R2319-179 Bezecni chrześcijanie a zacni niewierni

::R2319: :strona 179::

BEZECNI CHRZEŚCIJANIE A ZACNI NIEWIERNI

„Widzicie zaiste powołanie wasze bracia, że nie wiele mądrych według ciała, nie wiele możnych, nie wiele zacnego rodu wybrał Bóg” – 1 Kor. 1:26

Z pewnością, że nikt temu nie zaprzecza, że zacne charaktery znajdują się tak pomiędzy niewiernymi jak i pomiędzy Chrześcijanami, ani też żaden doświadczony człowiek nie zaprzeczy, że znajdują się również ludzie bezecni pomiędzy Chrześcijanami tak samo jak i pomiędzy światowymi. Zachodzi pytanie: Jak mamy sobie wytłumaczyć tę sprawę? Czy nie powinniśmy raczej spodziewać się, że wzniosłe zasady prawdziwego Chrześcijanizmu pociągną tylko lepsze umysły ze świata a odpędzą tych o bezecnym usposobieniu? Czy nie powinniśmy spodziewać się, że nauki Chrystusowe i duch tychże nauk, duch cichości, łagodności, braterskiej uprzejmości i miłości pociągną tylko tych, którzy sympatyzują z takimi przymiotami, a więc tylko ludzi zacniejszych? I czy nie należałoby się również spodziewać, że ponieważ Pismo Święte i duch Pański potępiają wszelki gniew, złość, nienawiść, zazdrość, spory, złorzeczenia, obmowy, nieczystości itp., to ci, co praktykują takie uczynki ciała i diabła, będą raczej odpędzeni Ewangelią Chrystusową?

Jakakolwiek by była tendencja naszego umysłowego rozumowania co do tego tematu, to jednak fakty wskazują nam, że stosunkowo większa liczba zacnych tego świata odrzuca Pana i Jego Ewangelię, natomiast ci, którzy Ewangelię przyjmują w większości składają się z bezecnych tego świata. Przeto znowu zachodzi poważne i niepokojące pytanie: Jak mamy sobie tłumaczyć ten dziwny stan rzeczy, który zdaje się być przeciwny wszelkim oczekiwaniom?

Tłumaczymy to według reguły, jaką nasz Pan wyraził, gdy powiedział, że nie przyszedł wzywać sprawiedliwych, ale grzesznych do pokuty. Prawdą jest, że nie ma sprawiedliwego ani jednego; bo wszyscy zgrzeszyli i nie dostaje im chwały Bożej; upadek ojca Adama przeszedł na całe jego potomstwo, stąd wszyscy są grzesznymi i potrzeba im łaski Bożej w Chrystusie na odpuszczenie ich grzechów, lecz ci, którzy są mniej upadli moralnie i umysłowo, lub którzy myślą o sobie, że są mniej upadli od niektórych współbliźnich, są skłonni chełpić się swoją własną sprawiedliwością, chociaż nie przypisują sobie doskonałości. Dlatego tacy są mniej skłonni uznać, że są niczym i że niegodni są Boskiej łaski, a zatem są również mniej skłonni ukorzyć się u stóp krzyża i przyjąć, jako niezasłużoną łaskę, dar wiecznego żywota przez Pana naszego Jezusa Chrystusa.

