziećmi.

„BÓG PIERWSZY”

Ci, co przychodzą do harmonii z umysłem Pańskim, posiadają „[…] mądrość, która jest z góry, najprzódci jest czysta, potem spokojna, mierna, powolna, pełna miłosierdzia i owoców dobrych, nieposądzająca i nieobłudna” (Jak. 3:17, pisownia oryg. BG). Każdy z nas powinien badać sprawy swojego życia i obserwować czy w jakimkolwiek stopniu przywiązuje swe uczucia do ziemskich spraw i rzeczy, nawet jeżeli są to rzeczy prawe i właściwe. Nikt nie może kochać swojej żony za mocno, chyba że, zajęłaby ona w jego sercu miejsce Boga. Jeżeli on ją miłuje tak bardzo, że woli jej się podobać niż Bogu, wtedy czyni źle. Bóg powinien być na pierwszym miejscu. Każda rzecz musi być poddana myśli: BÓG PIERWSZY – Jego Wola, Jego Plan, Jego Drogi.

Istnieją pewne stopnie miłości między mężem i żoną, między krewnymi i przyjaciółmi, które są w zupełnej harmonii z Niebiańską miłością i Wolą Ojca. Lecz są inne uczucia i stopnie miłości, które nie są zgodne z miłością Bożą i tych powinniśmy się wystrzegać. Każdy z nas jest niedoskonały, posiadamy naturalne skłonności do zbaczania z właściwej drogi. Nasz wielki Przeciwnik „jako lew ryczący obchodzi, szukając, kogo by pożarł”. Gdyby tylko mógł, chętnie by nas „pożarł”. Im lepszymi chrześcijanami się stajemy, tym bardziej Przeciwnik stara się nas usidlić.

Bycie dzieckiem Bożym nie oznacza wolności od wszelkich ziemskich skłonności. Apostoł wykazuje, że między Nowym Stworzeniem a starą naturą jest prowadzona ustawicznie walka (Gal. 5:17). Musimy stale walczyć o duchowe impulsy, skłonności i aspiracje i stale je udoskonalać. Nasze uczucia muszą być nie tylko oderwane od ziemskich rzeczy, do których z natury się skłaniają, lecz muszą być ćwiczone i kierowane w stronę Nieba, gdzie powinny być utrzymywane przez więzy miłości i oddania Bogu. Nie pozwólmy naszym uczuciom, aby osiadały na ziemskich rzeczach. Wprawdzie wiele jest pięknych rzeczy na ziemi, które nas pociągają, lecz nie powinniśmy przywiązywać do nich naszych serc. Możemy na nie patrzeć i podziwiać, lecz sami musimy postępować dalej po wąskiej drodze. Miejsce w naszym sercu jest ograniczone, więc jeżeli wypełnimy je kwiatami i zwierzętami, ziemskimi ambicjami i uczuciami, to czy znajdzie się miejsce na rzeczy bez porównania piękniejsze i ważniejsze?

OWOCE, NIE WIÓRY, POWINNY WYPEŁNIAĆ NASZE UMYSŁY

Przypominamy sobie historię o chłopcu, który bardzo lubił czytać powieści, a którego ojciec chciał nauczyć ważnej lekcji. Pewnego dnia powiedział do syna: „Jasiu, wysyp te jabłka z koszyka i napełnij go wiórami”. Chłopiec tak uczynił i przyniósł koszyk napełniony wiórami. „Teraz – rzekł ojciec – włóż z powrotem wszystkie jabłka do koszyka”. Zdziwiony chłopiec mówi: „Ojcze, nie mogę włożyć tam jabłek, jeżeli tam są wióry”. Ojciec odpowiedział mu: „Umysł twój jest podobny do tego koszyka, który ma ograniczoną pojemność. Jeżeli więc umysł twój wypełnisz wiórami, wtedy nie będzie miejsca na lepsze rzeczy”.

To był mądry ojciec. Podał swojemu synowi dobrą myśl. Każdy z nas, jako Nowe Stworzenie w Chrystusie Jezusie powinien wypełniać swój umysł rzeczami Niebiańskimi – Niebiańską nadzieją, Niebiańską ambicją i Niebiańskimi uczuciami. W porównaniu z nimi rzeczy ziemskie są jak wióry. Nasz umysł i serce, jeżeli byłyby wypełnione wiórami, to nie mogłyby pomieścić owoców Ducha. Jeżeli wypełnimy nasze koszyki Niebiańską miłością i radością – duchowym skarbem – to będziemy posiadali to, co przewyższa wszelką ziemską miłość i radość.

Strzeżcie się ziemskiej, fałszywej miłości, ponieważ może się stać przeszkodą dla Niebiańskiej miłości. Te obie nie mogą być zmieszane. Niesamolubna miłość naturalna, która jest elementem doskonałej ludzkiej natury, nie będzie w sprzeczności z naszymi duchowymi sprawami, jeżeli będzie pod kontrolą miłości Niebiańskiej. Pierwsza nie szkodzi i nie niszczy drugiej. Pan chce, aby naturalna miłość do męża, żony, dzieci i rodziców istniała, lecz musi być ona całkowicie podporządkowana rzeczom Niebiańskim. Tutaj także Bóg powinien być na pierwszym miejscu.

NASTRAJANIE UCZUĆ KU GÓRZE STOPNIOWĄ PRACĄ

Apostoł Paweł w naszym tekście zwraca się do chrześcijan, do klasy, która codziennie ćwiczy się, aby swoje myśli i uczucia zwracać w kierunku Nieba. Skłanianie naszych uczuć ku rzeczom niebiańskim musi być ciągle powtarzane i stale praktykowane, ponieważ uczucia są skłonne do zmian. Jesteśmy wyposażeni jedynie w nasze stare umysły, a one wytwarzają myśli skłaniające się ku ciału. Dlatego powstaje konieczność powtarzającego się i nieustannego kierowania naszych uczuć do rzeczy, które są w górze, aż zostaną tam one mocno przywiązane, przytwierdzone i utrwalone. Niebo powinno być naszym wiecznym mieszkaniem, a nie ziemia i warunki cielesne. Wszystkie drogocenne obietnice koncentrują się w górze. Tam jest Chrystus, nasz umiłowany Król. Powinniśmy być przygotowani, by wejść do stanu duchowego poza zasłoną. Najwyższa chwała, jaką teraz posiadamy, jest nasza jedynie przez wiarę, lecz jeżeli jesteśmy wytrwali i wierni naszemu przymierzu z Bogiem, to stanie się nasza w rzeczywistości.

W teraźniejszym czasie Bóg przez Swoje obietnice daje nam przedsmak tych dobrych rzeczy, które mają przyjść. Posiadamy „zadatek Ducha”, który jest jak wpłata stu

::R5907 : strona 164::

dolarów, aby zapewnić kupno domu. Należy jeszcze spłacić resztę z sumy, dlatego kupujący nie posiada domu, dopóki nie wyłoży wszystkich pieniędzy. Lecz dany zadatek zapewnia mu posiadłość, która będzie w pełni jego, kiedy dokona całej wpłaty. Pan Bóg, dając nam zadatek Ducha Świętego, zawiera umowę, pod którą my się podpisujemy. Dając nam ten zadatek, jako zaliczkę Pan Bóg mówi: „Teraz z twojej strony udowodnij mi, jak wiernie trzymać będziesz twoją część Przymierza, w które weszliśmy. Ty dotrzymaj swego, a ja uczynię Swoje”. „Wiernyż jest ten, który was powołał, który też to uczyni”. Kwestią jest to, czy my wiernie wypełnimy naszą część umowy, bo Pan Bóg bez wątpienia uczyni tak ze Swoją częścią.

STARANNE PRZYGOTOWANIE SZATY ŚLUBNEJ

Gdy się zastanawiamy nad rzeczami ziemskimi, zauważamy, że nie one są godne, by je porównać z rzeczami Niebiańskimi.

::R5907 : strona 165::

Lecz grozi nam niebezpieczeństwo, gdybyśmy spędzali poświęcony czas na rzeczy, które mają nawet mniej wartości niż kwiaty itp. Jak myślisz, ile czasu powinno się spędzać na czytaniu gazety? O ile tego rodzaju lektura pomoże ci w myśleniu o rzeczach niebiańskich? Każdy z nas jest odpowiedzialny przed Bogiem, jak zużywa każdą chwilę swojego czasu, który został ofiarowany Bogu. Nie potępiamy tu czytania ważnych światowych wiadomości, które mają związek z wypełnianiem się różnych proroczych zarysów znajdujących się w Piśmie Świętym. Nie uważamy za złe obserwowanie przebiegu wydarzeń odnoszących się do nadchodzącego Królestwa, lecz nie potrzebujemy wiele czytać, by dowiedzieć się najważniejszych rzeczy.

Bez wątpienia, gdyby Jezus był teraz w ciele, to interesowałby się, w jaki sposób ziemskie warunki wypełniają świadectwo Pisma Świętego. Pan kazał nam oczekiwać oraz podnosić nasze głowy, kiedy nadejdą te przepowiedziane rzeczy. Lecz jak możemy podnosić nasze głowy, jeżeli nie widzimy nadchodzenia tych rzeczy. I jak możemy je zobaczyć, jeżeli nie czytamy tego, co udzieli nam pewnych informacji? Lecz nasze czytanie nie powinno być dla rozrywki ani nie mamy czytać tego, co nie jest korzyścią dla nas, jako Nowych Stworzeń.

Zatem drodzy bracia i siostry widzimy, jaką drogą powinniśmy postępować. Mamy się stać Oblubienicą Syna Jehowy. Dlatego powinniśmy być bardzo pilni i przygotowani do zbliżającego się małżeństwa. Przykład przygotowań ziemskiej oblubienicy do zaślubin pokazuje nam, jak ważnym dla nas powinno być przygotowanie naszej sukni, bez plamy, z zupełnie wykończonym haftowaniem. Każdy z nas ma ten przywilej, by mieć swój najważniejszy dział w największym weselu, jakie kiedykolwiek się odbyło. Dlatego powinniśmy być gotowi. My, którzy z natury jesteśmy dziećmi gniewu, jak i inni, zostaliśmy uprzywilejowani, aby zostać oczyszczeni ze wszelkiej zmazy przez drogocenną krew Chrystusa. Codziennie obowiązani jesteśmy oczyszczać się słowem Bożym. Jesteśmy obowiązani oczyszczać się od wszelkiej nieczystości ciała i ducha, aby okazać się godnymi stania się Oblubienicą Niebiańskiego Króla.

Przygotowanie to oznacza ustawiczną pracę tak długo, jak długo pozostajemy w śmiertelnym ciele. Wielki Plan Boży został przygotowany tak, aby wskazać, kto będzie należeć do klasy Oblubienicy Syna Bożego. W naszej sprawie decyzja zależeć będzie od naszej gorliwości i staranności w przygotowaniu. Jeżeli właściwie zajmiemy się tą najważniejszą sprawą, to nie będziemy mieli czasu do zmarnowania. Będziemy mieli bardzo niewiele czasu na cokolwiek innego niż na tę jedną rzecz. Jednak właściwe przygotowanie siebie oznacza również pomaganie, w miarę możliwości drugim, szczególnie tym, którzy razem z nami postępują tą wąską drogą. Jesteśmy zobowiązani kłaść nasze życie za braci. To jest ważna część naszego przygotowania się. Nie tylko mamy budować siebie w najświętszej wierze, ale także mamy pomagać braciom.

Mamy nadzieję drodzy przyjaciele, że starannie przygotowujemy się na wesele Baranka, na nasze z Nim zaślubiny. Coś, co uczynimy teraz, lub czego nie uczynimy, może oddziaływać na nasze ostateczne przygotowanie. Nasze umysły są podstawą do wszystkiego w tej sprawie. Pan wie, że jesteśmy w niedoskonałych ciałach, zatem nasza próba nie polega na doświadczaniu naszych cielesnych zdolności, ale naszych serc – o ile są doskonałe. Jeżeli serca są doskonałe przed Bogiem w takim razie nasze słowa, uczynki i myśli będą w harmonii z prawem miłości według naszych zdolności. Jeżeli staramy się, by serca nasze były tak wierne, to będziemy coraz bardziej podobni obrazowi Syna Bożego, naszego Niebiańskiego Oblubieńca, a we właściwym czasie wejdziemy z wielką radością do naszego domu, „dom nie rękoma urobiony, wieczny w niebiesiech”. Wtedy Pan nasz przedstawi nas Ojcu, jako „Oblubienicę ubraną mężowi swemu”. Przedstawi nas z wielką radością jako NIESKAZITELNYCH.

Och, jak błogosławiona jest ta myśl! Czy możemy być bez zmazy? Jeżeli osiągniemy Królestwo, drodzy bracia, to zapewne będziemy bez zmazy! W międzyczasie nasze charaktery tutaj powinny być bez nagany. Pan Bóg nigdy nas nie potępi za przewinienia, których nie mogliśmy uniknąć, lecz za takie, których uniknięcie było w naszej mocy. Pan Bóg postanowił, że w przypadku popełnienia przez nas błędu możemy udać się do Źródła, w którym możemy się oczyścić. Gdy czynimy wszystko, co w naszej mocy i codziennie (lub częściej, jeżeli istnieje taka potrzeba) przystępujemy do Tronu Łaski, by otrzymać przebaczenie i być oczyszczonymi, to przed Bogiem będziemy uważani za czystych, a we właściwym czasie On da nam doskonałe ciała na podobieństwo naszego Pana. Wtedy będziemy doskonałymi w całym znaczeniu tego słowa.

Tak długo, jak pozostajemy w niedoskonałym ciele, potrzebujemy pomocy od Tronu Niebiańskiej Łaski. Potrzebujemy Boskiego miłosierdzia i wsparcia każdego dnia. Jeżeli jesteśmy wierni w sercu, nasze słabości i potknięcia pomagają nam w rozwijaniu czujności i stanowczości. Bóg tak kieruje swoją opatrznością, abyśmy mogli nauczyć się niezbędnych lekcji. W miarę jak wzrastamy w podobieństwie Bożym, dochodzimy do coraz większej miłości, podobnej do miłości Bożej i Chrystusowej, oraz do umiłowania zasad sprawiedliwości. Nigdy nie widzieliśmy naturalnym wzrokiem Boga ani Chrystusa, a jednak ich miłujemy ponad wszystko (1 Piotra 1:8). Nigdy nie widzieliśmy apostołów Pawła lub Jana, jednak ich miłujemy, ponieważ wiemy, że ich charaktery były pełnie miłości i godne podziwu. Miłujemy także usposobienie, które jaśnieje przez ich pisma i objawia piękno ich ducha. Miłujemy apostoła Pawła, ponieważ wszystko poczytał sobie za nic, byle mógł pozyskać Chrystusa i być znaleziony w Nim. Miłujemy wszystko, cokolwiek jest dobre, szlachetne i godne w miarę o ile ono takie jest.

Co miłujemy jedni w drugich? Czy jest to kształt głowy, symetria rysów, czy styl ubierania się? Nie! Miłujemy, jedni drugich w miarę o ile widzimy w nich podobieństwo naszego Mistrza. O ile ktoś jest bardziej zbliżony do podobieństwa Jezusa, o tyle więcej go miłujemy. To jest Niebiańska, duchowa miłość. Tego rodzaju miłość powinniśmy rozwijać każdego dnia. Wszystkie inne uczucia powinny być całkowicie na drugim miejscu. Niech nasza miłość i poszanowanie będzie wyłącznie dla rzeczy, które są wysoce cenione przed obliczem Bożym. Niech, więc to będzie dla nas najpiękniejszym ze wszystkich rzeczy, abyśmy mogli stać się przypodobani naszemu Ojcu, który jest w Niebiesiech.

