R4281-348 Obmowa – wścibstwo – ukrywanie prawdy

Zmień język

::R4281 : strona 348::

Obmowa – Wścibstwo – ukrywanie prawdy

„Nie mówcie źle o nikiem” (Tyt. 3:2); „Żaden z was niech nie cierpi jako […] w cudzy urząd się wtrącający” (1 Piotra 3:16); „Szczerymi będąc w miłości” (Efez. 4:15)

Wszyscy Chrześcijanie zaawansowani w łaskach i owocach Ducha Pańskiego przyjmują powyższe teksty Pisma Świętego jako prawdziwe. Ochotnie przyjmują akuratność punktów wystawionych w tych tekstach i przyznają, że obowiązkiem ich jak i wszystkich chrześcijan jest przestrzegać bacznie i wiernie tych Boskich instrukcji. Mimo to dziwić się trzeba, że w większości umysłów władze rozumowania są tak zamącone, że niestosowne pojęcia nadawane są słowom niebieskiej mądrości. Wynikiem tego jest, że wielu z wiernych Pańskich znajduje, iż trafnie stosuje się do nich Episkopalne wyznanie: „Czyniliśmy wiele rzeczy, jakich czynić nie powinniśmy, a rzeczy, które czynić było naszą powinnością, zaniedbaliśmy”. Najdziwniejszą rzeczą w łączności z tą sprawą jest to, że niektórzy z wiernych Pańskich, pragnących czynić tylko Jego wolę a nic więcej, gdy popełnią omyłki i sprowadzą na siebie różne utrapienia, nie mogą dopatrzyć się, w czym zbłądzili i z tego powodu dane doświadczenie nie nauczy ich potrzebnej lekcji i tak, zamiast być dla drugich pomocą i świecącymi światłami, oni są znacznymi kamieniami obrażenia i przez to psują to dobro, które pragną czynić i prawdopodobnie też i czynią. Niechaj tedy będzie dobrze zrozumiane, że celem niniejszego rozważania nie jest, aby dokuczać, ranić lub obrażać, ale aby dopomóc członkom Ciała Chrystusowego, aby mogli tym lepiej wypełniać główną treść ich przymierza z Bogiem, oraz pragnienia ich serc.

CO TO JEST OBMOWA?

Odpowiadamy, że obmowa jest mówienie o drugim cokolwiek ujemnego, mówić o nim rzeczy niepochlebne. Niektórzy mają wrażenie, że obmową jest mówić coś kłamliwego, więc zdaje im się, że mówić prawdę jest zawsze rzeczą dobrą. Jest to mylne pojęcie. Mówienie czegokolwiek, co jest szkodliwym dla charakteru drugiego, bez względu czy to jest prawdą czy fałszem, jest obmową w całym znaczeniu tego słowa. Duch Pański jak i Jego Słowo zabrania obmowisk, ponieważ Duchem Pańskim jest duch miłości i uprzejmości a obmowa prawdziwa lub fałszywa jest przeciwną miłości, bo zrodzona jest z jakiejś złej pobudki, może z wścibstwa lub z plotkarstwa albo, co gorsze, z nienawiści, zazdrości i sporu, a wszystkie te rzeczy Apostoł umieścił na liście „uczynków ciała i diabła”.

Powiedziane jest, że „wyjątki są w każdej regule”, więc są też i w tej. Na przykład: gdybyś był świadkiem morderstwa, rabunku lub, jakiej innej poważnej zbrodni, to byłoby twoim obowiązkiem wobec społeczeństwa mówić o tym złym, zaraportować to do odpowiednich władz, do burmistrza, szefa policji lub gdzieś indziej. Prawda, że to byłoby obmową, lecz byłoby to wyjątkowym wypadkiem, wymagającym wyjątkowego traktowania. Ty nie miałbyś, w tym żadnej złej pobudki wobec zło czyniącego – nie powodowałbyś się złością, nienawiścią, zazdrością lub walką, ale

działałbyś dla dobra społeczeństwa w duchu miłości dla tegoż. Zaiste, w niektórych krajach prawo czyni milczącego świadka współodpowiedzialnym z głównym przestępcą.