POTRZEBA DOBREGO LEKARZA NIE ROZPOZNANA

Takim się zdaje, że to inni, bardziej zdegradowani, potrzebują Boskiego miłosierdzia i przebaczenia, zadowoleni są, że Bóg ma litość nad takimi i gotowi są im pomagać; lecz o sobie jakoś im się zdaje, że nie potrzebują przypisanej szaty Chrystusowej sprawiedliwości, by ich przykryła. Zdaje im się, że oni są tak przyjemnymi Bogu, że o ile On przyjmuje kogokolwiek do przyszłego żywota, to z pewnością, że ich od tego nie odsunie. Patrząc sami na siebie porównują się z Chrześcijanami, i często ze znaczną miarą schlebiania sobie zapewniają sami siebie, że ich pojęcia dobrego i złego, oraz ich moralnych zobowiązań uczynności itp. są wyższe, zacniejsze i lepsze, aniżeli tych, którzy mienią się być Chrześcijanami; dlatego myślą sobie: Bóg jest sprawiedliwy, a chociaż ja nie jestem doskonały, jestem jednak wiele lepszym, aniżeli większość tych Chrześcijan, mogę więc być pewnym, że Bóg w sprawiedliwości Swej będzie miał tyle starania o mnie, co o drugich, o których widzę, że mi nie dorównują pod względem przymiotów umysłu i serca. Jak ten biblijny Faryzeusz, oni dziękują Bogu, że nie są takimi, jak drudzy i zaniedbują tego jedynego „imienia pod niebem, danego ludziom, przez którebyśmy mogli być zbawieni” (Dz. Ap. 4:12).

Klasa ludzi powyżej opisanych jest dość liczna, liczniejsza aniżeli wielu mogłoby przypuszczać. W skład tej klasy wchodzi i wielu takich, którzy wcale nie są obłudnikami, lecz którzy nigdy nie zrozumieli Ewangelii. Kilku prezydentów Stanów Zjednoczonych było z tej klasy. Mieli oni poważanie dla religii; byli również moralnymi w swym życiu i sprawiedliwymi w swym postępowaniu – na przykład Lincoln i Grant, których wspominamy tylko jako wzór tej klasy. Do klasy tej można by słusznie wliczyć i wielu z tych, którzy należą lub uczęszczają do jakiegoś kościoła. Oni oceniają ten fakt, że moralne podniesienie cywilizacji jest złączone wprost, lub też pośrednio, z Chrześcijaństwem; i miło im jest stanąć po stronie moralnej i popularnej, pomimo, że nigdy nie przyjęli Boskiej łaski przebaczenia grzechów przez wiarę w drogą krew Chrystusa.

Widzimy ich trudność, która polega na tym, że oni nie rozumieją tego, że Bóg działa tylko na zasadach ścisłej sprawiedliwości i prawa. Boska sprawiedliwość oświadcza, że wszelka niedoskonałość jest przeciwną Bogu, że Jego pierwotne dzieło w Adamie było doskonałe i że nie może przyjąć do swej społeczności czegoś, co jest niedoskonałe. Oni przeoczają, że według tego prawa ten, co jest winien w małym, jest jednak winien i podpada pod tę samą karę śmierci, co ten, który jest winien więcej i większych przestępstw. Ponieważ tedy wszyscy są niedoskonali – żadnego nie ma zupełnie doskonałego – dlatego jeden wyrok śmierci obejmuje każdego członka ludzkiej rodziny. Nie ma drzwi ucieczki przed śmiercią, ani drzwi, przez które można by wejść do żywota, oprócz tych, które przygotował Bóg, a tymi drzwiami jest Chrystus Jezus sprawiedliwy, który stał się Odkupicielem człowieka przez ofiarowanie Samego Siebie. Ten, kto nie zechce przejść przez te drzwi, nigdy nie otrzyma żywota, bez względu jak silnie walczy przeciwko grzechowi, bez względu jak blisko dochodzi do tych drzwi. Tylko przejście przez te drzwi może oznaczać wejście do żywota wiecznego. „Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny; ale kto nie wierzy Synowi nie ogląda żywota, lecz gniew Boży zostaje nad nim” – Jan 3:36.