====================

::R5907 : strona 165::

„PIĘKNOŚĆ KRÓLA UJRZĄ”

Tak! Ujrzą Króla twoje oczy!
Tego samego, którego miłość na przeklętym drzewie jaśniała,
Niosąc winę twoją i imieniem cię twym nazwała;
Ujrzą Go twoje oczy!

Ujrzą Króla twoje oczy!
Potężnego, Wielce ukoronowanego, Światłem odzianego.
On udzieli ci Królestwa przez Siebie zdobytego;
Ujrzą to twoje oczy!

A w zarysie Jego piękna! Pieśń śmierci bieg skończy,
Bo “miły mój” musi być wspaniały
W swojej chwale, i w czas niemały,
Ujrzą to twoje oczy!

Ach! Choć dla ziemi odległości wiele znaczą,
To już tylko krok i chwila, gdy twój trud odejdzie w cień,
Potem zmieni się smutek w radość a noc w dzień;
Twoje oczy to zobaczą!”

====================

::R5907 : strona 166::

Strażnik więzienny z Filippi

– 18 CZERWCA – DZ. AP. 16:16–40

DOŚWIADCZENIE ZE ZŁYMI DUCHAMI – SMUTNY STAN NIEWOLNICY – ZEMSTA JEJ ROZWŚCIECZONYCH WŁAŚCICIELI NA ŚW. PAWLE I SYLASIE – IGNOROWANIE FAKTÓW W TEJ SPRAWIE, FAŁSZYWE OSKARŻENIA – MISJONARZE BICI I UWIĘZIENI – ŚPIEWANIE PIEŚNI CHWAŁY DLA BOGA W NIESPRZYJAJĄCYCH WARUNKACH – TRZĘSIENIE ZIEMI WE WŁAŚCIWYM CZASIE – NAWRÓCONY STRAŻNIK WIĘZIENNY – PO POZNANIU PRAWDY ODNOŚNIE WIĘŹNIÓW, URZĘDNICY NAPRAWIAJĄ KRZYWDĘ.

„[…] Wierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony […]” – Dz. Ap. 16:31.

PRZEMIERZAJĄC dzień po dniu drogę z domu Lidii, do miejsca nabożeństw poza bramą miasta, misjonarze wielokrotnie spotykali młodą kobietę – wróżbitkę, znaną w Filippi jako Pytia lub Sybilla. Była niewolnicą opętaną przez złego ducha – jednego z upadłych aniołów. Duch ten działał za jej pośrednictwem, przepowiadał, udzielał informacji o zagubionych przedmiotach, wróżył przyszłość lub przepowiadał przyszłe wydarzenia itp. Była widocznie dobrze znana wszystkim ludziom, a wykonywane przez nią zajęcie przynosiło wielki zysk pewnej spółce, której była własnością. Zapewne była to grupa wpływowych ludzi.

Gdy misjonarze przez kilka dni wychodzili i wracali do

::R5908 : strona 166::

domu Lidii, zajmując się pracą Pańską, niewolnica podążała za nimi, wołając: „Ci ludzie sługami są Boga Najwyższego, którzy nam opowiadają drogę zbawienia”. Oczywiście ta dziewczyna nie znała św. Pawła ani jego towarzyszy, ale złe duchy ich znały. Nie wiemy dokładnie, do jakiego stopnia złe duchy przewidziały skutki tej sytuacji, ale jest całkiem możliwe, że to, co się zdarzyło było tym, co zaplanowały. Mianowicie, że Apostoł wypędzi złego ducha, a to sprowadzi na misjonarzy i ich nawróconych gwałtowny atak ze strony właścicieli dziewczyny i ich przyjaciół oraz wszystkich, których by mogli pobudzić do szalonego wzburzenia, gniewu i zamieszek.

Możliwe, że zły duch mógł po prostu powiedzieć prawdę, nie biorąc pod uwagę możliwości, że Apostoł może mu nakazać, aby opuścił kobietę – być może sądził, że Apostoł powinien być zadowolony ze świadectwa pochodzącego z jakiegokolwiek źródła. Czytamy jednak, że Św. Paweł smucił się, gdy dzień po dniu było wydawane to świadectwo. Nie, żeby się smucił z powodu złożenia świadectwa o Prawdzie, ale z powodu źródła z jakiego pochodziło. Wiedział, że zły duch nie ceni Prawdy. Żaden z upadłych aniołów, który miałby poważanie dla Boga i Jego zasad sprawiedliwości, nie dążyłby do opętania ludzi wiedząc, że takie opętanie przyniesie im szkodę i będzie sprzeczne z wolą Bożą.

Niektórzy nauczyciele będą prawdopodobnie sugerować, że ta kobieta była histeryczką lub nieco szalona. Jednak oba te przypuszczenia nie są zgodne z faktami opisanymi w Piśmie Świętym i całkowicie sprzeczne ze słowami Apostoła. Św. Paweł nie powiedział ani słowa do młodej kobiety zakładając, że nie ponosi za to odpowiedzialności. On skierował się do samego złego ducha i w imieniu Jezusa nakazał mu wyjść z kobiety – tak jak Pan i Apostołowie z Jego polecenia często wypędzali złe duchy – Mar. 5:1-17; Mat. 10:1; Łuk. 10:17 itd.

ZEMSTA SYNDYKATU

Tak jak właściciele świń byli źli na naszego Pana z powodu ich straty, gdy legiony demonów wypędzonych z człowieka weszły w zwierzęta, podobnie było z właścicielami niewolnicy. Możemy sobie wyobrazić jaką konsternację wywołała wśród nich wiadomość o tym, że nie tylko stracili źródło ich przyszłego zysku, ale także przepadła duża suma pieniędzy zainwestowana w tę dziewczynę, ponieważ takie opętane przez ducha niewolnice miały wysoką wartość rynkową. Oni bardzo się rozzłościli. Nic tak nie porusza ludzi, jak miłość lub samolubstwo, a w obecnych warunkach egoizm porusza większość z ogromną mocą. Grupa ta nie miała nadziei na powrót złego ducha z powrotem do niewolnicy, dlatego musieli zemścić się na tych, którzy przynieśli im finansową stratę.

Taki duch obecnie też panuje na świecie. Dopóki Prawda i słudzy Pańscy spokojnie idą swoją drogą, świat na ogół będzie zbyt zajęty swoimi sprawami, aby ich trapić. Jednak jak tylko dostrzeże, że prawda i sprawiedliwość są sprzeczne z ich interesami i oczekiwaniami, to jego opozycja staje się bardziej intensywna. Nie uważamy, że głównym zadaniem ludu Pańskiego jest wzbudzanie niechęci świata i w ten sposób sprowadzanie na siebie prześladowań. Najlepszą zasadą jest pozostawienie świata, aby zajmował się swoimi sprawami, podczas gdy my głosimy Ewangelię. Nie używajmy Ewangelii jak młota kowalskiego do kruszenia ludzkich serc, ale jako poselstwo radości, pokoju, miłości i błogosławieństwa dla tych, których serca dzięki Bożej opatrzności, zostały złamane i którzy mają uszy ku słuchaniu Poselstwa Łaski Bożej.

Zazwyczaj Apostołowie postępowali tak łagodnie, jak pozwalały zasady i w tym przypadku św. Paweł bardzo wyraźnie działał pod specjalnym kierownictwem Pana. Ogólna instrukcja Apostoła skierowana do Kościoła brzmi: „Jeźli można, ile z was jest, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie” (Rzym. 12:18). Ta myśl jest następująca: Nie schodźcie ze swej drogi, żeby wzbudzać niesnaski, ale jeśli Pan w Swojej opatrzności dozwoli na powstanie kłopotów, bądźcie odważni i pełni wiary w Tego, który na to dozwolił, a On je przezwycięży dla naszego dobra i ostatecznej korzyści.

Najwyraźniej właściciele Pytii byli wpływowi, ponieważ szybko udało im się pobudzić tłum zdecydowany zemścić się na Św. Pawle i Sylasie. Dwaj misjonarze zostali zaprowadzeni na rynek przed oblicze rządzących tym miastem. Tam syndykat zignorował prawdę w tej sprawie i wysunął fałszywe zarzuty, twierdząc, że więźniowie nauczają religii sprzecznej z prawem rzymskim, a więc mogącej wywołać rozruchy. To było sprzeczne z prawdą, gdyż słudzy Pańscy, zgodnie z prawem, wychodzili poza bramy miasta, aby oddawać cześć Bogu.

Jednak w tych okolicznościach fałszywe oskarżenie wystarczyło, aby sprowadzić na przedstawicieli Pana najsurowsze kary, jakie mogli wymierzyć sędziowie. Urzędnicy odpowiadający za utrzymanie porządku i zapobieganie rozruchom byli bardzo podekscytowani, rozdarli swoje szaty na znak oburzenia i niezadowolenia, że takie zamieszanie nastąpiło w ich mieście. Pomyślano, że ludzie, przeciw którym społeczeństwo w taki sposób reaguje, muszą być czemuś winni i dlatego też zasługują na ukaranie. Oni nie wiedzieli, że złe duchy miały udział we wzbudzaniu zamieszek. Jak Św. Paweł wyraził to w pewnym miejscu: „Albowiem nie mamy boju przeciwko krwi i ciału [tylko], ale […] przeciwko duchownym złościom, które są wysoko”.

UWIĘZIENI MISJONARZE

Urzędnicy, aby zadowolić tłum i szybko przywrócić spokój nakazali bicie misjonarzy, prawdopodobnie kijami, a potem wtrącili ich do więzienia. Cóż to za nagroda za trud misjonarzy! Co to za rekompensata za poświęcenie życia dla Pana i Prawdy – że o tych szlachetnych ludziach źle mówiono, źle myślano, a nawet źle ich traktowano!

Pamiętajmy, że Bóg, który się nie zmienia, jest naszym

::R5908 : strona 167::

Bogiem i On, tak dzisiaj, jak i wtedy, sprawuje nadzór nad sprawami Kościoła. Pamiętajmy, że On wymaga od nas dzisiaj, podobnie jak od dawnych misjonarzy, abyśmy byli gotowi Go reprezentować, abyśmy byli gotowi znosić trudy i w ten sposób dowiedli w pełni naszej gotowości do służby dla Chrystusa i Jego poselstwa. Czy nie wymagało to wiary od misjonarzy, aby przyjąć takie doświadczenia jako opatrznościowe i nie myśleć o nich, jako o dowodach Pańskiej niełaski czy zaniedbania? Tak i my musimy nauczyć się podobnych lekcji wiary w Szkole Chrystusowej i z zadowoleniem podążać śladami Jezusa i Apostołów. Musimy się nauczyć radować, tak w uciskach, jak i w powodzeniu.

Więzienie składało się z cel zewnętrznych, z mniejszym lub większym dostępem do światła i powietrza oraz z lochu wewnętrznego lub centralnego, przeznaczonego dla najgroźniejszych przestępców. Św. Paweł i Sylas zostali wtrąceni do tego wewnętrznego więzienia, a ich stopy szybko zakuto w dyby. W tych niepomyślnych okolicznościach, z obolałymi i krwawiącymi plecami od chłosty, ci wierni bracia byli tak napełnieni duchem radości, że dali upust swoim uczuciom w hymnach dziękczynnych za przywilej cierpienia z powodu pracy Pańskiej i znoszenia cierpień dla sprawiedliwości.

Możemy bez trudu zauważyć, że nic innego jak tylko silna i żywa wiara w Boga pozwoliła tym dwóm misjonarzom odczuć, że ich przeciwności znoszone z powodu Ewangelii oznaczały dla nich Boskie uznanie, jeśli zostały właściwie przyjęte. Zrozumieli, że ich próbujące doświadczenia są jedynie „lekkim uciskiem”, który pod Boskim kierownictwem wypracuje dla niech daleko bardziej przewyższającą i wieczną chwałę. Tylko to umożliwiło tym maltretowanym mężczyznom odnieść triumf w godzinie udręki i chwalić Boga za przywilej cierpienia jako członkom Ciała Chrystusowego, wypełniając część cierpień Chrystusa, aby w przyszłości mogli również dzielić Jego chwałę jako członkowie Jego Ciała – członkowie wielkiego antytypicznego Mojżesza, pośrednika Nowego Przymierza – Kol. 1:24; Dz. Ap. 3:22.

Te rzeczy zostały napisane dla naszego pouczenia, abyśmy byli wzmocnieni, widząc wierność innych. Nasze przymierze jest takie samo jak ich a ich takie samo jak naszego Pana. Te cierpienia Chrystusa są jedne, chociaż różnią się w charakterze, ale i chwała, która nastąpi, będzie jedna, chociaż jej uczestnicy będą się różnić tak, jak gwiazda od gwiazdy różni się chwałą. Im większe cierpienia znoszone są wiernie, bez narzekania oraz radośnie, tym większa będzie nagroda w Królestwie naszego Ojca i naszego Pana i Zbawiciela.

TRZĘSIENIE ZIEMI W ODPOWIEDNIM CZASIE

Podczas gdy misjonarze śpiewali, nastąpiło trzęsienie ziemi, które wstrząsnęło ścianami, poluzowało kajdany, którymi byli skuci i otworzyło kraty, które podtrzymywały drzwi ich więzienia. Strażnik, widząc otwarte drzwi, pomyślał, że więźniowie uciekli. Wiedząc, że zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, wyciągnął miecz, chcąc popełnić samobójstwo. Wtedy Św. Paweł zawołał go i powiedział: „Nie czyń sobie nic złego. Jesteśmy tu wszyscy”.

Od tego czasu strażnik był już w pełni przekonany, że misjonarze powierzeni jego opiece byli niezwykłymi ludźmi, a nie zwykłymi przestępcami. Możliwe, że rzeczywiście miał jakąś wiedzę na temat demonizmu i opętania, i słyszał, że jeden z tych ludzi wypowiadając słowa, zniszczył rzekomo Boską wyrocznię, wykorzystując jakąś nadludzką moc. W każdym razie był teraz gotowy troszczyć się o tych więźniów i słuchać Posłannictwa Bożej Miłości.

Prawdopodobnie najpierw zabezpieczył więzienie, zastanawiając się nad tymi sprawami, a potem zaprowadził ich do swojej kwatery w więzieniu. Zadbał o ich wygodę, a w międzyczasie usłyszał od nich o ich misji dotyczącej Jezusa Mesjasza i Jego śmierci jako Odkupiciela świata. Strażnik uznał siebie za grzesznika. Zdał sobie sprawę z tego przynajmniej w sposób ogólny, że wszyscy ludzie są grzesznikami, obcymi, odłączonymi od Boga z powodu złego postępowania. Pragnął przebaczenia własnych grzechów i pojednania ze swoim Stwórcą dostrzegając, że ci misjonarze mogą mu w tym pomóc. Dlatego zapytał: „Co mam czynić, abym był zbawiony?” Co muszę zrobić, aby przystąpić do społeczności z Bogiem? Co muszę zrobić, aby tak jak wy móc odczuć Jego troskliwą opiekę we wszystkich moich sprawach; abym tak jak wy, mógł chlubić się w cierpieniu i zrozumieć, że pod Boską opatrznością wszystkie rzeczy będą współdziałać dla mojego dobra teraz i w przyszłości?

Odpowiedź przyszła natychmiast: „Wierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony, ty i dom twój”. W związku z oświadczeniem tego tekstu misjonarze wytłumaczyli strażnikowi i jego rodzinie niektóre zarysy Boskiego Planu Pojednania – śmierć Jezusa, Sprawiedliwego za niesprawiedliwych, błogosławieństwo, które we właściwym czasie dotrze do Adama i jego rodu poprzez procesy zmartwychwstania oraz obecny przywilej słuchania i przyjmowania Bożego powołania do współdziedziczenia z Jezusem, jako Jego „członkami” w obecnych cierpieniach i przyszłej chwale.

