Walka Armageddonu (1897-1898)

Zobacz także:

Szczegółowy życiorys C.T. Russella

1893-1896 – Zdemaskowanie spisku i przesiewanie Żniwa


Walka Armageddonu

(1897-1898)


1897 rok


(Russell ma 45 lat)

Charles Russell, 1897 r.

Rok 1897 był kolejnym, trzecim rokiem głębokiej recesji w gospodarce Stanów Zjednoczonych. W związku z tym pastor Russell zauważył malejącą cyrkulację literatury i słabnące zaangażowanie ze strony kolporterów, którym coraz ciężej było utrzymać się z niewielkich wpływów ze sprzedaży książek i broszur. Pomimo tych trudności Charles zachęcał kolporterów do jeszcze większej aktywności w służbie Pańskiej, aby „światło mogło świecić innym”. Przedstawił im wówczas ciekawą propozycję. (1) Pastor położył nacisk, że traktaty z serii Old Theology Quarterly muszą być darmowe i dostępne w każdej ilości dla zainteresowanych. Zauważył przy tym, że żadne inne stowarzyszenie nie oferowało tak dużej ilości darmowej literatury, która dzięki temu była dostępna nawet dla najuboższych ludzi. (2) Obniżono cenę wydań tomów Millennial Dawn w miękkiej oprawie (wydanych jako specjalne edycje Strażnicy Syjonu) z 35 na 25 centów, co miało na celu poprawić wielkość sprzedaży. (3) Rozszerzono ofertę wysyłki dziesięciu tomów Millennial Dawn w miękkiej oprawie w cenie 1 $. Umożliwiało to zwiększenie liczby zamówień po niższych kosztach. (4) Tomy Millennial Dawn w wydaniach w twardej oprawie były wysyłane w paczkach po sześć sztuk w cenie 1 $ lub przy zamówieniu jednego tomu w cenie 35 centów. (5) Zaproponowano broszury Co Pismo mówi o piekle? i Cienie Przybytku lepszych ofiar, aby stały się jednymi z podstawowych do przedstawianie prawdy, zaraz obok tomów Millennial Dawn. Przedstawiona oferta rzeczywiście była wyjątkowa, gdyż nikt nie oferował czasopism, broszur i książek religijnych w tak niskich cenach. Umożliwiało to nawet najuboższym członkom społeczeństwa zapoznać się prawdą.

Na początku 1897 roku pastor Russell wydał unikalną publikację skierowaną do narodu żydowskiego. Odzwierciedlała ona poglądy pastora dotyczące przywrócenia „narodu wybranego” do łaski Bożej. Był to traktat z serii Old Theology Quarterly: Przebudźcie się! Jerozolimo, Przebudźcie się!. Charles starał się w ten sposób pomóc szczerym Izraelitom w odnalezieniu Pana, Odkupiciela i Mesjasza. Innymi nowymi tytułami traktatów były: Jak czytasz?, Nadzieja nieśmiertelności i Co Pismo Święte mówi o spirytyzmie? Wznowiono także we francuskiej wersji językowej wcześniejszy traktat zatytułowany: Nauczanie Pisma dotyczące Nadziei Świata. W kwietniu 1897 roku rozpoczęto wydawanie Strażnicy Syjonu w języku niemieckim (był to dwumiesięcznik).

W dniu 15 kwietnia około 200 osób zebrało się w zborze Allegheny, aby wspólnie z pastorem obchodzić Pamiątkę śmierci Jezusa. Przy tej okazji 24 osoby przyjęły chrzest. Później do pastora napłynęły sprawozdania z licznych zborów, które również obchodziły tę skromną uroczystość w swoich zgromadzeniach.

  * * *

ROZPAD MAŁŻEŃSTWA

Charles i Maria Russell

Rok 1897 był szczególnie trudny dla Russella, głównie za sprawą ciężkich osobistych doświadczeń ze strony żony. We wcześniejszych latach Maria Russell pomagała swojemu mężowi w licznych pracach przy przygotowywaniu kolejnych numerów Strażnicy Syjonu do druku. Z czasem doszła do wniosku, że powinna mieć taką samą kontrolę nad administracją czasopisma i równy przywilej w pisaniu artykułów. Charles sprzeciwiał się tym żądaniom, ponieważ nie chciał dopuścić, by dyktowano mu, co ma się znaleźć w kolejnych Strażnicach i jak ma być zarządzana praca Żniwa. Jego żona stanęła wówczas na czele grupy osób atakujących pastora, stając się przyczyną jego wielu doświadczeń. Pomimo to Charles starał się dopomóc swojej żonie, usiłując wytłumaczyć jej porządek Boży w tej sprawie. Pastor później w taki sposób opisał tamte wydarzenia:

„Do tego czasu moje niedzielne tematy stanowiły znaczną część STRAŻNICY. Pani Russell notowała moje niedzielne wykłady, a następnie pisała je jako artykuły do STRAŻNICY. Było to oczywiście wielką oszczędnością mojego czasu i pozwalało mi zająć się inną częścią mojej pracy i usprawiedliwiało określanie jej jako »współwydawcy« gazety. Powiadomiła mnie, że nie mogę spodziewać się dłużej takiej pomocy, że cokolwiek napisała będzie przeznaczane do opublikowania pod jej nazwiskiem. Oczywiście jej celem było utrudnianie pracy i zmuszenie mnie do tego, by prosił ją o coraz większą ilość artykułów jej autorstwa do czasopisma, które jak już sobie zastrzegła, muszą być wydawane dokładnie tak, jak je napisała, bez zmiany jednego słowa. Gdyby ten plan powiódł się, jak najwyraźniej miała to w zamiarze, praktycznie to ona stałaby się wydawcą STRAŻNICY SYJONU i otworzyłoby to jej łamy na rzeczy, na które nie mogłem się zgodzić. Ponadto widziałem, iż byłoby to rozbudzanie ambicji mojej żony, co wcześniej czy później przyniosłoby jej bardzo poważną krzywdę i prawdopodobnie zaszkodziłoby całej sprawie »Teraźniejszej Prawdy«. Po uczynieniu tej sprawy tematem modlitw przyjąłem metodę dyktowania swoich artykułów bezpośrednio stenotypistce i zwiększyłem rozmiary STRAŻNICY z czasopisma 12-stronicowego do 16-stronicowego. […]

Pomimo tej niepokojącej sytuacji antagonizmu ze strony mojej żony praca nadal postępowała. Następnym krokiem pani Russell było takie nękanie mnie, by niemal uniemożliwić mi posuwanie się do przodu z pracą. Wyznaczyłem specjalną szufladę w biurku, do której poprosiłem ją, aby wkładała wszelkie artykuły jakie miała mi do zaoferowania. Spośród nich dokonywałem wyboru. Abym nie miał wyboru spośród jej artykułów, w lutym 1897 r. zabrała wszystkie oprócz dwóch. Ponieważ żaden z nich nie nadawał się do przyjęcia, w wydaniu z 15 lutego i 1 marca nie ukazały się jej artykuły. Pani Russell była tym oburzona, lecz wyjaśniłem tę sytuację.