Takie zrozumienie tego przedmiotu pokaże nam również, dlaczego do Chrystusa przychodzi stosunkowo więcej bezecnych tego świata, aniżeli zacniejszych. Tylko ci, co czują się, że są grzesznymi, czują, że potrzeba im uwolnienia z grzechu, oceniają ofertę przebaczenia. Tylko chorzy i rozumiejący, że są chorymi, czują potrzebę Wielkiego Lekarza. Zaiste wielu pożąda łaski Bożej, ponieważ rozumie swój upadły, zdegradowany stan i czuje się gorszymi od innych – tylko to zdaje się rozbudza w nich zrozumienie swego opłakanego stanu, tylko to pobudza ich do wołania: „Zmiłuj się nade mną Panie, Synu Dawidowy” (Mat. 15:22). I to uczucie swej własnej niegodności przed Bogiem jest konieczne u wszystkich, którzy chcą dostąpić łaski Bożej, bo jest to jedyny warunek, na którym On Swej łaski udziela.

Znalazłszy w ten sposób filozoficzną podstawę do naszego przedmiotu postąpimy dalej, aby dowiedzieć się, co do dalszych wyników. Jaki jest właściwy rezultat z przyjęcia Chrystusa? Odpowiadamy, nieuniknionym rezultatem właściwego przyjęcia Chrystusa na warunkach Przymierza Łaski, musi być moralne podniesienie; ponieważ warunkiem, na którym Chrystus przyjmuje kogokolwiek jest to, że dana osoba nie tylko pragnie przebaczenia przeszłych grzechów, ale pragnie również porzucić grzech na przyszłość. Im niższy będzie poziom moralności danego człowieka, tym większa będzie jego ewentualna przemiana, lecz tym mniej będzie on rozumiał na początku swego nawrócenia się te różne stopnie oczyszczania się w myśli, słowie i uczynku, jakie musi przejść na swej drodze chrześcijańskiej. Na początku będzie on myślał tylko o odrzuceniu wielkich zewnętrznych grzechów, lecz stopień po stopniu, za pomocą różnych lekcji, on będzie pouczany przez wielkiego Nauczyciela i o ile trwać będzie w szkole Chrystusowej, czynić będzie postęp w ocenie, w znajomości i w wyrabianiu charakteru.

Wymaganiem wielkiego Nauczyciela, według słów Apostoła jest, że ci, co przystępują do Pana w zupełnym poświęceniu, będąc przyjęci na podstawie ich wiary, muszą natychmiast rozpocząć oczyszczać „samych siebie od wszelakiej zmazy ciała i ducha, wykonywając poświęcenie w bojaźni Bożej” (2 Kor. 7:1). Ktokolwiek nie rozpocznie tego czynić, ten w szkole Chrystusowej trwać nie będzie, ponieważ taki nie ma Jego ducha, a „kto ducha Chrystusowego nie ma, ten nie jest Jego” (Rzym. 8:9). „Kto czyni grzech (świadomie, dobrowolnie), z djabła jest” (1 Jana 3:8). Jednak niektóremu może zabrać kilka lat szkolenia i ćwiczenia się pod nadzorem wielkiego Nauczyciela, zanim wydźwignie się z kału grzechu, samolubstwa i różnych złych wad, i stanie się choćby tylko trochę lepszym i zacniejszym w charakterze. Charakter można by przyrównać bardziej do dębu, aniżeli do grzyba: potrzeba znacznego czasu na jego rozwój. A jednak, tak jak dąb może być prędko uśmiercony, czyli ścięty siekierą, podobnie i najsilniejszy charakter może być prędko podkopany, podcięty i wywrócony grzechem. Inaczej mówiąc, wzrost ku górze jest powolny, lecz skłonności ku dołowi działają bardzo prędko, gdy się na nie zezwala. Niektórzy Chrześcijanie zauważą niekiedy, że chociaż religia Chrystusowa dopomogła im i ich przyjaciołom do wydostania się z kału grzechu, postawiła ich na Opoce, którą jest Chrystus, i oczyściła ich od zmaz i niektórych niegodziwości ich usposobienia, to jednak po dziesięciu, dwudziestu lub więcej latach takich ćwiczeń i pracy nad sobą oni niekiedy ze zdziwieniem zobaczą jakiegoś człowieka niewiernego, o którym muszą przyznać, że dorównuje im pod względem moralnego zachowania, uczciwości lub szlachetności.