STRAŻNIK WIĘZIENNY NAWRÓCONY

Nasienie Prawdy padło na dobrą ziemię. Ci, którzy byli obecni, uwierzyli i z wdzięcznością przyjęli przywilej stania się uczniami – by cierpieć dla Chrystusa. Niezwłocznie zostali ochrzczeni, symbolizując w ten sposób swoją śmierć dla świata, grzechu i siebie oraz chęć kroczenia w nowości życia, jako członkowie Chrystusa. Z pewnością misjonarze musieli zdać sobie z tego sprawę, że niesprawiedliwość urzędnika opatrznościowo skierowała ich do więzienia tak, jak wcześniej byli poprowadzeni nad rzekę na spotkanie modlitewne! W ten sposób ich wiara została wzmocniona. Byli gotowi znosić trudności z cierpliwością i radością ze względu na wielki przywilej niesienia Dobrej Nowiny innym.

Według niektórych standardów nadszedł najwyższy czas, żeby ci misjonarze zaczęli strajkować o podwyżkę pensji i plebanię, a szczególnie o zaprzestanie dalszych prześladowań, mówiąc Panu, że mają już dosyć poświęcenia. Jednak skutek był wprost przeciwny. Tym bardziej byli zachęceni do dalszego działania, do znoszenia dalszych cierpień.

Jako naśladowcy Jezusa musimy dopilnować, aby nasze doświadczenia były zgodne z doświadczeniami Mistrza i Jego Apostołów. Nie możemy szukać żadnych innych doświadczeń ani być zadowoleni, dopóki nie znajdziemy okazji do cierpienia za Prawdę. Chociaż czasy nieco się zmieniły, możemy być pewni, że to nasz Pan miał całkowitą rację, gdy ogłaszał przez Swojego Apostoła: „Aleć i wszyscy, którzy chcą pobożnie żyć w Chrystusie Jezusie, prześladowani będą” (2 Tym. 3:12). Mogą one mieć miejsce we własnym domu i w rodzinie, w Kościele lub ze strony świata, ponieważ jeśli ktoś jest wierny w świeceniu swoim światłem, to nie uniknie ich.

Jeśli zatem ktoś z ludu Pańskiego ucieka przed prześladowaniami, powinien obawiać się takiego stanu i dokładnie zbadać czy jest wierny we wszystkich przywilejach i okazjach, jakie może napotkać. To jednak nie znaczy, że powinniśmy szukać prześladowań, przez robienie rzeczy niemądrych lub czynienie rzeczy właściwych w nierozsądny sposób. To oznacza, że nie powinniśmy uchylać się od odpowiedzialności za właściwe zachowanie z obawy przed konsekwencjami. Strach jest jednym z najbardziej subtelnych wrogów ludu Bożego. Powinien być zrównoważony zaufaniem i wiarą w Boga.

::R5908 : strona 168::

TOWARZYSZE W CIERPIENIU

Opis pokazuje, że Św. Paweł sam zganił złego ducha. Dlatego też sam był odpowiedzialny za zamieszki, które doprowadziły do uwięzienia jego i Sylasa. Możemy z łatwością dostrzec, jak Sylas mógł postąpić niewłaściwie, stając w opozycji. Mógł publicznie zganić św. Pawła i przynajmniej częściowo dołączyć do tłumu, unikając w ten sposób aresztowania, bicia i uwięzienia. Cieszymy się, że Sylas tak nie postąpił, że był cennym towarzyszem dla szlachetnego św. Pawła. Rozpoznał, że Pan błogosławi Apostoła i że św. Paweł był w szczególny sposób używany przez Pana, a zatem gdy jakiekolwiek doświadczenia na nich przychodziły, Pan był zdolny, jak również chętny, aby je wykorzystać dla ich dobra.

Z tego powodu Sylas miał przywilej uczestniczenia w biciu, śpiewaniu pieśni i nawróceniu strażnika więziennego. Z pewnością wielkim błogosławieństwem jest mieć wiarę w Pana i być posłusznym Bożej opatrzności, a nie być zbyt światowym, zbyt ostrożnym i samolubnym. Apostoł w liście do Żyd. 10:32,33 wspomina niektórych: „znosiliście wielki bój utrapienia” i takich, którzy byli tylko towarzyszami w hańbie, nie ponosząc tych samych strat. On wskazuje, że Bóg docenia wierność we wszystkich tych aspektach i należycie ją wynagrodzi. Bądźmy wiernymi Panu – podążając za Jego przewodnictwem i uczestnicząc w Jego błogosławieństwach.

TRUDNA SYTUACJA URZĘDNIKÓW

Następnego ranka rządzący, dowiedziawszy się o wydarzeniach minionej nocy, rozkazali uwolnić misjonarzy. Bez wątpienia zdali sobie sprawę, że nie mieli żadnego sprawiedliwego zarzutu przeciwko Św. Pawłowi i Sylasowi. Bicie i uwięzienie tych dwóch miało wyłącznie zadowolić publiczne oburzenie – tak jak wtedy, kiedy Piłat podobnie rozkazał ubiczować naszego Pana, nie dla zaspokojenia sprawiedliwości, ale dla złagodzenia gniewu tłumu. Jednak św. Paweł nie na darmo był prawnikiem. Poprzedniej nocy prawdopodobnie usiłował powiedzieć rządzącym, że on i Sylas są obywatelami rzymskimi i mają prawo żądać sprawiedliwego procesu, zanim zostaną ukarani. Jednak wrzawa tłumu była prawdopodobnie tak wielka, że ich protesty nie były słyszane.

Gdy rozkaz o ich uwolnieniu dotarł do więzienia, misjonarze przesłali rządzącym wiadomość, że są obywatelami rzymskimi. Rzymskie prawo zostało w stosunku do nich naruszone w trzech różnych aspektach: (1) Zostali pobici. (2) Zostało to uczynione publicznie. (3) Było to karygodne, ponieważ nie zostali prawomocnie skazani.

ZDROWY ZMYSŁ ŚW. PAWŁA

Te zarzuty wobec rządzących mogły być dla nich brzemienne w skutkach. Dlatego też nie powinniśmy się dziwić, że przyszli oni do więzienia, jak zażądał Apostoł i publicznie wyprowadzili misjonarzy, dowodząc w ten sposób ludowi, że poprzedniej nocy dokonała się niesprawiedliwość. To pozwoliło uniknąć pozostawienia hańby na wierzących w Filippi. Ludzie nie mogli powiedzieć uczniom: „Wasi nauczyciele zostali ukarani i wypędzeni z tego miasta i zakazano im powrotu”.

Z drugiej strony zauważmy ducha kompromisu. Św. Paweł i Sylas nie upierali się, aby dalej publicznie głosić ani nie żądali otrzymania prawnej ochrony wynikającej ze swobód obywatelskich. Przeciwnie, stwierdzili, że zrobili wszystko, co było w ich mocy i teraz Boska opatrzność kieruje ich gdzie indziej. Działali zgodnie z radą Mistrza: „A gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do drugiego”.

Zatem pokojowy kompromis został zawarty, dzięki któremu urzędnicy zostali uwolnieni od dalszych kłopotów. Misjonarze zaś zostali wyprowadzeni z honorami jako ludzie, którzy nie zrobili nic złego, ale stwierdzili, że w interesie pokoju opuszczą miasto, chociaż ich prawa jako rzymskich obywateli pozwalały im pozostać. Niektórzy z ludu Bożego popełniają błąd, niewystarczająco domagając się swoich praw, a inni błądzą w odwrotny sposób – przez zbytnie domaganie się swoich ziemskich praw. Tutaj, w przypadku Św. Pawła mamy przykład właściwego postępowania – „ducha zdrowego zmysłu”. On domagał się takich swoich praw, które były rozsądne i niezbędne dla Pańskiej sprawy, ale dobrowolnie zrzekał się innych praw w interesie pokoju, w harmonii ze swoim przymierzem ofiary i z Pismem.

Przed rozstaniem misjonarze wrócili do domu Lidii, w którym spotkali braci i pocieszyli ich. Nietrudno sobie wyobrazić, co powiedzieli braciom, aby ich pocieszyć. Z pewnością opisali radość, jakiej doświadczyli, gdy cierpieli dla Chrystusa i opowiedzieli, jak Pan nadzorował ich udręki, kłopoty, cierpienia i uwięzienie dla ich dobra, aby strażnik więzienny i jego rodzina dołączyli do grona braci.

Kto z uwagą przeczytał Nowy Testament, z pewnością zauważył, że duch braterstwa tam zawarty przeważa wśród tych, których Pan przyjął jako Domowników Wiary. Ktokolwiek świadomie wejdzie w kontakt z tymi, którzy obecnie radują się Teraźniejszą Prawdą, na pewno zauważy tego samego ducha braterstwa okazywanego w znacznym stopniu.

====================

::R5908 : strona 168::

NA OSTATEK, BRACIA, ROZMYŚLAJCIE!

– 25 CZERWCA – PRZEGLĄD KWARTALNY –

MOC UMYSŁU, WOLI – JAK CZŁOWIEK MYŚLI, TAKIM JEST – MOC ZŁYCH MYŚLI – MOC DOBRYCH MYŚLI – MYŚLCIE O CZYSTYCH RZECZACH – NIE O ZIEMSKICH RZECZACH – O RZECZACH MAJĄCYCH DOBRĄ OPINIĘ – O RZECZACH WARTOŚCIOWYCH – O RZECZACH CHWALEBNYCH – KAŻDY JEST ODPOWIEDZIALNY ZA SWÓJ WŁASNY UMYSŁ.

„A dalej mówiąc, bracia, cokolwiek jest prawdziwego, cokolwiek poczciwego, cokolwiek sprawiedliwego, cokolwiek czystego, cokolwiek przyjemnego, cokolwiek chwalebnego, jeźli która cnota, i jeźli która chwała, o tem przemyślajcie” – Filip. 4:8.

STOSUNKOWO niewielu ludzi, nawet wykształconych, zdaje się oceniać wielką moc umysłu i jego potężny wpływ na wszystkie sprawy naszego życia. Niewiele matek zdaje sobie sprawę, że to właśnie ich myśli mają wpływ na kształtowanie ich dzieci, które mają się narodzić – wpływając na ich pozytywne lub negatywne usposobienie. Niewielu ojców zdaje sobie z tego sprawę i stara się współpracować ze swoimi żonami, aby urodziły szlachetne dzieci – pobudzając ich umysły w czasie ciąży szlachetnymi myślami, szczytnymi ambicjami, wzniosłymi ideałami, rzeczami pięknymi, wdzięcznymi, sztuką, czystością, czcią, duchowością. Gdyby ludzie poznali moc, z jaką umysł matki oddziałuje na ich nienarodzone dzieci ku dobru lub złu, niewątpliwie doprowadziłoby to do radykalnej zmiany w wielu domach; ponieważ jesteśmy przekonani, że większość ludzi woli czynić dobrze niż źle, i że głównym problemem i przeszkodą jest nieświadomość.

Chociaż interesuje nas ogół ludzkości, nie powinniśmy zapominać, że Biblia jest napisana do dzieci Bożych, które zawarły specjalne przymierze

::R5908 : strona 169::

z Bogiem przez Pana Jezusa Chrystusa i które stały się Nowymi Stworzeniami przez spłodzenie z Ducha Świętego. Świat będzie się uczył i rozwijał podczas Tysiąclecia, natomiast w teraźniejszym czasie jedyną sposobność do rozwinięcia się mają ci, którzy otrzymali spłodzenie z Ducha Świętego i których wielką i jedyną nadzieją jest otrzymanie doskonałości na duchowym poziomie przy Zmartwychwstaniu Sprawiedliwych. Chociaż czujemy się zainteresowani światem, to jednak chrześcijańską powinnością jest naśladowanie Pana i zainteresowanie się szczególnie Jego naśladowcami, braćmi w Chrystusie.

MOC MYŚLI

Napomnienie Apostoła może odnosić się do każdego chrześcijanina, jak również może być napomnieniem dla całego Kościoła – aby się wzajemnie budowali w najświętszej wierze i zgodnie z tymi rzeczami, które są wymienione w naszym Złotym Tekście.

Każdy człowiek jest odpowiedzialny za dbanie o swój umysł. Stając się chrześcijanami, poddajemy naszą wolę pod wolę Bożą, zgadzając się odtąd nie postępować według swojej woli, lecz ignorując ją, postępować za kierownictwem woli Bożej. Na tych warunkach Pan przyjął nas do swojej rodziny, a niewypełnienie tych warunków jest przeciwne naszemu przymierzu. Pan Bóg w swoim Słowie daje nam potrzebne wskazówki, aby poznać, jaka jest Jego wola, a ktokolwiek przyjmie te warunki do dobrego i szczerego serca, wyda owoce posłuszeństwa, które prowadzą do rozwinięcia owoców ducha.

„Jak człowiek myśli w sercu swoim, takim też jest”. Wielu chrześcijan nauczyło się panować nad swoimi uczynkami, wstrzymując się od cielesnych sporów. Wielu nauczyło się do pewnego stopnia panować nad swoimi językami, pamiętając, jak zauważa Apostoł, że ten sam język, którym chwalimy Boga, może być użyty do wyrządzania krzywdy bliźnim (Jak. 3:1-10). Jednak opanowanie w uczynku i w słowie jest trudne do wykonania, jeżeli nie poddamy naszego umysłu i naszej woli pod wolę Bożą. Z tego powodu Bóg pokazuje nam przyczynę, dla której On żąda od nas tych rzeczy i dlaczego wystawia przed nami wielkie i kosztowne obietnice. To dlatego, aby one działały w nas, w naszym umyśle, aby wypracowały w nas słowa i uczynki zgodne z Pańskim upodobaniem i Jego wolą.

PYTANIA POMOCNE W BADANIU SAMEGO SIEBIE

Apostoł w naszym Złotym Tekście wykazuje właściwą drogę postępowania, abyśmy mogli zapanować nad sobą, naszymi myślami, słowami i uczynkami. Każda myśl powinna być badana, bo jeżeli ktoś pozwoli, by w jego umyśle zagnieździły się złe myśli, myśli samolubne lub skażone, to one zaczną kiełkować i sprowadzą wielkie skażenie, które skala nasze słowa i uczynki i udzieli się innym. Możemy łatwo nauczyć się badania naszych myśli według wskazówek, które podaje nam apostoł w tej nauce. Decyzje, których podjęcie teraz wymaga znacznej ilości czasu do zastanowienia, w przyszłości będą mogły być podjęte prawie natychmiast:

(1) Czy myśl, która rozważana jest w moim umyśle, jest prawa? Jeżeli tak, to może być wzięta pod uwagę, jeżeli nie, w tej chwili powinna być odrzucona i usunięta z umysłu jako szkodliwa.

(2) Czy myśl, która się nasuwa, jest czysta – czy nie jest zmysłowa lub samolubna? Jeżeli może ona pozytywnie przejść tego rodzaju badanie, może pozostać do dalszej rozwagi. Jeżeli jednak przy tym badaniu myśl nie okazałaby się czysta, należy ją natychmiast odrzucić jako myśl, która może wyrządzić wielką szkodę, podobnie jak wniesienie do naszego domu rzeczy zarażonych jakąś chorobą.

(3) Czy ta myśl jest przyjemna? Czy należy do rzeczy, które są miłe? Czy pobudza do dobrych uczynków lub, czy może ma mniejszy lub większy związek z nienawiścią, urazą, gniewem,

::R5909 : strona 169::

złośliwością? Jeżeli jest miła, to może przejść dalej. Jeśli nie, to natychmiast należy ją usunąć, nie pozwolić przejść dalej, bo mogłaby wyrządzić szkodę nam samym i innym.