W Kościele również zaznaczony jest wyjątek w instrukcjach Pisma Świętego; mianowicie, gdy przewinienie jest dość poważne i zdolne przerwać naszą społeczność z winnym, mamy iść do niego i z nim samym pomówić o danej sprawie – nie z intencją sądzenia lub potępienia go, lecz w celu dopomożenia mu do lepszego poglądu na sprawy lub na postępowanie zdające się nam być złem, grzesznym, przeciwnym Słowu Bożemu. Przed pójściem do niego lub do niej powinniśmy zbadać samych siebie, czy aby nie znajdujemy się w usposobieniu wynajdywania wad i czy dana sprawa w rzeczywistości dotyczy nas, bądź w naszej osobistej społeczności z tym bratem, bądź, też we wzajemnej społeczności z członkami Kościoła Chrystusowego, którego dobro mogłoby być poszkodowane postępowaniem tego brata. Powinniśmy iść do niego w jak najlepszym usposobieniu i w nadziei, że owa sprawa, wydająca się tak dziwną i przeciwną Słowu Bożemu, po wyjaśnieniu może okazać się wcale nie jest taką.

Mamy iść w nadziei, że w każdym razie Pan pobłogosławi naszej misji, nie ku uszkodzeniu brata lub siostry, ale ku jego lub jej wzmocnieniu, ukojeniu i podniesieniu z tego, co wydawało się nam niewłaściwym. Dopiero po podjęciu tych kroków i gdy owo złe postępowanie trwa nadal, ku naszej lub zgromadzenia szkodzie – dopiero potem możemy mówić do drugiego o tej rzekomo złej rzeczy. Nawet wtedy mówienie o tym musi być w obecności oskarżonego, aby on miał zupełną sposobność przedstawić swoją stronę tej sprawy, jak to wykazanym jest w Piśmie Świętym u Mat.18:15-17 i szczegółowo wytłumaczone w szóstym tomie Wykładów Pisma Świętego. Gdyby to nie było taką poważną i politowania godną omyłką to można by ubawić się widokiem jak niektórzy sumienni bracia i siostry obchodzą tę sprawę obmowisk i główny punkt Pańskiej powyższej dorady. Na przykład, jedno z takich może mówić do drugiego: „Ja przed chwilą słyszałem o siostrze C coś takiego, że aż mną wstrząsnęło. Sam nie wiem, co o tym myśleć. Radbym się ciebie poradzić, lecz naturalnie nie mogę ci tego powiedzieć, bo byłoby to obmową, czego jako naśladowca Pana ja nie mogę mówić a ty nie masz słuchać”. Biedna, słaba na umyśle owca! Tacy nie zdają się rozumieć, że w danej chwili popełniają najgorszego rodzaju obmowę. W dziewięć dziesiątych wypadkach, gdyby taki powiedział wszystko co wie, nie wywarłoby na słuchaczu ani jednej dziesiątej części tak złego wrażenia. Ta poważna omyłka czyniąca tak dużo złego na świecie i pomiędzy ludem Bożym, świadczy o dwóch rzeczach: (1) Brak władzy rozumowania i (2) brak ducha miłości.

W niniejszym artykule starać się będziemy naprawić on pierwszy brak i dopomóc niektórym do lepszego rozumowania, lecz nie w naszej mocy jest naprawić ten drugi brak, czyli brak miłości, który w rzeczywistości jest gruntem wszystkiego złego. Gdyby tacy miłowali siostrę, o której ową złą wieść usłyszeli, to nie powiedzieliby o tym ani słowa do innych, ale z miłością poszliby wprost do osoby oskarżonej, w nadziei że owa wieść jest fałszywa i powiedzieliby owej osobie jako przyjaciele i według wskazówek ducha miłości, wszystko co słyszeli, co widzieli lub, co mylnie zrozumieli i zapewniliby ową osobę, że spodziewali się pewnego wyjaśnienia tej sprawy; lecz w żadnym razie nie powinni sobie pozwolić na żadne złe domysły.