PRAWO DZIEDZICZNOŚCI MAJĄCE UDZIAŁ

Zachodzi więc pytanie: Jak to może być? Odpowiadamy, że jak moralne zboczenia odbijają się na dzieciach do trzeciego i czwartego pokolenia, tak i moralne przymioty mogą udzielać się potomstwu przez kilka generacji. Z tego wynika, że rodzice zacni i bogobojni, którzy starali się rozwijać w sobie owoce ducha, nie tylko, że sami korzystali i wspinali się na wyższy szczebel doskonałości, lecz i ich dzieci rodzą się z lepszymi przymiotami i w warunkach korzystniejszych ku sprawiedliwości i zacności duszy; albowiem serdeczna zacność rodziców odzwierciadla się na fizycznym stanie ich dzieci.

Toteż mimochodem chcemy zaznaczyć, że wielu rzekomo pobożnych rodziców jest mniej zacnymi w sercu aniżeli byśmy się spodziewali; bo gdyby w okresie spłodzenia i brzemienności, myśli i uczucia rodziców były zacne, czyste, święte, sprawiedliwe, miłe i uczciwe, to ujawniłoby się to w ich dzieciach – wyniki byłyby korzystne tak dla dzieci jak i dla rodziców. Naturalne przymioty dziecka bywają do pewnego stopnia formowane jeszcze przed jego narodzeniem, wolą matki, a ideały matki są w pewnej mierze te same, co ojca, o ile są oni dobrze dobrani. Chrześcijańscy rodzice powinni rozumieć swoją odpowiedzialność pod względem władzy rozrodczej danej im przez Wszechmocnego. Jest to hańbą dla naszej cywilizacji, że w krajach cywilizowanych rodzi się tak wiele upośledzonych, nawet pomiędzy tymi, którzy rozumieją prawo dziedziczności i zwracają baczną uwagę na rozpładzanie swego bydła, owiec, koni lub psów. Jest widocznym, że wpływ umysłu rodziców na ich potomstwo nie jest zrozumianym. Niechaj powyższe myśli strzegą rodziców nie tylko, co się tyczy ich przyszłego potomstwa, lecz niechaj także uczynią ich cierpliwymi wobec ich obecnych dzieci, gdy starają się odzwyczajać je od pewnych wad charakteru, jakie może sami dopomogli im zaszczepić. Najpierwszym obowiązkiem rodzica wobec swego dziecka jest dać mu możliwie jak najlepszy początek w życiu.

Dzieci chrześcijańskich rodziców zrodzeni korzystnie, gdy później staną się. Chrześcijanami i rozpoczną w swym sercu bój przeciwko moralnym brudom i grzechowi i przeciwko wszelkim złym i samolubnym skłonnościom upadłej natury, mogą, przy łasce Bożej dosięgnąć wyższego stopnia moralności, aniżeli dosięgli ich rodzice – przez stosowanie się do przepisów Onego wielkiego Nauczyciela. Tu zachodzi druga strona tej sprawy: Bóg nie przyjmuje dzieci wierzących na podstawie wiary ich rodziców dłużej, jak tylko w okresie ich dziecięcej nieświadomości. Jak tylko lata wyrozumienia nadchodzą, osobiste przymierze z Bogiem jest wymagane, jeżeli oni mieliby być Jego ludem, bo inaczej będą policzeni jako dzieci tego świata i pod jego potępieniem, a nie jako będący pod usprawiedliwieniem, które rozciąga się tylko na wierzących i ich małe dzieci (1 Kor. 7:14). Bóg czyni wejście do Jego rodziny i szkoły sprawą osobistą.