W tym właśnie czasie zachorowała na uciążliwą chorobę i wymagała wiele mojej opieki, którą jej z radością zapewniałem kosztem innych zajęć i z nadzieją, że to, co uważałem za karanie od Pana działa na jej korzyść. Myślałem także, iż moja nieustająca opieka poruszy jej serce i przywróci je do poprzedniego wrażliwego i miłującego stanu. Myliłem się jednak. Gdy tylko powróciła do zdrowia powołała komitet w oparciu o Mat. 18:15-17, mając szczególnie na celu nakłonienie braci do pouczenia mnie, iż ma ona równe prawa ze mną na łamach STRAŻNICY oraz że wyrządzam jej krzywdę nie zgadzając się na swobodę działania jaką pragnęła. Komitet składał się z braci W. E. Page z Milwaukee w Wiscounsin i M. M. Tuttle z Pittsburga w Pensylwanii. Pani Russell z nimi jako swoim komitetem spotkała się ze mną w moim gabinecie. Cała sprawa była dla mnie wielkim zaskoczeniem, gdyż trzymałem swe kłopoty w tajemnicy nawet przed najbliższymi w domu. Zapewniłem panią Russell oraz braci, że bardzo się cieszę, że sprawy przybrały taki obrót i że moją nadzieją jest, że rozwiąże to niektóre z moich trudności, gdyż nie miałem wątpliwości co do tego, jaka będzie ich rada. Aby nie skupiać trudności wyłącznie na kwestii STRAŻNICY, pani Russell miała dwa inne zarzuty przeciwko mnie, które zostały odczytane jako pierwsze. Jednym z nich było, że testament, który napisałem dla mojego ojca na jego prośbę, i który w pełni wyrażał jego życzenia, był nie do przyjęcia dla mojej żony i jej siostry. Wyjaśniłem braciom rodzaj testamentu jaki napisałem, a oni powiedzieli pani Russell, iż był to testament, jaki większość ludzi uznałaby za doskonały. Nie zgadzała się z nimi. Wyjaśniłem dalej, że poradziłem swojemu ojcu, by zniszczył ten testament i napisał taki, który odpowiadałby ideom jego żony, aby jego ostatnie lata mogły być tak spokojne, jak to tylko możliwe. Bracia byli zaskoczeni, że zostali poproszeni o przedyskutowanie testamentu, który po pierwsze już nie istniał, i który poza tym został uznany za świetny. […]

Następnie przyszła kolej na prawdziwą kwestię, dla której zostali poproszeni o przyjazd, jeden z owych braci odbył podróż o długości niemal 1200 mil. Kiedy bracia zorientowali się co do prawdziwego celu swojej wizyty byli zdziwieni i powiedzieli pani Russell uprzejmie, ale wyraźnie, że ani oni, ani nikt inny na świecie nie ma prawa wtrącać się do zarządzania przez brata Russella STRAŻNICĄ, że jest to jedynie jego szafarstwo i że tylko on jest odpowiedzialny przed Panem za jej prowadzenie. Ponadto zasugerowali, iż uważają, że pani Russell ma największe sposobności na świecie jako mój współpracownik w dziele żniwa. Powiedzieli jej, że oni osobiście nie widzą wyższego zaszczytu i poradzili jej przyjąć taki sam pogląd, który najwyraźniej kiedyś był jej własnym poglądem na całą sytuację. Pani Russell była zasmucona, załamała się i zaczęła płakać, po czym opuściła pokój. Następnie spostrzegła się, że skoro bracia składający się na komitet przyjechali na jej prośbę, jej obowiązkiem jest traktować ich z większym szacunkiem i choć trochę stosować się do ich rad. Wróciła więc do gabinetu i w istocie powiedziała, że nie może zgodzić się z ich decyzją, że wciąż ma swoje poglądy, lecz że z szacunku dla ich rady spróbuje spojrzeć na sprawę z ich punktu widzenia. Później zapytałem ją w ich obecności, czy poda mi rękę. Zawahała się, lecz ostatecznie podała mi rękę. Powiedziałem wtedy: »A teraz, czy pocałujesz mnie, moja droga, jako dowód zmiany zdania, jaki okazałaś?« Znów się zawahała, lecz ostatecznie pocałowała mnie i w inny sposób okazała odnowę uczuć w obecności komitetu. Mieliśmy nadzieję, że będzie to koniec tej sprawy. Kryzys ten nastąpił około czasu Pamiątki, lecz pozornie, dzięki mądrym doradom burza minęła bez wychodzenia na światło publiczne.”

Tak więc, mniej więcej w połowie roku doszło do próby pojednania pomiędzy Charlesem i Marią. Charles powrócił nawet do ich rodzinnego prywatnego apartamentu w Domu Biblijnym. Oboje podjęli wówczas bardzo duży wysiłek, aby zapanować nad swoimi emocjami i wzajemnym niezadowoleniem, i traktować siebie w sposób uprzejmy. Co prawda, nie zdołali odbudować więzi małżeńskich, ale od tej pory potrafili w należyty sposób zachowywać się w miejscach publicznych. Unikali jednak spędzania zbyt długiego czasu razem i Maria coraz częściej wyjeżdżała w odwiedziny do rodziny oraz przyjaciół. Możemy przypuszczać, że Maria oczekiwała przywrócenia jej wcześniej posiadanych przywilejów, włącznie z możliwością pisania artykułów i korygowania nadesłanych do redakcji tekstów. Charles jednak nie wyraził na to pełnej zgody. Dalszy przebieg wydarzeń opisał on w następujący sposób:

„Niektórzy krewni pani Russell byli najwyraźniej »złymi doradcami« i owoc tego szybko zaczął się ujawniać. Na prośbę pani Russell ustanowiłem cotygodniowe zebranie »Sióstr zboru w Allegheny« z nią jako przewodniczącą, mało myśląc o tym, że była to nowa metoda ataku na mnie i dobro pracy, którą reprezentowałem. Teraz miały miejsce systematyczne próby wypracowania ducha opozycji do mnie wśród sióstr zboru. Przez następne miesiące widziałem, że działa zły duch, lecz ponieważ wszystko było robione tak potajemnie, nie widziałem honorowego sposobu naprawienia tego. W międzyczasie miałem nieco bardzo ciężkich doświadczeń z moją bardzo odmienioną żoną. Widziałem, że ona i jej krewni pracowali nad jakimś rodzajem metaforycznej »bomby«, która miała mnie zniszczyć. Jednak moja ufność była w Panu i nikomu nic nie mówiłem, aż gdy 30 sierpnia dowiedziałem się wyraźnie, że w stronnictwie mojej żony powstał ruch, który ma zakończyć się pewnym rodzajem eksplozji 12 września. Zareagowałem natychmiast, lecz po cichu, zbierając w sobotę 4 września około 50 braci w kaplicy Domu Biblijnego, z których żaden nie wiedział wcześniej, że miało się odbyć zebranie. Wyjaśniłem wszystkim sytuację i dowiedziałem się, że niektórzy znali sprawę lepiej ode mnie. Ponieważ sprawa stała się ze sprawy indywidualnej sprawą zborową, zasugerowałem, że obowiązkiem starszych zboru będzie działać oraz że ja jestem zbyt blisko kojarzony z tą sprawą, by brać jakikolwiek czynny udział w dochodzeniu. Zgodnie z jednomyślnymi głosami wszystkich obecnych zdecydowaliśmy się, że właściwym postępowaniem będzie zwołanie następnego wieczora, w niedzielę 5 września prywatnego zebrania poświęconych wierzących członków kościoła, na którym dwie siostry, które rozpowszechniały oszczercze i fałszywe oświadczenia (prawdopodobnie otrzymane od pani Russell) powinny zostać oskarżone o zniesławienie i fałszywe świadczenie i poproszone o oczyszczenie się z zarzutów przez uzasadnienie swoich twierdzeń, jeśli będą potrafiły. Jedna z tych sióstr stwierdziła, że już wszystkie kobiety ze zboru są zaangażowane i teraz chcą pozyskać do tej sprawy kilku mężczyzn, aby nie wyglądała ona na zupełnie kobiecą. Opowiadała ona, że brat Russell traktuje siostrę Russell w sposób skandaliczny. Druga z wyżej wspomnianych sióstr czyniła podobne zarzuty. Bez wchodzenia w szczegóły, podawały one bardzo mocne sugestie i starsi zboru ustalili, że nastał czas, by takie oszczerstwa się skończyły, a gdyby nadal trwały, wszyscy w zgromadzeniu powinni się dowiedzieć, że są one zupełnie pozbawione podstaw lub dowodów.

W wieczornym zebraniu zboru przewodniczył brat M. M. Tuttle, a starsi zboru służyli za ławę przysięgłych. Oskarżone siostry zostały zapytane dokładnie, czy mówiły takie rzeczy, czy też nie. Z początku chciały zupełnie zaprzeczyć całej sprawie, lecz obecni byli świadkowie, którym je opowiadały i gdy zostali oni powołani do głosu, złożyli swoje zeznania. Żadna z tych sióstr nie była w stanie podać wyjaśnienia ani obronić lub podać żadnej podstawy swoich zarzutów. Było to zebranie, do którego pani Russell i jej siostry nie zostały dopuszczone – ponieważ wcześniej ignorowały zbór, oświadczyły, iż do niego nie należą i nie uczęszczały na jego zebrania przez kilka miesięcy poprzedzających to zebranie. Było to ściśle prywatne zebranie poświęconych wierzących ze zboru i dlatego nie miały one prawa być obecne. Zostały pominięte, ponieważ starsi uznali, że gdyby były obecne zrobiłyby scenę i przeszkodziłyby dochodzeniu, dla którego zebranie zostało zorganizowane. Dwie siostry, którym na tym zebraniu wykazano, że są winne fałszywego świadczenia i zniesławienia nie zostały na moją prośbę potępione, starsi zawiesili sprawę w oczekiwaniu na możliwe późniejsze przeprosiny przed zborem za swe złe postępowanie. Wykorzystałem tę sposobność do krótkiego wyjaśnienia obecnemu zgromadzeniu części trudności, jakie mnie otaczały jako wyjaśnienie oszczerstw, o których wiedziałem, że zostały rozpowszechnione. Dokładałem szczególnych starań, by osłaniać swoją żonę jak tylko było to możliwe, przypisując główną winę jednej z jej sióstr, której zły wpływ widziałem niemal w każdym punkcie swoich spraw. Po tych wydarzeniach usiłowałem oddzielić moją żonę od jej złych doradców w nadziei odzyskania jej. Wysłałem tym fałszywym przyjaciołom listy ostrzegając ich, aby nie widywali się z moją żoną itd. oraz dałem mojej żonie następujący list, który ona umieściła w aktach sądowych sprawy:

ALLEGHENY, 6 WRZEŚNIA 1897

Moja droga żono: Przesyłam ci kopię każdego z trzech listów właśnie wysłanych jako zawiadomienia prawne. [Załączone były zawiadomienia do pana J.L. Russell, pani, J.L. Russell i pani L.J. Raynor, aby »nie przyjmowali, nie udzielali schronienia, ani nie gościli mojej żony pod swoim dachem pod żadnym pozorem«.] Chcę, moja droga, żebyś wiedziała, że kroki które teraz podejmuję są w twoim interesie, jak również w interesie sprawy Pańskiej. Pragnę ochronić cię przed jak sądzę bardzo zgubnymi wpływami, które oddziałują na ciebie od jakiegoś czasu. Robię to w nadziei, że będąc pod wpływem sprzyjających okoliczności i przez Boskie błogosławieństwo uwolnisz swoje serce od szlamu złego przedstawiania, który wylali na nie inni i że tak odciążona zdasz sobie sprawę ze swej dawnej miłości do mnie oraz z tego, że nikt na ziemi nie kocha cię tak prawdziwie i nie pragnie tak szczerze twojego postępu we wszystkich łaskach ducha Chrystusowego oraz w służbie naszego drogiego Odkupiciela.

Wróć do mnie, moja droga! Obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby uczynić cię tak szczęśliwą jak zawsze byłaś, i o tyle bardziej, ile tylko będę mógł. Pomyśl, moja droga, że Bóg już obdarzył cię pozycją mojej królowej, współpracowniczki i pomocniczki, która przynajmniej w pewnych aspektach jest pierwsza wśród kobiet na całym świecie. I pamiętaj, moja droga, że ambicja jest jednym z wrogów ludu Bożego, który usidlił więcej inteligentnych ludzi niż jakikolwiek inny. Rozważ, błagam, w porę, aby nie było za późno wycofać twoje kroki, czy twój obecny stan serca nie jest następstwem ulegnięcia pokusom wielkiego przeciwnika. Czy sytuacja nie jest wystarczająco ważna, by skłonić cię do rozwagi i modlitwy? Zatrzymaj się, błagam cię, i przyłącz się do mnie z pokornym sercem, aby od nowa szukać woli naszego Pana i Mistrza. Pamiętaj jak upadł Szatan, a jak okazał się godny swego wysokiego wywyższenia nasz Pan i przypomnij sobie słowa Apostoła: »Uniżajcież się tedy pod mocną ręką Bożą, aby was wywyższył czasu swego«. Pamiętaj o Miriam, Korahu i różnych spiskowcach i o tym jak nie tylko opuścili oni brata Russella, lecz Pana i Prawdę. Pamiętaj, że obecna sprawa jest tak samo upokarzająca dla mnie, jak dla ciebie, gdyż skoro żona jest chwałą swego męża, każda krytyka, nawet przeciw niej, jest krzywdą i wstydem dla niego. Pamiętaj również, że będę pragnął podnieść twą głowę i wpływ w każdy właściwy sposób i nie będę szczycił się tobą jako wróg, lecz jako ktoś, kto odzyskał utracony i wysoko ceniony skarb. A więc, moja droga żono, wszystko czego mógłbym pragnąć jeśli chodzi o moje ziemskie życie, to abym służył Panu, jego sprawie i jego ludowi, wśród którego nikt nie może zajmować tak bliskiego i drogiego miejsca jakie ty zajmowałaś i jakie możesz znów zajmować jeśli chcesz. A zaraz po moim staraniu się służenia i zadowalania Pana będzie staranie służenia i zadowalania ciebie jako mojej żony, jeśli na to pozwolisz i będziesz współpracować w tym celu.