CIERPIĄCY JAKO WŚCIBSCY

Zazwyczaj są dwie strony w każdej sprawie. Prawie w każdym wypadku gdzie ktoś gwałci przykazanie, aby o nikim źle nie mówić, współdziałanie jest ze strony tego, komu owo złe jest mówione. On lub ona zwykle wyciąga daną sprawę przez pytania, napomykania, przez podsuwanie myśli, oznakę zainteresowania lub przez zachęcające uwagi itp. Z pewnością, że taki słuchacz złych mów jest w oczach Bożych winien na równi z obmówcą. Trudnością w obu jest, że brak im ducha miłości, o którym mówił Apostoł, gdy powiedział: „Miłość nie myśli złego”, ale „okrywa mnóstwo grzechów”. Na pierwsze napomknięcie, że coś skandalicznego lub niedobrego ma być mówione o drugim, powinno pobudzić nas do cofnięcia się, rozumiejąc i obawiając się, że przeciwnik jest bardzo blisko, aby dopomagać do każdej złej roboty. Najwłaściwszą rzeczą byłoby prędko powiedzieć: „Droga siostro lub bracie, wybacz mi moją uwagę, lecz czy tak ty i ja nie jesteśmy dziećmi Bożymi i czy nie będzie to przyjemniejszym w oczach Bożych i korzystniejszym dla naszego duchowego dobra, stosować się więcej do Jego Słowa i rozwijać w naszych sercach i myślach ducha miłości, zamiast kąsać i pożerać drugich? Starajmy się raczej upatrywać w drugich dobrych zalet, dobrych przymiotów, jak zachęca nas do tego Apostoł. Jeżeli przez taki sposób postępowania straciłbyś przyjaźń czyjąkolwiek, to byłoby ku twej korzyści, bo gdyby taki lub taka byli dobrze myślącymi to taka grzeczna uwaga byłaby im pomocna i od razu powiedzieliby ci, że podzielają twoje zdanie i że również starać się będą tak postępować.

Jak często słyszy się ludzi mówiących: „Zaprawdę, wolałbym był o tych sprawach nigdy nie słyszeć, bo przechodziłem z tego powodu dużo trudności i cierpień”. Są to ci wspomniani przez Apostoła, którzy cierpią jako wtrącający się w cudzy urząd, w przeciwieństwie do Boskiego kierownictwa i do ducha miłości. Tacy ponoszą skutki tego i możliwym jest, że przez swoje wtrącanie się w cudze sprawy oni wyrządzają duchową szkodę sobie i drugim. Mało z nas ma dosyć czasu, aby zajmować się wszystkimi sprawami świata i jeszcze dopilnować odpowiednio swoich spraw. „Zamieć przed własnymi drzwiami” stało się przysłowiem, a myślą tego jest, że ci, co za wiele uwagi zwracają na sprawy sąsiadów, zaniedbują swe własne obowiązki domowe i przez to narażają się na różne trudności. Zaawansowany chrześcijanin rozumie dobrze, że dostrzega dosyć złego w samym sobie i w swoim otoczeniu, bez specjalnego szukania za słabościami i uchybieniami drugich, lub też za ich wolnością, która mogłaby może wydawać mu się grzeszną, jak to Apostoł powiedział o niektórych, co „zakradli się, aby wyszpiegowali wolność naszą”. Możemy być pewni, że wszyscy, o których Apostoł wyraził się w taki sposób, byli w niebezpieczeństwie z powodu ich wścibstwa, i tak samo pewni możemy być, że podobna zasada będzie trwać zawsze. Bez względu jak dobre będą nasze intencje, nie będziemy ukoronowani za nieprzystojne potykanie się (2 Tym. 2:5).

Niektórzy są tak ukształtowani, że jest to jakoby ich drugą naturą regulować każdego według ich osobistych pojęć i zasad, zapominając o tym co powiedział Apostoł: „Panu swojemu każdy sługa stoi albo upada”. Nasze ograniczenia pod względem tego, co możemy lub nie możemy zrobić przez wtrącanie się w sprawy drugich są liczne. W dawnych czasach, w pojęciu niektórych było wielkim grzechem jeść mięso sprzedawane publicznie, ponieważ mięso takie było zwykle poprzednio ofiarowane bałwanom. Apostoł zajął wyższy, obszerniejszy i prawdziwszy pogląd na tę sprawę, gdy oświadczył, że bałwan nic nie jest, rozumiejąc, że ofiarowanie mięsa bałwanowi nie może mięsa uszkodzić. Znaleźli się jednak tacy, którzy gotowi byli szpiegować w takich rzeczach i wtrącać się w sprawy drugich i niektórzy z takich prawdopodobnie potykali się z powodu tych wścibskich skłonności. Fakt, że Apostoł gotów był ustąpić tym słabszym braciom, gdy powiedział, że gotów by wstrzymać się od jedzenia mięsa zupełnie, wcale nie świadczy, że on był w błędzie a oni, że mieli rację. Dowodzi raczej, że Apostoł był o tyle wspaniałomyślnym, iż ze względu na ich niedojrzałość, brak logiki i słabość do wtrącania się w cudze sprawy, on aby ich nie zgorszyć, gotów był zrezygnować z osobistej wolności, która wcale nie była przez Pismo Święte potępiona. Nasz Pan mówił o wtrącających się w cudze sprawy, gdy napomknął, że oni są jako ten człowiek, co poszedł do sąsiada, aby dopomóc mu do wydobycia źdźbła z oka, nie wiedząc o tym, że w jego własnym oku tkwi belka. O takim Jezus powiedział: „Wyjmij pierwej belkę z oka twego, a tedy przejrzysz abyś wyjął źdźbło, które jest w oku brata twego” – Łuk. 6:42.