Tu znajdujemy sekret, dlaczego niektórzy z najzacniejszych tego świata nie są ludem Bożym. Oni są dziećmi kogoś, którego nogi były podniesione z kału grzechu; oni odziedziczyli po rodzicach pewną część tego podniesienia, jakie Chrystus przyniósł na świat dla tych, co idą za Jego naukami. Widzimy więc, że niewiara nie ma się czym chlubić ze swoich zacnych synów, bo cokolwiek w nich jest zacnego i wielkiego, przyszło przeważnie przez wiarę ich przodków. Niewiara zaś, skłania się raczej do grzechu i degradacji. To nie zawsze okaże się w jednej generacji, lecz niekiedy może się tak okazać. Syn zacnych chrześcijańskich rodziców, który odziedziczył umysł zacniejszy od pospólstwa, może do pewnego stopnia utrzymać ten umysł przez całe życie, a jeżeli poczuje chlubę w swej moralności może, przynajmniej na zewnątrz, okazać dobrą ogładę, a nawet może przelać to na swoje potomstwo. Jednakowoż z czasem samolubstwo podkopie i zniszczy tę zacność i możemy spodziewać się degradacji w potomstwie tych, co nie przyjmują Chrystusa, tak pewnie, jak spodziewać się możemy polepszenia w tych, co Chrystusa przyjmują.

ILUSTRACJA TEGO W PIERWOTNYM KOŚCIELE

Ogólne działanie tego prawa może być lepiej zauważone, gdy obserwujemy przebieg wypadków całych terytoriów (szerokich obwodów) i wieków. Patrząc wstecz do czasów naszego Pana i Apostołów widzimy, że Ewangelia pociągała przeważnie tylko takich jak powyżej opisaliśmy, celników, grzeszników i ludzi niższej klasy, podczas gdy mądrzy tego świata, ludzie z klas wyższych moralnie lub umysłowo, odrzucali Chrystusa, nie czując potrzeby Zbawiciela. Obserwując uważnie Kościół, jego najniższy początek i najbiedniejszą klasę, widzimy jednak, że ktokolwiek wstępował do szkoły Chrystusowej i był od Niego uczonym, został podniesiony przez swoje posłuszeństwo temuż Nauczycielowi. Wyższe nauki Pana, że powinniśmy miłować nie tylko jedni drugich, ale że sympatyzującą miłością darzyć powinniśmy nawet tych, co nas nienawidzą, prześladują i mówią wszystko złe przeciwko nam dla imienia Jego, oraz, że Boskie błogosławieństwo spoczywa na cichych, cierpliwych, pokornych, pokój czyniących i że sumą wszystkich cnot jest miłość, stały się wytycznymi zasadami pomiędzy Jego naśladowcami. Znajdujemy, że takie same nauki wypływały z pokornych rybaków i celników, którzy przyjęli Jezusa i których On wysłał jako Apostołów Swej łaski.

Na przykład, słyszymy Apostoła Piotra mówiącego: „Przydajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty umiejętność, do umiejętności powściągliwość, a do powściągliwości cierpliwość, a do cierpliwości pobożność, a do pobożności braterską miłość, a do miłości braterskiej łaskę” (2 Piotra 1:5-7). Słyszymy Apostoła Jana mówiącego: „Kto nie miłuje brata swego, którego widział, Boga, którego nie widział, jakoż może miłować?” (1 Jana 4:20). Słyszymy również Św. Jakuba mówiącego: „Jeźli kto jest mądry i umiejętny między wami niech pokaże dobrem obcowaniem uczynki swoje w mądrej cichości. Ale jeżeli macie gorzką zawiść i zajątrzenie w sercu waszem nie chlubcie się”. – „Poddajcie się tedy Bogu, a dajcie odpór dyjabłu, a uciecze od was. Przybliżcie się ku Bogu, a przybliży się ku wam. Uniżajcie się przed obliczem Pańskiem, a wywyższy was. Nie obmawiajcie jedni drugich, bracia”. „Słuchajcie bracia moi mili, azaż Bóg nie obrał ubogich na tych świecie, aby byli bogatymi w wierze i dziedzicami królestwa, które obiecał tym, którzy Go miłują?” (Jak. 2:5; Jak. 3:13, 14; Jak. 4:7-11).