Na koniec, nie w gniewie, ani w żadnym innym duchu oprócz ducha miłości i jako mój ostatni ruch na twoją korzyść, aby pomóc cię wyciągnąć z ognia obecnej próby, wydaję to prawne i formalne zawiadomienie, które chętnie całkowicie wycofam jak tylko będzie to wskazane. Wszystko czynię w miłości i jako rozpaczliwy wysiłek oddzielenia cię od złych wpływów oraz z nadzieją szybkiego pogodzenia i anulowania tego ograniczenia, Allegheny, Pensylwania, dnia 6 września 1897. C.T. RUSSELL.

W rezultacie cały spisek prysnął jak przekłuta bańka. Siostry ze zboru i inne zdały sobie sprawę, w jak smutny sposób zostały oszukane w imię Pana i w imię sprawiedliwości. Pani Russell była zupełnie przytłoczona porażką jej planu. Miałem nadzieję, że został osiągnięty punkt przesilenia oraz że sytuacja może się zmienić na jej korzyść, na moją korzyść oraz na korzyść Prawdy. Ostrożnie, uprzejmie, łagodnie wykazałem swojej żonie błędność jej zachowania. Powiedziałem jej jak złe jest dla niej spiskowanie w celu skrzywdzenia mnie i wykazałem, iż jeśli Pan, tak jak ona myśli, życzy sobie, by ona zastąpiła mnie jako Wydawcę STRAŻNICY i ogólnego nadzorcę obecnego dzieła żniwa, jest z pewnością w stanie przeprowadzić swoje zamiary i nie potrzebuje złej pomocy z jej strony. Zasugerowałem, że może on z łatwością dozwolić, bym został okaleczony lub bym zginął w wypadku, że mógłby dotknąć mnie paraliżem lub inną chorobą, lub przez jedynie dotknięcie mojego mózgu mógłby sparaliżować pracę mojego umysłu i że w ten sposób mógłby sprawić, by wszystko, co jest związane z jego pracą spadłoby na jej ręce, gdyż, jak ją zapewniłem, miałem tak wielkie zaufanie do niej, że w swym testamencie wszystko zostawiłem jej opiece i nadzorowi. Pani Russell później zaprzeczyła jakoby jakiekolwiek oszczerstwa były jej autorstwa albo że w ogóle były wypowiadane, lecz wskazałem, że oszczercy zeznawali i że gdyby naprawdę była po mojej stronie, zamiast być zła z powodu faktu ich objawienia, okazałaby sprawiedliwą odrazę dla ich fałszywych oskarżeń. Lecz wciąż było moją nadzieją odzyskanie mojej żony do jej poprzedniego stanu i w związku z tym zabroniłem jej krewnym odwiedzania jej w nadziei, iż na tym skorzysta. Zaprosiłem do domu siostrę Jones, jej przyjaciółkę, kobietę wielkiej uprzejmości i o dużym doświadczeniu, o której wiedziałem, że jej wpływ będzie korzystny. Otworzyłem umysłowi pani Russell drzwi nadziei sugerując, że gdyby udało mi się przyjąć jej deklarację, iż nie sympatyzuje z oszczercami, będę doskonale wiedział jak wprowadzić pokój z zamieszania i przywrócić ją do miłości i społeczności drogich przyjaciół. Sprzeciwiła się temu, mówiąc że od objawienia jej w niedzielę 5 września niemożliwe jest naprawienie rozłamu. Powiedziałem jej, że trzeba tylko, aby mnie przekonała, a ja zrobię resztę, lecz że cokolwiek zrobimy, powinniśmy zrobić przed niedzielą, abyśmy jeśli dojdziemy do zgodności mogli na następnym zebraniu niedzielnym ogłosić ten fakt drogim przyjaciołom ze zboru, co uspokoiłoby ich serca.

W piątek wieczorem zredagowałem dokument odzwierciedlający odbudowaną jedność, ubierając go w słowa możliwie najprzychylniejsze dla pani Russell i jej zwiedzionych przyjaciółek. W sobotę rano ona i pani Jones, jej przyjaciółka, podeszły do dokumentu w bardzo entuzjastyczny sposób. Napisaliśmy na maszynie kilka egzemplarzy i pani Russell i ja podpisaliśmy dokument i ona i pani Jones poszły zebrać pozostałe podpisy. Dwie siostry pani Russell oraz jedna z dwóch osób, które w poprzednią niedzielę zostały oskarżone o oszczerstwo i fałszywe świadczenie podpisały go razem z nami i w niedzielę po południu poprosiłem poświęconych, aby pozostali na specjalną usługę oraz odczytałem im powyższy list prosząc, by wszyscy chętni zaznaczyli swój udział w duchu listu przez podniesienie ręki. Drodzy przyjaciele byli przepełnieni radością i powstali jak jeden mąż chwaląc Boga za jego łaskę okazaną w takim zaprowadzeniu porządku z nieładu. Oto kopia powyższego listu:

Do kościoła w Allegheny, Dom Biblijny. Drodzy bracia i siostry, z wychwalaniem Boga i dziękczynieniem serca jednoczymy się we wspólnym piśmie do was wszystkich. Od ostatniej niedzieli usilnie szukaliśmy przez modlitwę Boskiej pomocy odnośnie pewnych spraw, które martwiły nas wszystkich i otrzymaliśmy pomoc w czasie potrzeby. Dochodzenie objawiło fakt, iż nasze kłopoty powstały głównie poprzez zbyt swobodne używanie języka i nie przestrzeganie Biblijnej zasady z Mat. 18:15. Wiele rzeczy wyrosło z podobieństwa do pewnych rzeczywistych rzeczy, a wiele z tych rzeczy po bliższym przyjrzeniu się okazało się być jedynie obawami, które nie miały podstaw w faktach. Z radością powiadamiamy was, że wszystkie niewłaściwe określenia i nieporozumienia zostały wzajemnie odwołane i wybaczone, a domniemane żale na zawsze wymazane, podczas gdy serca nas wszystkich napełnia wzajemna miłość do naszego Pana i całego jego Kościoła. Chociaż ta próba była trudna, ufamy, iż jej obecny szczęśliwy efekt okaże się wieczny oraz że wszyscy nauczyliśmy się pewnych lekcji odnośnie potrzeby miłości bliźniego i ścisłego przestrzegania Biblijnej zasady podanej przez naszego Mistrza w Mat. 18:15. Mamy nadzieję (przy Boskiej pomocy) spotkać się z wami w następną niedzielę i wszyscy jesteśmy jeszcze bardziej zdecydowani dzięki łasce Bożej bardziej gorliwie usiłować działać i mówić uprzejmie do siebie nawzajem, szczególnie do dzieci Bożych, a jeśli nie będziemy wiedzieć nic przychylnego o innych, będziemy unikać mówienia o takich osobach.