(4) Czy cieszy się ona uznaniem? Nie oznacza to, że ma ona cieszyć się uznaniem świata, ponieważ na samych apostołów i naszego Pana Jezusa rzucano obelgi i źle o nich mówiono, kłamiąc. Wyraz „cieszący się reputacją lub poważany” tu użyty znaczy, że wszyscy ludzie zacni i szanowani dobrze myśleliby o tej rzeczy, gdyby wiedzieli i rozumieli wszystko związane z tą myślą.

(5) Czy ta myśl ma w sobie jakąś zaletę i czy w jakimś sensie jest chwalebna? Jeżeli tak, może być przyjęta; jeżeli nie, powinna być odrzucona, nawet gdyby była niewinna, ale jeżeli jest bez wartości, to już jest powód, by ją usunąć. Nie mamy miejsca ani czasu dla pewnych rzeczy jedynie dlatego, że nie są złe. Powinniśmy się starać, by w naszych sercach i myślach przebywały jedynie takie rzeczy, które są dobre, pomocne, i w jakiś sposób korzystne. W przeciwnym razie myśli takie stają się ciężarem i zajmują w naszych sercach i umysłach miejsce przeznaczone dla rzeczy pożytecznych. Czytanie dużej ilości powieści jest właśnie takie – nie jest złe, ale nie przynosi też pożytku ani zbudowania.

Jakimi byśmy nie byli z natury, to lud Boży, który postępuje według zaleceń Słowa Bożego, z pewnością stanie się ludem szlachetnym, pożytecznym, posiadającym ducha zdrowego zmysłu, a te rzeczy są dopiero częścią ich przygotowań do Królestwa i do wielkiego dzieła, które ma być im powierzone jako sługom Bożym pod zwierzchnictwem ich Zbawiciela i Głowy.

====================

::R5909 : strona 169::

Zakres przymierza Abrahamowego

Pytanie – Które Przymierze jest ważniejsze, Abrahamowe czy Nowe?

Odpowiedź – Przymierze Abrahamowe jest umową wszechogarniającą. Jest w nim wszystko, co Bóg już uczynił i co jeszcze uczyni dla człowieka. Przymierze Zakonu z Izraelem było dodane do tej umowy „Dla przestępstwa przydany jest”. Pomimo że była to jedynie typiczna umowa, Przymierze Zakonu rozwinęło pewną klasę wiernych, którzy w Wieku Tysiąclecia zostaną „książętami po całej ziemi”. Było ono reprezentowane przez Agarę, a jej syn Ismael przedstawiał naród Izraelski (Gal. 4:21-31). Klasa Chrystusa, Nowe Stworzenia, była reprezentowana w Izaaku, synu Sary. Pierwsza żona Abrahama, Sara, reprezentowała część Przymierza Abrahamowego, która dotyczyła Nasienia Duchowego, Nowego Stworzenia, o którym niekiedy mówimy, jako o Przymierzu Sary. To Przymierze Sary – Przymierze Łaski, Przymierze Ofiary (Ps. 50:5) – rozwija klasę Izaaka, Kościół, głowę i Ciało.

Tak jak Izaak nie urodził się, jak każdy, w zwykły sposób, (bo Abraham i Sara byli oczywiście zbyt starzy), lecz był zrodzony w szczególny sposób, podobnie i klasa Chrystusa, Kościół. Ta klasa „Izaaka” jest rozwijana wyłącznie, jako całkowicie Nowe Stworzenie składające się z upadłego rodu ludzkiego. Boskie zaproszenie wystosowane do tych osób wzywa ich, aby stawili swoje ciała, jako żywe ofiary. Poświęcają oni swą ludzką naturę, aby mogli osiągnąć razem z ich Głową, antytypicznym „Izaakiem”, Boską naturę – coś, co nie było oferowane nigdy przedtem. Po skompletowaniu Nowego Stworzenia, błogosławieństwo ukazane w Boskiej Obietnicy danej Abrahamowi dotrze do wszystkich pokoleń ziemi. Będzie ono ich uczyć, w pierwszej kolejności, przez „Nasienie” Izaaka, Nowe Stworzenia, a następnie przez Starożytnych Godnych, rozwijanych na przestrzeni Wieków poprzedzających Wiek obecny, w ramach Boskich typicznych zamierzeń.

Wszystkie rodziny i narody ziemi będą błogosławione

::R5909 : strona 170::

dzięki temu, że będą miały okazje zostać dziećmi Abrahama, dziećmi Bożymi. Abraham reprezentował Boga w figurze. „[…] albowiem ojcem wielu narodów postanowiłem cię” (1 Moj. 17:5; Rzym. 4:17). Rzekł Pan do Abrahama – „I błogosławione będą w nasieniu twojem wszystkie narody ziemi […]”. Będą oni błogosławieni przez Nowe Przymierze – umową na mocy której Przymierze z Abrahamem zostanie ostatecznie zrealizowane w odniesieniu do Izraela, jak i wszystkich ludzi.

Dlatego Przymierze Abrahamowe zawiera w sobie wszystkie inne Przymierza, które jedynie różnią się zarysami Boskich przygotowań, aby Obietnica dana Abrahamowi była spełniona.

Jak już wykazaliśmy, w innych miejscach, po śmierci Sary Abraham pojął kolejną żonę – Keturę. Miał z nią wiele synów i córek. W ten sposób w typie pokazane jest Nowe Przymierze wraz z jego ogromnym dziełem przyprowadzenia wielu do życia – „[…] na wolność chwały dziatek Bożych” – Rzym. 8:19-21.

====================

::R5909 : strona 170::

Zbiory i przesiewania Żniwa

WIELE jest pytań związanych z prawdami przedstawionymi w Wykładach Pisma Świętego i w Strażnicy o to, skąd one pochodzą i jak rozwijały się do swoich obecnych symetrycznych i pięknych proporcji? Czy były rezultatem wizji? Czy Bóg w jakiś nadprzyrodzony sposób objawił ukryte dotąd tajemnice Swego Planu? Czy autor tych pism jest kimś więcej niż zwykłym człowiekiem? Czy twierdzi, że ma nadprzyrodzoną mądrość lub moc? Albo skąd się bierze to objawienie Bożej Prawdy?

Nie, drodzy przyjaciele. Nie rościmy sobie prawa do wyższości ani nie dążymy do wywyższania siebie w ocenie naszych braci z Domu Wiary, z wyjątkiem tego, do czego Mistrz namawiał: „A ktobykolwiek między wami chciał być pierwszym, niech będzie sługą waszym” (Mat. 20:27). Nasza pozycja pośród ludzi świata i Kościoła Nominalnego jest na pewno daleka od wywyższenia siebie, ponieważ wszędzie wypowiadają się przeciwko nam. Jesteśmy jednak bardzo zadowoleni, oczekując na wywyższenie, aż do czasu wyznaczonego przez Pana (1 Piotra 5:6). Zatem odpowiadamy słowami Apostoła: „Czemu się nam tak pilnie przypatrujecie, jakobyśmy to własną mocą uczynili?” My także jesteśmy ludźmi z takimi samymi słabościami jak wy i z podobnymi wadami i ułomnościami, gorliwie starającymi się przezwyciężać wiele przeszkód, przeciwności itp. Dążymy do Nagrody naszego Wysokiego Powołania i staramy się jedynie, jako wierni badacze Słowa Bożego, jak to już poprzednio wyraziliśmy, być palcem wskazującym, aby pomóc wam samodzielnie odszukać w świętej księdze cudowny Plan Boży – zapewniamy was, że nie mniej cudowny jest dla nas, niż dla was samych.

Otóż nie, prawdy, które przedstawiamy, nie zostały objawione w wizjach i snach, ani nie usłyszeliśmy głosu Bożego. One również nie zostały zrozumiane od razu, ale stopniowo, zwłaszcza od 1870 roku, a szczególnie od roku 1880. Obecny rozwój Prawdy nie jest spowodowany ludzką mądrością czy bystrością spostrzegania, ale prostym faktem, że już nadszedł Boski słuszny czas. A gdybyśmy milczeli i ktoś inny by się nie pojawił, to wnet kamienie zaczęłyby wołać.

Wspominamy tę historię, nie tylko dlatego, że byliśmy poproszeni, aby opowiedzieć o Boskim kierownictwie na drodze światłości, ale szczególnie dlatego, że uważamy za potrzebne, aby prawda była skromnie opowiedziana, w celu usunięcia nieporozumień i uprzedzeń, a także, aby nasi czytelnicy mogli zobaczyć, jak Pan nam pomagał i prowadził nas przez całą drogę. W jakim stopniu nazwiska i poglądy innych, którzy rozstali się z nami, mogą być związane z tą historią, będziemy starali się przedstawiać jedynie takie kwestie, jakie są potrzebne, aby zrozumieć nasze stanowisko i Pańskie kierownictwo. Nie możemy także wymienić wszystkich szczegółów Boskiej łaski, w których wiara była próbowana, a modlitwy były wysłuchane itp., pamiętając, że nasz Mistrz i pierwotny Kościół nie pozostawili takiego przykładu chlubienia się wiarą, ale napominali innych, mówiąc: „Ty wiarę masz? miejże ją sam u siebie”.

Nie będziemy przypominać, opowiadając, jak światło zaczęło przebijać się przez chmury uprzedzeń i przesądów, które ogarnęły świat pod rządami Papiestwa w Ciemnych Wiekach. Ruch lub raczej ruchy reformacyjne, od tamtych czasów aż do dzisiaj, miały swój udział w wyswobadzaniu światła z ciemności. Jednak my ograniczymy się tutaj do rozważenia prawd Żniwa wydawanych przez Towarzystwo Biblii i Broszur „Strażnica” w publikacjach, dawniej zwanych Brzask Tysiąclecia i Strażnica Syjonu, a obecnie Wykłady Pisma Świętego i Strażnica. Rozpoczniemy opowiadanie od roku 1868, kiedy Redaktor, od kilku lat poświęcone dziecko Boże oraz członek Kościoła Kongregacyjnego i Y.M.C.A. (Związku Młodzieży Chrześcijańskiej – przyp. tłum.), zaczął odczuwać utratę wiary w wiele dawno przyjętych doktryn.

ZARYS ROZWOJU TERAŹNIEJSZEJ PRAWDY

Wychowany jako prezbiterianin, wyuczony na katechizmie oraz z natury mając dociekliwy umysł, stałem się gotową ofiarą dla logicznej niewiary, tak szybko, jak zacząłem samodzielnie myśleć. Jednak to, co na początku groziło całkowitym zniszczeniem wiary w Boga i w Biblię, zostało przez Bożą opatrzność obrócone w dobro, niszcząc jedynie moje zaufanie do ludzkich wierzeń i systemów mylnie przedstawiających naukę Biblii.

Byłem stopniowo doprowadzany do zrozumienia, że chociaż każde z tych wyznań zawierało pewne elementy prawdy, były one, ogólnie rzecz biorąc, zwodnicze i sprzeczne ze Słowem Bożym. Pośród różnych teorii natknąłem się na Adwentyzm. Pozornie przez przypadek, pewnego wieczoru wszedłem do zakurzonej, obskurnej sali w Allegheny w stanie Pensylwania, gdzie jak słyszałem, odbywają się nabożeństwa religijne. Chciałem zobaczyć, czy garstka, która się tam zgromadza, ma coś bardziej sensownego do zaoferowania niż wyznania wielkich kościołów. Tam, dzięki dawno już nieżyjącemu Jonasowi Wendellowi, po raz pierwszy usłyszałem o pewnych poglądach Adwentyzmu odnośnie do Drugiego Przyjścia. W ten sposób przyznaję się, że jestem dłużnikiem Adwentystów i innych wyznań.

Pomimo tego, że jego interpretacja Pisma Świętego nie była zupełnie jasna i bardzo daleka od tego, z czego obecnie się radujemy, to jednak była na tyle wystarczająca, aby pod Boską opatrznością przywrócić moją chwiejną wiarę w Boskie natchnienie Biblii. Pokazała mi ona, że pisma Apostołów i Proroków są nierozerwalnie ze sobą związane. To, co usłyszałem, odesłało mnie do mojej Biblii, aby studiować ją z większą gorliwością i starannością niż kiedykolwiek wcześniej. Zawsze będę dziękować Panu za to kierownictwo, bo chociaż Adwentyzm nie pomógł mi w poznaniu choć jednej prawdy, to jednak bardzo pomógł mi w odrzuceniu błędów i w ten sposób przygotował mnie na poznanie Prawdy.

PIERWSZY, słaby PROMYK BOSKIEGO PLANU

Wkrótce zacząłem rozumieć, że żyjemy pod koniec Wieku Ewangelii, blisko czasu, w którym jak oświadczył Pan, mądrzy i czuwający spośród Jego dzieci powinni przyjść do jasnej znajomości Jego Planu. W tym czasie ja i kilku innych szukających Prawdy z Pittsburga i Allegheny założyliśmy zgromadzenie, aby studiować Biblię. Od 1870 do 1875 roku stale wzrastaliśmy w łasce, znajomości i w miłości do Boga i jego Słowa. Zrozumieliśmy nieco odnośnie do miłości Bożej, jak ona przygotowała plan dla całej ludzkości, jak wszyscy muszą być wzbudzeni z grobu, aby Boski Plan miłości mógł być wobec nich zastosowany i jak wszyscy, którzy okażą wiarę w odkupieńcze dzieło Chrystusa i okażą posłuszeństwo w harmonii ze swoją znajomością woli Bożej, mogą przez zasługę Chrystusa być przywróceni do pełnej harmonii z Bogiem i otrzymać żywot wieczny. Doszliśmy do wniosku, że jest to dzieło Restytucji przepowiedziane w Dz. Ap. 3:21.

Pomimo tego, że zrozumieliśmy, iż Kościół był powołany, aby otrzymać dziedzictwo z Panem w Tysiącletnim Królestwie, to jednak w tym czasie jasno nie rozumieliśmy wielkiej różnicy pomiędzy nagrodą Kościoła, który jest teraz na próbie, a nagrodą dla wiernego świata, po ich próbie pod koniec Wieku Tysiąclecia. To, że nagrodą dla tych pierwszych będzie chwała duchowej Boskiej natury, podczas gdy dla tych drugich będzie chwała Restytucji – przywrócenie do doskonałości ludzkiej natury, jaką kiedyś cieszył się Adam w Edenie.

Jednak wtedy dopiero poznaliśmy pewne zarysy Boskiego Planu i nie porzuciliśmy wielu ulubionych błędów, gdyż czas na jasne zrozumienie szczegółów jeszcze w pełni nie nadszedł. I tu z wdzięcznością wspominam pomoc udzieloną przez braci George’a Stetsona i George’a Storrsa. Ten ostatni był redaktorem magazynu Badacz Biblii. Obaj już nie żyją. Studiowanie Słowa Bożego z tymi drogimi braćmi prowadziło krok po kroku do coraz bardziej zielonych pastwisk i jaśniejszych nadziei dla świata. Jednak dopiero w 1872 roku, kiedy jasno zrozumiałem pogląd na dzieło naszego Pana jako naszej ceny Okupu, stwierdziłem, że podstawa wszelkiej nadziei Restytucji znajduje się w tej doktrynie.