Słyszymy także Apostoła Pawła, który przedtem był jednym z zacnych w klasie Faryzeuszów, że i on również wypowiada te same prawdy i z całą pokorą przyznaje, że „niemasz sprawiedliwego ani jednego” (Rzym. 3:10) i wyjaśnia, że tylko gdy przyjmujemy Chrystusa, dostępujemy odpuszczenia grzechów i pojednania z Ojcem; a także, iż przyoblekłszy się w Chrystusa mamy być Nowymi Stworzeniami w Nim; że stare rzeczy przeminęły już na zawsze, i, że postępować mamy odtąd w nowości żywota, nie według woli ciała, ale według woli Bożej. Zauważmy jak on napomina tych, którzy przyjmowali imię Chrystusowe, że oni muszą także przyswoić sobie Jego ducha, czyli usposobienie, że mają być o sobie tego wyrozumienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, mają mieć umysł przeciwny grzechowi i wszelkiemu samolubstwu, a rozkoszujący się w prawdzie, dobrotliwości, czystości, uczynności i miłości.

Apostoł objaśnia to słowami: „Miłość bliźniemu złości (krzywdy) nie wyrządza; a tak wypełnieniem zakonu jest miłość. Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości; chodźmy uczciwie jako we dnie. Obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa, a nie czyńcie starania o ciele ku wykonywaniu pożądliwości”. – „Żadnemu złem za złe nie oddawajcie, obmyśliwając to, co jest uczciwego przed wszystkimi ludźmi. Jeźli można, ile z was jest (na ile to od was zależy) ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie. Nie mścijcie się sami najmilsi; nie dajcie miejsce gniewowi; albowiem napisano: Mnie pomsta, a Ja oddam, mówi Pan. Jeżeli tedy łaknie nieprzyjaciel twój, nakarm go; jeżeli pragnie, napój go” (Rzym. 12:17-20; 13:10-14).

Ten sam Apostoł objaśnia także szczegółowo miłość, która jest esencją ducha Bożego, a także ducha Chrystusowego i którą wszyscy naśladowcy Pana muszą posiadać, jeżeli chcą w Nim trwać. Zauważmy to jego wzniosłe określenie tej miłości: „Miłość jest długo cierpliwa, dobrotliwa jest; miłość nie zajrzy (nie zazdrości), miłość nie jest rozpustna, nie nadyma się; nie czyni nic nieprzystojnego, nie szuka swoich rzeczy, nie jest porywcza do gniewu, nie myśli złego; nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; wszystko okrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko cierpi. Miłość nigdy nie ustaje” (1 Kor. 13:4-8).

„ŚWIADECTWO PAŃSKIE WIERNE, DAWAJĄCE MĄDROŚĆ NIEUMIEJĘTNEMU” – Ps. 19:8-15

Byłoby niemożliwym dla któregokolwiek człowieka, bez względu jak zdegradowanym byłby umysłowo lub moralnie, przyjąć takie nauki do dobrego i szczerego serca, a nie być przez to podniesionym i uczynionym zacniejszym, bardziej zbliżonym do obrazu Bożego i Chrystusowego. Dlatego nie dziwi nas, że zaraz w pierwszym wieku lud Pana odznaczył się wysokimi zasadami i moralnością tak, że masy ludu zauważyły to i „poznali je, że byli z Jezusem” (Dz. Ap. 4:13). Następnie widzimy, jak on przeciwnik skaził prawdę i pozbawił ją tej prostoty, z jaką była nauczana przez Pana i Apostołów. Widzimy jak formy, ceremonie, odpusty, msze i posłuszeństwo dekretom i teoriom ludzkim zajęły miejsce czystej Ewangelii Chrystusowej; widzimy również, że w miarę jak nauki Chrystusowe były ignorowane i przekręcane, w takim też stopniu zakradały się przesądy, a duch Chrystusowy zanikał.