(Oryginał został podpisany przez) CHARLES T. RUSSELL, MARIA F. RUSSELL, LENA GUIBERT, EMMA H. RUSSELL, LAURA J. RAYNOR.

Następnego dnia, 13 września 1897 roku kopia tego listu została wysłana przyjaciołom z okolicznych miast, którzy byli obecni na zebraniu z 4 września wraz z następującym:

Do Przyjaciół, którzy byli uprzejmi odwiedzić nas w Allegheny. 4 i 5 września.

Pozdrowienia. Z wielką przyjemnością zawiadamiamy was, iż nasz niebiański Ojciec łaskawie wysłuchał waszych i naszych modlitw w interesie wszystkich stron zaangażowanych w sprawy, które spowodowały tak wiele strapienia. Wydaje się, iż pewne zarysy trudności, o którą chodzi, których nie mogliśmy mimo wszelkich wysiłków ogarnąć, okazują się być w wielu aspektach obawami i nieporozumieniami i ich rezultatami. W zupełnie nieoczekiwany sposób Pan wyprostował te trudności. Załączony list jest kopią listu, do którego różne zainteresowane strony przyłączyły się z całego serca i dobrowolnie. Wysyłam go wam zdając sobie sprawę, iż pomoże zaprowadzić spokój i pokój w waszych sercach, jak to zrobił z naszymi w Allegheny. Cały kościół znajdował się w trudnościach nie tylko przez ubiegły tydzień, ale i wcześniej, a po odczytaniu tego listu wczoraj serca wszystkich radowały się i wszyscy jako zgromadzenie jednomyślnie przyłączyli się do listu. Wielu wyrażało zdanie, że ta sprawa, choć bardzo smutna, okaże się dla nas wszystkich lekcją wielkiej wartości.

»Bóg porusza się po tajemniczych ścieżkach
dokonując swych cudów«

Osobiście czuję się, jak gdybym otrzymał wielką fortunę i oceniam każdy podpis bardziej niż oceniałbym 5 000 dolarów, a drugi o wiele bardziej. Przyłączcie się do nas wszystkich w dziękowaniu naszemu niebiańskiemu Ojcu za to, że wybawił nas z tak wielkiej próby. Wasz brat i sługa w Nim, CHARLES T. RUSSELL.

Nasza nadzieja nie trwała długo. W następną niedzielę, gdy wszystko miało być w porządku, od nowa rozszalała się burza. Jedna z sióstr pani Russell spóźniła się i wyszła wcześnie, a sama pani Russell pozowała na zranione niewiniątko odmawiając podania niektórym ręki, innych nazywając zdrajcami itd. Nie czyniłem żadnych dalszych wysiłków celem nakłonienia jej, by uczestniczyła w zebraniach, myśląc że będzie lepiej dla wszystkich zainteresowanych, jeśli będzie nieobecna. Poświęciłem jeszcze dwa miesiące próbując na wszelkie sposoby przywrócić moją żonę do jej pierwotnego stanu. 9 listopada, ponieważ musiałem wyjechać z miasta, zadbałem o to, by pewna siostra towarzyszyła jej do mojego powrotu. Zgodziła się na to, lecz potem wyjechała do Chicago nie zostawiając mi najmniejszej informacji. Nie wiedziałem gdzie jest przez dwa tygodnie. Chicago miało wtedy największy zbór w »Teraźniejszej Prawdzie« poza Allegheny i pani Russell starała się w każdy możliwy sposób zjednać sobie tam przyjaciół przez oszczercze wypowiedzi. O ile wiemy, tylko trzy osoby weszły pod ten wpływ, tak jak osiem zrobiło to w zborze w Allegheny. Później, gdy zauważyła, że nic tam nie zyskała, zaproponowała, że wróci do mnie do Allegheny. Odmówiłem przyjęcia jej powrotu jeśli nie przyzna błędności swojego wcześniejszego postępowania i nie obieca rozsądnego, właściwego postępowania jak na żonę przystało. Napisałem jej, że w jej odejściu Pan udzielił mi wielkiego wyzwolenia i że mam wrażenie, że muszę tej obietnicy wymagać na przyszłość, w przeciwnym razie byłoby to kuszeniem Opatrzności.”

Tak więc, gdy w listopadzie 1897 roku Maria wyjechała do Chicago, otrzymała od męża informację w której zalecał jej, aby po powrocie do Pittsburgha wynajęła sobie własne mieszkanie i nie wracała już do Domu Biblijnego. Charles zapewnił ją przy tym, że będzie nadal wspierał ją finansowo. Był to początek separacji w ich małżeństwie. Tymczasem zmiana sytuacji sprawiła, że atmosfera w samym Domu Biblijnym bardzo uspokoiła się, umożliwiając wszystkim powrócenie do swoich normalnych zajęć. Stopniowo wszyscy zaczęli odczuwać odprężenie i spadek nerwowego napięcia.

  * * *

BRZASK TYSIĄCLECIA: DZIEŃ POMSTY

Millennial Dawn: The Day of Vengeance

Na początku października 1897 roku Russell wydał czwarty tom serii książek Millennial Dawn – był on zatytułowany Millennial Dawn: The Day of Vengeance (Brzask Tysiąclecia: Dzień Pomsty). W 1912 roku zmieniono jego tytuł na The Battle of Armageddon (Walka Armageddonu).

Bezpłatny egzemplarz książki został wysłany do wszystkich stałych czytelników Strażnicy Syjonu jako specjalne wydanie październikowo-listopadowego tego periodyku. Równocześnie przygotowano 10 tys. egzemplarzy książek w oprawach skórzanych (w cenie 1,25 $ i 50 centów) oraz w papierowej okładce (w cenie 35 centów). Książka była obszerna i liczyła 656 stron.