PRAWDOMÓWNOŚĆ OBOWIĄZKOWA

Wykazaliśmy już, że nie wolno mówić nawet prawdy, gdyby takowa była obelżywą, szkodliwą, albo obliczoną na to, aby zniesławiła bliźniego. Wykazaliśmy również, że mówienie takiej prawdy byłoby obmową z biblijnego punktu zapatrywania i jest zabronione nie tylko przez Słowo Boże, ale też przez ducha miłości do braci i że taki, co zaczyna taką obmowę, powinien być w duchu miłości zgromiony, aby mógł tę słabość w sobie pokonać. Jednakowoż jest pewien rodzaj mówienia prawdy, który jest zgodny z miłością. Jeżeli plotkarz, dokuczliwiec, potwarca i obmówca, opowiedział nam jaką sprawę, to obowiązkiem naszym jest aby nie powtarzać tego ani słowem innym, ale aby o całej tej sprawie wszystko co wiemy powiedzieć temu, o kim ta potwarz czy obmowa była nam mówiona. Czemu jest to naszym obowiązkiem? Odpowiadamy, że ten sam duch miłości, który nie dozwala nam mówić obelżywie o drugich, powinien pobudzać nas do opowiedzenia faktów temu, który został skrzywdzony, bo (1) to rozbudzi jego czujność i dopomoże mu do pokonania rzuconego na niego fałszu lub złego podejrzenia, a wszyscy miłośnicy prawdy i sprawiedliwości powinni z ochota w tym pomagać. (2) Byłoby to również wielce pomocnym oszczercom i obmówcom, bo byłoby praktyczną lekcją, uczącą ich, dokąd jeszcze nie jest za późno tego się nauczyć, że wciąż jeszcze pielęgnują w sobie uczynki ciała i diabła, które muszą być z serc ich wykorzenione, zanim mogą nadawać się do chwalebnej przemiany w pierwszym zmartwychwstaniu. (3) Taki sposób postępowania byłby korzystnym i dla nas samych, ponieważ dopomagałby nam do wyrobienia w sobie prawdziwej odwagi opowiedzenia się po stronie słuszności i prawdy, po Pańskiej stronie, a przeciwko stronie diabelskiej, stronie oszczercy i obmówcy.

Dziwnym to jest a jednak prawdziwym, że coś w ich pokręconych głowach, czy też coś ze złudzeń przeciwnika, niekiedy pobudza niektórych poświęconych Pańskich do bardzo złego postępowania pod tym względem. Na przykład, zauważyliśmy raz wypadek, który może być zilustrowany następująco. Br. A. rzekomo „w dobrej intencji” zakomunikował siostrze B. pewną oszczerczą wieść o siostrze C. Siostra B. również w „dobrej intencji” wysłuchała tę złą wieść i następnie w rozmowie z siostrą D powiedziała, że słyszała pewną straszną rzecz o siostrze C i że bardzo tym została zmartwiona. Siostra D będąca w bliższej przyjaźni z siostrą C zapewniła siostrę B, że zapewne nie ma żadnej podstawy do tego obmówiska. Siostra B nadmieniła, że rada by całą tę sprawę opowiedzieć siostrze D, lecz nie może tego uczynić, bo to byłoby obmową. Siostra D doradzała, aby siostra B poszła do siostry C i opowiedziała jej wszystko, co o niej było mówione i podała nazwisko tego, co mówił, aby siostra ta mogła udać się do niego zgodnie z Mat. 18:15-17; lecz siostra B była tą doradą przestraszona i oświadczyła, że za nic w świecie tego nie zrobi, bo byłoby to zdradą wobec brata A i obmawianiem go.