Pomimo tego skażenia, jakie przyszło na świat od drugiego wieku, pozostało jednak dosyć prawdziwego ducha zmieszanego z błędem, aby dokonać znacznej reformy w zdziczałej Europie i podnieść jej narody do wyższej cywilizacji aniżeli resztę świata. A gdy później pod Boską opatrznością podjęty został ruch wielkiej Reformacji, podniósł tę samą klasę ludzi do jeszcze wyższego stanu moralności. Reformacja przywróciła dużo pierwotnej czystości chrześcijańskiej i ducha Chrystusowego; a w miarę jak Słowo Boże miało wolny dostęp do ludu i jak było przyjmowane do szczerych serc, aby róść i przynieść swój owoc, w takim też stopniu ludy, będące pod wpływem Reformacji zostały podniesione wyżej od innych narodów świata.

UMYTA ŚWINIA WRACA DO WALANIA SIĘ W BŁOCIE

W tym wszystkim możemy zaobserwować zasadę, poprzednio wspomnianą; mianowicie, że jest to duch Chrystusowy, duch prawdy i duch sprawiedliwości ze Słowa Bożego, który wywierał cywilizacyjny, oświecający i uszlachetniający wpływ i spowodował tak zadziwiające przemiany w Chrześcijaństwie, a szczególnie w ostatnich stuleciach. Papiestwo i sekciarstwo utrudniało ten postęp prawdy i oświaty, lecz nie mogły go powstrzymać. Duch ten wciąż jeszcze zachwyca niższe klasy społeczeństwa i podnosi je wyżej. Daje się również zauważyć, że im wyżej społeczeństwo jest podniesione, tym mniej jest gotowe do ocenienia Boskich dobroci. Tak więc dotąd jest prawdą, że niewielu możnych, niewielu mądrych według świata wybrał Bóg; lecz ubogich tego świata, a bogatych w wierze, aby byli dziedzicami Królestwa.

Im obszerniejszy i lepszy będzie nasz pogląd na tą sprawę, tym więcej będziemy mogli sympatyzować z tymi braćmi w Chrystusie, którzy z natury są mniej zacni lub samolubni – którym brak jest odpowiedniej ogłady w ich myślach, słowach i w całym postępowaniu. Gdy zrozumiemy, że Bóg przyjął ich – nie z powodu ich dobroci lub zacnego charakteru, ale z powodu, że oni przyznali się do swoich nieudolności i pragną się zreformować, przemienić przez odnowienie umysłu – wtedy wszyscy mający zmysł, czyli ducha Pańskiego, przyjmą ich również. W proporcji, na ile mamy umysł Chrystusowy, święty zmysł, będziemy patrzeć na nich z punktu zapatrywania Boskiej sympatii dla ich słabości i mniej zacnych przymiotów i zamiast ich potępiać, pogardzać nimi lub zrywać z nimi społeczność, będziemy raczej starali się im dopomóc i w delikatny sposób pokazać to, czego oni jeszcze dobrze nie widzą. Widząc ich wysiłki w pokonywaniu swych słabości będziemy wobec nich cierpliwymi. Będziemy rozumieć, że ich bój jest przeciwko duchowej chorobie, którą oni może w pewnym stopniu odziedziczyli i która nie od razu może być wykorzeniona.

Z tego punktu zapatrywania nauczymy się myśleć o nich nie według ciała, nie według ich cielesnych słabości i usposobienia, ale według ducha, według intencji ich umysłu, według ich przymierza z Bogiem. W taki sposób, jak mówi to Apostoł, nie znamy już więcej nikogo według ciała, ale według ducha. Każdy, kto przyjął Boskie dobrodziejstwo pod Przymierzem Łaski, stał się uczestnikiem ducha świętobliwości i walczy przeciwko grzechowi we wszelkiej jego formie – w myśli, w słowie i w uczynku – każdy taki stara się o wyrobienie w sobie zacnego charakteru, którego jedynym doskonałym wzorem jest nasz drogi Odkupiciel. Taki stara się wyzbyć nie tylko uczynków ciała i diabła – nie tylko wielkich niegodziwości (morderstw, kradzieży itp.), ale także i tych bardziej zwykłych elementów skażonej natury, jakimi są złość, zazdrość, nienawiść, spory itp. Stara się również coraz bardziej przyodziać w zupełną zbroję Bożą, sprzeciwiać się grzechowi i rozwijać w sobie umysł, jaki był w Chrystusie Jezusie – umysł pełen cichości, cierpliwości, wytrwałości, braterskiej uprzejmości i miłości.