W prospekcie reklamowym książki znajdujemy takie informacje:

„Książka opisuje końcową epokę wieku Ewangelii. Jest to okres, który przynosi światu liczne błogosławieństwa, które stają się powodem starć, niezadowolenia, kłopotów i przyspieszają walkę pomiędzy Kapitałem a klasą robotniczą. Niektóre z omawianych przedmiotów to: Dzień Pomsty; Konieczność i sprawiedliwość Dnia Pomsty; Babilon pozwany przed wielki sąd; Jego kościelne zamieszanie; Zbieranie się narodów i przygotowanie elementów na wielki ogień Boskiej zapalczywości; Starcie nieodwołalne; Proponowane środki zaradcze – społeczne i finansowe; Walka Wielkiego Dnia; Wielkie proroctwo naszego Pana; Ustanowienie Królestwa Bożego i sposób jego objawienia.

Równocześnie wydano drugą edycję drugiego tomu Millennial Dawn: The Time Is at Hand (Brzask Tysiąclecia: Nadszedł czas). Edycja liczyła 384 strony w twardej oprawie. Natomiast pastor Russell rozpoczął pracę nad piątym tomem serii książek Millennial Dawn.

  * * *

ŚMIERĆ OJCA

Joseph Lytel Russell

W grudniu 1897 roku zaczął chorować ojciec pastora, Joseph Russell. Z tego powodu Charles spędzał wówczas wiele czasu w domu ojca, wzywając do niego licznych lekarzy. Joseph przez kilka dni leżał także w szpitalu, jednak jego organizm był już tak bardzo wycieńczony, że w dniu 17 grudnia 1897 roku zmarł, przeżywszy 84 lata.

Podczas odczytywania testamentu Charles został zaskoczony faktem, że ojciec zapisał większość majątku swojej żonie i córce. Wcześniej między nimi istniała dżentelmeńska umowa, że Charles odsprzedawał Josephowi udziały w rodzinnej firmie galanteryjnej, które miały następnie wrócić do niego jako spadek po ojcu. Charles nie zakwestionował ostatniej woli swojego ojca.

Krótko potem pastor napisał następujące słowa:

„Wydawca stracił swego najstarszego, wypróbowanego i wiernego przyjaciela – swojego ojca według ciała i swojego brata według ducha, dobrze znanego dużej części naszych czytelników. Miał 84 lata i brzemiona oraz niemoce życia w obecnym stanie nasiliły się do tego stopnia, że przeważyły nad tym, co było dla niego przyjemne. Cieszył się więc, odchodząc na spoczynek […] Ojciec dzielnie pełnił rolę obojga rodziców. Jego troska, jego upomnienia, jego pomoc na drodze sprawiedliwości nigdy nie zostaną zapomniane […] Niewiele jest takich rzeczy, które da się o nim powiedzieć, żeby go nie pochwalić albo się nim nie szczycić. Był miłośnikiem prawości. Chodził nie według ciała, lecz według ducha.

  * * *

Pomimo ciężkich osobistych i rodzinnych doświadczeń Charlesa Russella, cały 1897 rok był niezwykle korzystny dla dzieła pracy Pańskiej. Russell zauważył, że pomimo gospodarczej recesji, liczba darmowych subskrypcji Strażnicy Syjonu zmalała o dwa tysiące, przy czym ogólna liczba sprzedawanych egzemplarzy czasopisma wzrosła do 332 tys. sztuk. Przez cały rok do Domu Biblijnego napłynęło 21 tys. listów, z których na ponad 14 tys. odpowiedziano. Kolporterzy informowali, że pod względem sprzedanych książek był to rok lepszy od kilku wcześniejszych lat (ogółem prawie 70 tys. tomów). Również cyrkulacja bezpłatnych traktatów osiągnęła najwyższy z dotychczasowych pułapów (1 mln 423 tys. sztuk). W podróżach aktywnych było 18 pielgrzymów, z czego trzech oddawało na służbę cały swój czas. Roczne wpływy i wydatki stowarzyszenia wyniosły 12 065 $. Na koniec roku w kasie pozostało 191 $.

  * * *


1898 rok


(Russell ma 46 lat)

W styczniu 1998 roku Maria Russell wróciła do Allegheny i zastała swoje osobiste rzeczy, różne ulubione przedmioty, a nawet część mebli, złożone w domu swojej siostry Emmy Russell. Przez pewien czas mieszkała wówczas w domu Josepha i Emmy Russell. Pastor Russell tak opisał tamten okres:

W styczniu 1898 pani Russell wróciła do Allegheny do domu swojej siostry i ona, siostry oraz znajomi zaczęli kampanię różnego rodzaju oczerniania nie zważając na prawdę, chodzenie tu i tam, gdziekolwiek mogli znaleźć kogoś, kto chciał ich słuchać, mając na celu zaszkodzenie mi w jakiś sposób. Trwało to około rok […]”

Pastor Russell nie był tym wszystkim zrażony, i w dniu 5 kwietnia 1898 roku tradycyjnie obchodził Pamiątkę śmierci naszego Pana w zborze w Allegheny. Sprawozdania, jakie później napłynęły do pastora wskazywały, że w podobny sposób Pamiątkę obchodzono w wielu innych zgromadzeniach studentów biblijnych. Liczby wskazywały, że ilość osób uczestniczących w tych uroczystościach była większa niż kiedykolwiek wcześniej. Charles cieszył się, że coraz więcej osób rozumie i ocenia znaczenie Pamiątki.

  * * *

PORZĄDKOWANIE SPRAW ORGANIZACYJNYCH

15 kwietnia 1898 roku Charles Russell scedował prawa własności do spółki Tower Publishing Company (odpowiadała za wydawanie Strażnicy Syjonu oraz większości pozostałej literatury) na Watch Tower Bible & Tract Society. W praktyce oznaczało to przekazanie wydawnictwa na rzecz Towarzystwa Traktatowego i Biblijnego Strażnica. Od tego momentu spółka wydawnicza Tower Publishing Company mogła wydawać już tylko literaturę zleconą do druku przez stowarzyszenie. Dodatkowo pastor Russell przekazał na rzecz stowarzyszenia całe mienie będące wcześniej własnością spółki wydawniczej. Tak więc na stowarzyszenie przeszły prawa własności do Domu Biblijnego, drukarni i całego sprzętu drukarskiego – łączną wartość oszacowano na 164 033 $. Równocześnie na konto stowarzyszenia wpłynęła anonimowa dotacja w wysokości 186 000 $, z przeznaczeniem na pokrycie kosztów eksploatacji budynku, zakupu materiałów do druku, itp.