Do tego czasu, gdy czytałem świadectwo, że wszyscy, którzy są w grobach, wyjdą itd., miałem jeszcze wątpliwości co do tego, czy to zapewnienie obejmuje wszystkich – czy należy rozumieć, że obejmuje ono osoby upośledzone i niemowlęta, które umarły bez osiągnięcia jakiegokolwiek stopnia zrozumienia, istoty, dla których obecne życie i związane z nim doświadczenia wydają się mało korzystne. Jednak gdy w 1872 roku zacząłem badać przedmiot restytucji z punktu widzenia ceny Okupu danej przez naszego Pana Jezusa za Adama i w konsekwencji za wszystko, co zostało utracone w Adamie, to całkowicie rozstrzygnęło sprawę Restytucji i dało mi najzupełniejsze zapewnienie, że WSZYSCY muszą wyjść z grobów i być przyprowadzeni do jasnej znajomości prawdy i do pełnej sposobności zyskania wiecznego życia przez Chrystusa.

::R5909 : strona 171::

Tak minęły lata 1868-1872. Lata następne, do roku 1876, były latami ciągłego wzrostu w łasce i w znajomości pośród garstki studentów biblijnych, z którymi zgromadzałem się w Allegheny. Począwszy od naszych pierwszych niejasnych i niesprecyzowanych pojęć Restytucji, przeszliśmy do wyraźniejszego zrozumienia szczegółów. Jednak Boski właściwy czas na jasne światło jeszcze nie nadszedł.

To wtedy rozpoznaliśmy różnice pomiędzy naszym Panem jako „człowiekiem, który wydał samego siebie”, a tym, który przyjdzie ponownie, jako duchowa istota. Zrozumieliśmy, że istoty duchowe mogą być obecne, a jednak niewidoczne dla ludzi, tak jak nadal to twierdzimy i przedstawiamy w Wykładach Pisma Świętego, tom II, rozdział 5. Czuliśmy się bardzo zasmuceni błędem Adwentystów, którzy spodziewali się, że Chrystus przyjdzie w ciele i nauczali, że świat i wszyscy, z wyjątkiem Adwentystów, zostaną spaleni w 1873 lub 1874 roku. Ich oczekiwania czasowe, rozczarowania i niedorzeczne wyobrażenie o celu i sposobie przyjścia naszego Pana stały się przyczyną większych lub mniejszych zarzutów wobec nas i wszystkich, którzy tęsknili za Jego nadchodzącym Królestwem i głosili je.

CHRONOLOGIA UZNANA ZA WARTOŚCIOWĄ

Te błędne poglądy, tak ogólnie przyjęte zarówno w odniesieniu do celu, jak i sposobu Drugiego Adwentu Chrystusa, nakłoniły mnie do napisania broszury: Cel i sposób powrotu naszego Pana, która została wydana w nakładzie 50 000 egzemplarzy.

Mniej więcej w styczniu 1876 roku, moja uwaga w sposób szczególny została zwrócona na temat proroczego czasu, ponieważ odnosi się on do tych doktryn i nadziei. Stało się to w następujący sposób: Otrzymałem czasopismo zatytułowane Zwiastun Poranka, wysłane przez redaktora, pana N. H. Barboura. Gdy je otworzyłem, to od razu po obrazku na okładce utożsamiłem je z Adwentyzmem. Przebadałem je z pewnym zaciekawieniem, aby zobaczyć, jaką następną datę Adwentyści wyznaczyli na spalenie świata. Jednak wyobraźcie sobie moje zdziwienie i zadowolenie, gdy z jego treści dowiedziałem się, że oczy jej redaktora zaczęły się otwierać na tematy, które przez kilka lat tak bardzo cieszyły nasze serca w naszym zgromadzeniu w Allegheny. Zrozumiał on, że celem powrotu naszego Pana nie jest zniszczenie, ale błogosławienie wszystkich rodzajów ziemi. Ponadto, że Jego Przyjście będzie podobne do złodzieja w nocy i nie w ciele, ale jako istota duchowa, niewidzialna dla człowieka. Zrozumiał również, że zgromadzenie Jego Kościoła i rozdzielenie „pszenicy” od „kąkolu” będzie postępowało pod koniec tego Wieku bez świadomości świata.

Ucieszyłem się, że inni dochodzą do tego samego zaawansowanego stanowiska, lecz byłem zdumiony, gdy znalazłem bardzo ostrożne oświadczenie, że redaktor Zwiastuna Poranka wierzy, że proroctwa wskazują, że Pan jest już obecny na świecie, niezauważony i niewidzialny oraz że praca Żniwa polegająca na gromadzeniu pszenicy i kąkolu jest obecnie dokonywana i że ten pogląd znajduje potwierdzenie w proroctwach dotyczących czasu, o których zaledwie kilka miesięcy wcześniej przypuszczał, że zawiodły.

Tutaj pojawiła się nowa myśl: Czy byłoby możliwe, że proroctwa czasowe, którymi tak długo gardziłem, z powodu ich nadużywania przez Adwentystów, miały rzeczywiście wskazywać, kiedy Pan będzie niewidzialnie obecny, aby ustanowić swoje Królestwo? Temat, który jak wyraźnie zrozumiałem, nie mógł być poznany w żaden inny sposób. Wydawało się to co najmniej bardzo rozsądne, aby spodziewać się, że Pan poinformuje o tym swój lud, zwłaszcza że On obiecał, iż wierni nie powinni być pozostawieni w ciemności wraz ze światem. I choć „Dzień Pański” przyjdzie na innych, jako złodziej w nocy (ukradkiem, niespodziewanie), to jednak nie powinien być takim dla czuwających, gorliwych świętych – 1 Tes. 5:4.

Przypomniałem sobie pewne argumenty używane przez mojego przyjaciela Jonasa Wendella oraz innych Adwentystów, aby udowodnić, że rok 1873 będzie świadkiem palenia świata itp. Była nimi chronologia świata pokazująca, że sześć tysięcy lat od Adama skończyło się na początku 1873 roku oraz inne argumenty zaczerpnięte z Pisma Świętego i pozornie zgodne. Czy to możliwe, że te argumenty czasowe, które pominąłem, jako niegodne uwagi, zawierały ważną prawdę, którą Adwentyści błędnie zastosowali?

WAŻNE ODKRYCIE

Pragnąc dowiedzieć się z wszelkiego źródła, czego Bóg chciałby nas nauczyć, od razu napisałem do pana Barboura. Poinformowałem go, że zgadzam się z nim w innych kwestiach i że głównie pragnę dowiedzieć się, dlaczego i na podstawie jakich dowodów Pisma Świętego twierdzi on, że obecność Chrystusa i Żniwo Wieku Ewangelii rozpoczęły się jesienią 1874 roku. Odpowiedź pokazała, że moje przypuszczenia były słuszne. Mianowicie, argumenty dotyczące czasu, chronologia itp. były takie same, jak używane w 1873 przez Adwentystów. To również wyjaśniło, że pan Barbour i pracujący z nim pan J. H. Paton z Michigan, byli do tego czasu stałymi członkami Adwentystów i że kiedy data 1874 minęła bez spalenia świata i bez ujrzenia Chrystusa w ciele, byli oni przez pewien czas zakłopotani. Przeanalizowali proroctwa odnoszące się do czasu, które pozornie się nie spełniły i nie byli w stanie znaleźć żadnego błędu. Dlatego też zaczęli się zastanawiać, czy czas był właściwy, a ich oczekiwania były niewłaściwe – czy raczej poglądy o Restytucji i błogosławieniu świata, których inni uczyli, nie były może tym, czego należy szukać.

Wyglądało na to, że niedługo po ich rozczarowaniu w 1874 roku, czytelnik Zwiastuna Poranka, który posiadał egzemplarz Emphatic Diaglott, zauważył w nim coś, co uznał za wyjątkowe. Zauważył, że w Ewangelii (Mat. 24:27,37,39) greckie słowo parousia, które w naszym Powszechnym Przekładzie przetłumaczone jest jako „przyjście”, a w tłumaczeniu Diaglotta oddane jest jako „obecność”, i to jest najwyraźniej poprawne tłumaczenie z języka greckiego. To była wskazówka. Podążając za nią, byli prowadzeni przez proroctwa dotyczące czasu w kierunku właściwych poglądów na temat celu i sposobu Powrotu naszego Pana. Następnie zbadali ten czas, kiedy wydarzenia wskazane w Słowie Bożym, jako odnoszące się do Parousji Chrystusa powinny się wydarzyć. W ten sposób Bóg często prowadzi Swoje dzieci przez różne początkowe zarysy Prawdy, ale gdy serce jest szczere i ufne, ostatecznie wszystkie one muszą być zebrane razem.

Nie było książek ani innych publikacji wyjaśniających proroctwa odnoszące się do czasu, tak jak były one wtedy rozumiane. Opłaciłem więc koszty podróży pana Barboura, aby przybył zobaczyć się ze mną w Filadelfii (gdzie latem 1876 r. miałem zobowiązania biznesowe) i aby wykazał mi w sposób wyczerpujący i na podstawie Pisma Świętego, jeśli potrafi, że proroctwa wskazywały rok 1874 jako datę, w której Pańska obecność i czas Żniwa się rozpoczęły. Przybył, a przedstawione dowody mnie zadowoliły. Będąc osobą o pozytywnym nastawieniu i zupełnie poświęconą Panu, od razu dostrzegłem, że te szczególne czasy, w których żyjemy, mają istotny wpływ na nasze obowiązki i pracę, jako uczniów Chrystusa. Skoro żyjemy w czasie Żniwa, to praca Żniwa powinna być wykonana, a Teraźniejsza Prawda jest sierpem, za pomocą którego Pan chciałby, abyśmy wykonywali pracę żęcia wszędzie pośród Jego dzieci.

Zapytałem pana Barboura, co zostało zrobione przez niego i czasopismo Zwiastun Poranka. Odpowiedział, że nic nie zostało zrobione. Prawie wszyscy czytelnicy Zwiastuna Poranka, będąc zawiedzionymi Adwentystami, stracili zainteresowanie i wstrzymali swoje prenumeraty, dlatego pieniądze się wyczerpały. Można powiedzieć, że czasopismo Zwiastun Poranka zostało praktycznie zawieszone. Powiedziałem mu, że zamiast być zniechęconym i porzucać pracę, skoro niedawno odnalazł światło dotyczące Restytucji, (gdy bowiem spotkaliśmy się po raz pierwszy, mógł się wiele nauczyć ode mnie na temat pełni Restytucji, opartej na wystarczalności Okupu danego za wszystkich, tak jak ja mogłem się wiele nauczyć od niego odnośnie chronologii) powinien raczej uważać, że teraz otrzymał „dobrą nowinę” do głoszenia, jakiej nigdy przedtem nie miał, i że jego gorliwość powinna odpowiednio wzrosnąć. Jednocześnie znajomość faktu, że żyjemy już w okresie Żniwa, dała mi taki impuls do szerzenia Prawdy, jakiego nigdy wcześniej nie miałem. Dlatego zdecydowałem się na energiczną kampanię na rzecz Pana i Prawdy.

POCZĄTEK PRACY ŻNIWA

Zdecydowałem się ograniczyć moje interesy i poświęcić swój czas oraz środki na wielką pracę Żniwa. Zgodnie z tym wysłałem pana Barboura z powrotem do jego domu z pieniędzmi i instrukcjami, aby przygotował w zwięzłej formie książkę o Dobrej Nowinie, na tyle o ile to było wtedy zrozumiałe, włączając chronologiczne zarysy, podczas gdy ja zamknąłem mój filadelfijski biznes, przygotowując się do zaangażowania w pracę, podróżowania i głoszenia Prawdy.

Tak powstała mała książka, licząca 196 stron, zatytułowana Trzy Światy. Chociaż nie była to pierwsza książka ucząca o dziele Restytucji ani pierwsza na temat proroctw odnoszących się do czasu, to jednak, jak sądzę, była ona pierwszą, która połączyła ideę Restytucji z proroctwami odnoszącymi się do czasu. Koszty naszej podróży zostały pokryte ze sprzedaży tej książki oraz z moich własnych środków. Po pewnym czasie wpadłem na pomysł, aby dodać kolejnego robotnika do Żniwa i posłałem po pana Patona, który natychmiast odpowiedział, a jego koszty podróży zostały pokryte w ten sam sposób.

Zauważając, jak szybko ludzie zapominali o tym, co usłyszeli, stało się dla nas jasne, że chociaż spotkania były przydatne do rozbudzania zainteresowania, to jednak potrzebny był miesięcznik, aby utrzymać i rozwijać to zainteresowanie. Wydawało się, że jest wolą Pańską, aby jeden z nas gdzieś zamieszkał i rozpoczął ponowne, regularne wydawanie Zwiastuna Poranka. Zasugerowałem, aby pan Barbour to zrobił, ponieważ posiadał już doświadczenie w składaniu czcionek i mógł to robić bardziej ekonomicznie. Natomiast pan Paton i ja mieliśmy nadal podróżować i pisać na jego łamach, jeśli znajdziemy ku temu okazję. Na obiekcje, że płyty drukarskie zostały sprzedane, a nowe prenumeraty przez dłuższy czas nie pozwolą, aby czasopismo było samowystarczalne, odpowiedziałem, że sfinansuję zakup płyt drukarskich itp. Dodałem również, że pozostawię w banku czek na kilkaset dolarów do dyspozycji pana Barboura z zastrzeżeniem, że powinien zarządzać nimi tak oszczędnie, jak to tylko możliwe, podczas gdy pan Paton i ja będziemy nadal podróżować. To zdawało się być wolą Pańską w tej sprawie i tak zostało uczynione.

Było to po tym, gdy podczas podróży po Nowej Anglii

::R5909 : strona 172::

spotkałem pana A. P. Adamsa, młodego kaznodzieję Metodystów, który głęboko zainteresował się i serdecznie przyjął Poselstwo, jakie podczas tygodnia głosiłem w jego zgromadzeniu. Następnie przedstawiłem go zainteresowanym małym zgromadzeniom w sąsiednich miastach i pomagałem w inny sposób, jak tylko mogłem. Ucieszyłem się, że ktoś jeszcze dzięki badaniom, wkrótce stanie się naszym współpracownikiem na polu Żniwa. W tym czasie również i ja zostałem bardzo zachęcony, gdy przyłączył się pan A. D. Jones, sprzedawca pracujący wówczas dla mnie w Pittsburghu – młody, aktywny i obiecujący człowiek, który wkrótce stał się aktywnym i cenionym współpracownikiem w pracy Żniwa. Niektórzy z naszych starszych czytelników pamiętają go dobrze. Przez pewien czas pan Jones postępował dobrze, ale ambicja lub coś innego doprowadziło do całkowitego załamania się jego wiary i dało nam bolesną ilustrację mądrości słów Apostoła: „Niechaj was niewiele będzie nauczycielami, bracia moi! wiedząc, że cięższy sąd odniesiemy” – Jak. 3:1.

PRZESIEWANI JAK PSZENICA

„[…] Szatan wyprosił was, aby was odwiewał jako pszenicę” – Łuk. 22:31.

Do tego czasu wszystko przebiegało sprawnie. Byliśmy bardzo błogosławieni Prawdą, ale nie byliśmy specjalnie doświadczani w naszej miłości i wierności do niej. Jednak latem 1878 roku, równolegle do czasu ukrzyżowania naszego Pana i wypowiedzenia przez Niego powyższych słów, rozpoczęło się przesiewanie, które trwa do tej pory, i które prędzej czy później musi wypróbować każdego, kto otrzymuje światło Teraźniejszej Prawdy.