MIŁUJCIE JEDNI DRUGICH

Starajmy się więc my (Chrześcijanie) mieć obszerny pogląd na tę sprawę, a szczególnie na tych, którzy przyjęli imię Chrystusowe i dają dowody, że starają się kroczyć Jego śladami. Niechaj nasza miłość przykryje nie tylko ich drobne, maluteńkie zmazy i różnice od nas samych, ale także mnóstwo ich cielesnych niedoskonałości, o ile tylko widzimy, że ich serca są wierne Panu, dokąd ujawniają to tym, że starają się postępować nie według ciała, ale według ducha i dokąd wyznają, że chcą wyzbywać się bezecności, samolubstwa i różnych wad upadłej natury i wyrabiać w sobie zacność charakteru, jaka przystoi doskonałemu człowieczeństwu, wyobrażeniu Boskiej natury.

Niechaj każdy, który przyjął imię Chrystusowe czuwa ustawicznie, aby rozpoznać i wykorzeniać każdy ślad bezecności, samolubstwa, grubiaństwa i nieuczciwości, które z powodu naszego upadku wciąż trzymają się nas tak mocno, że niekiedy stają się jakoby częścią nas i gotowi jesteśmy nazwać je naszymi naturalnymi zaletami. Pamiętajmy, że choćby nawet Pan i nasi bracia przeoczali te nasze wady [rozeznając właściwą różnicę pomiędzy „nowym stworzeniem w Chrystusie” (Gal. 6:15), a przeciwnymi elementami starego stworzenia poczytanego za umarłe], to jednak światowi nie umieją tak rozróżniać i wszystkie wady i niedoskonałości, jakie widzą na naśladowcach Chrystusowych, będą gotowi przypisywać sprawie Pańskiej. W taki sposób to święte imię jest przez wielu bluźnione pomiędzy poganami codziennie.

Pamiętajmy także, że zła natura nie może być przemienioną w dobrą naturę w jednym dniu; przemiana umysłu, mowy i postępowania wymaga cierpliwości i wytrwałości, lecz ona może być osiągnięta przez tych, którzy uczynili przymierze z Bogiem i w posłuszeństwie poddali się pod rozkazy Onego wielkiego Nauczyciela. „Patrzajcież, abyście nie gardzili Tym, który mówi z Nieba” (Żyd. 12:25). Ktokolwiek zaniedbuje Jego nauki, zaniedbuje owo wielkie zbawienie wystawione w tym Wieku Ewangelii, albowiem żaden nie będzie pomiędzy wybranymi, jeżeli przynajmniej w swym sercu nie będzie zacnym, prawdziwym i dobrym – przypodobanym obrazowi Boskiego drogiego Syna – Rzym. 8:29.

Gdyby wszyscy mogli w pełni zdać sobie sprawę z wpływu swego umysłu na ich własne ciała, a także pośredni wpływ na umysły i ciała drugich, wielki ruch umysłowej reformy byłby wnet rozpoczęty na świecie a szczególnie pomiędzy poświęconymi Bogu. Zapewne, że ci powinni współdziałać z natchnioną modlitwą: „Serce czyste stwórz we mnie o Boże, a ducha prawego odnów we wnętrznościach moich … Tedy będę nauczał przestępców dróg Twoich, aby się grzesznicy do Ciebie nawrócili” (Ps. 51:12, 15).

— 15 czerwca 1898 —