Zauważmy teraz omyłki popełnione w tych wszystkich rozmowach: 1. Br. A rozpoczął całą tę sprawę jako obmówca, mówiąc źle o siostrze C. 2. Siostra B wysłuchawszy tej wieści i nie zgromiwszy jej zaraz, stała się uczestniczką złego. 3. Siostra B stała się sama potwarczynią i plotkarką, gdy potwarz tą w niewyraźnych zdaniach powtórzyła siostrze D. To, że nie opowiedziała szczegółów nie zmniejsza jej winy. Ona wywarła złe wrażenie, prawdopodobnie o wiele gorsze aniżeli wywarłaby gdyby była powiedziała wszystko, co było jej mówione. 4. Siostra D była prawdopodobnie też nieco winna, że w ogóle słuchała tej wieści, lecz zajęła dobre stanowisko w tym, gdy wystąpiła w obronie osoby obmawianej i gdy zachęcała, aby cała ta sprawa była natychmiast przedstawiona siostrze C, aby ta mogła wiedzieć, jakie zło jest jej czynione w ograbianiu jej dobrego imienia przez brata A. 5. Siostra B myśli, że ona byłaby obmówczynią gdyby sprawę wyjawiła tam gdzie się należało, pokazuje, że ona działała pod wpływem mylnego pojmowania zasady słuszności. Ona dopomagała złodziejowi do okradzenia siostry z jej reputacji (Ps. 50:18). Reputacja siostry została skradziona a ona dopomagała złodziejowi do ukrywania się. Mimo to, jak to już zaznaczyliśmy, złudzenia pokręconych umysłów i chytrość przeciwnika, wprowadzają niektórych z poświęconych w takie trudności, że nieświadomie stają po stronie przeciwnika, który światłość stawia za ciemność, a ciemność za światłość. Siostra B za nic w świecie nie wyjawiłaby bratu A mniemając, że czyniąc to byłaby „obmówczynią”. Co za obłuda! Co za przeciwieństwo prawdzie! To była jedna i jedyna okazja, kiedy ona powinna była mówić o tej sprawie, przepraszając jednocześnie za swój udział w tym grzechu. Osoba, o której to zło było mówione, była jedną i jedyną do której należało o tym mówić w ogóle, a co do brata A gdyby to wyszło na pewną jego niekorzyść, że straciłby przez to nieco poważania, to w końcu mogłoby okazać się dla niego wielkim błogosławieństwem i wyrwać go z sidła diabelskiego, z którego gdyby się nie uwolnił, nigdy by nie otrzymał wejścia do królestwa.

INNA PRAKTYCZNA ILUSTRACJA

Przytoczymy jeszcze jeden wypadek, jaki podpadł naszej uwadze i który ilustruje to straszne niebezpieczeństwo owej zaraźliwej wady „obmawiania”, oczerniania, kąsania i subtelnych form, jakie to zło może przybierać, oraz wielkich niebezpieczeństw, na jakie niektórzy są przez to narażeni.