„Niech wam nie będzie rzeczą dziwną ten ogień, który na was przychodzi ku doświadczeniu waszemu, jakoby co obcego na was przychodziło”, ponieważ „każdego roboty, jaka jest, ogień doświadczy” – czy zbudował on swoją wiarę z takich nietrwałych materiałów jak drewno, siano i słoma zamiast z drogocennych kamieni objawionej Prawdy Bożej. Albo, czy zbudował ją na ruchomych piaskach ludzkich teorii (ewolucji itp.), czy raczej zbudował ją na solidnej skale, Okupie, jedynym pewnym fundamencie, który Bóg zapewnił. Ci, którzy będą budować na tej Skale, zostaną ostatecznie zachowani, nawet jeśli zbudowali nielogiczną wiarę, którą „ogień” i wstrząsy tego Dnia próby obalą i całkowicie pochłoną. Ale ci, którzy budowali na jakimkolwiek innym fundamencie, niezależnie od tego, czy używali dobrych, czy złych materiałów, mogą być pewni całkowitego zniszczenia – Łuk. 6:47–49; 1 Kor. 3:1–15.

Celem tego próbowania i przesiewania jest widocznie wybranie wszystkich, których pragnienia serca są niesamolubne, którzy są w zupełności i bez zastrzeżeń poświęceni Panu, którzy tak bardzo pragną, aby wola Boża była czyniona i których zaufanie w Jego mądrość, drogę i Słowo jest tak wielkie, że nie chcą być odprowadzeni od Słowa Bożego, ani przez podstępy drugich, ani przez ich własne plany i pomysły. Tacy w czasie tego przesiewania będą wzmocnieni, zwiększą swoją radość w Panu i znajomość Jego planów, nawet jeśli ich wiara będzie doświadczana poprzez popadnięcie w błąd tysięcy z każdej strony – Ps. 91:7.

Przesiewanie rozpoczęło się. Było to związane z oświadczeniem Św. Pawła: (1 Kor. 15:51,52) „[…] nie wszyscyć zaśniemy, ale wszyscy przemienieni będziemy, bardzo prędko w okamgnieniu […]” itd. Wciąż wyznawaliśmy pogląd, który wyznają Adwentyści, a właściwie wszyscy Chrześcijanie, że w pewnym czasie żyjący święci zostaną nagle i w cudowny sposób pochwyceni w ciele, aby odtąd być z Panem. Obecnie nasza znajomość proroctw odnoszących się do czasu doprowadziła nas do oczekiwania, że święci dostąpią tej przemiany w czasie tego Wieku, który jest równoległy do Pańskiego zmartwychwstania. Wiele równoległości pomiędzy Żydowską a Chrześcijańską dyspensacją zostało już przez nas dostrzeżonych i stanowiło jeden z zarysów małej książki, o której była mowa powyżej – Trzy Światy.

Nie rozumieliśmy wtedy tak, jak teraz (zob. Wykłady Pisma Świętego, tom III, rozdz. 7), że kwiecień 1878 oznaczał czas rozpoczęcia ustanawiania Królestwa Bożego, przez uwielbienie wszystkich, którzy już spali w Chrystusie. A „przemiana”, o której Św. Paweł wspomina w 1 Kor. 15:51, miała nastąpić w chwili śmierci całej wspomnianej klasy, począwszy od tej daty przez cały okres Żniwa, aż wszyscy żyjący członkowie („nóg”) ciała Chrystusowego zostaną przemienieni w chwalebne istoty duchowe. Gdy jednak w tym czasie, nie wydarzyło się nic, co mogliśmy zobaczyć, ponowne zbadanie sprawy pokazało mi, że naszym błędem było oczekiwanie, że zobaczymy, jak wszyscy żyjący święci zostaną jednocześnie przemienieni, bez umierania – błędny pogląd podzielany przez cały Nominalny Kościół, którego jeszcze nie rozpoznaliśmy jako błąd i nie odrzuciliśmy.

Nasz obecny jasny pogląd był wynikiem rozpoczętego w ten sposób badania. Wkrótce zauważyłem, że w słowach Apostoła: „Nie wszyscyć zaśniemy”, słowo zaśniemy, nie jest synonimem śmierci, chociaż jest ono ogólnie tak rozumiane, ale przeciwnie, użyte tu wyrażenie „zaśniemy” oznacza nieświadomość. Jak również, że Apostoł chciał, abyśmy zrozumieli, że od pewnego momentu w czasie Pańskiej obecności, Jego święci, chociaż wszyscy będą umierać jak ludzie (Ps. 82:6,7), nie pozostaną ani przez chwilę w nieświadomości, ale w chwili śmierci będą „przemienieni” i otrzymają obiecane duchowe ciało. Przez cały Wiek Ewangelii po śmierci następowała nieświadomość, „sen”. Było to prawdą w przypadku wszystkich prawdziwych świętych, którzy „zasnęli w Jezusie”, aż do czasu, gdy On objął urząd Króla (Obj. 11:17). Jak wykazaliśmy, stało się to wiosną 1878 roku. (Zob. Wykłady Pisma Świętego, tom II, str. 235-243 – w ówczesnym wydaniu ang. str. 212-219 – przyp. tłum.).

W tym czasie Król nie tylko wzbudził na Swoje podobieństwo wszystkich członków swego Ciała, Kościół, którzy spali, ale z tego samego powodu (nadejścia czasu ustanowienia Królestwa) nie jest już konieczne, aby „stopy” lub ostatni pozostający członkowie zapadali w „sen” lub nieświadomość. Wręcz przeciwnie, teraz każdy, gdy zakończy swój bieg, będąc wiernym aż do śmierci, natychmiast otrzyma Koronę Żywota, a ponieważ zostanie przemieniony w jednej chwili, w mgnieniu oka, nie można o nim powiedzieć, że zasnął lub, że jest nieświadomy. Odtąd – od 1878 roku – zaczyna obowiązywać Obj. 14:13: „[…] Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają […]”.

Dlatego ta ponowna analiza ukazała dalsze światło na tej ścieżce i stała się dobrym źródłem zachęty, jako dowód dalszego kierownictwa Pańskiego.

ZAPRZECZANIE OKUPOWI

Ale chociaż w ten sposób pomogło to w zdobyciu jaśniejszych poglądów i pełniejszych nadziei i chociaż pilnie starałem się pomagać innym, to wiosna 1878 okazała się daleka od błogosławieństwa dla pana Barboura i dla wielu znajdujących się pod jego wpływem. Odrzucając oczywiste, proste rozwiązanie przedstawione powyżej, pan Barbour odczuwał, że musi koniecznie wydać coś nowego, aby odwrócić uwagę żyjących świętych od niepomyślnego faktu, że nie zostali zabrani do nieba. Niestety, jak niebezpieczne jest dla każdego człowieka poczucie zbyt wielkiej odpowiedzialności i usiłowanie wymuszenia nowego światła! Wkrótce po tym, ku naszemu bolesnemu zaskoczeniu, pan Barbour napisał artykuł do czasopisma Zwiastun Poranka, który zaprzeczał doktrynie Pojednania. Zaprzeczając, że śmierć Chrystusa była ceną Okupu za Adama i jego ród stwierdził, że śmierć naszego Pana nie mogła w większym stopniu przyczynić się do zapłacenia kary za grzechy człowieka, niż wbicie szpilki w ciało muchy i spowodowanie jej cierpienia i śmierci byłoby uważane przez ziemskiego rodzica za sprawiedliwe zadośćuczynienie za przewinienie jego dziecka. Byłem zdumiony, ponieważ myślałem, że pan Barbour miał jasne zrozumienie dzieła Chrystusa, jako naszej Ofiary za Grzech, naszego dobrowolnego Odkupiciela, który ochoczo współpracował z Boskim Planem, oddając Samego Siebie, jako Okup, czyli równoważną cenę, aby ponieść karę za Adama, żeby Adam i całe jego potomstwo mogło w odpowiednim czasie uwolnić się od grzechu i śmierci.

Całkowicie odmienną rzeczą było bowiem dobrowolne, rozumne i pełne miłości ofiarowanie naszego Odkupiciela, zgodnie z Planem obmyślonym i objawionym przez Nieskończoną Mądrość, od nędznej karykatury okupu przedstawionej w ilustracji pana Barboura. Albo ja obdarzyłem pana Barboura większym kredytem zaufania za jaśniejsze poglądy, niż on kiedykolwiek miał, albo on rozmyślnie zdjął i odrzucił Ślubną Szatę sprawiedliwości Chrystusowej. Ten ostatni wniosek był jedynym, jaki pozostał; ponieważ potem stwierdził, że wcześniej uznawał śmierć Chrystusa jako Okup za człowieka.

Natychmiast napisałem artykuł do czasopisma Zwiastun Poranka, zaprzeczając błędowi i wykazując konieczność, aby „Jeden za wszystkich umarł”, „Sprawiedliwy za niesprawiedliwych” oraz to, że Chrystus wypełnił wszystko tak, jak było napisane, i że w konsekwencji Bóg mógł być sprawiedliwym, przebaczając i uwalniając grzeszników spod kary, którą On sprawiedliwie nałożył (Rzym. 3:26). Napisałem również do pana Patona, zwracając jego uwagę na fundamentalny charakter zaatakowanych doktryn i wskazując na czas i okoliczności, z których wszystkie pokrywały się z przypowieścią o człowieku, który zdjął szatę weselną tuż przed wzięciem udziału w uczcie weselnej – Mat. 22:11-14.

Pan Paton odpowiedział, że wcześniej nie widział tego w tak jasnym świetle, ponieważ pan Barbour przedstawiał sprawy w sposób zdecydowany i dogmatyczny, dlatego w tym czasie go poparł. Nalegałem, aby teraz, po zrozumieniu jak ważną jest ta doktryna, również napisał artykuł do czasopisma Zwiastun Poranka, w którym jednoznacznie mógłby udzielić swojego świadectwa o drogocennej krwi Chrystusa. Uczynił to. Artykuły te ukazały się w Zwiastunie Poranka od lipca do grudnia 1878 roku.

POCZĄTKI „STRAŻNICY”

Teraz stało się dla mnie jasne, że Pan już nie chce, abym wspierał finansowo lub był w jakiś inny sposób zgodny z tym, co jest sprzeczne z fundamentalną zasadą naszej świętej religii. Dlatego, po bardzo starannym, choć daremnym wysiłku, aby pozyskać błądzącego, całkowicie wycofałem się ze Zwiastuna Poranka i z dalszej społeczności z panem Barbourem. Ale odczuwałem, że samo wycofanie się nie było wystarczające, aby okazać moją nieustanną wierność wobec naszego Pana i Odkupiciela, którego dzieło zostało tak gwałtownie

::R5909 : strona 173::

zaatakowane przez kogoś, kto był na takim stanowisku, że mógł prowadzić owce na manowce – i to na stanowisku, które w dużej mierze było wynikiem mojej indywidualnej pomocy i zachęty, gdy wierzyłem, że jest, zupełnie szczerze, wierny Panu. Dlatego też zrozumiałem, że wolą Pana jest, abym rozpoczął wydawanie innego czasopisma, w którym sztandar Krzyża powinien być podniesiony wysoko, doktryna Okupu broniona, a Dobra Nowina o wielkiej radości głoszona tak szeroko, jak to tylko możliwe.

Działając tak pod kierownictwem Pana, zaniechałem podróżowania i w lipcu 1879 roku ukazał się pierwszy numer czasopisma Strażnica i Zwiastun Obecności Chrystusa. Od pierwszego numeru było ono specjalnym obrońcą Okupu i mamy nadzieję, że dzięki łasce Bożej będzie tak do końca.

Przez pewien czas przeżywaliśmy bardzo bolesne doświadczenia. Czasopisma Strażnica i Zwiastun Poranka miały tych samych czytelników. Od czasu, gdy to pierwsze zaczęło się ukazywać, a wpływy finansowe z tego kwartału na rzecz Zwiastuna Poranka ustały, pan Barbour nie tylko pobrał z banku zdeponowane przeze mnie pieniądze i traktował wszystko, co miał w swoim posiadaniu, jako swoje własne, ale wylał na Redaktora Strażnicy najbardziej nikczemne osobiste zniewagi, aby uniemożliwić Strażnicy i doktrynie Okupu wywarcia właściwego wpływu na czytelnikach. To oczywiście spowodowało podział, jak to się zawsze dzieje. Osobiste zniewagi, uważane przez niektórych za prawdziwe, odniosły zamierzony skutek w postaci stronniczości w osądach wielu osób na temat Okupu, a wielu odwróciło się od nas.

INNI ODRZUCAJĄ OKUP

Ale Pan nadal okazywał Swoją łaskę, którą cenimy bardziej niż łaskę całego świata. W tym czasie pan Adams przyjął poglądy pana Barboura i również porzucił doktrynę Okupu. Zgodnie z naszą interpretacją przypowieści o Szacie Weselnej, podanej w tym czasie, pan Barbour i pan Adams, zrzuciwszy Szatę Weselną Chrystusowej Sprawiedliwości, wyszli ze światła do ciemności świata na tematy, które kiedyś były tak wyraźnie widziane, mianowicie, czasu i sposobu obecności Pana. Od tej chwili spodziewali się Chrystusa wiosną lub jesienią, aż do wiosny 1892 roku, która była, o ile nam wiadomo, ich ostatnim rozczarowaniem.*


* Pan Barbour zmarł kilka lat po tym, jak ten artykuł ukazał się po raz pierwszy w druku.


Podczas tej ciężkiej próby, którą naprawdę możemy nazwać bitwą dla sprawy Chrystusa, gorliwie współpracowaliśmy z panem Patonem, który do lata 1881 roku był cenionym współpracownikiem i obrońcą doktryny o nadchodzących poprzez Chrystusa błogosławieństwach, opartych na Okupie złożonym za wszystkich na Kalwarii. Jakiś czas po wyczerpaniu się nakładu książki Trzy Światy doszliśmy do wniosku, że powinniśmy wydać albo kolejną jej edycję, albo nową książkę obejmującą te same zarysy.

Pan Paton zgodził się przygotować ją do druku, a pan Jones zaoferował, że pokryje wszystkie koszty związane z jej drukiem i oprawą oraz że da panu Patonowi tyle egzemplarzy tej książki, ile on będzie mógł sprzedać, jako wynagrodzenie za czas poświęcony na jej przygotowanie. Jednak warunkiem była moja zgoda na zamieszczenie bezpłatnej reklamy w Strażnicy. (Z tego powodu adres pana Jones’a był prawdopodobnie jedynym wymienionym w reklamie tej książki). Dobrze wiedział, że jeśli ją polecę, to będzie na nią popyt i że jego wydatek z pewnością zwróci się z zyskiem, (bo te książki nie były sprzedawane po tak niskich cenach, jak obecnie Wykłady Pisma Świętego). Nie tylko na to się zgodziłem, ale dołożyłem się do osobistych wydatków pana Patona w związku z publikacją, a także na jego prośbę zapłaciłem część rachunku za druk.

DALSZE PRZESIEWANIA

Ostatecznie tylko ja ponosiłem wszelkie koszty związane z książką Brzask Dnia. Zarówno pisarz, jak i wydawca czerpali zyski finansowe, podczas gdy ja wszystko polecałem, wielokrotnie ją reklamując. Musimy podać te szczegóły z powodu pewnych przeinaczeń oraz jednostronnych i fragmentarycznych wypowiedzi na temat tych wydarzeń, które później zostały opublikowane i rozpowszechniane w formie traktatu przez pana Patona. Później on także stał się zwolennikiem „innej Ewangelii”, która nie jest ześrodkowana w Krzyżu Chrystusa, a która zaprzecza, że On „kupił nas swą drogocenną krwią” (Gal. 1:6-9). Następnie pan Paton opublikował inną książkę, która, choć nosiła ten sam tytuł jak ta, którą przedstawiłem, jednak opierała się na innym, fałszywym fundamencie. Nie mogłem jej polecać i nie polecałem. Uznałem ją za zwodniczą sofistykę, zmierzającą do podważenia całej struktury chrześcijańskiego systemu, a jednak zachowującą wystarczającą ilość prawd, które niegdyś posiadaliśmy wspólnie, aby uczynić ją smaczną i niebezpieczną dla wszystkich, którzy nie są zakorzenieni i ugruntowani na Skale Okupu.