Oczywiście część przeciwników Russella zarzuciła mu, że pod tą decyzją w rzeczywistości kryła się próba zachowania majątku przed możliwością jego podziału przy ewentualnej rozprawie rozwodowej z Marią Russell. Decydując się na przekazanie całej własności spółki wydawniczej na rzecz Towarzystwa Traktatowego i Biblijnego Strażnica, Charles tracił do niej wszelkie prawa własności. Tym samym dobra te nie mogły stanowić części dzielonego majątku przy rozwodzie. W rzeczywistości jednak Russell nadal posiadał 990 z 1 000 udziałów w Towarzystwie Traktatowym i Biblijnym Strażnica. Wiele osób krytykowało ten stan rzeczy, jednak należy pamiętać, że Charles zainwestował całą swoją fortunę w utworzenie i utrzymanie tego stowarzyszenia. A celem stowarzyszenia było prowadzenie działalności ewangelizacyjnej na wielką skalę. Kapitał pastora Russella umożliwił rozpoczęcie i następnie rozwijanie tej działalności. Przeznaczył on swoje pieniądze na ten cel, samemu żyjąc przy tym niezwykle skromnie i oszczędnie w Domu Biblijnym.

  * * *

W maju ukazała się druga edycja popularnego śpiewnika Poems and Hymns od Dawn (Wiersze i Pieśni Brzasku). Pastor zalecał, aby wszyscy studenci biblijni zaopatrzyli się w te śpiewniki i wykorzystywali je podczas nabożeństw w zborach. Cena dla stałych subskrybentów Strażnicy wynosiła zaledwie 50 centów, a normalnie 5 $ z kosztami przesyłki. Widać więc, że stowarzyszenie – pomimo dużych zmian – utrzymało wcześniejszą politykę niskich cen, dzięki czemu literatura była dostępna także dla osób ubogich. W tym samym roku wydano już czwartą edycję pierwszego tomu Millennial Dawn: The Divine Plan of the Ages (Brzask Tysiąclecia: Boski Plan Wieków). Edycja liczyła 384 strony w trzech rodzajach oprawy: miękkiej, twardej i skórzanej. W takich samych oprawach ukazała się trzecia edycja drugiego tomu Millennial Dawn: The Time Is at Hand (Brzask Tysiąclecia: Nadszedł czas) i druga edycja trzeciego tomu Millennial Dawn: Thy Kingdom Come (Brzask Tysiąclecia: Przyjdź Królestwo Twoje). Ponowne dodrukowanie wszystkich tych tomów umożliwiło zaspokojenie rosnącego zapotrzebowania na dzieła pastora Russella. Kolporterzy znowu mogli swobodnie zamawiać i rozprowadzać tomy po całych Stanach Zjednoczonych. Dużą partię książek wysłano także do Kanady i Wielkiej Brytanii.

  * * *

PRÓBA POJEDNANIA W MAŁŻEŃSTWIE

Tymczasem pastor Russell koncentrował się na pisaniu piątego tomu serii Millennial Dawn. Wcześniej korzystał on z bardzo dużej pomocy ze strony swojej żony. Językoznawcy są pewni, że Maria Russell posiadała o wiele lepszą znajomość literackiego języka angielskiego. We wcześniejszym okresie pomagała ona mężowi, wygładzając styl i konstrukcję zdań w napisanych przez pastora artykułach. Widać to wyraźnie we wcześniejszych tomach – trzy pierwsze tomy (Boski Plan Wieków, Nadszedł czas i Przyjdź Królestwo Twoje) różniły się nieco w stylu napisania od tomu czwartego (Dzień Pomsty). Charles również dostrzegał ten problem. Szukając ponownej pomocy ze strony żony, mniej więcej pod koniec lata podjął kolejną próbę pojednania. Prawdopodobnie to Charles zainicjował te starania. Napisał wówczas taki list do żony:

„Patrzę wstecz z uczuciem przyjemności na czasy, gdy całowałaś mnie przynajmniej trzydzieści razy na dzień i stale powtarzałaś, że nie wiesz, jak mogłabyś żyć beze mnie; jak lękałaś się, że umrę pierwszy. […] Nie będę Cię trudził opowiadaniem o moim smutku ani wzniecał Twojego współczucia przez opisywanie moich uczuć, gdy od czasu do czasu przechodzą obok Twoich sukien czy innych przedmiotów, które tak żywo przywodzą mi na pamięć Ciebie taką, jaka byłaś dawniej – tak pełną miłości, sympatii i uczynności […]”

W odpowiedzi na te starania Maria zaczęła kilka razy w tygodniu pojawiać się w Domu Biblijnym, a następnie na kilka tygodni tam zamieszkała. Do pełnego małżeńskiego pojednania jednak nie doszło i Maria ponownie się wyprowadziła. Można przypuszczać jedynie, że pastor po raz kolejny odmówił jej przywrócenia do wcześniej posiadanych przywilejów oraz zakresów służby. I pomimo osobistych sympatii, Maria ponownie odeszła. Charles wówczas zamknął się na długie tygodnie w swoim mieszkaniu w Domu Biblijnym. Niektórzy podejrzewali, że mógł pogrążyć się w depresji po śmierci ojca i nieudanej próbie pogodzenia się z żoną. On samemu tak później opisał tamten okres:

[…] Przy końcu którego [roku] moja żona dała mi solenne zapewnienie, że przestała fałszywie świadczyć przeciwko mnie przed innymi, po czym ja dałem jej dom z widokiem na parki, który posiadałem i wyposażyłem go dla niej w dobrym stylu – dom lepszy, niż kiedykolwiek miała – myśląc, że przezwyciężę jej zło dobrem, że jeszcze zobaczy zło swojego postępowania i doceni moje miłujące intencje. Okazała nieco wdzięczności, usiadła mi na kolanach i pocałowała mnie oraz uklękła ze mną w modlitwie w tym domu. Dom miał dziesięć pokoi i miała spory dochód z wynajmu części z nich lokatorom. W nadziei, że na widoku jest zmiana zdania odwiedziłem ją każdego czwartkowego wieczora około pięć razy, kiedy powiedziała: »Mężu, obawiam się, iż sąsiedzi i lokatorzy będą się dziwili, gdy będą cię widzieli jak przychodzisz co czwartek«. Ta wskazówka wystarczyła. Nie kontynuowałem odwiedzin. Dziecinność sytuacji była śmieszna. Sąsiedzi będą widzieć lokatorów, mężczyzn, wchodzących i wychodzących z domu codziennie, co godzinę, lecz będą się dziwić widząc męża kobiety przychodzącego raz w tygodniu. Pojąłem, że dalsze ubieganie się o jej uczucia jest bezcelowe. Później prosiła mnie, bym przychodził tylko gdy będzie potrzebowała jakichś napraw lub dodatkowych mebli.”