Siostra V obraziła się za coś na brata W. (Nie robi różnicy dla tej ilustracji czy do tej obrazy była słuszna podstawa czy nie). Będąc bardzo sumienną siostra V czuła, że ona nie powinna o tej sprawie mówić swoim przyjaciółkom; a być może, że i inne uczucia działały w tej sprawie. Może czuła, że mówienie prawdy nie odniosłoby pożądanego skutku, bo wielu mogłoby dojść do przekonania, że zło i wina leżą po jej stronie. Pod zachętą przeciwnika, której ona z pewnością była nieświadoma zaczęła spotwarzać brata W sposobem pantomimicznym (pantomimika jest to sztuka wyrażania czegoś bez słów, za pomocą wyrazu twarzy, ruchów i gestów) – udając zranioną, obrażoną i niepocieszoną. Tak jak to z góry przewidziała, to pobudziło jej przyjaciółki do pytania się jej: Co cię tak martwi? Pośrednio i z zewnętrzną niechęcią dała do zrozumienia, że to brat W był przyczyną jej zmartwienia, lecz że to było za przykre, aby o tym wspominać i że ona była za wspaniałomyślną, aby o kimś źle mówić, nawet gdy ma do tego przyczynę. Przyjaciółki jej X, Y, Z, wnet schwyciły tę przynętę, pospieszyły jej z pomocą i według zwyczaju ludzkiej natury zaczęły próbować, która z nich okaże się bardziej wścibską. Ubocznie wskazujemy, że one powinny były pamiętać na Pisma podane na wstępie niniejszego artykułu i powinny dać siostrze V biblijną doradę, aby poszła do brata W i postąpiła z nim według Mat. 18:15-17. One nie powinny do sprawy tej się mieszać, dociekać, wścibiać i narażać się na złe wyniki. Owe dobrze myślące wścibskie siostry X, Y i Z, rozpoczęły system „śledztwa”, zapewniając swe serca i jedna drugą, że to tylko miłość Boża pobudza je by pospieszyć z pomocą biednej siostrze. Nie kwestionujemy szczerości ich twierdzeń, lecz poprzestajemy na wykazaniu, że ich miłość była wyrażana niewłaściwie, nie według zasad Pisma Świętego. One rozpoczęły wypytywać się siostry V: czy brat W uczynił ci to a to? Siostrze V sumienie nie pozwoliło powiedzieć „tak”, ponieważ ich domysły znacznie przewyższyły to, co w rzeczywistości ona mogłaby nazwać przyczyną tego zagniewania. Ponieważ jednak ona chciała rozbudzić jak największą sympatię do siebie a uprzedzenie do brata W, przeto tylko wzdychała i udawała tym bardziej zmartwioną, a na pytania ich nie odpowiedziała, ani „tak” ani „nie”. Wścibskie siostry X, Y i Z, zrobiły naradę i doszły do konkluzji, iż powodem dlaczego siostra V nie odpowiada na ich pytania było niezawodnie to, że przyczyna jej zmartwienia była o wiele gorsza aniżeli oni mogą sobie wyobrazić. Znowu zbliżyły się do siostry V z współczuciem i pociechą, zapewniając ją, że one rozumieją teraz, iż rzecz się miała o wiele gorzej aniżeli ona z początku dała im do zrozumienia, oraz że doszły do wniosku, iż musiało to być coś o wiele gorsze aniżeli one nawet mogą sobie wyobrazić lub wypowiedzieć.

Siostra V została nieco zatrwożona, że jej metoda oczerniania przez napomykanie i milczenie udała się nawet ponad jej pierwotną intencję; lecz czuła, że nie może wycofać się z tego teraz i wyznać sympatyczkom X, Y i Z, prostą, zwykłą prawdę, ponieważ te straciłyby do niej zaufanie na zawsze i poznałyby, że swoją metodą zwiodła ich. Tak więc krok za krokiem, siostra V coraz więcej się uwikłała, sumienie swe zagłuszała, aż w końcu zdawało jej się, że jedyny sposób zachowania swego stanowiska z przyjaciółkami X, Y i Z jest udawać, że ich najgorsze posądzenia na brata W są dobrze uzasadnione. Sumienie niepokoiło ją przez pewien czas, lecz pożądanie sympatii i szacunku od drugich, oraz obawa, że prawda mogłaby ją pozbawić takowych, przywiązały jej ręce i nogi do owego fałszerstwa, jakie spowodowała i oszczerstwa, jakie wytworzyła swoim postępowaniem, podsuwaniem myśli i milczeniem. Jako wynik tego wszystkie te cztery niewiasty były przez pewien czas w wielkim niebezpieczeństwie utraty prawdy i popadnięcia w ciemności zewnętrzne – a nawet w niebezpieczeństwie wtórej śmierci.

Cieszy nas, że nie potrzebujemy zaznaczyć, iż do tego doszło, lecz niebezpieczeństwo było dosyć wielkie dla wszystkich wmieszanych. Jak łatwo można było temu wszystkiemu zapobiec zaraz w zarodku. Gdy siostra V zachwyconą została słabością oczerniania brata W przez udawanie obrażonej, jej przyjaciółki X, Y i Z, powinny przypomnieć jej słowa Apostoła: „Wy duchowni naprawiajcie takiego w duchu cichości, upatrując każdy samego siebie abyś i ty nie był kuszony” (Gal. 6:1). Gdyby siostra V nie zechciała otrząsnąć się ze swej słabości i nadal nosiła przesadnie obrażoną minę, przyjaciółki jej stosując się do złotej reguły, powinny były udać się do brata W i powiedzieć mu o postępowaniu, napomykaniu itp. siostry V. O, jak pomocnym byłby ten sposób postępowania dla siostry V, dla brata W i dla ich troje przyjaciół! Zachowałby ich od sidła przeciwnika, które przez pewien czas zachwyciło ich i spowodowało im duchową zmazę!