Fałszywą podstawą, przedstawioną przez to późniejsze wydanie Brzasku Dnia, była stara pogańska doktryna o Ewolucji, której zmieniono nazwę i która nie tylko zaprzecza upadkowi człowieka, ale w konsekwencji odrzuca wszelką potrzebę odkupiciela. Twierdziła, że nie przez Odkupienie i Restytucję utraconego stanu, ale poprzez postępującą ewolucję lub rozwój, człowiek powstał i wciąż podnosi się z niższego stanu, w jakim został stworzony, aż dzięki swoim dobrym uczynkom, ostatecznie osiągnie Boską naturę. Paton twierdził, że nasz błogosławiony Pan sam był zdegradowanym i niedoskonałym człowiekiem, którego zadaniem na ziemi było ukrzyżowanie cielesnej natury, (którą, jak twierdził, On posiadał), aby w ten sposób pokazać wszystkim ludziom, jak ukrzyżować ich cielesne lub grzeszne skłonności.

I tu zauważamy, że ciemność i degradacja, które przyszły na cały świat w jego upadłym, odrzuconym stanie, a które zostały tylko spotęgowane przez papieskie kapłaństwo w Ciemnych Wiekach, w przeciwieństwie do światła poznania, które Bóg teraz udziela światu, stopniowo doprowadziły do tego, że ludzie zaczęli uważać obecną wiedzę jedynie za część procesu ewolucji. Pogląd ten, jak wykazaliśmy w Wykładach Pisma Świętego, tom I, str. 162, chociaż zupełnie błędny, jest jednak powodem do przepowiedzianego odstępstwa od wiary w Biblię podczas tego okresu Żniwa (Ps. 91:7). Niewielu Chrześcijan wydaje się wystarczająco dobrze ugruntowanych w Prawdzie, aby znieść tę próbę tego „złego dnia”, w którym wielu upadnie, podczas gdy tylko nieliczni się ostoją.

Ta krótka historia, opisująca sposób, w jaki pan Paton odwrócił się od nas i od Okupu, aby sprzeciwić się temu, co przedtem jasno rozumiał i popierał, jest ważna, ponieważ stało się to okazją do kolejnego przesiewania, czyli wypróbowania czytelników Strażnicy (do tego czasu znacznie liczniejszych), ponieważ pan Paton był szanowanym bratem i naszym współpracownikiem i ponieważ jako podróżujący przedstawiciel Strażnicy i jej doktryn (jego wydatki były częściowo pokrywane z prenumeraty i wznowień Strażnicy, jak również z moich pieniędzy), był osobiście bardziej znany większości naszych czytelników, niż Redaktor. Stało się to tak:

W roku 1881 pan Barbour, wciąż wydając czasopismo Zwiastun Poranka i wciąż usiłując obalić doktrynę Okupu, dowiedział się, że podczas podróży kaznodziejskiej użyłem wykresu Przybytku, aby zilustrować, jak ofiara Chrystusa była przedstawiona w ofiarach typicznego Izraela. Napisał artykuł o Pojednaniu, w którym podjął się wykazania, że ofiary Dnia Pojednania przedstawiały niemal wszystko inne niż to, co tak naprawdę przedstawiają. Z łatwością mogłem dostrzec błędne rozumowanie jego prezentacji, które sprawiało, że cielec i kozioł wyobrażały to samo w jednym wersecie, a co innego w każdym innym wersecie, w których były wymienione. Jednak dobrze wiedziałem, że ludzie ogólnie logicznie nie myślą, a obarczeni różnymi troskami życia są zbyt skłonni do przyjęcia pozornej interpretacji, bez krytycznej analizy słów Pisma Świętego i ich kontekstu.

Po przemyśleniu całej sprawy ponownie przeanalizowałem ten rozdział (3 Moj. 16). Ale widząc niespójność interpretacji pana Barboura, mogłem jedynie wyznać, że jej nie rozumiałem i nie mogłem udzielić spójnej interpretacji, która pasowałaby do wszystkich, tak jasno wyrażonych szczegółów, a wszystkie z nich muszą mieć szczególne znaczenie. Co mogłem zrobić? Czytający zarówno Zwiastun Poranka, jak i Strażnicę prawdopodobnie zostaliby wprowadzeni w błąd, gdybyśmy nie pomogli im w zrozumieniu tego problemu. Samo stwierdzenie, że interpretacja Zwiastuna Poranka jest sprzeczna sama z sobą, a zatem jest błędną interpretacją, byłoby źle zrozumiane. Wielu z pewnością pomyślałoby, że sprzeciwiam się temu poglądowi z powodu ducha rywalizacji, ponieważ zawsze są ludzie, którzy rozstrzygają wszystko przez pryzmat własnej osobowości, ducha rywalizacji i stronniczości. Tacy nie mogą zrozumieć innych, którzy zajmują wyższe i szlachetniejsze stanowisko i którzy myślą zawsze i wyłącznie o Prawdzie, bez względu na osoby.

„CIENIE PRZYBYTKU LEPSZYCH OFIAR”

Udałem się z tym do Pana tak, jak przy każdej próbie. Powiedziałem Mu, jak to widzę, jak czuję się zaniepokojony o drogie owce, których apetyty były zaostrzone przez Prawdę, a przez wielkie jej pragnienie były wystawione na Szatańskie oszustwa. Powiedziałem mu, że zdaję sobie sprawę, iż On jest Pasterzem, a nie ja, ale wiedziałem także, że będzie zadowolony z mojego zainteresowania owcami i mojego pragnienia, aby być Jego sługą i głosić im Prawdę, Drogę i Żywot. Odczuwałem głębokie przekonanie, że jeśli nadszedł czas na dozwolenie fałszywego poglądu, aby zwiódł niegodnych, to musi to być również Jego właściwy czas, aby prawda na ten sam temat stała się jasna, aby godni mogli się ostać i nie odpaść od Prawdy.

Wierząc, że nadszedł właściwy czas na prawidłowe zrozumienie znaczenia żydowskich ofiar, które wszyscy Chrześcijanie znają, a które były typem „lepszych ofiar”, ufałem, że Pan udzieli mi zrozumienia, gdy tylko przyjmę postawę umysłu, która najlepiej nadaje się do przyjęcia światła. Modliłem się z ufnością, że jeśli nadszedł Pański właściwy czas i jeśli będzie Jego wolą użyć mnie, jako narzędzie, aby ogłosić

::R5909 : strona 174::

poselstwo Jego drogiej rodzinie, będę mógł uwolnić swoje serce i umysł od wszelkich uprzedzeń, jakie mogłyby stanąć na drodze i być prowadzonym przez Jego Ducha do właściwego zrozumienia.

Wierząc, że odpowiedź na modlitwę będzie twierdząca, rozpocząłem następny poranek przygotowany do badania i pisania. Przedpołudnie spędziłem na analizowaniu tego tekstu i wszystkich innych fragmentów Pisma Świętego, które mogłyby rzucić na niego światło, szczególnie Listu do Żydów oraz na szukaniu u Pana mądrości i kierownictwa. Ale zrozumienie tego trudnego fragmentu nie przyszło. Podobnie spędziłem popołudnie i wieczór, a także cały następny dzień. Wszystko inne było zaniedbane i zastanawiałem się, dlaczego Pan tak długo mnie wstrzymuje. Ale trzeciego dnia, blisko południa, cała sprawa stała się dla mnie tak jasna, jak słońce w południe – tak czytelna, przekonująca i harmonijna z całą treścią Pisma Świętego, że nie mogłem zakwestionować jej poprawności. Nikt jeszcze nie był w stanie jej obalić. (Materiał ten został opublikowany w kilku wydaniach w formie broszury, pod tytułem Cienie Przybytku lepszych ofiar, którą można nabyć, zwracając się do Biura Strażnicy w Brooklynie).

Wtedy zrozumiałem, dlaczego Pan tak powoli i ostrożnie prowadził mnie do tego zrozumienia. Potrzebowałem specjalnego przygotowania serca, aby w pełni docenić wszystko, co ono zawierało. Tym bardziej byłem upewniony, że to nie pochodziło z mojej własnej mądrości, bo jeśli z mojej własnej, to, dlaczego nie pojawiło się od razu? Odkryłem, że zrozumienie tego tematu będzie miało szeroki wpływ na wszystkie nasze nadzieje i sposób widzenia wszystkich prawd. Nie dlatego, że obali stare prawdy lub zaprzeczy im, ale przeciwnie, uporządkuje je wszystkie i zharmonizuje oraz wyeliminuje pewne trudności i zawiłości.

Na przykład, doktryna o usprawiedliwieniu przez Wiarę zawsze była w moim umyśle mniej lub bardziej pomieszana – tak jak w każdym umyśle – z doktryną o uświęceniu, która wzywa do samoofiary i uczynków. Wszystko to stało się od razu jasne i proste, ponieważ typy pokazują, że my wszyscy, jako grzesznicy, potrzebowaliśmy przede wszystkim Okupowej ofiary Chrystusa, abyśmy przez wiarę przyswajali sobie jej zasługę oraz że w ten sposób jesteśmy usprawiedliwieni (uznani za wolnych od grzechu), gdy przez wiarę przyjmujemy ofiarę Chrystusa złożoną za nas i poświęcamy się Bogu. Typ pokazuje również, że dopiero po takim oczyszczeniu w oczach Bożych (przez przyjęcie skończonego dzieła Chrystusowego, jako naszej ofiary Okupowej i przypisanie nam zasługi Chrystusowej), Bóg jest gotów zaakceptować naszą ofiarę i przyjąć nas, jako współofiarników z Chrystusem, a jeśli będziemy wierni aż do końca, postępując Jego śladami, otrzymamy łaskę współdziedziczenia w królestwie.

JESZCZE WIĘCEJ ŚWIATŁA NA PISMO ŚWIĘTE

Tu po raz pierwszy zauważyłem, że wielki przywilej stania się współdziedzicami z Chrystusem i uczestnikami z Nim w Boskiej naturze jest ograniczony wyłącznie do tych, którzy chcą uczestniczyć z Nim w Jego ofierze i służbie dla Prawdy. I tutaj także po raz pierwszy spostrzegłem, że Pan był pierwszą z tych ofiar – Ofiarą za grzech. Zatem żaden ze sług Bożych, proroków i wiernych, którzy żyli i umarli przed Chrystusem, nie był kapłanem według Jego porządku lub współuczestnikiem z Nim w ofierze, chociaż niektórzy z nich byli ukamienowani, inni rozerwani na części, a jeszcze inni zabici mieczem dla sprawy Bożej. I chociaż otrzymają dobrą i wspaniałą nagrodę, to jednak będą należeć do odrębnej klasy i porządku od tych, którzy zostali powołani do ofiary i współdziedzictwa z Chrystusem w Królestwie, w dniu Pięćdziesiątnicy i od tego czasu.

Wtedy także po raz pierwszy dostrzegłem, że Pański Czas Przyjemny oznacza ten Wiek Ewangelii, czas, w którym Bóg uzna ofiarę każdego, kto przyjdzie do Niego przez Chrystusa, przez wielką Ofiarę za grzech. Następnie, że gdy ten Czas Przyjemny się skończy, to nagroda współdziedziczenia i Boskiej natury również się zakończy. Dalej, kiedy tylko ten wielki Dzień Ofiary, Wiek Ewangelii (prawdziwy Dzień Pojednania) zakończy się, gdy wszyscy członkowie ciała Chrystusowego będą uczestniczyć z Nim w ofiarowaniu swoich praw jako usprawiedliwieni ludzie i zostaną uwielbieni, wtedy błogosławieństwa zaczną spływać na świat – błogosławieństwa Tysiąclecia, nabyte dla nich przez ich Odkupiciela, dzięki łasce Bożej.

To doprowadziło mnie najpierw do uznania wyraźnego rozróżnienia natur – tego, co stanowi ludzką naturę, co stanowi anielską naturę i co stanowi Boską naturę, jak jest to wykazane w Wykładach Pisma Świętego, tom I, rozdz. 10. Gdy wcześniej używałem słowa RESTYTUCJA w ogólnym znaczeniu, aby oznaczało jakąś błogosławioną zmianę, to teraz pod wpływem jasnego światła zacząłem rozumieć, że wielkie dzieło Restytucji może oznaczać tylko to, co to słowo oznacza – przywrócenie tego, co zostało utracone (Mat. 18:11), przywrócenie do pierwotnego stanu, od którego człowiek kiedyś odpadł.

Wówczas zrozumiałem, że gdy Boski Plan zostanie zrealizowany, nie doprowadzi wszystkich Jego stworzeń na poziom Boskiej natury, ale że Bóg zamierzył mieć grupę istot zwanych aniołami, które chociaż doskonałe, zawsze będą innego rodzaju lub natury, niż Boska natura. Następnie, że On również zamierzył mieć rasę istot posiadających ludzką naturę, z których Adam był przykładem lub wzorem, których przyszły ziemski dom – Raj – Eden był przykładem lub wzorem. Zrozumiałem również, że Bóg postanowił, aby Chrystus i Jego współofiarnicy i współdziedzice byli Boskimi narzędziami do błogosławienia upadłego rodzaju ludzkiego i przywrócenia go do doskonałości, którą Adam cieszył się w Edenie, do stanu, o którym Bóg powiedział, że był „bardzo dobry”, i w którym człowiek był obrazem swego Stwórcy.

Kiedy wszystkie te rzeczy niespodziewanie rozbłysły tak jasno i wyraźnie, nie dziwiłem się, że Pan dał mi kilka dni oczekiwania i przygotowania na te błogosławieństwa. Oddałem Mu chwałę i wyraziłem wdzięczność. Cała słabość serca i wszelki lęk przed złym skutkiem błędnego poglądu pierzchły przed tym dowodem Pańskiego kierownictwa na ścieżce, która „im dalej tem bardziej świeci, aż do dnia doskonałego”. Od razu zauważyłem, że te nowości prawdopodobnie okażą się zgorszeniem dla jednych, natomiast dla innych, którzy byli na nie gotowi, będą wielkim błogosławieństwem. W związku z tym, zamiast publikować to w następnym numerze Strażnicy, postanowiłem najpierw przedstawić tę sprawę prywatnie bardziej znanym braciom, pamiętając o postępowaniu Apostoła Pawła w podobnej sprawie – Gal. 2:1,2.

NIEKTÓRZY ODWRACAJĄ SIĘ OD NAS

Zgodnie z tym, wysłałem zaproszenie i pieniądze niezbędne na pokrycie kosztów podróży do czterech z bardziej znanych braci, prosząc o zorganizowanie konferencji. Pan Paton z Michigan był jednym z czterech i jedynym, który odrzucił pierwsze promienie światła. Nie mógł znaleźć żadnego błędu w interpretacji, chociaż był zachęcany, jak wszyscy, aby wskazać cokolwiek, co mogłoby wydać się niespójne lub zacytować dowolny fragment Pisma Świętego, który uważał za sprzeczny. Nie znalazł niczego, a każde pytanie jedynie świadczyło o mocy tego stanowiska. Nalegałem, zatem, aby to, co było poza krytyką tych, którzy najlepiej znali Plan Boży, zostało uznane za Prawdę, którą powinno się wyznawać i nauczać, zwłaszcza, gdy to tak pięknie łączyło i porządkowało wszystkie inne zarysy Prawdy.