Tak więc Charles zapewnił swojej żonie stosowne środki do życia, aby mogła wynajmować odpowiednie dla siebie mieszkanie i nadal żyć na dobrym poziomie. Niczego jej nie brakowało. Tymczasem samemu zajął się studiami biblijnymi i na jesieni opublikował ważny artykuł zatytułowany The Parousia of Our Lord (Paruzja naszego Pana). Russell wyjaśnił w nim szczegóły dotyczące czasu, celu i sposobu wtórego przyjścia Jezusa Chrystusa. Artykuł ukazał się jako specjalny wrześniowy numer Strażnicy Syjonu. Pierwotny nakład w ilości 20 tys. egzemplarzy bardzo szybko rozszedł się, a napływające prośby skłoniły pastora do wydrukowania w listopadzie kolejnych 40 tys. sztuk tej broszury. Dla ułatwienia pracy Żniwa wydano kolejne cztery traktaty z serii Old Theology Quarterly. Były to: Czym jest dusza?, Czy musimy porzucić nadzieję na Złoty Wiek?, Ukrzyżowany z Chrystusem i Biblia przeciwko teorii ewolucji.

  * * *

KONWENCJA W COUNCIL BLUFFS

Trans-Mississippi and International Exposition Omaha 1898 r.

W 1898 roku w Omaha w stanie Nebraska zorganizowano światowe targi Trans-Mississippi and International Exposition (od 1 czerwca do 1 listopada), których celem było zaprezentowanie rozwoju całego Zachodu Stanów Zjednoczonych, który rozciągał się od rzeki Missisipi po wybrzeże Pacyfiku. Spodziewano się, że z tej okazji do Omaha przyjedzie ponad 2,6 miliona ludzi. Aby ułatwić im przyjazd, linie kolejowe przygotowały specjalne promocyjne stawki biletów, co zwróciło uwagę pastora Russella. Postanowiono więc zorganizować w dniach od 1 do 5 października konwencję w sąsiedniej miejscowości Council Bluffs, w stanie Iowa.

Stany: CA – Kalifornia, CO – Kolorado, SD – Dakota Południowa, NE – Nebraska, KS – Kansas, OK – Oklahoma, MN – Minnesota, IA – Iowa, MO – Missouri, WI – Wisconsin, IL – Illinois, MI – Michigan, OH – Ohio, KY- Kentucky, PA – Pensylwania, GA – Georgia, MD – Maryland, DC – Dystrykt Kolumbii

Na konwencję przyjechało 175 osób, z których większość pochodziła ze stanów Nebraska, Iowa i Kansas, ale reprezentowane były także odległe stany Michigan, Wisconsin, Minnesota, Dakota Południowa, Missouri, Illinois, Ohio, Pensylwania, Maryland, Georgia, Oklahoma, Kolorado, Kentucky, Kalifornia i Dystrykt Kolumbii.

Pastor zauważył, że była to najspokojniejsza ze wszystkich dotychczasowych konwencji – wolna od wszelkich napięć i tarć, a wykazująca ducha łagodności, cierpliwości, wyrozumiałości i miłości braterskiej. Wszyscy wzięli udział w licznych wykładach oraz zebraniach świadectw i modlitw. Chrzest przyjęło 41 osób, z których najmłodsza miała około 30, a najstarsza ponad 70 lat. Wielu z uczestników wyrażało nadzieję, że następna konwencja będzie mogła być zorganizowana jak najszybciej.

Charles dostrzegł jednak problem, którym dla wielu zainteresowanych osób była odległość oraz związane z tym koszty. Powodowało to, że wiele osób pragnących wziąć udział w konwencji nie mogło pozwolić sobie na przyjazd. Dlatego wracając z Council Bluffs do Allegheny, zatrzymał się w kilku miejscach, gdzie spotkał się ze studentami biblijnymi. Do największego spotkania doszło w Chicago, gdzie zebrało się około 150 osób. Gdy członkowie zboru z miejscowości Sippo w stanie Ohio również poprosili o zorganizowanie takiego spotkania, Charles wysłał do nich Henningesa. W ten sposób zorganizowano tam sub-konwencję, w której przez 3 dni uczestniczyło 150 osób. Podobne prośby zaczęły napływać do pastora z innych rejonów Stanów Zjednoczonych. Wszystko to bardzo mocno wzmocniło duchowo pastora Russella. Cieszył się on wzrostem miłości braterskiej i pragnieniem spotykania się ze sobą, by budować się w naukach Słowa Bożego. Charles powrócił do Domu Biblijnego 11 października. Postanowił wówczas, że od przyszłego roku będą organizowane w różnych częściach kraju niewielkie lokalne konwencje, które wówczas nazywano sub-konwencjami. Natomiast generalne konwencje będą również organizowane w różnych miejscach, tak aby umożliwić udział w nich jak największej liczbie osób zainteresowanych.

  * * *

Pisząc roczne sprawozdanie, pastor napisał, że przez kilka minionych lat odczuwał, że jego działalność osiągnęła maksymalną najwyższą granicę, której nie można było już przekroczyć. Okazało się jednak, że sprawozdanie za 1898 roku było o wiele lepsze niż z poprzednich lat. W roku tym do Domu Biblijnego napłynęło 29,5 tys. listów, z których na ponad 14 tys. odpowiedziano. Była to rekordowa wielkość w dotychczas napływającej do pastora Russella korespondencji. Bardzo dobrze rozwijała się działalność kolporterów, którą czasami nazywano pracą ewangelizacyjną. Wielu z kolporterów całkowicie rezygnowało z pracy zawodowej, całkowicie poświęcając swój czas i talenty na służbę dla Boga, Jezusa Chrystusa, Prawdy i braci. Podróżowali oni z miasta do miasta, odwiedzając kolejne domy i poszukując osób, które w życzliwy sposób reagowały na “dobrą nowinę” (Ewangelię). Z osobami zainteresowanymi wielokrotnie spotykali się w godzinach wieczornych, pomagając im zrozumieć prawdę Słowa Bożego. W pracy tej niezwykle pomocne okazywały się broszury i traktaty. Kolporterzy rozprowadzili w ten sposób ponad 62 tys. tomów z serii Millennial Dawn (Brzask Tysiąclecia) i ponad 20 tys. różnych broszur. Liczba stron rozprowadzonych traktatów wyniosła prawie 41 mln. W ciągu całego roku rozprowadzono ponad 2 mln egzemplarzy periodyku Strażnica Syjonu, w tym ponad 228 tys. darmowych egzemplarzy dla osób biednych. Roczne wpływy i darowizny wyniosły 175 626 $, a suma wydatków wyniosła 21 453 $. Po doliczeniu wszystkich innych aktywów, na koniec 1898 roku w kasie Towarzystwa Traktatowego i Biblijnego Strażnica pozostawało 166 948 $. Ta wielka kwota otwierała przed pastorem nowe możliwości rozszerzenia pracy w kolejnych latach.

  * * *

———————————————

Opracowano na podstawie: Charles F. Redeker, Pastor C.T. Russell. Messenger of Millennial Hope, s. 9-45. Niektóre informacje zaczerpnięto z: F. Zydek, Charles Taze Russell: His Life and Times. The Man, the Millennium, and the Message i czasopisma Watch Tower.


Zobacz także:

1899-1902 – Pojednanie pomiędzy Bogiem a człowiekiem

Szczegółowy życiorys C.T. Russella