NIE POWIEDZ, BO BĘDZIESZ PLOTKARZEM

Zauważ osoby, które nalegają na ciebie abyś zachował sekret przed tymi, którym dane sprawy należałoby powiedzieć. Nie chcemy przez to powiedzieć, że nie ma właściwych sekretów w interesie, w rodzime lub tp., ale mówimy że jeżeli ktoś chce nam powiedzieć jakąś złą plotkę o drugim, a naprzód chce skrępować nasz rozsądek przyrzeczeniem zachowania tego w tajemnicy, to należy mieć się na ostrożności przed taką osobą i powiedzieć jej jak najwyraźniej że według naszego zdania taki zamiar związania naszego sumienia i rozsądku jest ujmą dla nas i bezecnością dla niej. Powiedzmy takim uprzejmie, lecz stanowczo, że ich drogi są drogami ciemności, bez względu czy rozumieją to czy nie; że my nie chcemy być uczestnikami ich ciemnych dróg, jakie przejawiają się w ich słowach i że radzimy im, aby wyszli z tych ciemnych do więcej uczciwych metod i praktyk. Powiedzmy im to w taki sposób, aby ich to zabolało możliwie jak najmniej, ale także tak, aby raz na zawsze było ustalone pomiędzy nimi a nami, że my nie chcemy ich ciemnych sekretów – nie chcemy być uczestnikami ich potwarzy, kąsania, obmowisk i okradania drugich z reputacji.

Obawa, aby nie być nazwanym plotkarzem była metodą przeciwnika do ukrywania zła i często była zaporą wstrzymującą „zwycięzców” od spełnienia ich powinności. Tę obawę muszą pokonać i muszą zrozumieć, że grzechem jest nie powiedzieć prawdy właściwej osobie z obawy, aby czasem nie obrazić oszczercy, tak samo jak jest złem powiedzieć oszczerstwo osobie niewłaściwej.

Jest to część naszego zwycięstwa, gdy miłość i sprawiedliwość mogą zatryumfować w naszym sercu. Musimy nauczyć się nie zważać na fałszywe zasady świata, co do plotkarstwa i pilnie uważać na Boską zasadę, na złotą regułę. Jest to powinnością każdego sługi lub pracownika powiedzieć swemu pracodawcy o każdej takiej sprawie, której następstwa mogłyby mu przynieść szkodę finansową lub moralną, tak jak według złotej reguły, on by chciał, aby pracodawca uczynił jemu, gdyby ich sytuacje w życiu były odwrotne. Powinnością każdego, kto słyszy wieści obelżywe i psujące reputację przyjaciela, jest zanieść jemu jak najzupełniejszą informację względem tej sprawy, tak jak według powszechnego prawa byłoby powinnością jego zaraportować o sprawie gdyby był świadkiem rabowania materialnych dóbr. Obawa, co z tego może wyniknąć nie powinna wstrzymywać nas od wiernego stosowania się do tej Boskiej zasady, do złotej reguły.

Utrwalmy w naszych umysłach, jako nieodmienny element złotej reguły, którą jesteśmy związani, że jeżeli jakakolwiek zła mowa (obmowa) dojdzie do naszej wiadomości, bez naszego udziału w tym i gdy nie byliśmy w stanie powstrzymać takowej, to zawsze i prędko na sprawę tę zwrócimy uwagę brata lub siostry albo jakiejkolwiek osoby, której imię lub reputacja były podkopywane i że powiemy tej osobie wszystko cośmy słyszeli, nazwisko tego, co nam to mówił i wszystko, co by jej dopomogło do ścigania obmówcy, według dorady Pańskiej zapisanej u Mat. 18:15-17. Ktokolwiek nie rozeznaje tego właściwego dla chrześcijanina sposobu postępowania, ten naszym zdaniem, nie rozumie Złotej Reguły, która jest obowiązkową dla wszystkich uczni Chrystusowych.

———–

— 15 listopada 1908 r. —