Zwróciłem uwagę również na to, jak koniecznym było logiczne trzymanie się Okupu, aby zrozumieć dokładnie to, co on pokazywał, mianowicie, rozróżnienie natur – że nasz Pan pozostawił wyższą naturę i przyjął niższą naturę, kiedy stał się ciałem. Następnie, że celem tej zmiany natury było to, że On, jako doskonały człowiek, mógł oddać siebie na Okup za pierwszego doskonałego człowieka Adama, by w ten sposób odkupić Adama i wszystko, co w nim zostało utracone. Wykazałem także, że w nagrodę za to wspaniałe dzieło otrzymał On przy swoim zmartwychwstaniu naturę Boską – naturę jeszcze wyższą od tej, którą pozostawił, gdy stał się człowiekiem.

Ale albo umysł pana Patona, albo jego serce było słabe, bo on nigdy nie uczynił tego kroku i niebawem on także porzucił doktrynę Okupu. Wciąż jednak używał słowa Okup, zaprzeczając jednocześnie myśli przekazywanej przez to słowo. Nie mógł też nadać temu słowu żadnej innej definicji ani w inny sposób podważyć poprawności znaczenia, jakie my z nim wiążemy – które można znaleźć w dowolnym słowniku języka angielskiego, które jest zgodne ze znaczeniem greckiego słowa, którego jest tłumaczeniem.

Pomimo naszych najlepszych starań, aby go uratować, oddalał się coraz bardziej. Byłem zmuszony odmówić przyjęcia jego artykułów do Strażnicy, z tego samego powodu, który zmusił mnie do odmowy wydania powierzonych mi Pańskich pieniędzy na pomoc panu Barbourowi w rozpowszechnianiu tej samej szkodliwej teorii.

Mniej więcej w tym samym czasie pan Jones poinformował mnie, że zostały już tylko te egzemplarze książki Brzask Dnia, które ostatnio zakupiłem i ogłosił, że nie będzie można już składać na nią zamówień do biura Strażnicy. Skorzystałem z okazji, by obiecać wydanie książki Brzask Tysiąclecia, która przedstawia Plan Wieków w bardziej przejrzysty i uporządkowany sposób, dzięki nowemu światłu rzuconemu na każdy jego element przez nauki płynące z Przybytku.

Wtedy też pan Paton doszedł do wniosku, że opublikuje następną książkę pod tytułem Brzask Dnia, poprawioną tak, aby była zgodna z jego nowymi poglądami, które odrzucały Okup, ignorowały usprawiedliwienie oraz potrzebę każdego z nich. Nauczał, że wszyscy ludzie będą wiecznie zbawieni – nie w jakimkolwiek znaczeniu jako rezultat ofiary Chrystusa, lecz jako rezultat krzyżowania grzechu przez każdego w sobie samym – czyli przez zakon, pod którym biedni Żydzi usiłowali przypodobać się Bogu, ale który nie usprawiedliwił nikogo. Wiele ciężkich oszczerstw było rzuconych na mnie, ponieważ ujawniłem tę zmianę i napisałem, że pierwszy nakład książki Brzask Dnia został już wyczerpany, a nowa książka opiera się na innym fundamencie niż ten, który poleciłem.

POKARM DLA MYŚLĄCYCH CHRZEŚCIJAN

W tym czasie byłem zajęty ogromnym dziełem, niektórym z was znanym – wydaniem i rozpowszechnieniem ponad 1 400 000 egzemplarzy dwóch broszur. Jednej zatytułowanej Pokarm dla myślących chrześcijan i drugiej Nauki Przybytku. Łączna wielkość tych dwóch broszur była mniej więcej rozmiaru

::R5909 : strona 175::

1 tomu Wykładów Pisma Świętego. Poza tym zostałem zalany tysiącami radosnych i dających radość listów od tych, którzy otrzymali i czytali rozprowadzone w ten sposób broszury, a także zadawali pytania i prosili o więcej materiałów do czytania. Aby nasz ucisk był większy, pojawiły się komplikacje finansowe i w ten sposób przez cztery lata nie mogłem spełnić obietnicy dotyczącej wydania Brzasku Tysiąclecia, obecnie nazwanych Wykładami Pisma Świętego. Również nasza obietnica wydania pełnej serii jeszcze nie została spełniona. Ukazało się sześć tomów, ale siódmy nie został jeszcze wydany. W ciągu tych lat zmagaliśmy się jednak z ogromną ilością pracy (wszystko to było z radością podejmowane ze względu na naszego Pana i Jego świętych), a każdego roku mieliśmy nadzieję, że będziemy w stanie znaleźć potrzebny czas, aby ukończyć pierwszy tom Brzasku Tysiąclecia. Ten sam wielki Przeciwnik Prawdy utrudniał później wydanie innych tomów z tej serii.

Niektórzy z tych, co posiadają książkę Trzy Światy lub stare wydanie Brzasku Dnia, być może chcieliby poznać moją obecną opinię o nich – czy nadal uważam je za korzystne do wypożyczania poszukiwaczom prawdy. Na to odpowiadam: na pewno nie, ponieważ przedstawione tam bardzo niedojrzałe poglądy na temat Prawdy Bożej dalekie są od tego, co obecnie wiemy o cudownym Boskim Planie. To, co teraz jest jasne jak słońce w południe, wtedy było niejasne i pomieszane. Różnica pomiędzy doskonałą ludzką naturą, do której posłuszni ze świata zostaną przywróceni podczas Tysiąclecia, a Boską naturą, do której Małe Stadko, poświęcający się Wybrańcy z Wieku Ewangelii, wkrótce zostaną wywyższeni, była wówczas niezauważona. Wszystko, co teraz jest tak jasne, wtedy było rozmyte, pomieszane i niewyraźne. Nie widzieliśmy też wtedy etapów lub okresów pokazanych na Wykresie Planu Wieków z 1 tomu Wykładów Pisma Świętego, które pomogły wielu osobom dostrzec różnicę pomiędzy usprawiedliwieniem i uświęceniem oraz określić ich obecne relacje z Bogiem.

Ponadto, obliczenia czasowe, które te książki przedstawiały, pozbawione sensu i pozostawiające czytelnika w niepewności, co autor stara się udowodnić, mają tendencję jedynie do dezorientowania umysłu i stwarzania wrażenia, że proroctwa odnoszące się do czasu są jedynie informacjami i nie służą żadnemu konkretnemu celowi lub sprawie. Dlatego też, zdecydowanie odpowiadam, że nie polecałbym, ani nie używałbym żadnej z tych książek dzisiaj. Dawniej byłem o wiele mniej ostrożny w tym, co rozpowszechniałem lub polecałem, ale każdego dnia uczę się być coraz bardziej ostrożnym w tym, jaki rodzaj pokarmu kładę przed głodnymi owcami Pana. Pan nauczył mnie, że bycie nauczycielem, nawet poprzez rozpowszechnianie książki czy gazety, oznacza dużą odpowiedzialność. Nawet książka Pokarm dla myślących chrześcijan (obecnie nakład wyczerpany), opublikowana i rozpowszechniona w 1881 roku, nie jest już przeze mnie polecana, ponieważ jest ona mniej uporządkowana, a przez to mniej jasna niż późniejsze publikacje.

JESZCZE JEDNO PRZESIEWANIE

Musimy opowiedzieć kolejny rozdział naszego doświadczenia, ponieważ oznacza on kolejne potrząsanie i przesiewanie. Pan A. D. Jones zaproponował założenie innego czasopisma na tych samych zasadach, co Strażnica, aby ponownie opublikować niektóre z prostszych zarysów Boskiego Planu, aby była ona swego rodzaju misjonarzem i nauczycielem podstaw. Znając jego jasny pogląd na temat Okupu, życzyłem mu powodzenia i przedstawiłem okazowy egzemplarz jego czasopisma, Zion’s Day Star (obecnie od wielu lat wstrzymanego) prawie dziesięciu tysiącom naszych czytelników. Jak się wkrótce okazało, niektórzy z nich popadli w skrajną niewierność, a inni odrzucili Okup. Chociaż The Day Star przez kilka miesięcy trzymała się prostego kursu i utrzymywała to samo stanowisko co Strażnica w odniesieniu do Okupu, i z tego samego powodu odrzucała artykuły przeciwko Okupowi nadsyłane na jej kolumny przez pana Patona, to jednak w ciągu jednego roku zuchwale pogrążyła się w niewierze i całkowicie odrzuciła całą resztę Biblii, jak również te fragmenty, które uczą o upadku Adama i o Okupie w Chrystusie.

Wszystko to oznaczało kolejne kłopoty, kolejne przesiewanie, kolejne odcinanie się od przyjaciół, którzy błędnie przypuszczali, że nasza krytyka fałszywych doktryn była powodowana przez ducha rywalizacji. Oni nie dostrzegli dość szybko, w jakim kierunku dryfowały jego nauki, ani jak ważne jest ścisłe trzymanie się pierwszych zasad nauki Chrystusowej – że Chrystus umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia.

Te procesy potrząsania i przesiewania nadal się rozwijały i jeszcze się nie zakończyły, ponieważ wszyscy muszą być gruntownie doświadczeni i wypróbowani. Nie chodzi o to, kto może upaść, ale jak to ujął Apostoł, o to, „któż się ostać może?”. Ponownie musimy przypomnieć Apostolskie napomnienie: „Kto mniema, że stoi [kto czuje się bardzo pewny siebie, tak jak Św. Piotr, gdy powiedział: ‘Panie, choćby się wszyscy Ciebie zaparli, ja nie zaprę się Ciebie’] niech patrzy, aby nie upadł”.

PRÓBA DLA WSZYSTKICH CHRZEŚCIJAN

Ta doktryna o drodze zbawienia (w tym zbawienia dla wszystkich) innej niż Krzyż Chrystusa, jest nie tylko błędem, który od 1874 roku przesiewa wszystkich, którzy przyszli do światła teraźniejszej Prawdy, ale jest także próbą, która przychodzi na całe Chrześcijaństwo, aby je wypróbować (Obj. 3:10). Doktryna ta rozprzestrzenia się wśród wszystkich klas Chrześcijan, a szczególnie wśród sług wszystkich sekt. Liczba tych, którzy wierzą, że śmierć Chrystusa zapewniła cenę Okupu za grzech Adama, z każdym dniem maleje. W rzeczywistości nastąpił prawdziwy odwrót od doktryny o upadku człowieka w Adamie i wykupieniu go z tego upadku przez „Człowieka Chrystusa Jezusa” (1 Tym. 2:5,6). Jak to proroczo przedstawił Psalmista, tysiąc upadnie, a jeden się ostoi – Ps. 91:7.

Nadszedł czas, aby każdy odważnie się zadeklarował. Kto nie jest za Krzyżem i okupem tam dokonanym, jest przeciwko niemu! Ten, który nie zbiera, rozprasza. Ktokolwiek milczy na ten temat, gdy jest on atakowany z każdej strony przez wrogów, niezależnie od tego, czy jest to milczenie ze strachu, wstydu, czy też z obojętności, nie jest godny Prawdy i z pewnością szybko się potknie. Kto z jakiegokolwiek powodu siedzi bezczynnie, gdy sztandar Krzyża jest atakowany, nie jest godny miana żołnierza Krzyża i nie będzie zaliczony do grona zwycięzców, którzy odziedziczą wszystkie rzeczy. Bóg dozwala na takie ogromne przesiewania, aby odsiać wszystkich, którzy nie są zwycięzcami oraz aby wypróbować i objawić Maluczkie Stadko, które podobnie jak oddział Gedeona, choć nieliczny, będzie uczestniczyć w zwycięstwie, zaszczytach i chwale swego Wodza.

Drodzy bracia i siostry, czy jesteście na to przygotowani? Zbroja Prawdy została wam dana jakiś czas temu. Czy włożyliście ją na siebie? Czy uczyniliście ją waszą tarczą i puklerzem, waszą obroną przed wszelkimi przebiegłymi sztuczkami Onego Złego?

Nie dajcie się zwieść przedstawicielom Przeciwnika, których tak często używa. W tej sprawie będzie on równie przebiegły, jak w swoim fałszywym przedstawianiu Prawdy.

Bardzo trafnie Prorok porównał tę zaraźliwą truciznę do zarazy morowej (Ps. 91:6). Zaraza rozprzestrzenia się, ponieważ ludzie znajdują się w takim stanie fizycznym, który czyni ich podatnymi na choroby. Lekarze twierdzą, że ci, których organizmy są w dobrym, zdrowym stanie, w małym stopniu są narażeni na jakiekolwiek choroby. W podobny sposób będzie rozwijała się duchowa zaraza, nie tylko dlatego, że będą na nią narażeni wszyscy, którzy nie mają jasnej umysłowej oceny doktryn Chrystusowych, ale również i z innej przyczyny. Z serca żywot pochodzi, dlatego najpotrzebniejszy ze wszystkich jest właściwy stan serca. Jakie jest twoje serce? Czy jest ono dumne, chełpliwe, niezależne, zadufane w sobie, samowolne? Jeśli tak, to bądź ostrożny, ponieważ będziesz bardzo podatny na tę epidemię i to bez względu na to, jak daleko wydaje ci się od niej być.

„Serce pogodzone, uległe i ciche,
A Mój wielki Zbawca tron zajmuje.
Tam słychać tylko Chrystusa słowa,
Tam Jezus w chwale króluje”.

Z takim sercem jesteś bezpieczny. W cichości i pokorze nigdy nie pomyślisz o wykupieniu samego siebie od potępienia, które odziedziczyłeś przez Adama, przez poświęcenie obecnych grzesznych pragnień, ale będziesz uciekał się do Krzyża, gdzie sam Bóg otworzył Źródło obmywające z grzechu i nieczystości, zarówno obecnych, jak i przeszłych.

CZY TO WAS OBRAŻA?

Zakładamy, że ten artykuł urazi niektórych, choć nie ma on na celu obrażania kogokolwiek. Został napisany, aby bronić cichych przed wyrafinowanymi sztuczkami błędu. „Któż wstąpi na górę Pańską [do zaoferowanego Królestwa], a kto stanie na miejscu świętem jego? Człowiek niewinnych rąk i czystego serca [który pilnie kształtuje swoje życie według zasad świętości], który nie skłania ku marności duszy swej [który nie rozwija ziemskich ambicji ani pychy, lecz cierpliwie oczekuje na chwałę, jaka ma nastąpić po poświęceniu samego siebie], a nie przysięga zdradliwie [lekceważąc lub gardząc swoim Przymierzem z Bogiem]. Ten weźmie błogosławieństwo od Pana [chwałę Królestwa i dziedzictwo z Chrystusem], i sprawiedliwość [doskonałość, zupełne uwolnienie od obecnych słabości itp.] od Boga zbawiciela swego” (Ps. 24:3-5). „[…] Szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, snać się ukryjecie w dzień zapalczywości Pańskiej [w ten zły dzień – ten dzień sideł, pułapek, wystrzelonych strzał i niszczycielskich plag]” (Sof. 2:3). „Czujcież, a módlcie się, abyście nie weszli w pokuszenie” – aby „myśli wasze nie odpadły od prostoty onej, która jest w Chrystusie”. Niech wszyscy cisi w pełni przebudzą się w godzinę tej próby. I choć wielu stawia przeszkody na drodze „stóp” Ciała Chrystusowego, niech każdy żołnierz Krzyża zachowa czujność, nie tylko, aby samemu stać, ale aby, innym pomagać stać, podnosząc „stopy” – Ps. 91:11,12.

====================

::R5909 : strona 176::

Zbory Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Biblii
STUDIA I WYKŁADY PRZEZ CZŁONKÓW PEOPLES PULPIT ASSOCIATION (STOWARZYSZENIE LUDOWEJ KAZALNICY)

====================

Jeżeli zauważyłeś błąd w pisowni, powiadom nas poprzez zaznaczenie tego fragmentu tekstu i przyciśnięcie Ctrl+Enter.